***
Dni były całkiem... Nudne.Jakby na złość Toby'emu, czas ślimaczył się okropnie, a myśli były tego totalnym, nieznośnym, przeciwieństwem. Gnały jak szalone.
Tak na prawdę to dopiero teraz był zdenerwowany. Wszystko po czasie do niego dotarło.
Damien go pocałował.
Cholera, a jemu się to podobało.
Cóż, jedną z wielu myśli, która niestety pozostawała mu w głowie było "Rodzice raczej nie byliby zadowoleni. Nici z wnuków! A przynajmniej z jego strony..."
W sumie, może jakoś się może jeszcze uda!
Jak zamieni Damiena w babkę...
Tylko, że... Z nich dwóch to Toby bardziej pasował na mamę...
Poszarpał swoje już i tak rozczochrane włosy, próbując zapomnieć o tym idiotycznym pomyśle.
Chwila, czy on właśnie myślał o założeniu rodziny z tym psycholem? W dodatku, jako matka?
Widocznie propaganda zaczęła działać.
Energicznie potarł skronie, sam siebie denerwował.
- Znowu świrujesz? - Zapytał znajomy głos. Jayden, poznał Toby. Usłyszał, że zamyka drzwi. - Jakoś częściej ci się to zdarza od kiedy poznałeś Damiena. Czyżby szaleństwo było zaraźliwe? - Reus nie podniósł się z miejsca. Właściwie, nawet nie drgnął. Zamiast tego odmruknął:
- Obawiam się.
- Mówisz serio czy to znowu sarkazm?
- Czy ty w ogóle mieszkasz w Anglii? - Toby wyciągnął się na krześle, uśmiechając się ironicznie.
- Tja... To ja może zostawię ciebie i twój sarkazm samych? Widzę, że dzisiaj coś za bardzo się do siebie kleicie.
- Wybacz. - Jayden zamarł na chwilę.
- Toby Reus właśnie mnie przeprosił... Stary, wszystko okej?
- Bardzo śmieszne.
- Nie żartuję. Ostatnio zachowujesz się dziwnie. Chodzisz zamyślony, jesteś bardziej nerwowy i bez przerwy robisz coś dziwnego, na przykład ciągniesz się za włosy i po prostu... Wyglądasz jakby coś cie dręczyło. Coś się stało? - Toby spuścił wzrok, lekko się rumieniąc. Zdecydowanie musiał wrócić na ziemię i wreszcie się ogarnąć. Był dorosły, powinien sobie radzić z takimi, zwłaszcza takimi, sprawami, które były zwyczajnie błahe. Poza tym, jak tak dalej pójdzie to pół dzielnicy zacznie plotkować, że ma niby ma romans z pacjentem.
Pacjentem psychopatą.
- Nie ma się o co martwić. -Stwierdził stanowczo, poniekąd przekonując samego siebie. - Zwyczajnie za intensywnie myślę nad przypadkiem Damiena. - Jayden zachichotał. - O co ci znowu chodzi, hm?
- Nic, nic. -Machnął ręką, kierując się w stronę wyjścia. - Wybacz, ale muszę spadać. Wiesz, siła wyższa. - Uśmiechnął się i wesoło pogwizdując, ruszył w stronę wyjścia. - Och, głupi jestem. - Odwrócił się przez ramię i uniósł kciuk w górę. - Pamiętaj, że jak coś się stanie, to zawsze możesz pogadać ze mną. - Otworzył drzwi, machając na pożegnanie.
- Dziękuję. - Szepnął za nim Toby, uśmiechając się delikatnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz