Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale co tam... Trwam na majówce. Przynajmniej jest internet. XD
Tak wiem, że długo mnie nie było i przepraszam... Egzaminy i jakoś tak... Brak chęci. Co ma coś wspólnego z tym przeklętym Destiel, który jeszcze nie dokończyłam, bo przy scenach +18 dopada mnie depresja i lagi. XD
Ale dokończę, obiecuję! A właściwie biorę się za to za moment.
No i zmieniłam nick! Ale nieoficjalnie dalej jestem Anon. Ten co mam to też nazwa mojego tumblr i youtube jakby ktoś był zainteresowany...
A teraz lecę odrabiać zaległości bo północ wybija!
Zapraszam do komentowania i dziękuję za trwanie przy moim, ekhem, niestandardowym pisaniu. <3
Tak, żalowy tytuł~~ ( ͡° ͜ʖ ͡°)
***
Szli powoli, krok w krok obok siebie,
może nawet troszkę zbyt blisko bo ramiona i dłonie czasami
ocierały się o siebie w delikatnej manierze, ale póki co milczeli
i żaden z nich nie myślał nawet o tym by się odsunąć. Nie kiedy
walczyli ze sobą, żeby nie złapać się za ręce w zupełnym
wywaleniu na otaczających ich ludzi, jednak ci sami ludzie
powstrzymywali ich od wprowadzenia tej myśli w akcję.
Bo to był głupi pomysł. Wręcz
idiotyczny.
Gdyby ktoś z ośrodka ich zauważył
to nie byłoby różowo. Toby mógłby stracić pracę, a Damien
chłopaka, co wielkim ugrzecznieniu wcale im nie pasowało.
Jednak milczenie było ich własnym
głupim dodatkiem. Toby w myślach segregował tematy które mógłby
poruszyć, a które lepiej zostawić w spokoju, natomiast Damien
myślał o swoim dawnym życiu.
Bo było o czym myśleć.
Nie spodziewał się, że dobre
dziesięć lat po porzuceniu swojego starego, normalnego życia znowu
stanie na granicy zastanawiając się nad czymś co na dobrą sprawę
było już z góry przesądzone. Z drugiej strony jednak, miał
zupełnie inną opcję. Opcję która mogłaby rozwiązać wszystkie
jego problemy i zażegnać zmartwienia.
Jednak zupełnie mu się nie podobała.
Nie chciał nawet jej rozważać, mimo
tego, że jego kalkulujący mózg dalej to robił.
Jeśli nie mógł wyjść z tej
głębokiej ciemnej studni, zawsze mógł wciągnąć Toby'ego za
sobą...
Patrząc jednak na mężczyznę idącego
obok, tak niewinnego w porównaniu do jego samego, nie chciał tego
robić. Nie chciał go psuć.
Toby potrzebował wolności, nie
chaosu.
- Myślę. - Wymruczał na głos,
zwracając na siebie całą uwagę Reusa. Nie dało się ukryć, że
Damien całe życie uwielbiał być w centrum uwagi chociaż nie
często faktycznie mógł jej dostać, ale te inteligentne zielone
oczy w jakiś sposób zawsze były dla niego inne. Większość ludzi
patrząca na niego po prostu oglądała odgrywane przez niego show,
Toby natomiast odczytywał drobnostki okazujące osobowość aktora.
Potrafił je docenić.
- Powinienem wiedzieć? - Uwadze
Damiena również nie umknęło drobne uniesienie brwi, nagłe
zainteresowanie jakim został obdarzony. Czas na słuchanie.
- Nie wiem. - Odpowiedział szczerze.
Mimo tego że zaczął temat nie był pewien czy właściwie chciał
go kontynuować. „Chcesz poznać mój świat?” nie brzmiało zbyt
dobrze. Może zbyt pozytywnie? Zbyt oklepanie? Nie potrafił do końca
tego określić, po prostu nie brzmiało dobrze.
