Hejkaaa!
Nie
zabijajcie...Leonetta będzie obiecuję, będzie jej dużo, ale na
razie mamy Francisa, który będzie nam potrzebny więc nie fochajcie
się ;-;
Co do
częstotliwości pisania rozdziałów...ci co czytają mnie wiedzą,
że na blogu pisze jeszcze 3 inne i dlatego to pojawia się w takich
terminach...trzeba to jakoś wszystko rozłożyć? Mam nadzieję, ze
rozumiecie...
Miłego
czytania
Tak
nie wierze, ze to napisałam..4:44
Wracając do akademika nie mogłam
ukryć, że nie zastanawiałam się nad propozycją Francisa. Miałam
dopiero osiemnaście lat, byłam na studiach. Powinnam zacząć żyć,
a nie wypłakiwać się w poduszkę. Wiedziałam, że wciąż
darzyłam go uczuciem i wiedziałam, że będzie dla mnie ważny do
końca życia, ale jednak marnowanie sobie go z powodu jednego
przejechania się nie było ta opcją, którą uważałam za
odpowiednią.
Tylko co ja wtedy uważałam za
odpowiednie...?
Kiedy weszłam do pokoju wszystkie
rozmowy ucichły, a ja spotkałam się z zapachem tytoniu, który
zapewne był spowodowany przez Lorettę. Niepewnie podeszłam do
komody i rzuciłam tam torebkę.
-Hej?-Byłam dość podejrzliwa.
Siedziały w milczeniu, jakby ukrywając coś przede mną.-Coś się
stało?-Zapytałam. Monica podniosła głowę i uśmiechnęła się
sztucznie.
-Co? Nie, skądże- Zachichotała
nerwowo. Nie znałyśmy się długo, bo kilka dni, ale Monica kłamała
i to ewidentnie.
-Loretta?-Spojrzałam na nią, kiedy ta
patrzyła się w przestrzeń i wypuszczała dym z ust.
-Na mnie nie patrz- Wzruszyła
ramionami.
-Dobra nie wiem o co tu chodzi, ale
wcale mi się to nie podoba- Warknęłam. Żadna z nich nic nie
mówiła, więc odpuściłam. Niby co miałam zrobić? Może wcale
nie chodziło o mnie? Były przyjaciółkami miały prawo mieć ze
sobą sekrety. Usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa.
Zignorowałam ich obecność. Nałożyłam słuchawki na uszy i
włączyłam na luz. Chciałam tak częściej. Wyłączyć myśli i
się zrelaksować. Kątem oka widziałam jak szeptały coś do
siebie, a po chwili Monica pokazała gestem, abym przestała słuchać
muzyki.
-Vils- Zaczęła. Nie powiem poczułam
lekk stres. Dziewczyna miała tak dziwny i nieco zmartwiony wyraz
twarzy, że serce zabiło mi szybciej. Pierwsze co to pomyślałam o
Leonie, o tym, że to z nim coś nie tak, że mogło mu się coś
stać.
-Powiedz to wreszcie-Jęknęłam
zniecierpliwiona, ale i lekko przestraszona
-Chodzi o mojeg brata- Słyszałam jak
słowo „brata” ledwo przeszło jej przez gardło,ale nie tym się
przejęłam.
-Co z nim?-Zapytałam. Odłożyłam
urządzenie na bok, a sama usiadłam na skraju łóżka.
-Z nim nic...a może. Oh, po prostu
zaprosił mnie na kolację- Spojrzała na mnie, a ja byłam lekko
oszołomiona? Nie rozumiałam o co jej chodziło.
-Jeśli chcesz, abym z tobą
poszła-Przerwałam. Nie lubię odmawiać ludzią, a szczególnie
jej. Polubiłam ją i mogłabym się z nią zaprzyjaźnić, ale nie
byłam w stanie nawet dla niej ponownie spotkać się z Leonem-To
przykro mi, ale muszę odmówić.
-Nie!-Zaprzeczyła-Nie o to mi chodzi.
Po prostu chce, abym poznała jego nowo partnerkę-Wypaplała szybko,
a mnie coś lekko ukuło w sercu.
Nowa partnerka
Nie wiedziałam co
o tym myśleć. Byłam zraniona, cholernie. Pocieszył się i to
szybko. Nie czekał zbyt długo, aby po raz kolejny znaleźć sobie
zabaweczkę, byłam tylko ciekawa kto tym razem. Próbowałam
zachować kamienną twarz, że niby to wcale mnie nie ruszyło co nie
było prawdą.
