środa, 26 października 2016

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 4 "Moje Niezaspokojone Serce"

Jak zwykle jestem leniwą pindą i dodaję po terminie. I w dodatku, jako iż ja zajmuję się warstwą językową, to muszę się pochwalić, że zraczyłam i zgubiłam to opko i byłam zmuszona przepisywać z pamięci... Po czym znalazłam, gdy skończyłam rozdział... Eh... XD
No i oczywiście, znowu wciągnęła mnie szkoła... Chce wreszcie wolne. ;-;
***

Dzisiejszy dzień był... Inny. W ten nieprzyjemny sposób. Obito nie do końca mógł stwierdzić co takiego się zmieniło, coś majaczyło mu na skraju zdania sobie sprawy, ale dalej tkwiło nieodkryte. Miał wrażenie, jakby Kakashi go ignorował, przesuwał po nim lodowatym spojrzeniem, nie mówiąc nic, zdecydowanie odbierając mu wszelką ochotę na robienie głupot.
A może tylko się Obito wydawało? To i tak sprawiało, że jego samopoczucie drastycznie spadło. Siedział wyjątkowo spokojnie, ze zmarszczonymi brwiami i zastanawiał się co zrobić. Korciło go strasznie, żeby znowu zacząć zachowywać się jak zwykle, może tylko troszkę będąc skończonym kretynem. Troszkę.
I to wszystko tylko po to, by wywołać w Kakashim jakąś reakcję, choćby i negatywną. Żeby tylko spojrzał w jego stronę, odezwał się. Żeby był jego zwyczajnym, surowym Kakashim. Jednak sumienie nie pozwalało mu ruszyć się z miejsca, bo ciągle czuł się źle z tym, że zbyt dosłownie się do niego doczepił i zwyczajnie się pośpieszył. I to w tym złym sensie.
Warknął pod nosem, zły sam na siebie, agresywnie kopiąc siedzącego obok Yahiko. Prawie zupełnym przypadkiem. Rudemu mina zrzedła i podskoczył jak oparzony, uderzając w ławkę, zwracając na siebie uwagę całej klasy. Kakashi tylko uniósł brew po czym wzruszył ramionami i wrócił do lekcji, aż w końcu jedna osoba po drugim straciła zainteresowanie niedawnym hałasem. Yahiko natomiast nie zapomniał i patrzał na niego z wyrzutem i rumieńcem złości na policzkach.
Ale cóż, przynajmniej mu ulżyło.
I tym razem dzwonek go zaskoczył, po pierwsze dlatego, że w ogóle nie zwracał uwagi na mijający czas, a po drugie, bo i tak miał wrażenie, że leciał mu dużo wolniej niż zazwyczaj, co w rozrachunku dawało... Coś naprawdę powolnego.
Cóż, nie pierwszy raz się mylił.
Wstał i udał, że kieruje się w stronę drzwi, okazjonalnie przepuszczając wszystkich innych (w końcu siedział na końcu klasy) i radośnie wystawił Yahiko środkowy palec. Rudy wzdrygnął się nerwowo, ale wyszedł, nie odmawiając sobie odwzajemnienia przyjaznego gestu. Pewnie zdążył już pomyśleć, że jest jego dzisiejszym workiem do bicia, ale trudno. W skrajnym przypadku wytłumaczy mu to później. Czyli najprawdopodobniej wcale.
Zamknął drzwi, nie dbając specjalnie o ciekawskie spojrzenia przechodzących uczniaków i rówieśników. Za to wyjątkowo zaczął mu przeszkadzać dzisiejszy Kakashi – ten, który zdawał się nie zauważyć nawet tego, że nie jest w klasie sam.
- Kaka... To znaczy, proszę pana. - Mruknął cicho, poprawiając się. Zwracanie się do niego w ten sposób wydawało mu się takie nienaturalne, że niemal natychmiastowo odrzucał tę wersję i zatrzymywał się na jego imieniu, ale tym razem nie jawiło się to zbyt mądrą opcją. Z resztą, w sumie nigdy nie powinno, teraz jednak wydawało się to wyjątkowo nie na miejscu. Chyba pierwszy raz stracił pewność siebie, czując się jak głupi zawstydzony dzieciak. Nigdy nie był zbyt dobry w przepraszaniu.
