niedziela, 5 lutego 2017

Dwa Światy Cz.6-Nie chcę płakać bo się skończyło. Chciałabym się cieszyć, że było

Hejkaaa!
Nie zabijajcie...Leonetta będzie obiecuję, będzie jej dużo, ale na razie mamy Francisa, który będzie nam potrzebny więc nie fochajcie się ;-;
Co do częstotliwości pisania rozdziałów...ci co czytają mnie wiedzą, że na blogu pisze jeszcze 3 inne i dlatego to pojawia się w takich terminach...trzeba to jakoś wszystko rozłożyć? Mam nadzieję, ze rozumiecie...
Miłego czytania

Tak nie wierze, ze to napisałam..4:44



Wracając do akademika nie mogłam ukryć, że nie zastanawiałam się nad propozycją Francisa. Miałam dopiero osiemnaście lat, byłam na studiach. Powinnam zacząć żyć, a nie wypłakiwać się w poduszkę. Wiedziałam, że wciąż darzyłam go uczuciem i wiedziałam, że będzie dla mnie ważny do końca życia, ale jednak marnowanie sobie go z powodu jednego przejechania się nie było ta opcją, którą uważałam za odpowiednią.
Tylko co ja wtedy uważałam za odpowiednie...?
Kiedy weszłam do pokoju wszystkie rozmowy ucichły, a ja spotkałam się z zapachem tytoniu, który zapewne był spowodowany przez Lorettę. Niepewnie podeszłam do komody i rzuciłam tam torebkę.
-Hej?-Byłam dość podejrzliwa. Siedziały w milczeniu, jakby ukrywając coś przede mną.-Coś się stało?-Zapytałam. Monica podniosła głowę i uśmiechnęła się sztucznie.
-Co? Nie, skądże- Zachichotała nerwowo. Nie znałyśmy się długo, bo kilka dni, ale Monica kłamała i to ewidentnie.
-Loretta?-Spojrzałam na nią, kiedy ta patrzyła się w przestrzeń i wypuszczała dym z ust.
-Na mnie nie patrz- Wzruszyła ramionami.
-Dobra nie wiem o co tu chodzi, ale wcale mi się to nie podoba- Warknęłam. Żadna z nich nic nie mówiła, więc odpuściłam. Niby co miałam zrobić? Może wcale nie chodziło o mnie? Były przyjaciółkami miały prawo mieć ze sobą sekrety. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Zignorowałam ich obecność. Nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam na luz. Chciałam tak częściej. Wyłączyć myśli i się zrelaksować. Kątem oka widziałam jak szeptały coś do siebie, a po chwili Monica pokazała gestem, abym przestała słuchać muzyki.
-Vils- Zaczęła. Nie powiem poczułam lekk stres. Dziewczyna miała tak dziwny i nieco zmartwiony wyraz twarzy, że serce zabiło mi szybciej. Pierwsze co to pomyślałam o Leonie, o tym, że to z nim coś nie tak, że mogło mu się coś stać.
-Powiedz to wreszcie-Jęknęłam zniecierpliwiona, ale i lekko przestraszona
-Chodzi o mojeg brata- Słyszałam jak słowo „brata” ledwo przeszło jej przez gardło,ale nie tym się przejęłam.
-Co z nim?-Zapytałam. Odłożyłam urządzenie na bok, a sama usiadłam na skraju łóżka.
-Z nim nic...a może. Oh, po prostu zaprosił mnie na kolację- Spojrzała na mnie, a ja byłam lekko oszołomiona? Nie rozumiałam o co jej chodziło.
-Jeśli chcesz, abym z tobą poszła-Przerwałam. Nie lubię odmawiać ludzią, a szczególnie jej. Polubiłam ją i mogłabym się z nią zaprzyjaźnić, ale nie byłam w stanie nawet dla niej ponownie spotkać się z Leonem-To przykro mi, ale muszę odmówić.
-Nie!-Zaprzeczyła-Nie o to mi chodzi. Po prostu chce, abym poznała jego nowo partnerkę-Wypaplała szybko, a mnie coś lekko ukuło w sercu.
