wtorek, 21 czerwca 2016

Ciekawy Pacjent cz. 22 - Witaj w mojej grze.

Mam wrażenie, że w tym rozdziale pieprze od rzeczy i splatam i rozwijam bardzo dziwne wątki, ale nic na to nie poradzę, że mi myśli uciekają. :x
Btw, staram się uchwycić trochę psychopatycznej natury Damiena, ale mam wrażenie, że mi umyka... No nic, miłego czytania. ;-;
PS. Jeśli jest jakiś błąd lub coś wam nie pasuje, to zapraszam do krytyki, bo to serio pomaga unikać błędów. ^^
No i mam nową klawiaturę, bo stara mi siadła, i nie do końca jeszcze ogarniam jej klawisze. XD
***

- Siostra? - Zakołatało się Damienowi w myślach i od razu poczuł się jak kretyn. Bo przecież, jak teraz odtworzył sobie w myślach wygląd Belli to faktycznie, te same zielone oczy, którym jednak brakowało nieco tej dociekliwości czy też bystrości, ale za to promieniowała od niej harda śmiałość, której próżno było szukać u jej brata (co jednak wcale Damienowi nie przeszkadzało, bo zwyczajnie lubił go takiego jakim jest), podobny odcień włosów, jednak bardziej wpadający pod brudny blond niżeby średni brąz, a Cole akurat na kolorach mimowolnie znał się świetnie, bo kiedyś pracował przy doborze farb i co prawda nic z tego nie wyszło, ale „kolorologię” znał już świetnie. 
Z rysów twarzy również byli podobni, na ile podobny może być dorosły facet do dorosłej kobiety. Wyglądali niemal jak bliźniaki, co dopiero teraz uderzyło Damiena. Nie podobało mu się to. Może nigdy nie był mistrzem spostrzegawczości i zapamiętywania twarzy, ale niewidomym się też raczej nie urodził. Zazdrości nie miał sobie za złe, ale zdecydowanie nie lubił stawania się ślepym, a do tego go to doprowadziło. Zdecydowanie sam wolał coś odkrywać zanim jeszcze ktoś poda mu rozwiązanie na talerzu, jednak tym razem zwyczajnie zgłupiał. Usprawiedliwiał się w pewnym sensie przed sobą, że za mało wie o Tobym, ale niesmak pozostał.
No ale co na prawdę o nim wiedział? Wiedział, że ma problemy z rodziną, że uwielbiał się z nim przekomarzać, że mieli w pewnym sensie podobne poczucie humoru i że bywał naprawdę nieśmiały w sprawach, w których Damienowi nie przyszło nawet do głowy, że można być. Były to jednak tylko pojedyncze puzzle, kawałek obrazka, którego Damien jeszcze nie miał okazji zobaczyć i nie posiadał wzoru dzięki któremu mógłby go ułożyć. Nakręcało go to, zawsze uwielbiał trudne układanki.
I cały czas chciał wiedzieć więcej, więcej i więcej! Nie mógł się nasycić, było to zbyt ciekawe. Wreszcie poczuł, że jakaś postać w jakimś sensie go rozumie.
A przecież, w teorii, byli zupełnymi przeciwieństwami – jeden nie miał rodziny, wykształcenia ani pieniędzy, drugi wychowywał się w bogatym domu i ukończył najlepsze studia jakie można było ukończyć w Anglii. Jeden miał morderczy umysł, cały czas nastawiony na chaos, drugi postanowił takich ludzi leczyć. Jak dzień i noc, a mimo to, gdy ze sobą rozmawiali, wydawali się być ulepieni z takiej samej gliny. Żadnej różnicy, tylko dwoje ludzi szukających czegoś w życiu.
Uwielbiał to, tak nowe uczucie zrozumienia.
Uśmiechnął się do swoich myśli i westchnął nieco, wywołując u Tobyego tą uroczą minę pełną zdziwienia.
- No tak, mogłem się domyślić.
- Sugerujesz, że nie byłbym w stanie znaleźć sobie dziewczyny?
