Wiecie co jest najgorsze w świątecznej
przerwie? (Albo w każdej innej?). Fakt, że zasypiając w
poniedziałek obudziłam się i już piątek. Jak to się stało?
Dlaczego? Jutro sylwester. Więc wszystkim Najlepsze życzenia na
nowy rok. Mam nadzieje, że spędzicie go trochę lepiej niż my
(;-;) Bo jak chorować to na sylwestra. Ze mną może i nie jest tak
źle, za to Anon...kilka dni temu domagała się śmierci xDDD
Reasumując. Wszystkim czytającym te
notkę Szczęśliwego Nowego Roku! I do zobaczenia w 2017
Miłego Czytania!
*~*~*
-Violetta, wyłącz to-Warknęła
Loretta.
Przesunęłam palcem wzdłuż ekranu,
aby uciszyć melodyjkę, która od teraz miała mnie katować
codziennie rano pięć dni w tygodniu. Nie przywykłam jeszcze do
tego, że pokój wielkości, tego, który jest w moim domu zostałam
zmuszona dzielić na pół. Nie żebym była jakoś bardzo wybredna,
jednak brak miejsca na swobodne przemieszczanie się-nie wiem czy
można się do tego przyzwyczaić. W miarę cicho zabrałam swoje
rzeczy i zamknęłam się w łazience. Pierwszy dzień zajęć-jakoś
szczególnie się tym nie cieszyłam. Myślami wciąż tkwiłam z
wydarzeniami ostatnich dni. Byłam pewna, że nic nie będzie w
stanie zaskoczyć mnie bardziej niż sam przyjazd tutaj.
Założyłam na siebie zwykły
podkoszulek, jeansy i bluzę. Na stopy trampki i byłam gotowa.
Pakowałam swój plecak, kiedy w ostatniej chwili zadzwonił telefon.
Założyłam go, wyszłam z pokoju odbierając telefon.
-Tak?- Zapytałam.
W telefonie trwała chwila ciszy, a ja
szłam przed siebie machając ludziom, których zdążyłam poznać
przez te kilka dni.
-Możemy się spotkać?-W końcu się
odezwał.
Ochrypnięty głos, który wywoła u
mnie ciarki. Byłam lekko zaskoczona, że dzwonił z innego numeru.
Jednak to zmartwienie zeszło na inne tory, kiedy uświadomiłam
sobie, dlaczego tak naprawdę starałam się go unikać.
-Francis-Wyszeptałam- Dlaczego
dzwonisz z innego numeru?-Palnęłam kompletnie bez namysłu.
Doskonale znałam odpowiedź. Kiedy
tylko na ekranie ukazywało mi się jego imię momentalnie odrzucałam
połączenie, a telefon chowałam w poduszki.
-Nie odebrałabyś. To jak?
Przygryzłam policzki szukając
jakiegoś sensownego wytłumaczenia. Nie mogłam go jednak ignorować
cały czas. Tym bardziej, że część moich rzeczy to właśnie w
jego mieszkaniu zajmowała miejsce.
-To nie jest dobry pomysł- Wyjąkałam-
Wiesz, zaczęły mi się zajęcia, mam dzisiaj zajęty cały dzień-
Podkreślając słowo”cały”zaśmiałam się nerwowo.
-W takim razie może jutro?
-Nie!-krzyknęłam- Jutro też nie
mogę, i po jutrze i za tydzień. Nie mam czasu.
Szybko rozłączyłam się i wyszłam z
budynku, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Głęboki oddech nie
pomógł na pogodzenie się z głupotą. Zacisnęłam palce na
komórce. Nie byłam w stanie powiedzieć nic bardziej idiotycznego.
