NIE MAM POJĘCIA CO ROBIĘ.
Okej staram się. ;-;
Nowa szkoła i w ogóle... Przed nami parę ogłoszeń, które umieszczę już po edycji i zakończeniu tego rozdziału. (Bo oczywiście go nie dokończyłam na niedzielę.)
Dawno nie było CP i bardzo za to przepraszam. ;_; (Tęskniłam za tymi psycholami XD)
Co do rozdziału... Drama drama~~ Kolejna drama~~
A będzie tylko gorzej! (A może nie... A może tak... Kto wie.~~)
A, no i rozdział jest trochę w stylu tego co piszę w Wartość Wspomnień (którego też nie aktualizuje przez wieki bo za bardzo się staram i przejmuje ;-;). Tym razem znowu z perspektywy Toby'ego!
Zapraszam. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Mroźne zimowe powietrze porwało
papiery leżące na stoliku w powietrze i rozrzuciło je po podłodze
w biurze, mocno dmuchnęło mu prosto w twarz, ale Toby nawet się
tym nie przejął. Nie zdjął płaszcza, nie zamknął okna, co
miało potem fatalne skutki, ale naprawdę w tamtym momencie zupełnie
go to nie obchodziło.
Myślał.
Bo niektóre rzeczy po prostu... Nie
pasowały. Damien był jedną wielką rzeczą która od jakiegoś
czasu nie pasowała.
Po pierwsze, wydarzenie sprzed
tygodnia. Co prawda Toby spodziewał się, że każdego normalnego
człowieka jego rodzice skutecznie by odstraszyli, a zachowanie
Toby'ego który nie za bardzo był skory do stawiania im granicy
jeśli chodziło o „nadzorowania” jego życia prywatnego, w
dodatku nie będąc chętnym do tłumaczenia dlaczego tak właśnie
żył, wbijało gwóźdź do trumny jaką zwano „jego życie
romantyczne”. Ale...
No właśnie, w tym wypadku występowało
więcej niż jedno „ale”.
„Ale tym razem coś z tym zrobił”
„Ale tym razem mu zależało”
„Ale tym razem było nawet całkiem
zabawnie”
I podążające za nimi, te trochę
inne:
„Ale Damien nie był do końca
normalny”
„Ale tym razem nie tylko Toby'emu
zależało”
Zakończone poprzez te najważniejsze:
„Ale Damien zachowywał się
normalnie (cóż, normalnie jak na Damiena) dopóki nie zostawił go
samemu sobie”
Oczywiście istniała szansa, że wtedy
sobie wszystko przemyślał i gdzieś po drodze stwierdził, że nie
warto. To nie musiała być nawet jakaś wielka decyzja, mogły być
to po prostu malutkie powody, kabelki dedukcyjne łączące się w
jeden obrazek główny mówiący „zastanów się nad sobą”.
Co nie tłumaczyło wcale jego
zachowania późniejszego i tego dziwnego wzroku, którym od tamtego
momentu na niego patrzył. Tego dziwnego, chłodnego wzroku,
zazwyczaj połączonego z obojętnym wyrazem twarzy i brakiem
skłonności do mówienia. Co prawda można było to przypisać
zaburzeniom afektywnym dwubiegunowym lub też zwyczajnym stanem
depresyjnym, ale mimo tego Toby się martwił. Nie to że nie martwił
się potencjalną chorobą psychiczną, ale na tym się znał. To
mógł leczyć. Po prostu wiedział co robić. Natomiast jeśli
chodziło o alternatywy...
Cóż, właśnie dlatego bliska ci
osoba nigdy nie powinna być również twoim lekarzem.
Czuł się zależny. W bardzo dziwny, w
pewien sposób bardzo znajomy i nieprzyjemny sposób. Życie na
czyjejś łasce.
Słyszał stłumione głosy,
prawdopodobnie dochodzące z kuchni. Ale nie ruszył się z miejsca,
dalej siedział na swoim krześle, w swoim pokoju, powoli i starannie
wpisując kolejne liczby w kratki zeszytu, starając się mocno, aby
ruchy drugiej ręki, którą agresywnie pocierał swoje blade
kościste udo nie wpłynęły na proste i czyste liczby. W tym był
dobry.