- Pomijając twoją orientacje? - Toby krzywi się lekko, a Damien całkowicie zdaje sobie sprawę, że jest uszczypliwy, ale tylko tak może uchronić się przed kłamaniem, a wbrew pozorom, nie lubi kłamać, gdy nie ma ku temu wyraźnej potrzeby. Bo jest na tyle inteligentny, żeby wiedzieć, że po jakimś czasie ludzie połapują się w kłamstwach i przestają w nie wierzyć, na tej zasadzie bajki nie cieszą się już taką popularnością wśód dorosłych jak wśród dzieci. Jeśli kłamałby więc bez przerwy, to ludzie bardzo szybko by się połapali, a i sam zacząłby gubić się we własnych słowach. Zdecydowanie wolał po prostu uniknąć odpowiedzi, co tym razem wyszło mu na sucho, bo nie, zdecydowanie nie myślał, że Toby nie znalazłby sobie dziewczyny czy tam chłopaka, jedna cholera. Toby był mądry i umiarkowanie przystojny, przy czym niesamowicie uroczy, dlatego wątpił, że pozostałby singlem na długo. Tym bardziej cieszył się, że jest akurat jego. Tylko i wyłącznie jego. Nie mógł nawet znieść myśli, że ktoś taki mógłby zgnić w związku z kimś innym niż on, koleś, który go rozumie.
Nagle zapragnął go dotknąć, znaleźć między nimi upragnione połączenie, wyciągnął rękę dotykając policzka Tobyego, na co ten się wzdrygnął, ale go nie odepchnął, zamiast tego spojrzał mu w oczy, w których nie kryły się nawet najdrobniejsze ślady niedawnej „urazy”. Był jednak nieco zaskoczony, nieprzyzwyczajony do takiego kontaktu fizycznego. Szybkim ruchem złapał go za rękę i uśmiechnął się, nieco ukazując białe, równe zęby po czym odsunął ją od swojej twarzy, ale wcale go nie puścił, wzrokiem gestykulując w stronę kuchni. Damien spojrzał w tamtą stronę, myśląc. - No dobra, jestem kretynem. - Pokiwał głową ze zrozumieniem i pokerową twarzą, na co Toby najzwyczajniej w świecie wybuchł śmiechem. Nie można było powiedzieć, że Damien się tego spodziewał, ale spodobało mu się to, jego śmiech.
- Coś się stało? - Bella wychyliła głowę, ale właściwie samą głową zza futryny kuchni, co wyglądało niemal komiksowo i rozejrzała się pomiędzy Damienem i Tobym, szczególnie zawieszając wzrok na Damienie, który, o ironio, nie miał zielonego pojęcia o co chodzi. Toby machnął lekceważąco ręką, kierując się w stronę kanapy w salonie.
- Nic nic. - Odpowiedział, dalej wyraźnie rozbawiony. - Ten koleś jest niemożliwie zabawny, serio.
- Zabawny? - Zapytali jednocześnie w dziwnie podobnym tonie, na co on kiwnął głową i usiadł na oparciu fotela, rzucając Damienowi niewzruszone spojrzenie.
- Prześmieszny. - Odparował znowu z naciskiem, który Colowi od razu skojarzył się z niezwykle dziwnym, autorskim wręcz rodzajem flirtu. Zdecydowanie miał teraz ochotę zrzucić go z oparcia kanapy, prosto na nią, niezbyt delikatnie go do niej przyciskając, całować i... Cóż, zrobić wiele więcej ciekawych rzeczy, na które zdecydowanie nie mógł sobie pozwolić przy siostrze Tobyego. Z resztą, nie wiedział czy nawet bez niej by mógł. Toby może i był jego, ale miał też własną wolę, nie to że mu się to nie podobało. Lubił to, lubił to że bez strachu potrafił mu się postawić. - No co się tak gapicie? Ty. - Wskazał na Bellę, uśmiechając się złośliwie. Wyglądało na to, że świetnie się bawił. - Po co żeś przyszła, żałosna istoto? - Damien przybrał ten sam uśmiech i również na nią spojrzał, oczy błyszczały mu się z uciechy. W cokolwiek grał sobie najlepsze Toby, zamierzał do tego dołączyć.
- Aby wkupić się w twe łaski, panie, i pomóc ci z nękającym cię problemem. - Odpowiedziała kobieta, kłaniając się nisko. Najwyraźniej i ona nie była taka zła w te klocki. Dobrze, bo Damien przynajmniej miał pewność, że jest w stanie ją polubić.
