piątek, 19 sierpnia 2016

50 twarzy Verdasa #7- Straciłeś mnie...

UWAAAGA
Oto ostateczny rozdział z 1 części...dalej będzie kontynuowane tylko pod inną nazwą...nie wiem jeszcze jaką xDDDD
Miłego czytania!

Zapraszam pod rozdział później...więcej ciekawych informacji XDDD

*~*~*

Nim przekroczyłam próg pomieszczenia rozejrzałam się, czy aby przypadkiem Verdas nie zmierzał w moim kierunku. Kiedy jednak hol był pusty niepewnie weszłam do środka przymykając bezdźwięcznie drzwi. Na ścianie odnalazłam przełącznik, aby rozświetlić sobie to co znajdywało się w pomieszczeniu. Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy cała zawartość pokoju, była mi doskonale widoczna. Pokój był utrzymany w ciemnych barwach z przewagą czerni. Mnóstwo pejczy, kajdanek i tego typu gadżetów. Na suficie były podwieszane kraty. Łóżko było ogromne, Powoli przeszłam się po pokoju znajdując coraz to dziwniejsze rzeczy, które wywołały u mnie ciarki. Liny, pasy, rozpórki. To wszystko znajdowało się w domu mojego chłopaka. Byłam przerażona, a w oczach pojawiły mi się łzy, które bez problemu zaczęły spływać po moich policzkach. Nigdy nie wspominał mi o swojej przeszłości, ale to co widziałam w tamtym momencie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam zła. Zataił przede mną coś tak ważnego, a za razem obrzydliwego. Brzydziłam się nim. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo jego przeszłość, a może i nawet teraźniejszość jest mroczna. Nie chciałam myśleć o tych kobietach, które kiedyś tu z nim...Nie to było ponad moje siły. Ciągle płacząc wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam je zabierając ze sobą mały klucz. Pobiegłam w stronę jego gabinetu i nie zwracając uwagi na to czy jest zajęty gwałtownie otworzyłam drzwi. Cala zapłakana weszła tam, a mężczyzna zaniepokojony moim stanem natychmiast wstał i podszedł do mnie na co ja zrobiłam gwałtowny krok w tył opierając się o szklane drzwi.
-Nie zbliżaj się do mnie- Warknęłam krztusząc się łzami. Leon patrzył ma mnie ze zdziwieniem, do czasu kiedy to nie pokazałam mu klucza. Jego twarz wyraźnie się spięła. Zmarszczył brwi,ale nie odzywał się. Spojrzałam mu w oczy i opuściłam klucz na ziemię, po czym szybko skierowałam się do sypialni, gdzie jeszcze stały moje nie rozpakowane walizki. Chwyciłam jeszcze torebkę i wraz z bagażem udałam się do drzwi wejściowych.
-Violetta...- Usłyszałam za sobą ten zachrypnięty głos, ale jakby przepełniony poczuciem winy-Ja ci to wszystko...
-Nie!-Krzyknęłam, a mój płacz stał się coraz to mocniejszym szlochem-Nie chce tego słuchać. Zapomnij o mnie- Rzuciłam na odchodne i wyszłam z apartamentu. Zaczęłam rozglądać się za jakimś transportem. Na moje szczęście złapałam taksówkę, w którą jak najszybciej wsiadłam i pojechałam do pobliskiego hotelu, gdzie planowałam spędzić noc. Zapłaciłam kierowcy i nie czekając na resztę pośpiesznie weszłam do budynku i udałam się do rejestracji. Stał tam młody mężczyzna. Miał na sobie białą koszulę, oraz czarne spodnie.
-Chciałabym zarezerwować pokój- Poprosiłam lekko drżącym głosem, na co recepcjonista uniósł wzrok na mnie, ale widząc moje zapłakane oczy skinął głowa i podał mi klucz. Chciałam odejść,aby udać się do pokoju, ale poczułam jak chłopak łapie mnie za rękę.
-Jeśli będziesz chciała pogadać, to wiesz gdzie mnie znaleźć- Mówiąc to wyszedł zza lady i podszedł bliżej mnie, aby wyszeptać mi coś do ucha- Nie pozwól, aby żaden mężczyzna po raz kolejny cie zranił- Przerwał, czekając aż powiem mu jak mam na imię.
-Violetta-Wyszeptałam, kiedy to na twarzy bruneta pojawił się uśmiech.
-Violu- Dokończył i odszedł. Chcąc mu podziękować, odszukałam plakietki znajdującej się na jego lewej piersi.
-Dziękuje, Francis- Chwyciłam walizkę i oddaliłam się w poszukiwaniu swojego pokoju. Weszłam do windy, która na szczęście była pusta. Wysiadłam na siódmym pietrze, tak jak wskazywał klucz i otworzyłam drzwi, które miały dokładnie ten sam numer co na etykietce. Weszłam do pomieszczenia odstawiłam walizkę i rzuciłam się na łóżko zakrywając dłonie. Nie mogłam ogarnąć myśli, że umawiałam się z facetem, który miał jakieś chore seksualne wyobrażenia jeśli chodzi o kobiety. Łzy spływały mi po policzkach. Myśl o tych kobietach, które tam zapraszał. To było tak cholernie obrzydliwe. Najgorsze było pogodzenie się z tym, że nigdy nie pokocham kogoś tak mocno jak jego. Był moim pierwszym jeśli chodzi o wszystko. Pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy seks...to wszystko było z nim. Pierwsza miłość, motylki w brzuchu. Wszystko pierwsze i takie nieznane. Zapamiętam to do końca życia,choćbym znienawidziła go na zawsze. To on zawsze będzie tym, który pokazał mi co to miłość i jak cudowna może być do czasu...Zranił mnie, a tak naprawdę nic mi nie zrobił, tylko zataił coś co skreśliło go w moich oczach na zawsze.
Nie byłam w stanie pogodzić się z myślą, ze nie będzie go już przy mnie. Lecz był to mój wybór, czy żałowałam? W moencie kiedy jego zdjęcie pojawiło się po raz ęty na wyświetlaczu komórki. Żałowałam, ale nie było odwrotu. Nie dałam mu się wytłumaczyć, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie chciałam wiedzieć, co lub kto spowodował, że taki jest. Spojrzałam na telefon, który cały czas wydawał z siebie ten cholernie uciążliwy dźwięk. Wzięłam go do ręki. Ze łzami w oczach przyglądałam się jego zdjęciu. Normalnie wywołałoby uśmiech na mojej twarzy, a teraz? Teraz ból, bo zdałam sobie sprawę, ze pomimo wszystkiego nadal go kochałam, a może nawet i mocniej, bo nie mogłam bez niego żyć, to tak jakby mój tlen powoli się wykańczał. Odebrałam. Nie wiem po co? Nie wiem, co chciałam mu powiedzieć, po prostu przesunęłam zieloną słuchawkę, jakby z przyzwyczajenia i przyłożyłam do ucha. Usłyszałam jego głos. Pełen żalu, smutku i poniekąd zdziwienia, że odebrałam. Przełknęłam ślinę. Zaczął się tłumaczyć.
