W sumie, to opowiadanie jest dalej zawieszone, bo nie mam pojęcia co dalej, ale napisałam rozdział - chyba dosyć długi... Yey? XD
Nieważne, nieważne... Miłego czytania~~
Emil siedział w pociągu, nerwowo potupując nogą. Co on w ogóle sobie myślał? Jakim był idiotą...
Nieważne, nieważne... Miłego czytania~~
***
Emil siedział w pociągu, nerwowo potupując nogą. Co on w ogóle sobie myślał? Jakim był idiotą...
Bo wsiadł z rana do pierwszego
pociągu, jechał do innego miasta i nikomu o tym nie powiedział, i
pojechał tam tylko po to, by szukać dawnego
przyjaciela-psychopaty-mordercy, którego nie widział przez ładnych
parę lat.
Co najmniej idiota...
Westchnął przerywanie, próbując się
choć trochę uspokoić.
Nawet jak go znajdzie, to co wtedy?
„Chce wyjechać z tobą, bo teraz nie odnajduję się w życiu
codziennym.”?
Największy idiota świata...
***
Ale skoro już tu jestem, to
wypadało mu zwiedzić teren, pomyślał realnie. Przecież,
teoretycznie, nie był tu bez powodu... Chociaż biorąc pod uwagę
szansy go zrealizowania, to przyjazd tutaj można było nazwać
przyjazdem „bez powodu”...
Miał ochotę szurnąć się
w głowę za zbyt negatywne myśli, bo z takim nastawieniem na pewno
nic nie zdziała.
Przeszedł się oczywiście
do pierwszego miejsca, które wpadło mu do głowy – na miejsce
morderstwa, chociaż zdawał sobie sprawę, że było to w sumie
bezcelowe. Oliver nie miał żadnego powodu, aby tam wracać... Ani w
ogóle być w mieście...
Na pewno nie poruszał się
samochodem, bo żaden nie został skradziony, a żadnego ewidentnie
nie kupił, bo nie miał jak tego zrobić, próbował myśleć
trzeźwo i w miarę pozytywnie Emil. Prawdopodobnie również Oliver
nie miał przy sobie zbyt dużej sumy pieniędzy... Tylko, że nie do
końca były mu one potrzebne, bo po co seryjny morderca miałby
przejmować się codziennymi zasadami?
Byleby nie zwracać na
siebie zbyt dużej uwagi...
Sytuacja była...
Beznadziejna.
Jak on niby miał zrobić
coś, czego nie mogą całe zastępy policji?
Zdecydowanie nie miał
wystarczająco dużo oleju w głowie...
- Kuźwa. - Syknął na
siebie, czym zwrócił uwagę paru osób naokoło, udał więc, że
chodziło o telefon, który trzymał w ręce. Ostatnim czego on
również potrzebował była niepotrzebna uwaga ludzi i ewentualne
uznanie za dziwaka.
Nie, chwila... Miał jeszcze
jedno wyjście, mógł zwyczajnie odwrócić kota ogonem i zmusić
Olivera by odnalazł jego... Gdyby jakoś zwrócił na siebie jego
uwagę, miałby... Jakieś pięćdziesiąt procent szans, że Oliver
w ogóle postanowił by „się odezwać”.
Tylko jak miał to zrobić?
I skąd miał wiedzieć co akurat zwróciłoby jego uwagę?
Czy kręcenie się przy
miejscu morderstwa, gdzie znajdowały się wskazówki przeznaczone,
prawdopodobnie, tylko dla niego, nie było wystarczającym
„zwracaniem uwagi”?
Kilka dziewczyn przeszło
obok niego, chichocząc i wyraźnie na niego patrząc. Ach, te
wagary...
Cóż, od kiedy trochę
„wyrósł” od czasów pierwszej gimnazjum, to sporo takich się
za nim oglądało... I pewnie chętnie nie tylko by patrzyło.
A on nigdy z tego nie
skorzystał...
Bo myślał o Oliverze...
…
Emil poczuł się nagle,
jakby coś bardzo ciężkiego spadło mu na głowę. Prawie pół
kawału swojego siedemnastoletniego życia spędził myśląc o
jakimś mordercy, większość czasu w dodatku próbując go
wyśledzić.