Kącik ust Toby'ego drgnął w pseudo
rozbawieniu, jednak opanował swoją mimikę zanim uśmieszek
zupełnie rozkwitł na jego twarzy, chociaż Damien nie do końca
wiedział dlaczego próbował.
- Co za dziwny czas na nieśmiałość.
Zamiast tego zdecydował się na
śmiertelnie poważny ton, który sam w sobie brzmiał dosyć
komicznie, sprawiając że Damien natychmiast wybuchł śmiechem.
Parę osób odwróciło za nimi głowy,
akurat w momencie w którym Damien przewiesił rękę przez ramiona
Toby'ego w pseudo uścisku, który nie wyglądał zbyt
podejrzanie. Tym samym paru osobom Cole bezczelnie spojrzał w
oczy, obnażając zęby w wilczym uśmiechu.
Toby jęknął, kurcząc się w sobie i
przecierając twarz dłoniom, czując że czerwienieją mu policzki.
Mentalna notka; przyprowadzanie Damiena
w miejsce publiczne nie było dobrym pomysłem.
- No co? Gapienie się jest
niegrzeczne.
- I kto to mówi?
- Prezentowałem im tylko jakie to
uczucie. Chociaż jak już wyjdę z tego pieprzonego domu wariatów,
mogę zaprezentować im jeszcze parę innych uczuć. - Poruszył
sugestywnie brwiami, tylko przyciągając mocniej do siebie Toby'ego,
który nagłym impulsem próbował uciec w drugą stronę, w myślach
powtarzając jak mantrę jedno wielkie „nie”.
- Gdybym cię nie znał to
powiedziałbym, że jesteś strasznym dupkiem.
- Gdybyś mnie nie znał?
- Ta, teraz wiem, że jesteś
zwyczajnie popaprany.
Damien zagwizdał nisko, uśmiech tym
razem nie schodził mu z twarzy.
- Mocne słowa.
- Nie jestem wredny, jestem szczery...
- Uciął, jakby chciał coś dodać, więc Damien po prostu
obserwował go z uznaniem, aż, wbrew słowom Toby'ego, na jego
ustach pojawił się niewątpliwie wredny uśmieszek. - Psycholu.
- Ała, jestem prawie pewien, że nie
możesz tak nazywać swojego pacjenta, doktorku.
- Jestem prawie pewien że mogę, od
kiedy ten pacjent jest też moim chłopakiem. - Damien zatrzymał się
gwałtownie, ciągnąc za sobą Toby'ego który od jakiegoś czasu
patrzał mu ni to w usta ni to w oczy.
Oh.
To była informacja.
Zachęcony kuszącym go spojrzeniem,
nachylił się na Toby'm i krótko pocałował go w usta, od razu się
odrywając i jakby nic się nie stało pociągnął go do dalszego
ruchu w niemal przyjacielskim geście, ignorując przewrócenie
zielonymi oczami i zirytowane uszczypnięcie w prawą nogę.
Bo nie ma to jak dyskrecja.
- Racja, chyba możesz obrażać faceta
który dobrał ci się do majtek. - Kolejne uszczypnięcie, tym razem
o tyle mocniejsze, że mimo tego, iż w swoim życiu Damien bywał i
nawet postrzelony, podskoczył delikatnie. - No co? Nie wyzywaj mnie
na jeden z tych pojedynków, dobrze wiesz że je przyjmę.
- Po pierwsze, nie noszę majtek...
- Pardon, bokserek. A szkoda. - Na
morderczy wzrok Toby'ego posłał mu oczko, mentalnie dodając sobie
kolejny punkt na tablicy 'kto u kogo pierwszy wywoła pożądaną
reakcję'. Z drugiej strony, gdy teraz o tym myślał, to dochodził
do wniosku, że Toby więcej razy niż mu się początkowo wydawało
wywoływał w nim reakcję dokładnie taką, jakiej oczekiwał.