Z resztą, dlaczego znów się oszukuję. Nie będę mogła go unikać
w nieskończoność. To był tylko seks, dlaczego to tak bardzo mnie
dotknęło? Spojrzałam na zegarek i z grymasem szybko odpięłam
rower i założyłam słuchawki na uszy. Początkowo pomysł z
rowerem, jako dodatkiem do pokoju na czas studencki wydawał mi się
głupi, jednak patrząc na to z perspektywy studentki jest to bardzo
wygodny i zdecydowanie szybszy środek transportu, niż komunikacja
miejska. Wsłuchałam się w rytm muzyki i najszybciej jak tylko
mogłam pedałowałam przed siebie. Czułam jak po pewnym czasie moje
mięśnie zaczynały mnie palić, ale nie mogłam zwolnić. Nie
chciałam się spóźnić. Nie pierwszego dnia. Do auli weszłam jako
ostatnia, ale zdążyłam nim pani McDonowell zaczęła swój
wykład. Zauważyłam, że nie toleruje minimalnych spóźnień,
ponieważ gdy przekroczyłam próg sali spojrzała na mnie morderczo
i odprowadziła do ławki wzrokiem powodując, że spięłam się
lekko i zaczęłam myśleć o tym, aby nie potknąć się o własne
nogi. Usiadłam na końcu i rozpakowałam notatnik. Kobieta miała
donośny głos, który odbijał się echem o moje uszy. Nie było
opcji, aby przysnąć na wykładzie, chodź sama bałam się
pomyśleć, jak zareagowałaby na takie zachowanie, skoro lekką
niepunktualność traktowała jak zlekceważenie jej obecności.
Byłam pewna, że za bardzo to my się nie polubimy
-Witam państwa, na pierwszych
zajęciach. Mam nadzieję, ze następnym razem będziecie bardziej
szanować mój cenny czas i nikomu więcej nie przydarzy się taka
wpadka, jak pani-Przerwała
Spojrzała na mnie wyczekująco.
Opuściłam głowę w dół i w dłoniach ściskałam długopis by
się uspokoić. Co jak co ,ale nie musiała aż tak bardzo czepiać
się minimalnego spóźnienia.
-Castillo- Powiedziałam dość głośno
unosząc głowę.
Brunetka usiadła na biurku zsuwając
nieco swoje okulary. Jej wzrok był zimny i paraliżował niczym oczy
bazyliszka. Była zołzą i już współczułam każdemu kto wszedł
jej w drogę. Nie byłam sobie w stanie wyobrazić szczególnie
owocnie naszej współpracy. Całe szczęście, że wykład z tą
jędza miałam tylko raz w tygodniu.
Przyznać muszę, że tak jak okropną
osobą byłą, tak samo okropnie prowadziła zajęcia. W połowie
kompletnie się wyłączyłam, a mój długopis samowolnie rysował
nic nie znaczące bazgroły na marginesie. Jej donośny skrzek od
czasu do czasu powodował, że odruchowo patrzałam na nią, lecz po
chwili i tak wracałam do poprzednich czynności. Jeśli tak miały
wyglądać moje cotygodniowe lekcje z nią, z których i tak nic nie
wyniosę, to lepiej byłoby spokojnie się wyspać.
Kiedy kobieta ogłosiła koniec zajęć
była prze szczęśliwa. Liczyłam na to, że następne lekcje będą
chodź trochę bardziej ciekawsze. Z uśmiechem na twarzy zbiegłam
ze schodów. Chciałam opuścić to pomieszczenie, jednak głos,
który zdążyłam już znienawidzić zatrzymał mnie.
-Pani Castillo, proszę zostać- Była
stanowcza.
Odwróciłam się do niej i posłałam
jej najbardziej sztuczny i wymuszony uśmiech na jaki tylko było
mnie stać.
-Tak?-Zapytałam
-Mam nadzieję, że takie spóźnienie
nie przytrafi się pani już nigdy więcej- Pouczyła mnie
-Wcale się nie spóźniłam- Kiedy to
usłyszała wlepiła we mnie wzrok, mówiący”Masz trzy sekundy aby
poprawić to co powiedziałaś, inaczej przejdę do egzekucji”-
Znaczy, to się już nie powtórzy pani McDonowell- Szybko poprawiłam
swój „błąd”.
