UWAAAGA
Oto ostateczny rozdział z 1
części...dalej będzie kontynuowane tylko pod inną nazwą...nie
wiem jeszcze jaką xDDDD
Miłego czytania!
Zapraszam pod rozdział
później...więcej ciekawych informacji XDDD
*~*~*
Nim przekroczyłam próg pomieszczenia
rozejrzałam się, czy aby przypadkiem Verdas nie zmierzał w moim
kierunku. Kiedy jednak hol był pusty niepewnie weszłam do środka
przymykając bezdźwięcznie drzwi. Na ścianie odnalazłam
przełącznik, aby rozświetlić sobie to co znajdywało się w
pomieszczeniu. Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy cała zawartość
pokoju, była mi doskonale widoczna. Pokój był utrzymany w ciemnych
barwach z przewagą czerni. Mnóstwo pejczy, kajdanek i tego typu
gadżetów. Na suficie były podwieszane kraty. Łóżko było
ogromne, Powoli przeszłam się po pokoju znajdując coraz to
dziwniejsze rzeczy, które wywołały u mnie ciarki. Liny, pasy,
rozpórki. To wszystko znajdowało się w domu mojego chłopaka.
Byłam przerażona, a w oczach pojawiły mi się łzy, które bez
problemu zaczęły spływać po moich policzkach. Nigdy nie wspominał
mi o swojej przeszłości, ale to co widziałam w tamtym momencie
przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam zła. Zataił przede
mną coś tak ważnego, a za razem obrzydliwego. Brzydziłam się
nim. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo jego przeszłość, a może i
nawet teraźniejszość jest mroczna. Nie chciałam myśleć o tych
kobietach, które kiedyś tu z nim...Nie to było ponad moje siły.
Ciągle płacząc wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam je
zabierając ze sobą mały klucz. Pobiegłam w stronę jego gabinetu
i nie zwracając uwagi na to czy jest zajęty gwałtownie otworzyłam
drzwi. Cala zapłakana weszła tam, a mężczyzna zaniepokojony moim
stanem natychmiast wstał i podszedł do mnie na co ja zrobiłam
gwałtowny krok w tył opierając się o szklane drzwi.
-Nie zbliżaj się do mnie- Warknęłam
krztusząc się łzami. Leon patrzył ma mnie ze zdziwieniem, do
czasu kiedy to nie pokazałam mu klucza. Jego twarz wyraźnie się
spięła. Zmarszczył brwi,ale nie odzywał się. Spojrzałam mu w
oczy i opuściłam klucz na ziemię, po czym szybko skierowałam się
do sypialni, gdzie jeszcze stały moje nie rozpakowane walizki.
Chwyciłam jeszcze torebkę i wraz z bagażem udałam się do drzwi
wejściowych.
-Violetta...- Usłyszałam za sobą ten
zachrypnięty głos, ale jakby przepełniony poczuciem winy-Ja ci to
wszystko...
-Nie!-Krzyknęłam, a mój płacz stał
się coraz to mocniejszym szlochem-Nie chce tego słuchać. Zapomnij
o mnie- Rzuciłam na odchodne i wyszłam z apartamentu. Zaczęłam
rozglądać się za jakimś transportem. Na moje szczęście złapałam
taksówkę, w którą jak najszybciej wsiadłam i pojechałam do
pobliskiego hotelu, gdzie planowałam spędzić noc. Zapłaciłam
kierowcy i nie czekając na resztę pośpiesznie weszłam do budynku
i udałam się do rejestracji. Stał tam młody mężczyzna. Miał na
sobie białą koszulę, oraz czarne spodnie.
-Chciałabym zarezerwować pokój-
Poprosiłam lekko drżącym głosem, na co recepcjonista uniósł
wzrok na mnie, ale widząc moje zapłakane oczy skinął głowa i
podał mi klucz. Chciałam odejść,aby udać się do pokoju, ale
poczułam jak chłopak łapie mnie za rękę.
-Jeśli będziesz chciała pogadać, to
wiesz gdzie mnie znaleźć- Mówiąc to wyszedł zza lady i podszedł
bliżej mnie, aby wyszeptać mi coś do ucha- Nie pozwól, aby żaden
mężczyzna po raz kolejny cie zranił- Przerwał, czekając aż
powiem mu jak mam na imię.
-Violetta-Wyszeptałam, kiedy to na
twarzy bruneta pojawił się uśmiech.
-Violu- Dokończył i odszedł. Chcąc
mu podziękować, odszukałam plakietki znajdującej się na jego
lewej piersi.