-Pogratuluj mu ode
mnie-Uśmiechnęłam się.
-Nie jesteś
zła?-Zapytała. Czy byłam zła? Czy ja wiem? Przecież dla mnie był
to zamknięty rozdział. Było minęło. Musiałam iść dalej, a
przynajmniej tak chciałam zrobić od teraz. Ułożyć swoje życie
na nowo. Wyszaleć się teraz i nadrobić te lata, które poświęciłam
tylko i wyłącznie jemu, zrekompensować sobie ten stracony czas,
który zmarnowałam na latanie samolotami. Takie było moje
pragnienie w tamtym momencie. Aby pokazać, że Castillo odchodzi,
ale powraca w wielkim stylu.
-Ależ oczywiście,
że nie- Zerknęłam na telefon, który wydał z siebie
charakterystyczny dźwięk-Zakończyłam rozdział pod tytułem
„Verdas”, ale przekaż mu moje gratulacje- Posłałam jej blady
uśmiech. Monica była skonfundowała całym tym moim pozytywnym
podejściem do życia, szczerze? Ja sama nie wiedziałam co mnie tak
napadło. Nagle poczułam chęć zrobienia czegoś, co zawsze mnie
hamowało. Hamowało przez Verdasa. Odczuwałam potrzebę zachowania
się gówniara i zrobienia tych głupot, które pominęłam, bo zbyt
szybko wplatałam się do dość dojrzałego związku.
Chwyciłam telefon
do ręki i zobaczyłam sms'a.
Francis:
Może jakieś winko?
Uśmiechnęłam się
do ekranu. Ten koleś doskonale wiedział kiedy napisać. Oczywiście,
że miałam zamiar spędzić ten wieczór z nim. Skoro nasz biznesmen
może, to czemu ja nie?
Violetta: A
może jakaś kolacja?
Z niecierpliwością
czekałam, aż mi odpisze.
Francis:
Dobrze, ale pozwól, że to ja popiszę się swoimi kulinarnymi
zdolnościami
Zaśmiałam się
pod nosem. Nie wiedziałam, że blondyn gotował, ale było to
imponujące.
Violetta:
Będę o dwudziestej :*
Odłożyłam
telefon. Miałam jeszcze wiele czasu.
-Naprawdę? Nie
ruszyło cię to nic a nic?-Zaczęła wypytywać z niedowierzaniem
brunetka.
„Jasne, że
ruszyło. Nie widzisz jak bardzo?”-myślałam.
-Wiadomo, że
trochę tak, ale-Przerwałam. Nie wiedziałam jak ubrać to w słowa
by nie zabrzmiało głupio. Jednak z tyłu głowy miałam te
informacje, że to jest jego siostra, że to jest część
Verdasa.-Inaczej, on zawsze będzie dla mnie ważny. Nie zwracając
uwagi dlaczego to się skończyło,ale jest szczęśliwy
nie?-Spojrzałam na nią. Nie była przekonana. Przekonana o tym, czy
jej brat jest szczęśliwy,ale to nie był już mój problem.
-Violetta, wiem, że
jeszcze coś do niego czujesz-Skwitowała. Loretta przysłuchiwała
się całej tej rozmowie nie wiedząc o czym my tak naprawdę mówimy.
-Nie,
nic-Zaprzeczyłam
-Wiem, widziałam
po ostatnim- Przenikliwie na mnie spoglądnęła. Nie dało się
ukryć ich podobieństwa. Patrzała na mnie dokładnie w takie
podobny sposób co Leon. Przeszły mnie lekko ciarki.
-Monica, masz
racje. Dalej go kocham,ale jakie to ma znaczenie? Kiedy moja
nienawiść jest ponad to? Kiedy wiem jak bardzo się na nim
zawiodłam? Jest teraz szczęśliwy? Świetnie, ale ja nie zamierzam
już więcej ryczeć. To moje dzisiejsze postanowienie. Chce być
szczęśliwa. I dlatego-Wstałam z łóżka uderzając dłońmi o uda
-Nie mam zamiaru marnować dzisiejszego wieczoru
Dziewiętnasta
nadeszła dość szybko. Wzięłam prysznic. Umalowałam się dość
wyraziście, ale bez przesady. Ubrałam się w biała bluzkę z lekko
rozkloszowaną na dole, czarne spodnie, a do tego masywne czarne
lity. Wyglądałam ładnie, a do tego był to wygodny stój. Nie
chciałam wyskakiwać z nie wiadomo jak roznegliżowanym strojem.