Nie wystarczający.
Dzwonek.
Dzwonek?
Toby
nagle wrócił do rzeczywistości, czując się nieco
zdezorientowanym. Zeskoczył z krzesła, przypominając sobie, że
powinien otworzyć drzwi, więc najpierw krzyknął „Chwila”,
prawie wzdrygając się na dźwięk własnego zachrypniętego głosu,
po czym szybko zamknął okno, dopiero wtedy czując jak bardzo
zdrewniałe i nieporadne stały się jego palce i jak mocno gęsia
skórka pokryła jego ramiona.
Głośny brzdęk poderwał jego
ciało do góry, a ołówek który mocno ściskał w prawej ręce
wyrył paskudną, wielką kreskę na kartce papieru, przekreślając
stworzoną już przez niego pracę.
Nigdy nie pisał długopisem. Nie
jeśli nie miał pewności czy czegoś nie spaprze.
Tak jak teraz. Zupełnie tak jak
teraz.
Nieudolny.
Bezużyteczny.
Mimo tego każdy
ruch wykonywał z wyuczoną sprawnością i już wkrótce stał przed
drzwiami wejściowymi swojego mieszkania, starając się uciec
melancholii, która zdążyła całkowicie przesiąknąć jego ciało.
Dopiero kiedy po
raz drugi zadzwonił dzwonek, zdał sobie sprawę, ze dalej ma na
sobie płaszcz. Zrzucił go więc z siebie, szybko zawieszając go na
ścianie i otworzył drzwi akurat w momencie, w którym wysoki
blondyn po drugiej stronie miał po raz kolejny nacisnąć na
klawisz.
Jayden, z czerwonym
plecakiem przerzuconym przez jedno ramię, którego mina po
zobaczeniu Toby'ego natychmiast zmieniła się na zmartwioną.
Toby potarł swoją
skroń, nieumyślnie się krzywiąc.
Może to wszystko
było złym pomysłem.
- Przyniosłem
piwo. - Wymamrotał nieśmiało mężczyzna, lekko stukając w swój
plecak, a Toby postarał się uśmiechnąć. Bo było to miłe, nie
Jaydena wina, że w tym momencie nie miał ochoty na nic oprócz
kilku godzin porządnego snu.
Przesunął się na
bok, wpuszczając go do środka, samemu zamykając za nim drzwi i od
razu zastanawiając się jak mógłby w ogóle zacząć temat, o
którym chciał porozmawiać.
Wybacz, musiałem
przysnąć. - Skłamał, mimo wszystko starając się brzmieć
wiarygodnie. Nie potrzebował zmartwienia, ani rozmowy o tym, czemu
ostatnio wydawał się być wiecznie zmęczony (lub raczej był). Na
szczęście Jayden zdawał się mu uwierzyć i tylko kiwnął na to
głową, odwzajemniając posłany mu wcześniej uśmiech.
Toby kciukiem
wskazał mu na salon, samemu idąc dobry metr za nim.
Spojrzał na wielką szarą szramę
brudzącą białą kartkę w szoku, dopiero po chwili porywał się
do akcji, trzęsącymi dłońmi wyjął z szuflady równie białą
gumkę i mocno szorował nią po szramie, trzymając kartkę drugą
ręką, uważając aby jej nie pognieść. Starał się wymazać z
egzystencji ślad kolejnej pomyłki.
Mrugnął
parokrotnie starając się wybudzić ze wspomnień do otaczającego
go życia.
Jayden otworzył
obydwa piwa w butelce akurat gdy mijał go aby samemu usiąść na
kanapie. Ostry zapach alkoholu, który zazwyczaj (czasami, bywały
takie czasy) lubił teraz sprawiał tylko, że miał ochotę
zwymiotować.
Jednak linia dalej widniała,
całkiem dosłownie, czarno na białym, nieważne jak długo i mocno
przesuwał gumką po jej powierzchni. Dalej tam była, dalej tam
była.
Nie ważne jak bardzo próbował.
Wtedy zaczęli krzyczeć.