-Violu, wyjaśnię ci wszystko. Naprawdę, powiem ci wszystko o tej pierdolonej przeszłości, tylko wróć. Błagam, cie kochanie. Jesteś moim całym światem. Bez ciebie nie istnieje. Vils, proszę. Kocham cię- Błagał mnie przez słuchawkę, a gula w moim gardle powiększała się z każdym jego słowem. Przymknęłam oczy, usta zacisnęłam w wąską linię. Zaczęłam głośno płakać. Nic mu nie odpowiedziałam, po prostu się rozłączyłam i rzuciłam telefon na drugą stronę łóżka. Podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam się we własnym uścisku szlochając jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co bolało bardziej. To, że pieprzył się z kobietami w brutalny sposób, i prawdopodobnie, również ze mną chciał, czy to, że słowa, które wypłynęły z jego ust tak nagle straciły swoją wartość. Brzmiały tak obojętnie, choć wiedziałam, ze się martwi. To wszystko straciło sens. Mój płacz przerwało pukanie do drzwi. Wstałam z łóżka i otworzyłam je. Stał tam Francis. Chłopak wydawał się być nie zdziwiony, tym w jakim stanie mnie zastał.
-Przyszedłem zapytać, co zjadłabyś...- Przerwałam mu kiedy to przytuliłam się do niego i rozpłakałam. Chłopak objął mnie i uspokajał. Nie wiem co spowodowało to,że ryczałam teraz w ramię obcego mi faceta, ale byłam mu wdzięczna, ze nie przerwał tej czynności. Potrzebowałam wtedy kogoś,kto po prostu przytuli i pozwoli mi na całkowity upust łzą. Nie obchodziło mnie to czy to była moja przyjaciółka, czy facet z recepcji. Ważne że był. Oparł swoja brodę o moją głowę, a ja mocniej go przytuliłam zaciskając ręce na jego koszuli- Nie płacz- Odsunęłam się od niego, a on ze współczuciem wpatrywał się w moje brązowe tęczówki, jakby szukał choć grama szczęścia, ale jak mam mówić o szczęściu, kiedy facet którego szalenie kocham jest jakimś pieprzonym sadystą?
-Przepraszam- Wyszeptałam i podeszłam do okna, które ukazywało panoramę miasta w nocy. Wytarłam łzy chcąc się uspokoić. Szatyn podszedł do mnie i zamknął mnie w uściskui, kiedy to moje plecy przywarły do jego klatki piersiowej, przez co czułam jego regularny oddech. Czułam się bezsilna. Nie mogłam zapanować, nad łzami, emocjami, nad własnym życiem, które przeciekało mi przez palce.
-Violetta, nie możesz tak rozpaczać-Przytulił mnie mocniej,a mnie coraz bardziej dotykał fakt, że na miejscu Francisa powinien znajdować się Leon i mówić te wszystkie słowa, które usłyszałam przez telefon.- Nie był ciebie wart,ani twoich łez. Nawet nie chce wiedzieć ile zdążyłaś już wypłakać- W tym problem, że to ja nie byłam warta jego. Księcia z bajki, który wywrócił moje życie. Wyobrażałam sobie za dużo. Nastolatka z biznesmenem. To nie miało racji bytu, ale gdyby nie dzisiejsze odkrycie możliwe że cierpiałabym bardziej, gdyby wykorzystał mnie. I tak cholernie boli myśl, ze robiłam sobie nadzieję. Spojrzałam w kierunku telefonu, który znów zadzwonił. Zacisnęłam dłonie w pieść i uwolniłam się z uścisku chłopaka. Chwyciłam telefon. Anulowałam połączenie. Chyba dałam mu już wystarczająco do zrozumienia, że ma o mnie zapomnieć.
-Musisz zapomnieć i zacząć nowy rozdział- Usłyszałam głos za sobą. Francis, był naprawdę cudowny. Nie znał mnie tak naprawdę, a udzielił kilu cennych rad i pocieszył. Byłam mu bardzo wdzięczna.
-Wiem- Pospiesznym krokiem udałam się do łazienki i umyłam twarz zimną wodą, po czym zmyłam całkowicie makijaż. Włosy spięłam w kucyki po chwili wróciłam do Francisa, który czekał na mnie siedząc przy oknie. Posłałam mu niedbały uśmiech i odszukałam telefonu na łóżku. Znalazłam lot do Buenos Aires i kupiłam bilet.
-Francis, o której kończysz?-Zapytałam chowając telefon do torebki. Chłopak zmarszczył brwi i uważnie przyglądał się moim poczynania.
-Właściwie to już skończyłem- Lustrował mnie wzrokiem, kiedy to zbierałam wszystkie swoje rzeczy.
-Mógłbyś podwieźć mnie na lotnisko?-Z nadzieją w głosie wpatrywałam się w chłopaka, który był zdziwiony moją prośbą. Chwilę mu zajęło zanim usłyszałam kompletną odpowiedź.
-Tak, oczywiście- Powiedział i skierował się do drzwi chwytając przy tym moją walizkę. Nic nie mówiąc wzięłam torbę i szłam za szatynem. Po chwili znaleźliśmy się na parkingu, gdzie wraz z Francisem wsiadłam do czarnego samochodu i ruszyliśmy w stronę lotniska. Mój telefon ciągle dzwonił. Chwyciłam go do ręki i napisałam wiadomość.
Zniknij z mojego życia.
Idź pieprzyć tę rudą pindę, która zapewne była wiele razy w twoim sadystycznym pokoju.
Nie chce w tym uczestniczyć.
To koniec. Straciłeś mnie Verdas
Niepewnie kliknęłam”wyślij”i spojrzałam w stronę Francisa, który posłał mi lekki uśmiech. Po jakiś kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
-W takim razie, szczęśliwej podróży do- Przerwał.
-Buenos Aires, wracam do domu- uśmiechnęłam się i wzięłam walizkę.-Bardzo ci dziękuje, za podwózkę i ogólnie za wieczór. Bardzo mi pomogłeś- Ucałowałam go w policzek. Miałam już odchodzić, kiedy to chłopak mnie zawołał. Odwróciłam się.