- … Któregoż to nie powinnaś znać, pani. - Wtrącił psotnie Damien, zanim Toby w ogóle zdążył się odezwać. Bella spojrzała prosto na niego, mrużąc oczy i uśmiechając się, a właściwie tylko lekko wyginając usta w uśmiechu.
- O to się nie martw, panie. - Mocno podkreśliła ostatnie słowo i zamrugała zalotnie. 
Oho, pomyślał Damien, zaczyna się. Zawsze działał na kobiety jak magnez, nieważne w jakim wieku czy statusie społecznym, co go zresztą w sumie nie dziwiło, bo nie dość, że zawsze miał gadane to i wyglądał dosyć tajemniczo z czarnymi jak noc włosami i bladą skórą, przy czym uwielbiał sprawiać kłopoty. Był jak zły omen, co sprawiało, że miał wrażenie, że jakby tylko skinął palcem, to gotowe były skoczyć zeń w ogień. Co nie znaczyło od razu że podzielał ich zainteresowanie, bo większość z nich zdecydowanie go nudziła, ale bawiło go to zainteresowanie. No i było mu bardzo na rękę.
No... Może oprócz tego, zainteresowania siostry jego zainteresowania. Od tej ironii rozbolała go głowa.
Toby odchrząknął głośno, wychodząc z roli, Damien właściwie mógł poczuć jak bardzo nie podoba mu się cała sytuacja. Z jednej strony, było to złe, bo jakoś nie miał zamiaru wplątywać się w miłosny niby trójkąt z rodzeństwem, jednak z drugiej... To było cholernie zabawne.
- Dobra dobra, skoro przyjechałaś pomóc to lepiej się za to zabierz... Zabierzmy. - Poprawił się natychmiast, próbując nie pokazywać swojego nagłego naburmuszenia, co brzmiało niemal jak zająknięcie, jednak Damien zdążył się już zorientować i, kiedy Bella odwróciła się z powrotem do kuchni, wyszczerzył się w uśmiechu. Gra pozorów, huh. - A ty co?
- A ja co? - Automatycznie powtórzył za nim Damien, nie kryjąc zdziwienia.
- No jak to co? Do roboty.
- Ja też? Na pewno tego chcesz przy moich umiejętnościach?
- Pora się nauczyć. - Wzruszył ramionami, udając się po szczotkę, po czym zatrzymał się, marszcząc brwi. - Wybacz, nawyk. - Wymruczał niemal z obrzydzeniem, czego Damien nie do końca zrozumiał, ale mógł się domyśleć.
Bo skąd, poza domem, Toby mógłby wynieść nawyk bycia zimnym, upartym dziwakiem?
- Wyluzuj. - Odpowiedział mu, puszczając mimochodem poprzednie słowa i wziął długą, zieloną szczotę zanim Toby mógł do niej dosięgnąć. I zaczął obracać ją w dłoni.
No cóż, do tego do tej pory jej używał...
- Ty... Wiesz jak się zamiata, prawda? - Powiedział szatyn, z powątpiewaniem przekrzywiając głowę. Czy wiedział? Tak. Czy kiedyś to robił? W życiu!
- Pewnie. No chyba, że masz jakieś porady, ekspercie. - Może i był cyniczny, ale cynizm ostatnio sam kładł mu się na język. To pewnie „zgubny” wpływ jego kochanego lekarza. Nie narzekał, poza tym że dużo ludzi nie do końca go przez to rozumiało. Nie jego problem.
Toby machnął na niego ręką, każąc mu robić co powinien robić, a Damien, nie chcąc mu przeszkadzać w jakże zajmującej robocie ścierania kurzu, którego tam nie było (A przynajmniej on go nie widział. Zazwyczaj pewnie by go jakoś podrażnił, ale obydwoje nie mieli na to humoru w przygotowaniach na wielkie jutro.) wyszedł z pokoju i poszedł do kuchni, po szufelkę, chociaż też nie bardzo miał ochotę widzieć się z Bellą. Może i nie była jakoś wkurzająca, ale zwyczajnie nie miał zamiaru poznawać jej w ten sposób na jaki ona miała ochotę. Ale nie był na tyle dziecinny, aby dąsać się z takiego powodu. Chyba.
- Co tam? - Zagadała od razu, gdy przekroczył próg kuchni i musiał ugryźć się w język, żeby nie wyjść na chama i automatycznie nie odpowiedzieć coś w stylu „Oddycham” albo „Jestem już zajęty. Twoim bratem.”. Serio, nagle pogorszył mu się humor.