-Profesor- Poprawiłą mnie po raz
kolejny.
-Tak, pani profesor. Mogę już
iść?-Zapytałam.
Pragnęłam opuścić to pomieszczenie
jak tylko szybko się da, bo miałam ochotę powiedzieć jej co o
niej myślę i to już przy naszym pierwszym spotkaniu.
-Tak, tak
Jej ton zmienił się radykalnie, kiedy
to otrzymała wiadomość. Od razu zaczęła szczerzyć się jak
zakochana nastolatka, a ja zastanawiałam się kto by ją tknął.
Może i była ładną, szczupłą i długonogą kobietą, za to jej
charakter- gdybym była facetem nie tknęłabym jej nawet szczotka do
kibla, ale co ja tam wiem. Gust facetów nie jednokrotnie mnie
zaskoczył.
Chwyciła torbę przez którą
przewiesiła marynarkę i uśmiechając się do mnie szeroko
powiedziała:
-Przekaż następnej grupie, że
zajęcia odwołane- I pośpiesznym krokiem, prawie potykając się w
obcasach wyszła z auli. Chwile stałam w szoku, jak to gruntownie
zmienił się jej nastrój. Pchnęłam ciężkie drzwi sali i wyszłam
na korytarz. Z racji tego, że zbytnio nie znałam nikogo, kto miałby
mieć z nią zajęcia z plecaka wyjęłam notes. Wyrwałam z niego
kartkę i długopisem poprawiając kilka razy napisałam „Zajęcia
z jędzą odwołane, życzę miłego dnia” Odlepiłam taśmę z
jakiegoś zapewne mało ważnego plakatu i przytwierdziłam kartkę
do drewnianych drzwi. Nie bałam się o konsekwencje. Byłam pewna,
ze w tej szkole nie może być kogoś kto ją lubi. Odchodząc
słyszałam cichy chichot osób, zapewne z kolejnej grupy. Byłam z
siebie troszkę dumna. Czułam, że postąpiłam odpowiednio co to
jej charakteru. Przechodząc przez korytarz w oknie widziałam jak
profesor McDonowell trwała w pocałunkach z jakimś mężczyzną.
Nie zdziwiłam się ani trochę. Zaśmiałam się pod nosem. Gdyby
tylko dyrekcja wiedziała, z jakich błahych powodów nasza pani
profesor urywa zajęcia-pomyślałam.
Przed kolejnym wykładem miałam
godzinę wolnego. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Nie
jadłam śniadania, w dodatku chęć napicia się ciepłej kawy
zmusiła mnie, aby odwiedzić kawiarenkę pani Roberts.
-Francis?-Zawołałam
Mężczyzna ubrany w ciemną bluzę
opierał się o mój rower. Palił papierosa. Kiedy odwrócił się w
moją stronę posłał mi przyjazny uśmiech,
-Vils
-Co ty tu robisz?-Zapytałam lekko
spanikowana.
Ostatnie wydarzenia pomieszały mi w
głowie, ale i zapewne jemu też. Chciałam oddalić się od tego
wszystkiego. Kiedy jednak pojawił się przed uczelnią poczułam
lekką ulgę, ale za razem stres.
-Musimy porozmawiać
Po raz ostatni zaciągnął się
papierosem i rzucił go przed siebie, nie bardzo zwracając uwagę w
jakim kierunku.
-Palisz?
Łudzenie się z faktem, że tak
nieistotnym pytaniem spowoduje, że zapomni po co tu przyszedł było
głupie, jednak w pierwszej chwili miałam takie nadzieje.
-Chyba ci to nie przeszkadza?
Miał racje, jakoś szczególnie nie
zwracałam na to uwagi, lecz nie mogłam ukryć swojego zdziwienia.