Rzucił się na
siedzenia z większą siłą i zrezygnowaniem niż miał to w planie,
czym zresztą zwrócił uwagę Jaydena, ale zamiast spróbować się
tłumaczyć lub posłać mu kolejny sztuczny uśmiech, postanowił po
prostu zrzucić bombę:
- Myślę o
przekierowaniu Damiena.
Jayden natychmiast
odłożył obydwie butelki, patrząc na niego jakby zwariował. A
może po prostu był zdziwiony?
- Żartujesz?!
Toby nie miał siły
analizować. Ani się kłócić. Zamiast tego zdawał się jeszcze
bardziej zatopić się w kanapie, mrucząc ciche „Nie krzycz”.
Jayden przeprosił.
Obraz stawał się rozmyty.
Kartka poszarpała się, prawie
ukazując następną stronę.
- Po prostu nie
rozumiem czemu w ogóle miałbyś o tym myśleć. Ten... Typ. -
Jayden przełknął ślinę, wyraźnie uważając na słowa. -
Słyszałem plotki i zdajesz sobie sprawę ile psychologów,
psychiatrów próbowało z nim rozmawiać?
- Poniekąd.
- Na reszcie
zdecydował się współpracować zamiast wciskać kity lub omijać
tematy, a ty mówisz, że... - Znowu przełknął ślinę, kręcąc
głową. Toby czekał, bez słowa, bez wyrazu. - Nie rozumiem
dlaczego. - Powiedział w końcu, patrząc na Toby'ego wyczekująco,
jakby ten miał mu dać idealnie logiczną odpowiedź. Albo idealnie
irracjonalną. Toby sam nie był pewny czy tory jego myślenia mają
jakikolwiek sens.
- Bo go lubię. -
Po spojrzeniu jakie rzucił mu Jayden mógł się domyślić, że
zdecydowanie nie brzmiał sensownie.
- To chyba dobrze.
Ja lubię każdego mojego pacjenta.
- To co innego. -
Toby westchnął, nie mając zamiaru tłumaczyć mu głupoty jaką
właśnie popełnił. Mimo wszystko jego praca bardzo mu odpowiadała.
- Jeśli dzieci cię nie polubią, to nic ci nie powiedzą. Tobie to
nie sprawia problemów, ale ja...
Czuł się wściekły. Bezsilny.
Usłyszał szloch kobiety biegnącej
korytarzem tuż przed jego pokojem.
Przygryzł wargę. Mocno.
Pokręcił głową,
starając się dobrać odpowiednie słowa, w duchu prosząc aby
Jayden nie wyłapał oczywistego faktu, że Toby'emu wcześniej
zdarzało się lubić pacjentów. Wtedy musiałby się tłumaczyć
głębiej, wymyślać tłumaczenia, których nie był pewien czy
zdołałby wymyślić je wystarczająco racjonalne.
- ...Nie jestem
obiektywny. Nie, jeśli go lubię.
- Czy ty w ogóle
możesz być nie obiektywny?
- Mówię poważnie.
- Toby zmarszczył brwi, starając się posłać Jaydenowi karcące
spojrzenie, jednak był prawie pewien, że wygląda na
zdesperowanego. Był zdesperowany. Nie miał pojęcia co byłoby
dobrą decyzją. Wiedział, że od początku nie leczył Damiena, nie
skutecznie, jednak był niemalże pewien, że Damien w większości
dlatego tak bardzo lubił z nim rozmawiać. Teraz jednak...
Teraz nie chciał
czuć się wyjątkowy. Teraz chciał, żeby Damien poczuł się
normalny.
Wiedział również,
że nikt nie podejmie decyzji za niego.
Teraz to Jayden
westchnął głęboko, samemu zjeżdżając po kanapie, niemal
dorównując poziomowi Toby'ego.
- Toby, to twój
pacjent i twoja decyzja, ale nie spodoba mu się to. Tobie zresztą
też nie.
- Nie musi. Nie
robię tego, żeby nam się to podobało.