-Dziękuje, Francis- Chwyciłam walizkę
i oddaliłam się w poszukiwaniu swojego pokoju. Weszłam do windy,
która na szczęście była pusta. Wysiadłam na siódmym pietrze,
tak jak wskazywał klucz i otworzyłam drzwi, które miały dokładnie
ten sam numer co na etykietce. Weszłam do pomieszczenia odstawiłam
walizkę i rzuciłam się na łóżko zakrywając dłonie. Nie mogłam
ogarnąć myśli, że umawiałam się z facetem, który miał jakieś
chore seksualne wyobrażenia jeśli chodzi o kobiety. Łzy spływały
mi po policzkach. Myśl o tych kobietach, które tam zapraszał. To
było tak cholernie obrzydliwe. Najgorsze było pogodzenie się z
tym, że nigdy nie pokocham kogoś tak mocno jak jego. Był moim
pierwszym jeśli chodzi o wszystko. Pierwsza randka, pierwszy
pocałunek, pierwszy seks...to wszystko było z nim. Pierwsza miłość,
motylki w brzuchu. Wszystko pierwsze i takie nieznane. Zapamiętam to
do końca życia,choćbym znienawidziła go na zawsze. To on zawsze
będzie tym, który pokazał mi co to miłość i jak cudowna może
być do czasu...Zranił mnie, a tak naprawdę nic mi nie zrobił,
tylko zataił coś co skreśliło go w moich oczach na zawsze.
Nie byłam w stanie pogodzić się z
myślą, ze nie będzie go już przy mnie. Lecz był to mój wybór,
czy żałowałam? W moencie kiedy jego zdjęcie pojawiło się po raz
ęty na wyświetlaczu komórki. Żałowałam, ale nie było odwrotu.
Nie dałam mu się wytłumaczyć, ponieważ najzwyczajniej w świecie
nie chciałam wiedzieć, co lub kto spowodował, że taki jest.
Spojrzałam na telefon, który cały czas wydawał z siebie ten
cholernie uciążliwy dźwięk. Wzięłam go do ręki. Ze łzami w
oczach przyglądałam się jego zdjęciu. Normalnie wywołałoby
uśmiech na mojej twarzy, a teraz? Teraz ból, bo zdałam sobie
sprawę, ze pomimo wszystkiego nadal go kochałam, a może nawet i
mocniej, bo nie mogłam bez niego żyć, to tak jakby mój tlen
powoli się wykańczał. Odebrałam. Nie wiem po co? Nie wiem, co
chciałam mu powiedzieć, po prostu przesunęłam zieloną słuchawkę,
jakby z przyzwyczajenia i przyłożyłam do ucha. Usłyszałam jego
głos. Pełen żalu, smutku i poniekąd zdziwienia, że odebrałam.
Przełknęłam ślinę. Zaczął się tłumaczyć.
-Violu, wyjaśnię ci wszystko.
Naprawdę, powiem ci wszystko o tej pierdolonej przeszłości, tylko
wróć. Błagam, cie kochanie. Jesteś moim całym światem. Bez
ciebie nie istnieje. Vils, proszę. Kocham cię- Błagał mnie przez
słuchawkę, a gula w moim gardle powiększała się z każdym jego
słowem. Przymknęłam oczy, usta zacisnęłam w wąską linię.
Zaczęłam głośno płakać. Nic mu nie odpowiedziałam, po prostu
się rozłączyłam i rzuciłam telefon na drugą stronę łóżka.
Podciągnęłam kolana pod brodę i schowałam się we własnym
uścisku szlochając jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co bolało
bardziej. To, że pieprzył się z kobietami w brutalny sposób, i
prawdopodobnie, również ze mną chciał, czy to, że słowa, które
wypłynęły z jego ust tak nagle straciły swoją wartość.
Brzmiały tak obojętnie, choć wiedziałam, ze się martwi. To
wszystko straciło sens. Mój płacz przerwało pukanie do drzwi.
Wstałam z łóżka i otworzyłam je. Stał tam Francis. Chłopak
wydawał się być nie zdziwiony, tym w jakim stanie mnie zastał.
-Przyszedłem zapytać, co
zjadłabyś...- Przerwałam mu kiedy to przytuliłam się do niego i
rozpłakałam. Chłopak objął mnie i uspokajał. Nie wiem co
spowodowało to,że ryczałam teraz w ramię obcego mi faceta, ale
byłam mu wdzięczna, ze nie przerwał tej czynności. Potrzebowałam
wtedy kogoś,kto po prostu przytuli i pozwoli mi na całkowity upust
łzą. Nie obchodziło mnie to czy to była moja przyjaciółka, czy
facet z recepcji. Ważne że był. Oparł swoja brodę o moją głowę,
a ja mocniej go przytuliłam zaciskając ręce na jego koszuli- Nie
płacz- Odsunęłam się od niego, a on ze współczuciem wpatrywał
się w moje brązowe tęczówki, jakby szukał choć grama szczęścia,
ale jak mam mówić o szczęściu, kiedy facet którego szalenie
kocham jest jakimś pieprzonym sadystą?
-Przepraszam- Wyszeptałam i podeszłam
do okna, które ukazywało panoramę miasta w nocy. Wytarłam łzy
chcąc się uspokoić. Szatyn podszedł do mnie i zamknął mnie w
uściskui, kiedy to moje plecy przywarły do jego klatki piersiowej,
przez co czułam jego regularny oddech. Czułam się bezsilna. Nie
mogłam zapanować, nad łzami, emocjami, nad własnym życiem, które
przeciekało mi przez palce.