-Proszę, jeśli tylko będziesz mnie potrzebować zadzwoń- Wręczył mi karteczkę z numerem jego telefonu- Jeśli będzie taka potrzeba,przylecę- Posłał mi pożegnalny uśmiech, a ja udałam się na lotnisko. Po załatwieniu wszystkich formalnych spraw siedziałam w samolocie słuchając muzyki. Leciałam do domu,aby zapomnieć o Verdasie i zająć się sobą aby zacząć nowy rozdział, pomimo jak bardzo cierpię.




To chce dalej kontynuować.
Ten rozdział to rozdział zakańczający pewną część.
Chciałam odegrać to tak jak w książce...będą 3 części po nie wiem ile rozdziałów no ale..
Mamy ostateczne zakończenie 1 części.
Violetta wraca do domu zaczynając nowe życie, bez udziału pana biznesmena!

Trzymamy kciuki za Francisa...może zamoczy XDDDD

2 komentarze:

  1. Długo czekałam na rozdział, ale się opłacało.
    Francisa nie zbyt polubiłam, ale to pewnie dla tego, że kibicuje Leonie i Violetcie.
    Cudowny rozdział.
    Pisz szybko następny rozdział.
    Pozdrawiam, Asia Blanco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jak najszybciej !
      Mło, ze ktos to jeszcze czyta <3 Aż chętniej będe pisać kolejny rozdział XDD
      Co do Francisa zdradzę, że odegra kluczową role XDDD
      Jeszcze raz dziękuje za komentarz ;)

      Usuń