Wydawało mi się, że było idealne. Byłam sama w pokoju kiedy
szykowałam się do wyjścia. Monica i Loretta z tego co było mi
wiadomo udały się na jaką domówkę, więc obyło się bez pytań
o to z kim się umówiłam i tym podobne. Zamówiłam taksówkę, a
kiedy dostałam wiadomość, że jest już na dole ubrałam czarną
skórzaną kurtkę i wyszłam z akademika. Po nie całych piętnastu
minutach byłam na miejscu. Zapłaciłam kierowcy, a kiedy wysiadłam
kątem oka spojrzałam w kierunku apartamentu Verdasa. Był ciemno.
Może był w pracy, albo w Nowym Jorku, albo u swojej nowej
partnerki.
„Violetta, siebie
nie oszukasz, czy ty musisz być taka naiwna?”-Karciłam się w
głowie. Nie zlałam tego tematu totalnie. Wręcz przeciwnie dotknęło
mnie to, ale jak mówiło moje nowe motto? „Dziś zrób coś dla
siebie, za co podziękujesz w przyszłości” i z pewnością
użalanie się nad swoim złamanym sercem nie było tym co miałam
teraz robić.
Weszłam do
budynku. Zapukałam dwa razy. Chwilkę czekałam,ale drzwi zostały
mi otwarte,
-Hej- Uśmiechnęłam
się szerok. Blondyn to odwzajemnił.
-Cześć, my się
znamy? Bo...nie kojarzę takiej laski?
-Idź mi z tymi
tekstami na podryw-Zaśmiałam się- Mogę?. Blondyn przesunął się
robiąc mi tym miejsce, abym weszłam do środka.
-A tak na
przyszłość- Stanęłam w pół kroku tuż przy nim- Te teksty są
beznadziejne, nie rób tego więcej
-Cóż,
przynajmniej próbowałem- Wzruszył ramionami.
-Liczą się
star-Urwałam kiedy weszłam do salonu i zobaczyłam nakryty stół.
Serwetki, świece, kieliszki, talerze, sztućce...wszystko jak
należy. Było bardzo pięknie i romantycznie.
-Co się
liczy?-Zapytał pojawiając się obok mnie.
-Starania-Dokończyłam-
Wygląda jak randka
-A jest?- Spojrzał
na mnie dość uwodzicielsko.
-Nazywaj to jak
chcesz, ale wolałabym przystanąć na twojej propozycji.-Reka
blondyna powędrowała na moje plecy i lekko mnie popchnął, abym
podeszła do stołu. Odsuną krzesło, a ja usiadłam.
-A więc- Zniżył
się, aby być tuz obok mojego ucha- Zacznijmy naszą randkę bez
zobowiązań-Szepnął i zniknął po chwili. Rozejrzałam się
dookoła. Teraz dopiero zwróciłam uwagę, że w salonie stała
gitara.
-Grywasz?-Zapytałam,
kiedy chłopak wszedł do pokoju z dwoma talerzami.
-Próbowałem, ale
ostatecznie należy do mojego kumpla- Postawił talerz przede
mną-Smacznego- Uśmiechnął się.
-Wygląda
smakowicie, co to?-Byłam lekko zaszokowana. Danie wyglądała tak
wykwintnie, niczym z restauracji.
-Tarta z łososia,
oraz sałatka z cukinii w ziołach-Wypowiedział to tak dumnie, a ja
zaśmiałam się pod nosem.
-I, że niby ja mam
uwierzyć, że masz takie zdolności kulinarne?-Spoglądałam na
niego podejrzliwie.
-Nom- Polał wina w
kieliszki, a ja od razu upiłam łyka.
-Gadaj, w który
katering wybrałeś?-Zapytałam nadziewając kawałek na widelec.
Było przepyszne. Smak był tak obłędnie delikatny, ale za razem
pieszczący podniebienie. To było coś co zdecydowanie wpadło w mój
gust.
-Eee..Katering u
Francisa Oldmana- Również napił się trunku, ale patrzał mi w
oczy i przyglądał się mojej minie, kiedy żułam posiłek.