- Ja zamiatać pokoje. - Odpowiedział, szybko myśląc nad odpowiedzią, która byłaby prosta i miła w wymowie. A zaraz po tym zdał sobie sprawę, że może sobie pomyśleć, że w tym momencie posiada poczucie humoru. O zgrozo.
I słusznie, bo miał, ale akurat teraz nie chciał tego pokazać.
Dziewczyna zaśmiała się (o zgrozo), sprawiając, że Damien nie mógł nie zauważyć, że nie był to jakiś głupawy dziewczęcy chichot, tylko normalny śmiech. Może i tym zapunktowała, ale dalej nie miał ochoty na bycie miłym. Był na to za uparty.
Wziął szufelkę, nawet na nią nie patrząc, gdy usłyszał kolejne pytanie.
- Mieszkacie razem?
- Dużo rzeczy robimy razem. - Odpowiedział, niemal wybuchając śmiechem. Cóż, było to prawdziwe, bardzo prawdziwe. - Ale mieszkanie nie jest jednym z tych rzeczy. - Może kiedyś, jak mnie wreszcie zakwalifikują jako stabilnego psychicznie, dodał w myślach, bo tego, mimo wszystko, Bella akurat nie musiała wiedzieć. To by zrodziło zbyt dużo pytań i zastanowień, a nawet nie miał pewności, czy straciłaby nim zainteresowanie. Innymi słowy, przewaga minusów, więc nie było warto.
Miał wrażenie, że Toby usłyszał jego słowa, bo nagle usłyszał ciężkie uderzenie w sąsiednim pokoju i towarzyszące mu parsknięcie. Zupełnie jakby czytał w jego myślach.
Bella klepnęła go w ramię i pokręciła głową, na co bardzo niedyskretnie wycofał się w miejsca, w których jej nie ma, mimochodem zauważając, że coś gotuje.
Spojrzał na podłogę jak na dawno niewidzianego wroga, po czym przystawił do niej włosie szczotki, na chwile je oderwał i znowu przystawił... Po czym wsiadł na nią jak na miotłę z Harrego Pottera i zaczął się histerycznie śmiać, znowu zwracając na siebie uwagę rodzeństwa Reus.
- Jesteś kretynem. - Skwitował krótko Toby, wywołując u niego nowe salwy śmiechu. Zdecydowanie nie miał ochoty na sprzątanie, jak zawsze. Co nie zmieniało faktu, że wszyscy zdawali się mieć dzisiaj bardzo głupi humor, pewnie na rozładowanie stresu związanego z nagłą wizytą rodziców.
- Spadaj Toby, mógłbyś się od niego czegoś nauczyć.
- Pewnie, bycia beztroską amebą. - Damien, który w tym momencie dawno już leżał na ziemi, wijąc się w śmiechu, nagle przestał i położył się na plecach, splatając dłonie za głową, uśmiechnął się głupawo.
- Kochasz to, przyznaj. - Nie mógł się powstrzymać, nawiązał kontakt wzrokowy, jakby przekazując informację, którą tylko Toby mógł zrozumieć. I na dobrą sprawę tak było, bo nie sądził, że Bella na tym etapie mogła zrozumieć, że mówił na poważnie. Toby odwzajemnił jego uśmieszek, ale nie ruszył się z miejsca, krzyżując ręce na piersi.
- Nie wysilaj się Damien, ten koleś nigdy nie rozumiał sztuki.
- Sztuki? Nie. Ale psychologię rozumiem doskonale. - Nieświadomie nieco unosił głowę w tej swojej uroczej dumie i Damien dopiero teraz zauważył jak ładnie mu w zwykłej, czarnej koszulce z długim rękawem. Tak prosto i zgrabnie.
- Pomóż koledze wstać. - Toby prychnął, ale podszedł do niego i leniwie wyciągnął rękę z której
Damien nie omieszkał skorzystać. Tylko że w odwrotny sposób, bo pociągnął Tobyego na dół, mocno obejmując go w pasie.