Nowa partnerka
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Byłam zraniona, cholernie. Pocieszył się i to szybko. Nie czekał zbyt długo, aby po raz kolejny znaleźć sobie zabaweczkę, byłam tylko ciekawa kto tym razem. Próbowałam zachować kamienną twarz, że niby to wcale mnie nie ruszyło co nie było prawdą.
-Pogratuluj mu ode mnie-Uśmiechnęłam się.
-Nie jesteś zła?-Zapytała. Czy byłam zła? Czy ja wiem? Przecież dla mnie był to zamknięty rozdział. Było minęło. Musiałam iść dalej, a przynajmniej tak chciałam zrobić od teraz. Ułożyć swoje życie na nowo. Wyszaleć się teraz i nadrobić te lata, które poświęciłam tylko i wyłącznie jemu, zrekompensować sobie ten stracony czas, który zmarnowałam na latanie samolotami. Takie było moje pragnienie w tamtym momencie. Aby pokazać, że Castillo odchodzi, ale powraca w wielkim stylu.
-Ależ oczywiście, że nie- Zerknęłam na telefon, który wydał z siebie charakterystyczny dźwięk-Zakończyłam rozdział pod tytułem „Verdas”, ale przekaż mu moje gratulacje- Posłałam jej blady uśmiech. Monica była skonfundowała całym tym moim pozytywnym podejściem do życia, szczerze? Ja sama nie wiedziałam co mnie tak napadło. Nagle poczułam chęć zrobienia czegoś, co zawsze mnie hamowało. Hamowało przez Verdasa. Odczuwałam potrzebę zachowania się gówniara i zrobienia tych głupot, które pominęłam, bo zbyt szybko wplatałam się do dość dojrzałego związku.
Chwyciłam telefon do ręki i zobaczyłam sms'a.
Francis: Może jakieś winko?
Uśmiechnęłam się do ekranu. Ten koleś doskonale wiedział kiedy napisać. Oczywiście, że miałam zamiar spędzić ten wieczór z nim. Skoro nasz biznesmen może, to czemu ja nie?
Violetta: A może jakaś kolacja?
Z niecierpliwością czekałam, aż mi odpisze.
Francis: Dobrze, ale pozwól, że to ja popiszę się swoimi kulinarnymi zdolnościami
Zaśmiałam się pod nosem. Nie wiedziałam, że blondyn gotował, ale było to imponujące.
Violetta: Będę o dwudziestej :*
Odłożyłam telefon. Miałam jeszcze wiele czasu.
-Naprawdę? Nie ruszyło cię to nic a nic?-Zaczęła wypytywać z niedowierzaniem brunetka.
„Jasne, że ruszyło. Nie widzisz jak bardzo?”-myślałam.
-Wiadomo, że trochę tak, ale-Przerwałam. Nie wiedziałam jak ubrać to w słowa by nie zabrzmiało głupio. Jednak z tyłu głowy miałam te informacje, że to jest jego siostra, że to jest część Verdasa.-Inaczej, on zawsze będzie dla mnie ważny. Nie zwracając uwagi dlaczego to się skończyło,ale jest szczęśliwy nie?-Spojrzałam na nią. Nie była przekonana. Przekonana o tym, czy jej brat jest szczęśliwy,ale to nie był już mój problem.
-Violetta, wiem, że jeszcze coś do niego czujesz-Skwitowała. Loretta przysłuchiwała się całej tej rozmowie nie wiedząc o czym my tak naprawdę mówimy.
-Nie, nic-Zaprzeczyłam
-Wiem, widziałam po ostatnim- Przenikliwie na mnie spoglądnęła. Nie dało się ukryć ich podobieństwa. Patrzała na mnie dokładnie w takie podobny sposób co Leon. Przeszły mnie lekko ciarki.