-To jest...obłędne.
Gastronomia, hotelarstwo, co jeszcze?-Zapytałam. Wino było również
bardzo dobre i nie obejrzałam się nim mój kieliszek był pusty.
-Wielu rzeczy
jeszcze o mnie nie wiesz- Uśmiechnął się zadziornie.
Kolacja minęła
nam naprawdę przyjemnie. Pyszne danie i wspaniała rozmowa. To było
idealne połączenie.
-Ja
wyniosę-Zabrałam talerze i wyszłam do kuchni odstawiając je do
zmywarki. Po raz ostatni nachylałam się nad urządzeniem i włożyłam
jedyny talerz, który pozostał na blacie. Włączyłam zmywarkę, a
za plecami poczułam czyjąś obecność. Był blisko. Na tyle
blisko, aby jego oddech był odczuwalny na moim karku. Dostałam
gęsiej skórki. Swoją dłoń położył na mojej, kiedy opierałam
się o blat. Musnął ją opuszkami palców i przeciągnął je do
góry wzdłuż całej ręki zatrzymując się na moim nagim ramieniu,
który został odkryty przez krój bluzki. Poczułam przyjeme
pieszczenie tuż po tym jak sunął swoją dłonią po moim ciele.
Nie robiłam nic. Nie przerywałam, nie ingerowałam. Chwilowo mógł
zrobić ze mną cokolwiek. Byłam jak w transie. To było takie
przyjemne, a z powodu dłuższej przerwy jeszcze bardziej intensywne.
Nie pamiętałam wcześniejszej naszej nocy, ale z pewnością było
jeszcze bardziej odczuwalna. Ta cała ekscytacja.
Sunął palcem
wzdłuż mojego karku. Czułam jak przychylił się bliżej. Czułam
jak musnął mnie niepewnie ustami, ale kiedy nie przerwałam zrobił
to pewniej i zostawił tam mokry ślad. Okupował moja szyję.
Muskał, całował ssał i lekko przygryzał, a ja jedynie odchyliłam
głowę na bok, by było mu wygodniej. Pragnęłam tego. Tego
relaksu, tej przyjemności jaką daje seks. Odwrócił mnie, tak, że
moje oczy wpatrywał się w jego, a po chwili obdarzył mnie
namiętnym pocałunkiem. Oddałam go bez zastanowienia. Przecież po
to tu przyszłam. Może i zachowałam się głupio, ale nie myślałam
o tym. Nie myślałam o jego uczuciach, tylko o tym, aby się
odprężyć, aby przez chwilę nie czuć nic tylko rozkosz.
Objął mnie w
tali, ale nadal całował i skierował się do sypialni. Pokój
oświetlony był jedynie przez latarnie, które dawały blask na
dworze. Pchnęłam go na łóżko, tak aby usiadł i znów go
pocałowałam. Przykucnęłam, aby pozbyć się jego koszulki, Nie
protestował. Widziałam w jego ochach blask, który mówił, że
pragnie tego tak samo jak ja. Materiał upadł gdzieś na ziemię, a
ja znów się wyprostowała ciągnąc jego podbródek ku górze, aby
nie przerwać namiętnego pocałunku.
Dłonie skierował
na moje pośladki i zacisnął je, na co ja sapnęłam uchylając
usta. Do gry dołączyły nasze języki, które dość marnie radziły
sobie w walce między sobą,. Każde z nas pragnęło przejąc
kontrolę nad sytuacją. Każde chciało być tą dominą. Ręce
przeciągnął w górę i zacisnął palce na skrawku mojej bluzki.
Podciągnął ją do góry, ale byłam szybsza i sama zbyła się
zbędnej już odzieży. Puściłam jego brodę, na co on skierował
się na mój brzuch. Pozostawiał tam mokre ślady i zapewne
czerwone, bo czułam to lekkie pieczenie kiedy zasysał mi skórę.
Podekscytowanie we mnie rosło. Nie tyle co pragnęła jego, a
spełnienia. Tak, wiem byłam okropna, ale i zdesperowana, aby zacząć
od początku. Od seksu.
Tym razem to on się
podniósł, a mnie pchnął na łóżko, tyle, że ja leżałam.
Pocałował mnie w usta, a zaraz potem zjechał niżej zahaczając
dłonią o mój stanik. Odpiął mi spodnie i sprawnie ciągnąc za
nogawki ściągnął je.