- Ta, wiedziałem. Mówiłem już, że wiedziałem? - Spojrzał wymownie na swoją siostrę, która zaczęła nucić „miłość rośnie wokół nas”. - Ludzie, nie tęsknie za pracą, nie musicie mi jej zastępować! - Przewrócił oczami i złapał Damiena na ramiona, starając się go od siebie odciągnąć. Tak naprawdę się nie denerwował, ale za to mu się spieszyło i najwyraźniej jego towarzyszom brakowało piątej klepki, więc sam musiał wziąć sprawy w swoje ręce i jakoś przywrócić ich do zmysłów... Jakoś. - Damien, puszczaj. Mówiłem ci już o moich rodzicach, nie?
- Nie, właściwie to nic o nich nie mówisz. - Odpowiedział brunet, wreszcie puszczając go wolno i samemu wstając. Tym razem Bella wzruszyła ramionami i zabrała głos, oczywiście nawiązując kontakt wzrokowy:
- Bo nie ma o czym mówić, starają się mieć wszystko pod butem i zapięte na ostatni guzik i bardzo lubią nas stresować... No, mnie już nie.
- Ta. - Mruknął pod nosem Toby, spuszczając głowę, jakby trochę się czerwieniąc. To było ciekawe, ale Damien jakoś nie chciał drążyć tematu, bo Toby wyraźnie chciał się od niego i od nich odciąć, ale dalej im ulegał. Najwyraźniej, w przeciwieństwie do Belli, nie miał do tego siły. Jeszcze. - Wracajmy już do tego sprzątania i miejmy to już za sobą. - Westchnął, przecierając oczy i tym razem Damien nie mógł się sprzeciwić. Rozumiał jak bardzo nieprzyjemne może być robienie czegoś wbrew swojej woli, mimo że sam rzadko tego doświadczał. Zdarzyło mu się to, parę razy w życiu. Parę wspomnień, których szczerze nienawidził.
Skupił się na swoich myślach i pracy na tyle, że nie zauważył dziewczyny, która stała za jego plecami i w pewnym momencie wymruczała:
- Jak długo tak właściwie się znacie? - Ale nawet się nie wzdrygnął, był do tego przyzwyczajony i możliwe, że ją zawiódł, jednak nawet się nie odwrócił, odpowiadając ze znużeniem;
- Jakiś czas. Może nie odpowiadało to na jej pytanie, jednakże sam nie umiał na nie odpowiedzieć. Po prostu się znali i tyle, nigdy nie sądził, że czas ma jakiekolwiek znaczenie.
- Przyjaźnicie się? - Damien na chwilę zatrzymał się w tym co robił. Wprawny obserwator... Ba, nawet ten niewprawny mógł zobaczyć powoli formujący się błysk niebezpieczeństwa w jego oczach, który jednak chwile później został powstrzymany, jednak skronie zaczęły pulsować mu nieprzyjemnie. Mocno zacisnął ręce na drewnianym kiju, aż zbielały mu knykcie, i odwrócił się w jej stronę z grobowo poważną miną. Zaczynał się denerwować. Na prawdę denerwować, a to nie zwiastowało niczego dobrego. Próbował oddychać głęboko, starając się zredukować zimne spojrzenie i wrócić do resztki zdrowego rozsądku, która mówiła mu, aby zachował spokój. Sam nie wiedział co tak bardzo denerwowało go w jej zachowaniu, bo przecież przeżył już co najmniej dziesiątki podobnych, jednak czuł, że cienka linia samokontroli powoli się zrywa i nie zdołał już powstrzymać lodowatego tonu głosu, formującego się w jego gardle.
- Nie sądzę, że naszą relację można opisać w ten sposób. - Bella się wzdrygnęła, pewnie że się wzdrygnęła, przecież przypominał w tym momencie wilka czyhającego na swoją ofiarę, a nie sympatycznego gościa jakim był przed kilkoma minutami. Huczało mu w głowie i wiedział co to oznacza, wiedział jakie konsekwencje to za sobą przynosi i nie chciał tego robić. Nie tym razem.
Nie spodziewał się, że pomoc nadejdzie tak szybko, kiedy poczuł mocny uścisk na prawym ramieniu, nawet nie zdawał sobie sprawy, że lewym od kilkunastu dobrych sekund potrząsa Bella. Czuł się, jakby nagle znowu mógł oddychać świeżym powietrzem po godzinach spędzonych w trujących oparach. Powoli zaczynał się uspokajać.