-Monica, masz racje. Dalej go kocham,ale jakie to ma znaczenie? Kiedy moja nienawiść jest ponad to? Kiedy wiem jak bardzo się na nim zawiodłam? Jest teraz szczęśliwy? Świetnie, ale ja nie zamierzam już więcej ryczeć. To moje dzisiejsze postanowienie. Chce być szczęśliwa. I dlatego-Wstałam z łóżka uderzając dłońmi o uda -Nie mam zamiaru marnować dzisiejszego wieczoru


Dziewiętnasta nadeszła dość szybko. Wzięłam prysznic. Umalowałam się dość wyraziście, ale bez przesady. Ubrałam się w biała bluzkę z lekko rozkloszowaną na dole, czarne spodnie, a do tego masywne czarne lity. Wyglądałam ładnie, a do tego był to wygodny stój. Nie chciałam wyskakiwać z nie wiadomo jak roznegliżowanym strojem. Wydawało mi się, że było idealne. Byłam sama w pokoju kiedy szykowałam się do wyjścia. Monica i Loretta z tego co było mi wiadomo udały się na jaką domówkę, więc obyło się bez pytań o to z kim się umówiłam i tym podobne. Zamówiłam taksówkę, a kiedy dostałam wiadomość, że jest już na dole ubrałam czarną skórzaną kurtkę i wyszłam z akademika. Po nie całych piętnastu minutach byłam na miejscu. Zapłaciłam kierowcy, a kiedy wysiadłam kątem oka spojrzałam w kierunku apartamentu Verdasa. Był ciemno. Może był w pracy, albo w Nowym Jorku, albo u swojej nowej partnerki.
„Violetta, siebie nie oszukasz, czy ty musisz być taka naiwna?”-Karciłam się w głowie. Nie zlałam tego tematu totalnie. Wręcz przeciwnie dotknęło mnie to, ale jak mówiło moje nowe motto? „Dziś zrób coś dla siebie, za co podziękujesz w przyszłości” i z pewnością użalanie się nad swoim złamanym sercem nie było tym co miałam teraz robić.
Weszłam do budynku. Zapukałam dwa razy. Chwilkę czekałam,ale drzwi zostały mi otwarte,
-Hej- Uśmiechnęłam się szerok. Blondyn to odwzajemnił.
-Cześć, my się znamy? Bo...nie kojarzę takiej laski?
-Idź mi z tymi tekstami na podryw-Zaśmiałam się- Mogę?. Blondyn przesunął się robiąc mi tym miejsce, abym weszłam do środka.
-A tak na przyszłość- Stanęłam w pół kroku tuż przy nim- Te teksty są beznadziejne, nie rób tego więcej
-Cóż, przynajmniej próbowałem- Wzruszył ramionami.
-Liczą się star-Urwałam kiedy weszłam do salonu i zobaczyłam nakryty stół. Serwetki, świece, kieliszki, talerze, sztućce...wszystko jak należy. Było bardzo pięknie i romantycznie.
-Co się liczy?-Zapytał pojawiając się obok mnie.
-Starania-Dokończyłam- Wygląda jak randka
-A jest?- Spojrzał na mnie dość uwodzicielsko.
-Nazywaj to jak chcesz, ale wolałabym przystanąć na twojej propozycji.-Reka blondyna powędrowała na moje plecy i lekko mnie popchnął, abym podeszła do stołu. Odsuną krzesło, a ja usiadłam.
-A więc- Zniżył się, aby być tuz obok mojego ucha- Zacznijmy naszą randkę bez zobowiązań-Szepnął i zniknął po chwili. Rozejrzałam się dookoła. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, że w salonie stała gitara.
-Grywasz?-Zapytałam, kiedy chłopak wszedł do pokoju z dwoma talerzami.
-Próbowałem, ale ostatecznie należy do mojego kumpla- Postawił talerz przede mną-Smacznego- Uśmiechnął się.
-Wygląda smakowicie, co to?-Byłam lekko zaszokowana. Danie wyglądała tak wykwintnie, niczym z restauracji.
-Tarta z łososia, oraz sałatka z cukinii w ziołach-Wypowiedział to tak dumnie, a ja zaśmiałam się pod nosem.
-I, że niby ja mam uwierzyć, że masz takie zdolności kulinarne?-Spoglądałam na niego podejrzliwie.
-Nom- Polał wina w kieliszki, a ja od razu upiłam łyka.
-Gadaj, w który katering wybrałeś?-Zapytałam nadziewając kawałek na widelec. Było przepyszne. Smak był tak obłędnie delikatny, ale za razem pieszczący podniebienie. To było coś co zdecydowanie wpadło w mój gust.
-Eee..Katering u Francisa Oldmana- Również napił się trunku, ale patrzał mi w oczy i przyglądał się mojej minie, kiedy żułam posiłek.