Pomieszkiwałam u niego i nigdy nie wyczułam zapachu papierosów, a
jego ciuch wiecznie pachniały męskimi perfumami, które nie były
skażone duszącym zapachem tytoniu,
-Nie- Uśmiechnęłam się krzepko.
-To jak? Znajdziesz dla mnie czas?
-Miałam iść właśnie na śniadanie-
Jąkałam się.
-Świetnie! Pójdę z tobą
Uśmiechnęłam się blado, a palce
zacisnęłam na ramionach plecaka. Tak strasznie nie chciałam wraca
do tamtej sytuacji. Osobiście puściłabym to w niepamięć. Ja, on
nie. Jednak to był tylko seks. Żadnych uczuć nic. Przynajmniej z
mojej strony. . Wiedziałam, ze Francis ma co do mnie pewne
oczekiwania, którymi nigdy nie sprostam. To takie typowe, ale ja
naprawdę mam dość facetów.
-Skoro chcesz. Tu niedaleko jest taka
przytulna kawiarnia.- Wskazałam ręką w stronę , w którą
mieliśmy się udać. Idąc nie odzywałam się, tylko co jakiś czas
zerkałam w stronę mojego towarzysza, który wydawał się być
spięty.
W małej kawiarence jak zwykle panował
ruch i przyjemny zapach świeżo pieczonych mufifnek. Drzwi, które
otworzyłam wydały charakterystyczny dźwięk, kiedy mały
dzwoneczek nad nimi odbił się od ściany. Wzrok pani Alison od razu
skierował się w moja stronę. Uśmiechnęła się do mnie, a zaraz
potem spojrzała zdziwionym wzrokiem na Francisa. Zaśmiałam się
pod nosem i przywitałam z uroczą kobietą. Podeszła do nas
-Co podać, kochanie?-Zapytała i
chwyciła mnie za ramiona.
-Poprosimy naleśniki, z dużą ilością
czekolady oraz kawę- Rozmarzyłam się.
Francis prychnął na co ja dźgnęłam
go w brzuch. Alison odebrała od nas zamówienie, a my zajęliśmy
miejsce przy końcu sali, tuż przy oknie.
-To o czym chciałeś
rozmawiać?-Zapytałam, chodź było to oczywiste,
-Vils, my wtedy...
-Dobra-Przerwałam- Wiem o czym chcesz
rozmawiać, ale musisz wiedzieć, że-Urwałam.
Wzrok mimowolnie skierowałam w stronę
ruchliwej ulicy. Chcąc zebrać myśli wpatrywałam się w
najmniejsze punkty, jakie udawało mi się znaleźć. Chciałam
brzmieć dosłownie, ale tak by nie urazić go w żadne sposób.
Cholera, to takie trudne-lamentowałam w głowie.
-Jeśli chcesz mi powiedzieć, że to
nic nie znaczyło to spoko. Rozumiem- Skrzywił się lekko, chodź
starał się ani drgnąć.
-To był świetny wieczór, ale to
tylko seks. Żadnych uczuć- Poczułam jak ciało moje lekko spina
się czekając na jego reakcję, . Chłopak tylko zaakceptował mój
stosunek do tej sytuacji, ale nie wspomniał, że dla niego też była
to nic nie znacząca przygoda. Nie zrobił tego, bo prawda była
zupełnie inna. Wzrok skierowałam na stolik, aby uniknąć jego
przeszywającego spojrzenia. Bałam się zobaczyć w nich ból, lub
rozczarowanie Tchórz-pomyślałam przelotnie.
Blondyn złapał mnie za rękę, która
swobodnie spoczywała na stoliku, a druga ręką uniósł mi
podbródek.
-Wszystko okej, rozumiem- Uśmiechnął
się, ale mimo to wiedziałam, ze nie takiej odpowiedzi się
spodziewał.-A jak na uczelni?-Wypalił nagle, co nieco poprawiło mi
humor
-Cóż, nie powiem ci zbyt wiele, ale
wiem, ze już będę mieć na pieńku z jedną z wykładowczyń-
Uśmiechnęłam się zadziornie popijając kawę, która przyniosła
nam Miranda-nowa pomocnica pani Roberts.