Mały spryciarz.
- Po drugie, nikt nic nie mówił o
pojedynku.
- Nikt nie musiał.
Tym razem to Toby zatrzymał się
gwałtownie, w połowie dlatego, że na ulicy akurat zapaliło się
czerwone światło, w połowie z udawanego szoku, który chwile
później skierował w stronę rozbawienia Cola.
- Jesteś taki nieznośny.
- Dlatego mnie kochasz.
- Nie, dlatego ty mnie kochasz. Jestem
w stanie z tobą wytrzymać.
Zapaliło się zielone światło,
sprawiając że ruszyli, Damien wpatrzył się najpierw w bok,
później do góry, a na końcu na Toby'ego, mrugając kilkakrotnie w
równie udawanym szoku.
- Masz rację.
Toby standardowo przewrócił oczami. Z
tą dziwną, nową pewnością siebie było mu do twarzy.
Jednak nie tylko to było nowe...
Szok Damiena nie był nawet zupełnie
nieszczerym. Mimo że świetnie udawało mu się zachowywać pozory,
że panuje nad sytuacją, że dalej jest zupełnie wyluzowanym
facetem, Toby coraz bardziej go zaskakiwał. Właściwie, sam siebie
zaskakiwał. Nie żeby kiedykolwiek miał problemy z wyrażaniem
uczuć, ale ta rozmowa... Była inna. Nowa.
Rozmawiali jak zakochana para i robili
to od dobrych paru dni.
To były te drobinki normalności,
które powoli znajdywały swoją drogę do jego umysłu, mimo tego że
zazwyczaj za wszelką cenę próbował je wyprzeć.
Teraz było inaczej.
Zamiast bronić się przed nimi rękami
i nogami, żeby zostać w swoim wiecznym skoku adrenaliny, naprawdę
dobrze się bawił. Dziwne. Damien od dobrych, ponownie, dziesięciu
lat nie sądził, że normalność może być dobrą zabawą.
Miało to swoje plusy, oczywiście...
Chociaż Damien nie był w stanie
zignorować dzwoniącego mu w uszach przypomnienie „to
niebezpieczne”. Gdyby faktycznie teraz wszystko rzucił, to byłoby
niebezpieczne. Zwłaszcza dla Toby'ego, a do tego nie mógł
dopuścić. Po prostu, nie mógł.
Mimo
wszystko, od mieszkania Toby'ego do szpitala nie było zbyt daleko -
mniej więcej pół godziny na nogach, i przy ich okazyjnym
przekomarzaniu się i początkowej ciszy, czas szybko zleciał.
Jakieś
pięć minut przed dotarciem do celu, Damien automatycznie puścił
ramię Toby'ego i przystanął, biorąc głęboki oddech.
Toby
przystanął obok i zaśmiał się cicho, kręcąc głową, nawet nie
czekając na pytanie ze strony Damiena, od razu odpowiedział:
-
Mieliśmy zachowywać się 'poprawnie' poza moim domem.
-
Zachowywaliśmy się 'poprawnie'. - Zaprzeczył Damien, na co Toby
powoli uniósł brew. - Jak dobrzy przyjaciele. - Druga brew podążyła
za pierwszą, a Damien nie mógł już powstrzymywać głupkowatego,
jak na niego, nieśmiałego uśmieszku. - No co? Jak w takim razie
powinniśmy się zachować, hm?
-
Pacjent i lekarz? No nie wiem, jakiś metr dystansu, zero, em... -
Toby odchrząknął, gestykulując płomiennie między sobą a
Damienem. - Generalnie tego.
- To
nie jest zabawne.
- Tak
Damien, na tym polegają relacje zawodowe.
- Cóż,
relacje zawodowe nie są zabawne.- Toby westchnął, kręcąc głową,
nawet nie starając się ukryć rozbawienia.