-Laska-Skomentował,
a ja uśmiechnęłam się. Lubiłam słyszeć miłe słowa na mój
temat, a szczególnie teraz. Z resztą, kto nie lubi?
Chciałam się
podnieść, aby odpiąć jego spodnie, ale on ponownie mnie popchnął.
-Nie- Warknął,
ale to było bardziej podniecające, niż złe. Sam to zrobił.
Pozbył się swoich jeansów i rzucił w kąt po tym jak z kieszeni
wyciągnął małą foliową paczuszkę i położył ją obok mnie.
-Widzę, że byłeś
przygotowany- Zaśmiałam się.
-W końcu
wiedziałem po co się spotykamy- Wpił się w moje usta nieco
bardziej brutalnie. Przez przypadek otarł się swoim kroczem o moje
udo, czego wcześniej zdecydowanie unikał, a teraz syknął.
Zauważyła, że jego ruchy stały się szybsze. Oddech również.
-Wkurza mnie
to-Rozpiął mój stanik i ściągnął majtki. Leżałam przed nim
całkowicie nago, ale nie czułam krępacji. Chciałam poczuć go w
sobie i oddać się momentowi. Dotykał moich piersi, a potem znów
błądził dłońmi po całym ciele, ale już mniej się starając.
Ssał moją skórę tuz nad obojczykiem, a dłonie wędrowały po
moich udach. Byłam rozpalona. Wystarczająco, aby już niedługo to
zakończyć.
-Francis!-Pisnęłam.
Chłopak oderwał się ode mnie lekko zmieszany i zdyszany.
-Co? Coś nie
tak?-Zmarszczył brwi.
-Twój przyjaciel!
On się zaraz udusi!-Zaśmiałam się,a blondyn pokręcił głową.
-No tak, a chyba
oboje tego bardzo nie chcemy, prawda?- Ściągnął bokserki i
ponownie pojawił się przy moich ustach. Rozchylił moje nogi i
oderwał się ode mnie. Rozerwał folię i na swojego członka
naciągną prezerwatywę. Znów był blisko, tym razem jednak znów
skupił się na moim obojczyku, a jedną ręką muskał moją pierś.
Czułam przy swoim wejściu jego penisa, a po chwili jego w środku.
Drgnęłam z tego mocnego uczucia, które ogarnęło moje podbrzusze.
Jeszcze nic nie zrobił, a ja byłam w stanie dojść w tym momencie.
Tak dawno tego nie robiłam.
-Ohoh, ktoś tu
dawno nie reagował na takie bodźce- Zaśmiał się i wszedł we
mnie głębiej na co ja jęknęłam.
-Zamknij
się-Skarciłam go- Ostatni raz jak to robiłam to nic nie pamiętam,
także musiałeś być kiepski- Dogryzłam mu.
-A ty nachlana w
trzy dupy- Pchnął we mnie mocniej. Wygięłam się lekko od jego
nagłego ruchu. Znów poruszał się we mnie powoli, aby przyzwyczaić
mnie do tej sytuacji. To było przyjemne, ale zdecydowanie nie było
to coś czego pragnęłam. Chciałam więcej uczucia, namiętności,
gorąca, ale nie mogłam mieć tego z Francisem. Poruszał się
intensywniej, a ja z każdym jego ruchem oddychałam szybciej i
sapałam na zmianę z cichym pojękiwaniem. Przymrużyłam oczy.
Czułam jak po jego kilku szybszych ruchach moje mięśnie się
zaciskały. Byłam na skraju. Oczy zaszły mi mgłą z podniecenia, a
głowa automatycznie przekręciła się na bok. Zacisnęłam dłonie
na pościeli i rozchyliłam powieki. Patrzałam przez okno co chwila
wydając z siebie cichy jęk. Apartament Leona było oświetlony, był
w domu.
W jednym momencie
wszystko wróciło. Ten seks przepełniony miłością i uczuciem.
Ten, którego tak mocno pragnęłam. Oczy zaszły mi łzami, a jedną
z dłoni wplotłam we włosy Francisa, który dalej składał
pocałunki, tym razem na mojej żuchwie. Byłam taką zła osobą.
Kochałam się z blondynem, ale wyobraziłam sobie, że to Verdas. Że
to on jest teraz tak blisko mnie. Zacisnęłam mocno powieki.
Połączyłam uczucie z moją wyobraźnią, a ciało zrobiło swoje.