- Wszystko w porządku? - Zapytał Toby i był bardziej zmartwiony niż przestraszony, bo on również wiedział co oznaczają napady Damiena i bardzo nie chciał oddawać go z powrotem izolatce. Zwłaszcza, że w jego przypadku szczerze wątpił w jej skuteczność. Cole powoli pokiwał głową, dalej wybudzając się dopiero z jakby narkotycznego odurzenia. - Może jednak nie powinienem był cię tu przywozić...
- Jestem zmęczony. - Nawet uśmiechnął się lekko, próbując spotęgować efekt i faktycznie, wyglądał na wyczerpanego. Tylko, że w rzeczywistości praca nie miała z tym nic wspólnego. Tak jak Toby wcześniej tego dnia, teraz Damien gestykulował w stronę Belli, na co Toby westchnął głęboko, marszcząc brwi. Wyglądał na wyjątkowo zdeterminowanego.
- Idź do pokoju. Musimy porozmawiać, Bella. - Mimo tego, że nieco mocniej wbił blade palce w ramię Damiena, jego głos nie zadrżał ani na sekundę, co więcej, cały czas był stanowczy i mocny, za to wzrok hardy, co było w pewnym sensie niezwykłe dla jego podejścia. A Damienowi jak raz to nie przeszkadzało, ale kiedy tylko Toby puścił jego ramię, spuścił głowę i wydawał się zamyślony, kierując się do kuchni i zamykając jej drzwi, na co Damien nawet specjalnie się nie zdenerwował, chociaż zdecydowanie chciał wiedzieć o czym rozmawiają. Póki jednak Toby go tam nie chciał, to nie miał zamiaru ingerować. Wierzył w jego osąd.
Toby tymczasem stanął w samym rogu swojej małej kuchni i zaczął niespiesznie przesuwać prawą dłonią o lewe ramię. Bella widziała już ten tik, bo od dzieciaka próbował sobie w ten sposób dodawać otuchy, tym razem jednak musiało być bardzo źle, ponieważ do ręki doszła jeszcze nerwowo podskakująca noga, co zdarzało mu się niezwykle rzadko, zazwyczaj gdy ojciec był wyjątkowo wściekły, albo dzieciaki z okolicy nie były dla niego łaskawe. Po prostu w nagłych wypadkach.
- Damien... - Zaczął, przerywając nagle i znowu marszcząc brwi. To Bella też znała, bo zdarzało mu się to praktycznie zawsze, gdy nad czymś myślał. Czasami też gadał do siebie. - Nie jest moim przyjacielem. - Dokończył wreszcie, jakby sprawiło mu to wiele wysiłku, jednak dalej skupiał się na podłodze, chociaż dziewczyna nie miała mu tego za złe, bo kontaktem wzrokowym ich rodzice uwielbiali ukazywać dominacje i u Tobyego było to skuteczne. Zazwyczaj to on był przestraszonym dzieciakiem, a Bella walczyła o swoje. Niejednokrotnie się o to obwiniała, bo cichy głosik w jej głowie szeptał jej czasem przed snem, że to przez nią Toby był taki, że przez nią nie umiał postawić się planom ojca, bo przez całe dzieciństwo nasłuchał się kłótni i krzyków, i chciał ich uniknąć. Nie wiedziała ile w tym prawdy. - Jest moim... To znaczy... - Znowu zmarszczył brwi, ale Bella nie przerywała, doskonale widziała jak męczy się i bez niej, a zazwyczaj, gdy wychodził z tego nastroju zwierzeń, znowu zamykał się w sobie. W rzeczywistości jednak, Toby zupełnie nie wiedział co jej powiedzieć, żeby wyrazić się jasno i nie skłamać. Jego sytuacja z Damienem sama z siebie była trudna, nie potrzebował angażować do tego w dodatku swojej siostry. - Damien jest pacjentem szpitala, w którym pracuje i wykazuje on zainteresowanie mną, które jest mi na rękę, bo również wyrażam zainteresowanie nim, choć obecnie nie wydaje mi się byśmy byli w związku. - Wysłowił się nareszcie, utrzymując to na zupełnie medycznym poziomie, ale tak było mu łatwiej. Zawsze było mu łatwiej w ten sposób. Odcinał się emocjonalnie od tego co mówił, chociaż nie był pewien czy nawet tego potrzebował. Po prostu mówił to w sposób, na jakim najlepiej się znał.