-To jest...obłędne. Gastronomia, hotelarstwo, co jeszcze?-Zapytałam. Wino było również bardzo dobre i nie obejrzałam się nim mój kieliszek był pusty.
-Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz- Uśmiechnął się zadziornie.
Kolacja minęła nam naprawdę przyjemnie. Pyszne danie i wspaniała rozmowa. To było idealne połączenie.
-Ja wyniosę-Zabrałam talerze i wyszłam do kuchni odstawiając je do zmywarki. Po raz ostatni nachylałam się nad urządzeniem i włożyłam jedyny talerz, który pozostał na blacie. Włączyłam zmywarkę, a za plecami poczułam czyjąś obecność. Był blisko. Na tyle blisko, aby jego oddech był odczuwalny na moim karku. Dostałam gęsiej skórki. Swoją dłoń położył na mojej, kiedy opierałam się o blat. Musnął ją opuszkami palców i przeciągnął je do góry wzdłuż całej ręki zatrzymując się na moim nagim ramieniu, który został odkryty przez krój bluzki. Poczułam przyjeme pieszczenie tuż po tym jak sunął swoją dłonią po moim ciele. Nie robiłam nic. Nie przerywałam, nie ingerowałam. Chwilowo mógł zrobić ze mną cokolwiek. Byłam jak w transie. To było takie przyjemne, a z powodu dłuższej przerwy jeszcze bardziej intensywne. Nie pamiętałam wcześniejszej naszej nocy, ale z pewnością było jeszcze bardziej odczuwalna. Ta cała ekscytacja.
Sunął palcem wzdłuż mojego karku. Czułam jak przychylił się bliżej. Czułam jak musnął mnie niepewnie ustami, ale kiedy nie przerwałam zrobił to pewniej i zostawił tam mokry ślad. Okupował moja szyję. Muskał, całował ssał i lekko przygryzał, a ja jedynie odchyliłam głowę na bok, by było mu wygodniej. Pragnęłam tego. Tego relaksu, tej przyjemności jaką daje seks. Odwrócił mnie, tak, że moje oczy wpatrywał się w jego, a po chwili obdarzył mnie namiętnym pocałunkiem. Oddałam go bez zastanowienia. Przecież po to tu przyszłam. Może i zachowałam się głupio, ale nie myślałam o tym. Nie myślałam o jego uczuciach, tylko o tym, aby się odprężyć, aby przez chwilę nie czuć nic tylko rozkosz.
Objął mnie w tali, ale nadal całował i skierował się do sypialni. Pokój oświetlony był jedynie przez latarnie, które dawały blask na dworze. Pchnęłam go na łóżko, tak aby usiadł i znów go pocałowałam. Przykucnęłam, aby pozbyć się jego koszulki, Nie protestował. Widziałam w jego ochach blask, który mówił, że pragnie tego tak samo jak ja. Materiał upadł gdzieś na ziemię, a ja znów się wyprostowała ciągnąc jego podbródek ku górze, aby nie przerwać namiętnego pocałunku.
Dłonie skierował na moje pośladki i zacisnął je, na co ja sapnęłam uchylając usta. Do gry dołączyły nasze języki, które dość marnie radziły sobie w walce między sobą,. Każde z nas pragnęło przejąc kontrolę nad sytuacją. Każde chciało być tą dominą. Ręce przeciągnął w górę i zacisnął palce na skrawku mojej bluzki. Podciągnął ją do góry, ale byłam szybsza i sama zbyła się zbędnej już odzieży. Puściłam jego brodę, na co on skierował się na mój brzuch. Pozostawiał tam mokre ślady i zapewne czerwone, bo czułam to lekkie pieczenie kiedy zasysał mi skórę. Podekscytowanie we mnie rosło. Nie tyle co pragnęła jego, a spełnienia. Tak, wiem byłam okropna, ale i zdesperowana, aby zacząć od początku. Od seksu.
Tym razem to on się podniósł, a mnie pchnął na łóżko, tyle, że ja leżałam. Pocałował mnie w usta, a zaraz potem zjechał niżej zahaczając dłonią o mój stanik. Odpiął mi spodnie i sprawnie ciągnąc za nogawki ściągnął je.