Czy to były jakieś żarty?
Poleciał niczym pies za
suką w rui na prawie, bardzo prawie, drugi koniec kraju za jakimś
typem?
Gdy tak teraz myślał,
nigdy nawet nie starał się o miłość, bo myślał o Oliverze!
Teraz gdy tak o tym
myślał...
Brzmiało gejowsko...
Cholernie gejowsko...
Zostałem gejem dla tego
pokurcza?! - pomyślał i aż oparł się o ścianę z wrażenie,
wpatrując się w nagle jakby zachmurzone niebo, czując napierającą
na niego deprechę.
Jestem aż takim idiotą, że
nie mogłem wykminić, że się zabujałem po tych pięciu latach? -
pomyślał znowu, czując się jakby zawisła nad nim czarna chmura
wysysająca wszelkie życie.
- Nie ma co, podróż pełna
przygód kurna... -Wymruczał nieświadomie, wyglądając jak zbity
pies.
Ciekawiło go tylko jak
dziwnie lub też przerażająco wyglądał robiąc to blisko sceny
morderstwa... I czy mogą go uznać za mordercę-sprawcę.
Natychmiast wyprostował
się, trzepiąc ubranie. Przecież miał szukać wskazówek, a nie
użalać się nad sobą. Postanowił obejść budynek dookoła. Niby
nic, ale zawsze może coś znaleźć. Dokładnie przyglądał się
otoczeniu, każdemu kawałeczkowi, który tylko mógł być nieco
podejrzany, chociaż wydawało mu się być to nieco bezsensu.
Policja przecież nie znalazła nic co prowadziło do Olivera. Z
drugiej strony, policja go nie znała. Nie wiedziała co mogło być
małą wskazówką, ich wspólnym wspomnieniem, nawykiem. Z tym miał
nad nimi przewagę.
Nagle dotarło do niego, że
kiedy domyślą się już, że zrobił to Oliver i do kogo może być
wiadomość, to popędzą prosto do najbliższych mu osób.
Lub raczej osoby.
Do niego...
Przeszył go nieprzyjemny
chłód. Był pewien, że nie mógłby i nawet nie chciałby pomagać
schwytać im jego jedynego przyjaciela.
Tak jak się jednak
spodziewał, niczego nowego w tej sprawie. Widocznie jedyną
wiadomością była ta w na ścianie, banalnie prosta i napisana
największymi cyframi, jakie tylko zmieściły się na ścianach
(„myśli, że jestem aż tak głupi?”). Nic bezpośrednio czy
nawet pośrednio prowadzącego do Olivera, tylko zwyczajne
uspokojenie umysłu.
Więc miał tak po prostu
się poddać i wrócić do domu?
Nie. Nie mógł tego zrobić,
nie teraz, nie kiedy był tak blisko.
Gdzie mógł się ukryć
morderca?
Wszędzie.
Nawet zakładając, że
tylko niewielka garstka z policjantów zna wygląd Olivera, to i tak
mieli większe szansę niż Emil, a mimo to nie udało im się. Jak
on, on sam, miał odnaleźć jedną osobę, jedną maleńką igłę w
całym polu siana?
W dodatku, zakładał w ten
sposób, że Oliver nie zmienił się wcale od gimnazjum... Co
zapewne było błędnym założeniem.
Szanse były niemal zerowe i
nagle chciało mu się płakać. Zrezygnowanie z Olivera było dla
niego niczym dla dziecka, które orientuje się nagle jak wielki i
ciężki jest świat, jak nierealne są jego marzenia. Nie mógł się
poddać, bo byłby niewarty życia, przyjaźni, bycia człowiekiem.
Gdy tylko myślał o porzuceniu tej misji, czuł przerażającą
pustkę.
Nicość.
Jakby był martwy.
Kiedy zobaczył wtedy w domu
tą nagłą wiadomość, wybuchła w nim nadzieja, poczuł bicie
własnego serca, jakby nagle odzyskał kolory.
To było takie przyjemne.