- Czyli wy..?
- Nie oszukujmy się Bella, to prawdopodobnie to co myślisz. - Wziął głębszy oddech i wyraźnie się skrzywił, sprawiając wrażenie, że ostatnie zdanie ściska jego gardło. - Wygląda na to, że jestem gejem. - Belli autentycznie opadła szczęka i zupełnie nie wie co powiedzieć. Mimo wszystko, tego się nie spodziewała. Zawsze uważała, że jej brat jest typem, który wyjdzie za idealną żonę i będzie miał idealny dom z idealną dwójką dzieci. Ba, już bardziej siebie by podejrzewała o bycie lesbijką, jako iż zawsze lubiła iść normie naprzeciw. A tu proszę. Zaraz potem dopadła ją ta druga informacja, że Damien jest jego pacjentem. To by wyjaśniało ten wcześniejszy napad, ale... Toby nigdy nie był typem łamiącym zasady. Wręcz przeciwnie, zawsze ściśle się ich trzymał, a romans z pacjentem był, bądź co bądź, totalnie wbrew zasadom. Musiała to przemyśleć, dlatego milczała przez dłuższą chwilę. Jakie słowa byłyby odpowiednie? Co mogła powiedzieć żeby go pocieszyć, zwłaszcza przed jutrzejszą wizytą rodziców?
Westchnęła głęboko, łapiąc go za oba ramiona.
- Toby, bądź ze mną szczery. Bądź ze mną kurewsko szczery, bo jako twoja starsza siostra muszę czegoś dopilnować. Będziesz ze mną szczery? - Toby powoli, po chwili zastanowienia, kiwnął głową. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem Bella była na tyle poważna. - Jesteś szczęśliwy? - To pytanie nieco go uderzyło, ale nie w zły sposób. Przypomniały mu się czasy, gdy Bella była jeszcze jego obrończynią i opiekunką, kiedy musiał zadzierać wysoko głowę, żeby spojrzeć jej w oczy i kiedy przytulała go za każdym razem, gdy zabrakło mu tego u rodziców. Uśmiechnął się lekko, szczerze. Teraz Bella nie obroniła by go przed nikim, bo była szczupłą, młodą kobietą, co najmniej dziesięć centymetrów niższą od niego i w dodatku na tyle dziecinną, że to on czuł się tym starszym bratem. Mimo to, dalej dbała o tak prosta kwestię i zadała pytanie, na które on nigdy nie znał odpowiedzi.
- Czuję się inaczej niż zawsze. Nie martw się o mnie. - Bella puściła go i przetarła czoło, mrucząc „nie umiem się nie martwić”. Normalnej osobie ta odpowiedź nic by nie powiedziała, ale Bella znała Tobyego. Wiedziała, że u niego „inaczej niż zawsze” nie znaczy jeszcze „dobrze”, ale zmierza w tego stronę. I naprawdę wierzyła, że Toby da już sobie radę, chciała w to wierzyć.
- W porządku. Mogę teraz zamienić słówko z Damienem? - Toby tylko kiwnął głową na zgodę, po czym, ku jego zdziwieniu, faktycznie zastali bruneta na kanapie w salonie, leżącego i zakrywającego oczy leniwie zarzuconym ramieniem. Szczerze, spodziewał się, że będzie ich podsłuchiwał, a to była... Całkiem miła niespodzianka. - Wiem o wszystkim! - Wykrzyknęła Damienowi praktycznie nad głową, jednak ten znowu ani drgnął, jedynie przesunął rękę i spojrzał to na Tobyego to na Bellę. Nie był zaskoczony, ale spodziewać też się tego nie spodziewał. - I przepraszam za to, że wcześniej was nachodziłam. Jakbyś powiedział mi wcześniej to... Nieważne. - Zwróciła się do Tobyego, śmiejąc się wesoło. Miała jeszcze lepszy humor niżeby sama znalazła sobie fajnego chłopaka. Damien usiadł, klepiąc dłonią w miejsce obok siebie, na co Toby ochoczo usiadł, a Cole położył mu się na kolanach, zwijając się niczym domowe zwierzątko. Bella za to zajęła miejsce koło Tobyego. Cała trójka była nieco zmęczona i musiała przyswoić nowe informacje.
I po prostu przyzwyczaić się do siebie.