-Laska-Skomentował, a ja uśmiechnęłam się. Lubiłam słyszeć miłe słowa na mój temat, a szczególnie teraz. Z resztą, kto nie lubi?
Chciałam się podnieść, aby odpiąć jego spodnie, ale on ponownie mnie popchnął.
-Nie- Warknął, ale to było bardziej podniecające, niż złe. Sam to zrobił. Pozbył się swoich jeansów i rzucił w kąt po tym jak z kieszeni wyciągnął małą foliową paczuszkę i położył ją obok mnie.
-Widzę, że byłeś przygotowany- Zaśmiałam się.
-W końcu wiedziałem po co się spotykamy- Wpił się w moje usta nieco bardziej brutalnie. Przez przypadek otarł się swoim kroczem o moje udo, czego wcześniej zdecydowanie unikał, a teraz syknął. Zauważyła, że jego ruchy stały się szybsze. Oddech również.
-Wkurza mnie to-Rozpiął mój stanik i ściągnął majtki. Leżałam przed nim całkowicie nago, ale nie czułam krępacji. Chciałam poczuć go w sobie i oddać się momentowi. Dotykał moich piersi, a potem znów błądził dłońmi po całym ciele, ale już mniej się starając. Ssał moją skórę tuz nad obojczykiem, a dłonie wędrowały po moich udach. Byłam rozpalona. Wystarczająco, aby już niedługo to zakończyć.
-Francis!-Pisnęłam. Chłopak oderwał się ode mnie lekko zmieszany i zdyszany.
-Co? Coś nie tak?-Zmarszczył brwi.
-Twój przyjaciel! On się zaraz udusi!-Zaśmiałam się,a blondyn pokręcił głową.
-No tak, a chyba oboje tego bardzo nie chcemy, prawda?- Ściągnął bokserki i ponownie pojawił się przy moich ustach. Rozchylił moje nogi i oderwał się ode mnie. Rozerwał folię i na swojego członka naciągną prezerwatywę. Znów był blisko, tym razem jednak znów skupił się na moim obojczyku, a jedną ręką muskał moją pierś. Czułam przy swoim wejściu jego penisa, a po chwili jego w środku. Drgnęłam z tego mocnego uczucia, które ogarnęło moje podbrzusze. Jeszcze nic nie zrobił, a ja byłam w stanie dojść w tym momencie. Tak dawno tego nie robiłam.
-Ohoh, ktoś tu dawno nie reagował na takie bodźce- Zaśmiał się i wszedł we mnie głębiej na co ja jęknęłam.
-Zamknij się-Skarciłam go- Ostatni raz jak to robiłam to nic nie pamiętam, także musiałeś być kiepski- Dogryzłam mu.
-A ty nachlana w trzy dupy- Pchnął we mnie mocniej. Wygięłam się lekko od jego nagłego ruchu. Znów poruszał się we mnie powoli, aby przyzwyczaić mnie do tej sytuacji. To było przyjemne, ale zdecydowanie nie było to coś czego pragnęłam. Chciałam więcej uczucia, namiętności, gorąca, ale nie mogłam mieć tego z Francisem. Poruszał się intensywniej, a ja z każdym jego ruchem oddychałam szybciej i sapałam na zmianę z cichym pojękiwaniem. Przymrużyłam oczy. Czułam jak po jego kilku szybszych ruchach moje mięśnie się zaciskały. Byłam na skraju. Oczy zaszły mi mgłą z podniecenia, a głowa automatycznie przekręciła się na bok. Zacisnęłam dłonie na pościeli i rozchyliłam powieki. Patrzałam przez okno co chwila wydając z siebie cichy jęk. Apartament Leona było oświetlony, był w domu.
W jednym momencie wszystko wróciło. Ten seks przepełniony miłością i uczuciem. Ten, którego tak mocno pragnęłam. Oczy zaszły mi łzami, a jedną z dłoni wplotłam we włosy Francisa, który dalej składał pocałunki, tym razem na mojej żuchwie. Byłam taką zła osobą. Kochałam się z blondynem, ale wyobraziłam sobie, że to Verdas. Że to on jest teraz tak blisko mnie. Zacisnęłam mocno powieki. Połączyłam uczucie z moją wyobraźnią, a ciało zrobiło swoje.