-Ładnie, pierwszy dzień i już
kłopoty- Zaśmiał się.
-Spóźniłam się minimalnie dwie
minuty, a ona się przyczepiła. Nawet kazała mi zostać po lekcji,
ale jakaś wiadomość pokrzyżowała jej plany. Niby mnie upomniała,
ale mam wrażenie, ze gdyby nie ten mały incydent nie skończył by
się na małej rozmowie. Nie wyglądała na kobietę, która tak
łatwo odpuszcza.
-To znaczy?
-Z surowej jędzy w ułamku sekundy
zmieniła się w przemiłą osobę. Oznajmiła mi, że następna
grupa ma odwołane zajęcia, a gdy przechadzałam się korytarzem
widziałam jak była przyssana do ust jakiegoś mężczyzny w
garniaku. Chyba powinnam go znaleźć i mu podziękować, nie
uważasz? W końcu uchronił mnie przed opieprzem od pani McDonowell-
Zaakcentowałam jej nazwisko w komiczny sposób, co wprawił Francisa
w śmiech.
-A ładna była?-Zapytał,
Spojrzałam na niego morderczym
wzrokiem.
-Kijem bym jej nie dotknęła-
Warknęłam
-Nie dąsaj się, skoro nie dałaś mi
szansy muszę się jakoś pocieszyć- Poruszył zabawnie brwiami.
Pokręciłam głowa w niedowierzaniu,
jak bardzo niewyżyty był.
Nie rozmawialiśmy już na żadne ważne
tematy. Francis wydawał się być szczęśliwy, chodź tak naprawdę
wiedziałam, że jest inaczej. Serce mówiło mi, że takim
zachowaniem go zraniłam, ale nie mogłam kłamać.
-Pyszne te naleśniki-Zachwalał.
Kuchnia pani Roberts słynie z
przepysznych naleśników, co zapewniło starszej kobiecinie ruch od
rana aż do wieczora.
-Tak, są przepyszne- Spojrzałam na
zegarek- Muszę uciekać
-W takim razie ja tez się zwijam-
Włożył pieniądze do książeczki, a kiedy chciałam zapłacić za
siebie ten zatrzymał moja rękę.
- Zgodziłaś się zjeść w moim
upierdliwym towarzystwie. Ja zapłacę.
Wstałam od stołu i śmiejąc się
lekko podeszłam do niego i poczochrałam go po jego blond włosach.
-Wcale nie jesteś aż taki upierdliwy.
Wyszliśmy z kawiarni, a słońce
oślepiło mnie na chwilę. Niby jesień, a tu wciąż było ciepło
jak w środku wakacji.
-To ja będę już szła. Pa-
pożegnałam się.
Chciałam już odejść, ale chłopak
zatrzymał mnie.
-Tak bez całusa?-Zrobił smutna minę.
Wywróciłam oczami i chciałam ucałować jego policzek.- Nie o tym
mówiłem- Szepnął i pocałował mnie w usta. Nie było to nic
nadzwyczajnego, przez co nogi zaczęły mi się uginać. Całował,
dobrze, ale na pewno nie wiązały się z tym żadne uczucia.
Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
-Francis, mówiłam ci...
-Shh- Uciszył mnie palcem i schylił
się tuż nad moim uchem- Friends with benefits- Czułam, że na jego
ustach pojawił się szyderczy uśmiech, który współgrał z jego
chrypką. Blondyn cmoknął mnie po raz ostatni w policzek i udał
się w swoją stronę. Chwilę jeszcze przyglądałam się jak
odchodzi. Prychnęłam z niedowierzaniem.
A może by tak?-Pomyślałam i
uśmiechnęłam się sama do siebie.