  
***

Jestem już po napisaniu tego czegoś, więc sobie pozwolę... Ja pierdolę, to coś ma sześć stron w wordzie. XD
Miało wyjść w niedzielę, no ale... Ta... 
Zapraszam do komentowania, a ja idę spać. :P

4 komentarze:

  1. AWWWWWWWWWWWW <3 <3 <3 <3 <3 <3
    Jaki idealny i śliczny rozdział! *-* I jaki długi! <3 Dziękuję! Warto było na niego czekać! *°*
    Oficjalnie oświadczam, że Damien wygrał swoim zachowaniem tę notkę. Nie! On wygrał życie! XD <3
    Ogółem - ryczałam przy tym rozdziale ze śmiechu XD
    Po jeździe na miotle (<3), turlaniu się ze śmiechu i byciem ogólnie beztroską amebą xD nie sądzę, że szybko zakwalifikują go jako stabilnego psychicznie XDD Choć szczerze - widziałam w tym samą siebie :") Choć ja bym jeszcze ugryzła się w dłoń jak Eren z Shingeki no Kyojin, latała na boso jak L z Death Note (co dzisiaj, będąc w mieście, robiłam xD) i syczała na wszystko jak... Jak ja XDDD
    To skołowanie Damiena na początku było urocze! ^^
    W ogóle ta notka była taka słodka i puchata, że się rozpływałam :3
    Ta dociekliwość i późniejsze zdziwienie Belli mnie rozbawiło xD
    Szkoda mi się zrobiło Toby'ego ;-; Biedny ;____;
    Ale odważył się ujawnić przed siostrą! Jestem z niego dumna! Jak matka! W sumie skoro jego rodzice są dla niego źli,to mogę go adoptować! Kto mi zabroni? XD
    Końcówka była przeurocza <3 Takie "oooo" <3 *°*
    Liczę, że skoro już koniec roku to noteczki będą pojawiać się częściej ^^ *taka mała sugestia* xD
    Lecę (Damien ma miotłę xD), pozdrawiam i duuuuużo weny życzę ^^,
    ~ Alexandra \(^°^)/
    PS. W sumie nic, ale ps musi być xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ps jednak będzie xD
      Błędów żadnych raczej nie widziałam ^^ Tylko taka mała uwaga "naprawdę" piszemy łącznie. Ale to tylko błahostka, ale skoro kazałaś mówić o każdym błędzie, to proszę xD ^^
      Ogółem jednak nie mam zastrzeżeń ^°^

      Usuń
    2. Ogłaszam się królową sucharów po tym rozdziale. XD
      Zachowanie Damiena w tym rozdziale to praktycznie autentyczne zachowania moje jak muszę coś zrobić... Po kimś to ma. B)
      No właśnie ja tu się teraz gryzę z podjarki... Komentarz. <3
      Swoją drogą, mam ochotę napisać takie w uj słodkie i urocze opowiadanie, taka wata cukrowa normalnie, tylko nie wiem z jakim paringiem i problem mam. SpideyPool mnie kusi. :x
      Toby to już raczej na adopcję za stary, ale by się ucieszył... On to taki trochę koteł perski. XD
      Ano będą się częściej pojawiać jak mi się uda je dokańczać, bo, chwaląc się nie chwaląc, udało mi się zapamiętać kilka zagrań klawiatury z tego http://dagobah.net/flash/harderbetterfasterstronger.swf pisząc ten rozdział. Uwielbiam moje rozpraszanie się. XD
      Dziękuję. <3 Postaram się bardziej nie rozpraszać. [*]
      Czytając to drugi raz sama wyłapałam parę błędów i je popoprawiałam... Ale tylko w wersji w wordzie. XD
      Muszę się wziąć za siebie w końcu, bo jestę lenię. Ale się zbieram. Muszę wyznać iż postaram się tak, aby był jeden rozdział na tydzień, ale wiadomka jak to z weną, pewnie czasami będzie parę na tydzień, a czasami w ogóle. Bo jestem rakiem. XD

      Usuń
    3. Tak! Tak! Tak! Chcę, pragnę, potrzebuję takiego słodkiego, puchatego, ociekającego cukrem fluffiatego opowiadania! *°* Paring obojętny, byleby było! <3 Ploooose *ocka sceniaćka*

      Usuń