- Nie
są... - Powtórzył, jakby zgadzając się z tym stwierdzeniem,
zawieszając na Damienie wzrok, nie ruszając się, nagle milcząc.
Wpatrując
się w jego sylwetkę z dziwnym wyrazem zmieszania i zadowolenia, jak
gdyby nie był pewny co zrobić.
Damien
też nie wiedział.
Mimo
to stanął przed nim, obejmując go w nienaturalnie delikatnym,
udającym przyjacielski uścisku, nie odmawiając sobie przyjemności
wdychania zapachu płaszcza Toby'ego, bo nie wiedział kiedy
przybędzie następna chwila, gdy będzie mógł to zrobić.
Toby
odwzajemnił uścisk, cicho wzdychając z ulgą, jednak samemu
wyraźnie wycofał się chwilę później, dając Damienowi subtelny
znak, że to co robią w tej chwili powoli przestaje być tylko
'profesjonalne'.
Więc
Damien go puścił, zaskakując samego siebie, gdy sfrustrowany jęk
opuścił jego gardło w momencie w którym stracił z Toby'm
jakikolwiek kontakt fizyczny.
Patrzeli
na siebie jeszcze chwilę zanim Toby odchrząknął i położył
swoją dłoń na ramieniu Damiena, czując twarde mięśnie pod grubą
warstwą bluzy którą miał na sobie, kierując go ku wejściu.
Zdjął
ją dopiero w momencie, w którym duże szklane drzwi zamknęły się
za nimi, odcinając do placówki dopływ świeżego, zimowego
powietrza.
JEŻU EUROPEJSKI, STRAŻNIKU NASZYCH POLSKICH SADÓW, JAKIE TO CUDOWNE *^*
OdpowiedzUsuń1) Spóźnione, ale dobrego wyniku z egzaminów ^^
2) Destiel, 18+... :3 Chcesz, żebym skonała ze szczęścia? XD
3) Nowy niczek *podnosi kciuk do góry* :D
A co do notki:
AWWWWWWWWWWWWE *^* /)*°*(\
Nadal jest mi smutno, że Damien musi tam wrócić ;^; Domek Toby'iego na pewno wpływa na jego zdrowie psychiczne lepiej :<
Oooooo, nazwał go swoim chłopakiem *-* Na głos nawet *_*
*właśnie krzyczy do pluszaka, że to słodkie*
I MÓWILI (nie do końca wprost, ale cii), ŻE SIĘ KOCHAJĄ <3 OTP, OK *znowu drze ryja*
Oj Damienku, kochasz go i pogódź się z tym! Weźmiecie ślub w Vegas i zamieszkacie w ślicznym domku *^* *musi w końcu zadbać o przyszłość swojego syna Toby'iego*
*ucięło, mehu meh -,-*
UsuńMusisz jak najszybciej znowu dostać przepustkę, bo ja żywię się fluffem, słodkością i wszelką gejozą, a o dobrą ciężko ;^; *umiera wewnętrznie*
W takim razie życzę wenyyy :3,
~ Alexandra \(^°^)/
Ps. Przepraszam, że takie krótkie, ale zdjęłam soczewki i lewdo co widzę X'D
Dzięki! Myślę, że poszły dobrze... Tak jeszcze nie sprawdziłam, bo skleroza i zapomniałam co zaznaczałam i teraz nie mogę sprawdzić, a zgadywanie mnie doprowadza do białej gorączki. XD
UsuńPanie, ja mam w głowie przynajmniej trzy pomysły na porno Destiel, a powstrzymuję się tylko dlatego, że zawalam resztę... No i dlatego, bo te pomysły są dziwne, no ale. XD
Ogłaszam, że następne kilka rozdziałów (mówię kilka, bo nie wiem ile... Równie dobrze może to być jeden XD) będzie bez przepustki, ale mam zamiar wprowadzić trochę suspensu. Zobaczymy jak mi wyjdzie.
Łączmy się w ślepocie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)