- Mówię tylko
że... - Jayden wzruszył ramionami, wznosząc wzrok ku sufitowi. -
Nie jesteś nawet pewien, czy będzie chciał rozmawiać z kimś
innym. Albo z tobą jeśli mu o tym powiesz. Gość ma porządne
problemy z zaufaniem i ty... - Jego wzrok mało subtelnie powędrował
ku Toby'emu, czego ten udawał nie zauważyć. - Może potrzebuje
kogoś kto go lubi. Może ty potrzebujesz kogoś kogo lubisz.
Przemyśl to.
Toby, zachowując
zupełnie neutralną twarz, bez słowa sięgnął po pilot,
nastawiając zupełnie losowy program telewizyjny, zmuszając się do
sięgnięcia po butelkę z piwem. Odchylił się na kanapie, dając
do zrozumienia, że uważa temat za skończony.
Wskazówka,
którą Jayden najwyraźniej załapał, bo zamiast go kontynuować,
już po chwili sięgnął po własną butelkę, nieobecnie
uśmiechając się do ekranu.
Wyprostował się w krześle za
wszelka cenę zachowując kamienną twarz.
Oczywiście, że
przemyślę – pomyślał Toby, nieobecnym wzrokiem wpatrując się
w jasnoszarą ścianę.
Jakby wszystko było jak najbardziej
w porządku.
KOLEJNA CZĘŚĆ, JEJKU KOCHANY, DZIĘKUJĘ! <3 *rzuca się jak tytan na Zwiadowcę*
OdpowiedzUsuńTooooby, bułko maślana, nawet o tym nie myyyśl! :< *tęczowe łzy spływają jej po twarzy*
Jayden dobrze gada, polać mu! *sięga po butelkę soczku*
*ten ship trzeba jakoś nazwać* musi mieć czas dla siebie i muszą być szczęśliwymi kluseczkami,a Damien się obrazi, jeśli Toby agthgajaabwakjhwhe! :C Tak nie można :C *jej serduszko krwawi*
Wiem, że jest szkoła, ale i tak mam nadzieję, że szybciutko coś dodasz <3
Aaaa, weny, czasu, talentu życzyć nie muszę, bo masz go tak dużo, ale to niemożliwe *^*,
~ Alexandra \(^°^)/
PS. Wygląd bloga jest dobry, przejrzysty i moim zdaniem nie trzeba nic zmieniać, bo naprawdę nie ma problemu, żeby się odnaleźć ^^
Chcesz... Mnie... Zjeść? ;_;
UsuńHehehe... Dramy to nas jeszcze czekają... Kiedyś. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Generalnie to Alex nazwała go Tobyen. Ja tam nie wiem, nie jestem kreatywna, także. XD
Jejuniu, jestem kretynem i się zebrać nie mogłam, bo... Tajemnica. Ale wiedz, że następny rozdział jest z bonusikiem za to. A będzie jutro. Znaczy dzisiaj bo już jest jutro. *derp* Ale później, bo muszę się jeszcze umyć. ;-;
No chyba że umrę z żalu, wtedy pojutrze. Ale ostatnio mam chęć na CP, więc przynajmniej tyle.( ͡° ͜ʖ ͡°)
Głosy zadecydowały i zostajemy tutaj najwyraźniej. Dla mnie w sumie lepiej bo za dużo tła do rysowania.~~
Swoją drogą, dziękuję, że zawsze piszesz miłe komentarze, bo właśnie mam kryzys autorki i miło jest wiedzieć, że mimo wszystko mam dla kogo pisać. ;-;
UsuńMuszę porzucić swoje plany, bo kto będzie pisał takie cudowne opka, jeśli zjem najlepsze autorki!? :<
OdpowiedzUsuńDramy! Znowu będę się rzucać po pokoju XD
Tobyen - dopisane do listy otp <3 XD
Awwwwwwwe, czekam *^* *już jest gotowa na odświeżanie co chwila*
Tak jest dobrze ^^
Tu się nie da nie pisać miłych komentarzy! ^^ Ogólnie jesteście jedynym blogiem, który komentuję, bo uznałam, że dla czegoś tak idealnego muszę pokazywać zachwyt *^* W takim razie trzymam kciuki, że kryzys szybko Ci przejdzie ;^;
Haloo, jest tu kto? :C *szuka nowych rozdziałów*
OdpowiedzUsuń