-Violetta, nie możesz tak
rozpaczać-Przytulił mnie mocniej,a mnie coraz bardziej dotykał
fakt, że na miejscu Francisa powinien znajdować się Leon i mówić
te wszystkie słowa, które usłyszałam przez telefon.- Nie był
ciebie wart,ani twoich łez. Nawet nie chce wiedzieć ile zdążyłaś
już wypłakać- W tym problem, że to ja nie byłam warta jego.
Księcia z bajki, który wywrócił moje życie. Wyobrażałam sobie
za dużo. Nastolatka z biznesmenem. To nie miało racji bytu, ale
gdyby nie dzisiejsze odkrycie możliwe że cierpiałabym bardziej,
gdyby wykorzystał mnie. I tak cholernie boli myśl, ze robiłam
sobie nadzieję. Spojrzałam w kierunku telefonu, który znów
zadzwonił. Zacisnęłam dłonie w pieść i uwolniłam się z
uścisku chłopaka. Chwyciłam telefon. Anulowałam połączenie.
Chyba dałam mu już wystarczająco do zrozumienia, że ma o mnie
zapomnieć.
-Musisz zapomnieć i zacząć nowy
rozdział- Usłyszałam głos za sobą. Francis, był naprawdę
cudowny. Nie znał mnie tak naprawdę, a udzielił kilu cennych rad i
pocieszył. Byłam mu bardzo wdzięczna.
-Wiem- Pospiesznym krokiem udałam się
do łazienki i umyłam twarz zimną wodą, po czym zmyłam całkowicie
makijaż. Włosy spięłam w kucyki po chwili wróciłam do Francisa,
który czekał na mnie siedząc przy oknie. Posłałam mu niedbały
uśmiech i odszukałam telefonu na łóżku. Znalazłam lot do Buenos
Aires i kupiłam bilet.
-Francis, o której kończysz?-Zapytałam
chowając telefon do torebki. Chłopak zmarszczył brwi i uważnie
przyglądał się moim poczynania.
-Właściwie to już skończyłem-
Lustrował mnie wzrokiem, kiedy to zbierałam wszystkie swoje rzeczy.
-Mógłbyś podwieźć mnie na
lotnisko?-Z nadzieją w głosie wpatrywałam się w chłopaka, który
był zdziwiony moją prośbą. Chwilę mu zajęło zanim usłyszałam
kompletną odpowiedź.
-Tak, oczywiście- Powiedział i
skierował się do drzwi chwytając przy tym moją walizkę. Nic nie
mówiąc wzięłam torbę i szłam za szatynem. Po chwili znaleźliśmy
się na parkingu, gdzie wraz z Francisem wsiadłam do czarnego
samochodu i ruszyliśmy w stronę lotniska. Mój telefon ciągle
dzwonił. Chwyciłam go do ręki i napisałam wiadomość.
Zniknij z mojego życia.
Idź pieprzyć tę rudą pindę,
która zapewne była wiele razy w twoim sadystycznym pokoju.
Nie chce w tym uczestniczyć.
To koniec. Straciłeś mnie Verdas
Niepewnie
kliknęłam”wyślij”i spojrzałam w stronę Francisa, który
posłał mi lekki uśmiech. Po jakiś kilkunastu minutach byliśmy na
miejscu.
-W takim razie,
szczęśliwej podróży do- Przerwał.
-Buenos Aires,
wracam do domu- uśmiechnęłam się i wzięłam walizkę.-Bardzo ci
dziękuje, za podwózkę i ogólnie za wieczór. Bardzo mi pomogłeś-
Ucałowałam go w policzek. Miałam już odchodzić, kiedy to chłopak
mnie zawołał. Odwróciłam się.
-Proszę, jeśli tylko będziesz mnie
potrzebować zadzwoń- Wręczył mi karteczkę z numerem jego
telefonu- Jeśli będzie taka potrzeba,przylecę- Posłał mi
pożegnalny uśmiech, a ja udałam się na lotnisko. Po załatwieniu
wszystkich formalnych spraw siedziałam w samolocie słuchając
muzyki. Leciałam do domu,aby zapomnieć o Verdasie i zająć się
sobą aby zacząć nowy rozdział, pomimo jak bardzo cierpię.
To chce dalej kontynuować.
Ten rozdział to rozdział zakańczający
pewną część.
Chciałam odegrać to tak jak w
książce...będą 3 części po nie wiem ile rozdziałów no ale..
Mamy ostateczne zakończenie 1 części.
Violetta wraca do domu zaczynając nowe
życie, bez udziału pana biznesmena!
Trzymamy kciuki za Francisa...może zamoczy XDDDD
Długo czekałam na rozdział, ale się opłacało.
OdpowiedzUsuńFrancisa nie zbyt polubiłam, ale to pewnie dla tego, że kibicuje Leonie i Violetcie.
Cudowny rozdział.
Pisz szybko następny rozdział.
Pozdrawiam, Asia Blanco.
Postaram się jak najszybciej !
UsuńMło, ze ktos to jeszcze czyta <3 Aż chętniej będe pisać kolejny rozdział XDD
Co do Francisa zdradzę, że odegra kluczową role XDDD
Jeszcze raz dziękuje za komentarz ;)