Tak samo było, gdy
zaprzyjaźnił się z Oliverem.
Obwiniał się.
Miał pod nosem coś tak
cudownego, a porzucił to dla codzienności i bycia zwykłym. Gdyby
tylko mógł cofnąć się w czasie...
Ale nie mógł.
Dlatego teraz musiał
szukać.
Po prostu nagle, po tylu
latach szarości, trwania w beznadziei czuł się warty życia.
Taki... Pełny kolorów. Nie mógł tego porzucić. Nie mógł
porzucić jedynej palety kolorów na całym świecie, jaki sens
inaczej miałoby kontynuowanie tak brzydkiej egzystencji?
Widział już jedno takie
życie, człowieka, któremu ulała się już zwykłość.
A potem człowieka
rozkwitającego pełnią kolorów, brudzącego nim rzeczywistość
dookoła, która jednak go odrzuciła. Dlatego uciekł od
rzeczywistości, zostawiając w niej wszystko z nią związanego.
Emil nie mógł tak dalej
żyć.
Kolor, życie, jego
egzystencja, musiały zostać kontynuowane, nie porzucone.
Po prostu musiał rzucić
się na pomoc, nieważne co by mu groziło. Bo niebezpiecznym też
było wciągnąć się w zbyt duży wir kolorów. Przynajmniej
samemu. Więc teraz była jego kolei, by wyciągnąć rękę.
Nagle uśmiechnął się
cwanie, a cały humor do niego wrócił.
To jeszcze nie był koniec.
Choćby nie wiadomo co.
Nie wrócił do domu i przez
cały pozostały dzień i przez noc, nie dbając o pieniądze nie
przeszkadzało mu miejsce jego spania, czy jedzenie.
Póki co, jego rola została
wykonana.
Tej nocy to on wykonał swój
ruch na tej wielkiej czarno-białej szachownicy zwanej życiem.
A rankiem chichotał cicho
nad nagłe zainteresowanie mediów i policji nad byłym miejscem
masakry.
Bo tego ranka na tym samym
budynku odnaleziono wielki, krwistoczerwony napis, na uspokojenie
ludu namalowany tylko bardzo trwałym sprejem.
„Nigdy nie przestanę
szukać, Oliver.”
"Zostałem gejem dla tego pokurcza?!" XDD Rozwaliło mnie xD
OdpowiedzUsuńEmil... Wrrr. Nienawidzę tego imienia (taki idiota z klasy, który usiłuje doprowadzić mnie do szaleństwa :")) *jak powie jeszcze jedno słowo,to mu oczy wydrapię paznokciami i przebije nożyczkami tętnice szyjną* Cóż... Nie przepadamy za sobą ^^"
Ale! Mimo tego małego szczególiku opko jest PRZECUDOWNE! <3 Kontunuj je też, błagam! *-*
Tak sobie tu wchodzę, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie ma nowego rozdziału Ciekawego Pacjenta (którego nie było :C) i patrzę: ciekawie się zapowiada. Spojrzałam, przeczytałam, pokochałam <3 xD Kolejnie opowiadanie, o które będę Cię męczyć xD ^^
Teraz liczę na nowego CP, a potem mogłabyś dodać coś z tego ;D Ma się te wymagania,co? ;) xD
Lecę (...), weeeeeeny (do obu opowiadań) życzę i pozdrawiam
~Alexandra
Cóż... Oto moje myśli, all day all night. XD
UsuńSzczerze, to jakoś specjalnie też za nim nie przepadam, ale mi pasowało do rudego... No i już tak zostało. XD
Och, przypomniałaś mi podstawówkę i pewnego typa... Liczę na ciebie po prostu. ;D
Wybacz, że tak umarłam, ale mam swoje powody... Przede wszystkim, mam ogromne problemy z internetem, potem idzie szkoła, przez którą nie mam czasu i na koniec... Leń. Ogromny leń. CP się piszę, mam już jedną stronę w wordzie i mam nadzieję, że szybko mi to zleci. [*]
Dziękuję i nawzajem~~ ^^
Wspieram Cię mentalnie! XD
Usuń