- Masz jakieś pytania? - Kakashi nawet nie podniósł na niego wzroku, tylko dalej przewracał białe kartki w swoich równie bladych palcach.
Czyli jednak go zauważył.
- Nie. Ch...
- W takim razie pośpiesz się na następną lekcję. Jesteś już wystarczająco spóźniony w tym roku.
- Chciałbym porozmawiać, proszę pana. - Dokończył poprzednio zaczęte zdanie, nie zważając na delikatnie formującą się na twarzy nauczyciela irytacji. A teraz jakby czekał na przyzwolenie, przybierając pewną siebie postawę z wzrokiem twardo wbitym w Hatake. Kakashi powoli podniósł swoje ciemne oczy i równie nieśpiesznie założył nogę na nogę, odkładając papier na biurko. Każdy jego ruch był robotyczny i zdawał się być wypełniony cynicznością, jakby przekazywał całą swoją złość w tak drobnych ruchach ciała. Mimo zniecierpliwienia jakie wydawał się wewnętrznie przeżywać, czekał aż Obito kontynuuje. Był cierpliwy.
Uchiha z kolei poczuł kolejne ukłucie niepokoju. Impuls podpowiadał mu, żeby się odwrócić i najzwyczajniej w świecie, znowu zwiać. Że w ogóle nie ma tu czego szukać i niepotrzebnie strzępi sobie język. Że stracił swoją choćby i mikroskopijną szansę tylko tym jednym ruchem, jednym błędem.
Jednak Obito nie był na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że często takie małe koszmarki są jedynie koszmarkami i zawsze była szansa, aby coś naprawić. Wystarczyło tylko być szczerym, głównie ze sobą, i szczerze ocenić swoje postępowanie i szansę. Dalej niskie, ale nie zerowe.
Niemiłosiernie piekły go uszy, ale jakby wrósł w podłogę, robiąc dobrą minę do złej gry. - Wczoraj... - Chrząknął, zakrywając nawyk głupkowatego uśmieszku. Chociaż szczerze nie miał pojęcia jak ubrać to wszystko w słowa, zwłaszcza, że nagle, przy pomocy wpatrujących się w niego dwojga ciemnych oczu, zapomniał jak się myśli. Tak po prostu. - Ja... - Zerknął prosto na Kakashiego. I to był błąd. Jeszcze bardziej pogubił się w myślach, bo teraz jedyne na co miał ochotę to zerwać ten głupi kawałek materiału z jego twarzy i go pocałować, przytulić. Po prostu mieć przy sobie. I dlatego... I dlatego czuł się jeszcze gorzej z tym, że kiedykolwiek mógłby go zranić.
- Tak bardzo bardzo przepraszam. - Wyszeptał półgłosem, zupełnie poważnie. Tym razem wcale nie czuł pewności siebie, jedynie przygnębienie.
A mina Kakashiego trochę zmiękła., gdy pokręcił głową, wzdychając ciężko.
- Rozumiem, że był to tylko jednorazowy wybryk, więc ci to daruję. Wiem, że nastolatki w twoim wieku...
- To nie jednorazowy wybryk! - Sam zdziwił się swoim nagłym wybuchem, co dopiero Hatake, który został natychmiastowo wyrwany z transu monologowego, którego najwyraźniej nawet nieźle wystraszył.
Jednak sama myśl, że Kakashi może mieć go za takiego rodzaju gościa sprawiała, że oblewały go nagłe fale wściekłości. - Znaczy... Brzmię jak zboczeniec prawda? - Zdecydowanie się pogrążał. Dawno aż tak nie plątał się w słowach, to było dziwne. Dziwne i bardzo stresujące, biorąc pod uwagę fakt, że osobą przed którą wychodził na niezrównoważonego psychicznie nie była wcale losowa. - Mówię, że pragnę... A kuźwa! - Gwałtownie złapał się za głowę, nie zupełnie wiedząc co robić dalej. Teraz to dopiero rwało mu się do ucieczki.
Kakashi wstał z miejsca, widocznie poruszony jego nagłym atakiem desperacji, wyciągając przed siebie ręce w uspokajającym geście.