-Tak maleńka...-Sapała-Zrób to-Pchnął mnie jeszcze kilka razy, a ja o mało co nie wypaplałam imienia Verdasa kiedy byłam przy szczytowaniu. Wszystko się we mnie zacisnęło dając chwilową rozkosz, ale jednak wolałabym być tam. Na tym dziesiątym piętrze. Zanim dowiedziałam się co przed mną ukrywa. Za nim to wszystko się spieprzyło. Na ten jeden moment wrócić do tego dnia kiedy byliśmy jeszcze w namiętnej sytuacji, a potem mogłam go ponownie znienawidzić.
Blondyn doszedł chwile po. Miał zaczerwienione policzki. Ja pewnie zresztą też. Odgarnęłam jego włosy z czoła i dałam mu szybki pocałunek. Położył się obok i lekko mnie do siebie przytulił.
-Fajna jest ta przyjaźń z korzyściami, wiesz?- Odezwał się.
-Wiem- Uśmiechnęłam się lekko. Blondyn pocałował mnie w czubek głowy. Leżeliśmy tak dłuższy czas. Nie odzywając się. Chłopak w pewnym momencie zasnął, a ja odwróciłam się na bok i wpatrywałam w to przeklęte okno. Nie mogłam dłużej leżeć. Wstałam z łóżka i okryłam chłopaka kołdrę. Wyszłam do kuchni nie ubrana, bo w końcu i tak było ciemno. Nikt mnie nie widział, nawet przez okno. Rozglądałam się za butelka wina, którą zostawiliśmy na blacie w kuchni. Chwyciłam ją ze sobą i powróciłam do sypialni. Wzięłam do ręki jeszcze swój telefon i usiałam na łóżku. Przyciągnęłam kolana do siebie i oparłam na nich głowę. Wzięłam dość sporego łyka. Mimo,że czułam lekki chłód nie zakryłam się. Siedziała nago skulona i zapijając swoje smutki patrzyłam się na zapalone światło w wielkim wieżowcu. Miałam déjà vu. Po raz kolejny siedziałam i upijałam się w tym miejscu, z tego samego powodu, patrząc w tym samym kierunku. Obracałam w palcach telefon. Chciałam do niego zadzwonić. Usłyszeć jego głos. Pogratulować mu. Powiedzieć, że wiem i za cholerę nie rozumiem jak mógł tak szybo się pocieszyć. Powiedzieć wszystko. Ile cierpiałam, ze przez niego. Złamać go.
Wiedziałam,że będę tego żałować, ale nie mogłam myśleć racjonalnie. Taka właśnie byłam. Robiłam krok do przodu, potem dwa do tyłu, bo tęskniłam, ale nie mogłam wybaczyć. Odnalazłam kontakt. Wcisnęłam „zadzwoń” i przyłożyłam telefon do ucha,.
Jeden sygnał...dwa...trzy...
Odezwał się.
-Verdas- Rzucił oschle. Jego głos wciąż był ochrypnięty i szorstki. Nie zdawałam sobie sprawy, że płakałam. Nie wydusiłam z siebie ani słowa.
-Halo?-Zaczął brzmieć nieco nerwowo. Mogłam się rozłączyć, ale nie. Musiałam się odezwać.
-Gratuluję-Przełknęła gulę w gardle. Z pewnością usłyszał mój szloch, ale co mnie to. W telefonie było cicho. Głucha cisza i nic więcej. Serce biło mi jak oszalałe.
-Violetta...

6 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział.
    Vilu cały czas myśli o Leonie.
    Nawet podczas stosunku.
    I jeszcze ten telefon...
    Ciekawie jak Leoś zaereguje.
    Asia Blanco

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ❤
    Oj bedzie sie dzialo XD
    A co do Leona
    Będzie to moja slodka tajemnica 😈

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Cześć to znowu ja.
      Tosia.
      Kiedy pojawi się rozdział o Leonecie?
      Nie chcę naciskać, ale cudnie piszesz i nie mogę się doczekać. ��

      Usuń
    2. Powinien pojawić się dzisiaj, lub jutro (mam bardziej na myśli nocne godziny XD)

      Usuń