-Tak
maleńka...-Sapała-Zrób to-Pchnął mnie jeszcze kilka razy, a ja o
mało co nie wypaplałam imienia Verdasa kiedy byłam przy
szczytowaniu. Wszystko się we mnie zacisnęło dając chwilową
rozkosz, ale jednak wolałabym być tam. Na tym dziesiątym piętrze.
Zanim dowiedziałam się co przed mną ukrywa. Za nim to wszystko się
spieprzyło. Na ten jeden moment wrócić do tego dnia kiedy byliśmy
jeszcze w namiętnej sytuacji, a potem mogłam go ponownie
znienawidzić.
Blondyn doszedł
chwile po. Miał zaczerwienione policzki. Ja pewnie zresztą też.
Odgarnęłam jego włosy z czoła i dałam mu szybki pocałunek.
Położył się obok i lekko mnie do siebie przytulił.
-Fajna jest ta
przyjaźń z korzyściami, wiesz?- Odezwał się.
-Wiem-
Uśmiechnęłam się lekko. Blondyn pocałował mnie w czubek głowy.
Leżeliśmy tak dłuższy czas. Nie odzywając się. Chłopak w
pewnym momencie zasnął, a ja odwróciłam się na bok i wpatrywałam
w to przeklęte okno. Nie mogłam dłużej leżeć. Wstałam z łóżka
i okryłam chłopaka kołdrę. Wyszłam do kuchni nie ubrana, bo w
końcu i tak było ciemno. Nikt mnie nie widział, nawet przez okno.
Rozglądałam się za butelka wina, którą zostawiliśmy na blacie w
kuchni. Chwyciłam ją ze sobą i powróciłam do sypialni. Wzięłam
do ręki jeszcze swój telefon i usiałam na łóżku. Przyciągnęłam
kolana do siebie i oparłam na nich głowę. Wzięłam dość sporego
łyka. Mimo,że czułam lekki chłód nie zakryłam się. Siedziała
nago skulona i zapijając swoje smutki patrzyłam się na zapalone
światło w wielkim wieżowcu. Miałam déjà vu. Po raz kolejny
siedziałam i upijałam się w tym miejscu, z tego samego powodu,
patrząc w tym samym kierunku. Obracałam w palcach telefon. Chciałam
do niego zadzwonić. Usłyszeć jego głos. Pogratulować mu.
Powiedzieć, że wiem i za cholerę nie rozumiem jak mógł tak szybo
się pocieszyć. Powiedzieć wszystko. Ile cierpiałam, ze przez
niego. Złamać go.
Wiedziałam,że
będę tego żałować, ale nie mogłam myśleć racjonalnie. Taka
właśnie byłam. Robiłam krok do przodu, potem dwa do tyłu, bo
tęskniłam, ale nie mogłam wybaczyć. Odnalazłam kontakt.
Wcisnęłam „zadzwoń” i przyłożyłam telefon do ucha,.
Jeden
sygnał...dwa...trzy...
Odezwał
się.
-Verdas-
Rzucił oschle. Jego głos wciąż był ochrypnięty i szorstki. Nie
zdawałam sobie sprawy, że płakałam. Nie wydusiłam z siebie ani
słowa.
-Halo?-Zaczął
brzmieć nieco nerwowo. Mogłam się rozłączyć, ale nie. Musiałam
się odezwać.
-Gratuluję-Przełknęła
gulę w gardle. Z pewnością usłyszał mój szloch, ale co mnie to.
W telefonie było cicho. Głucha cisza i nic więcej. Serce biło mi
jak oszalałe.
-Violetta...

Cudowny rozdział.
OdpowiedzUsuńVilu cały czas myśli o Leonie.
Nawet podczas stosunku.
I jeszcze ten telefon...
Ciekawie jak Leoś zaereguje.
Asia Blanco
Dziękuję ❤
OdpowiedzUsuńOj bedzie sie dzialo XD
A co do Leona
Będzie to moja slodka tajemnica 😈
Perełka ❤
OdpowiedzUsuń❤❤❤
UsuńCześć to znowu ja.
UsuńTosia.
Kiedy pojawi się rozdział o Leonecie?
Nie chcę naciskać, ale cudnie piszesz i nie mogę się doczekać. ��
Powinien pojawić się dzisiaj, lub jutro (mam bardziej na myśli nocne godziny XD)
Usuń