- Hej... Z-Zwolnij trochę... - Oparł wyciągnięte dłonie na obu ramionach Uchihy w dalej, jak mu się wydawało, pocieszająco. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że za pomocą jednego takiego dotyku serce Obito ruszyło jak koń wyścigowy. - Już zupełnie nie wiem o czym mówisz... - Obito odważył się wychylić wzrok i zerknąć na dziwnie zmartwionego i zaciekawionego nauczyciela. Nigdy w życiu nie widział go z tak bliska, nie czuł tej dziwnej aury dorosłości, bycia mentorem dla pozostałych uczniów, mimo że wcale nie był wiele starszy.
Obito miał wrażenie, że nigdy się do niej nie przyzwyczai, ale z drugiej strony zupełnie mu nie przeszkadzała. Dokładnie tak jak codzienny słaby zapach męskich perfum, które po prostu były częścią Kakashiego.
Drobne fragmenty, sam nie pamiętał kiedy zaczął je zauważać. I kiedy zaczął tak bardzo je uwielbiać.
Mimo wszystko, Kakashi był spokojny, tak bardzo kontrastując do jego obecnego stanu. Ale to pomagało zebrać mu się w sobie.
Poza tym, miał obawy, że jeśli nie zbierze się w końcu na odwagę mówienia z takiej bliskości przy Kakashim, to nigdy nie nauczy się przy nim klarownie myśleć i już na zawsze na sam tylko jego widok hormony zaczną uderzać mu do głowy. A tu przecież nie tylko o to chodziło. Na prawdę chciał go poznać. Zależało mu.
- Chciałem powiedzieć, że tak naprawdę...
Dzwonek.
W połowie zdania przerwał mu dzwonek wszem i wobec ogłaszający kolejną lekcję.
Obito wątpił, czy kiedykolwiek w swoim życiu nienawidził szkoły bardziej niż w tym momencie.
Kakashi puścił go natychmiast i odsunął się powoli, zaraz potem już sprawnie pakując swoje rzeczy do biurka. Jego twarz znowu była kompletnie wyprana z emocji. Nie to co ta Obito, na której rozczarowanie było wypisane.
- Wybacz, ale naprawdę mi się śpieszy. Dokończymy innym razem. - Zarzucił torbę na ramię i oparł swoją dłoń o plecy Obito, pośpieszając go do wyjścia, odkrywając, że tamten najwyraźniej zapuścił korzenie i ani myśli mu było się ruszyć. Choćby i z szoku pourazowego. - Obiecuję.
Uchiha machnął lekceważąco ręką, chociaż sprawa dla niego wcale do zlekceważenia nie była i już przy wyjściu z klasy, gdy Kakashi zamykał drzwi kluczem, znowu się zatrzymał, wreszcie wracając do swoich własnych zmysłów, objawiając to tym samym złowróżbnym uśmieszkiem.
- Na prawdę chciałbym, żeby był pan kiedyś mój, panie Ka-ka-shi. - Puścił mu oczko, po czym wysprintował na piętro zanim sytuacja mogła stać się albo bardzo nieprzyjemna albo bardzo niezręczna.
Poza tym, nie mógł tak po prostu pójść sobie bez słowa, prawda?
I tak miał zamiar później przepraszać Kakashiego bez końca, za cały uprzykrzony czas.
Nie zdążył zobaczyć ani delikatnego rumieńca ani ledwo widocznego uśmieszku, który nagle, chociaż i niechciany, pojawił się na twarzy Hatake.

4 komentarze:

  1. Hehe ten Obito to życie, wielbię go i jego teksty ^^ cudowne dziecię

    Dużo weny x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowny głupek, ja nie rozumiem jak go można nie lubić. XD
      Dziękujemy bardzo. <3

      Usuń
  2. Ej. Gdzie kolejny rozdział Q>Q?
    Kocham ich <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na stronie głównej dodałyśmy kolejny rozdział... Po pół roku, wstydzę się za nas. ;-;
      Ale jest jeszcze niedokończony jakby co, bo majówka zmusza mnie do funkcjonowania w konkretnych godzinach, więc... Będzie w całości dzisiaj wieczorem albo jutro rano, nie martw się. A następne rozdziały mamy nadzieję i ochotę dodawać normalnie. ;-;
      Dziękujemy. <3

      Usuń