Strony

piątek, 30 grudnia 2016

Dwa Światy cz.5-Nic nie znaczący epizod w moim życiu

Wiecie co jest najgorsze w świątecznej przerwie? (Albo w każdej innej?). Fakt, że zasypiając w poniedziałek obudziłam się i już piątek. Jak to się stało? Dlaczego? Jutro sylwester. Więc wszystkim Najlepsze życzenia na nowy rok. Mam nadzieje, że spędzicie go trochę lepiej niż my (;-;) Bo jak chorować to na sylwestra. Ze mną może i nie jest tak źle, za to Anon...kilka dni temu domagała się śmierci xDDD
Reasumując. Wszystkim czytającym te notkę Szczęśliwego Nowego Roku! I do zobaczenia w 2017

Miłego Czytania!


*~*~*
-Violetta, wyłącz to-Warknęła Loretta.
Przesunęłam palcem wzdłuż ekranu, aby uciszyć melodyjkę, która od teraz miała mnie katować codziennie rano pięć dni w tygodniu. Nie przywykłam jeszcze do tego, że pokój wielkości, tego, który jest w moim domu zostałam zmuszona dzielić na pół. Nie żebym była jakoś bardzo wybredna, jednak brak miejsca na swobodne przemieszczanie się-nie wiem czy można się do tego przyzwyczaić. W miarę cicho zabrałam swoje rzeczy i zamknęłam się w łazience. Pierwszy dzień zajęć-jakoś szczególnie się tym nie cieszyłam. Myślami wciąż tkwiłam z wydarzeniami ostatnich dni. Byłam pewna, że nic nie będzie w stanie zaskoczyć mnie bardziej niż sam przyjazd tutaj.
Założyłam na siebie zwykły podkoszulek, jeansy i bluzę. Na stopy trampki i byłam gotowa. Pakowałam swój plecak, kiedy w ostatniej chwili zadzwonił telefon. Założyłam go, wyszłam z pokoju odbierając telefon.
-Tak?- Zapytałam.
W telefonie trwała chwila ciszy, a ja szłam przed siebie machając ludziom, których zdążyłam poznać przez te kilka dni.
-Możemy się spotkać?-W końcu się odezwał.
Ochrypnięty głos, który wywoła u mnie ciarki. Byłam lekko zaskoczona, że dzwonił z innego numeru. Jednak to zmartwienie zeszło na inne tory, kiedy uświadomiłam sobie, dlaczego tak naprawdę starałam się go unikać.
-Francis-Wyszeptałam- Dlaczego dzwonisz z innego numeru?-Palnęłam kompletnie bez namysłu.
Doskonale znałam odpowiedź. Kiedy tylko na ekranie ukazywało mi się jego imię momentalnie odrzucałam połączenie, a telefon chowałam w poduszki.
-Nie odebrałabyś. To jak?
Przygryzłam policzki szukając jakiegoś sensownego wytłumaczenia. Nie mogłam go jednak ignorować cały czas. Tym bardziej, że część moich rzeczy to właśnie w jego mieszkaniu zajmowała miejsce.
-To nie jest dobry pomysł- Wyjąkałam- Wiesz, zaczęły mi się zajęcia, mam dzisiaj zajęty cały dzień- Podkreślając słowo”cały”zaśmiałam się nerwowo.
-W takim razie może jutro?
-Nie!-krzyknęłam- Jutro też nie mogę, i po jutrze i za tydzień. Nie mam czasu.
Szybko rozłączyłam się i wyszłam z budynku, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Głęboki oddech nie pomógł na pogodzenie się z głupotą. Zacisnęłam palce na komórce. Nie byłam w stanie powiedzieć nic bardziej idiotycznego. Z resztą, dlaczego znów się oszukuję. Nie będę mogła go unikać w nieskończoność. To był tylko seks, dlaczego to tak bardzo mnie dotknęło? Spojrzałam na zegarek i z grymasem szybko odpięłam rower i założyłam słuchawki na uszy. Początkowo pomysł z rowerem, jako dodatkiem do pokoju na czas studencki wydawał mi się głupi, jednak patrząc na to z perspektywy studentki jest to bardzo wygodny i zdecydowanie szybszy środek transportu, niż komunikacja miejska. Wsłuchałam się w rytm muzyki i najszybciej jak tylko mogłam pedałowałam przed siebie. Czułam jak po pewnym czasie moje mięśnie zaczynały mnie palić, ale nie mogłam zwolnić. Nie chciałam się spóźnić. Nie pierwszego dnia. Do auli weszłam jako ostatnia, ale zdążyłam nim pani McDonowell zaczęła swój wykład. Zauważyłam, że nie toleruje minimalnych spóźnień, ponieważ gdy przekroczyłam próg sali spojrzała na mnie morderczo i odprowadziła do ławki wzrokiem powodując, że spięłam się lekko i zaczęłam myśleć o tym, aby nie potknąć się o własne nogi. Usiadłam na końcu i rozpakowałam notatnik. Kobieta miała donośny głos, który odbijał się echem o moje uszy. Nie było opcji, aby przysnąć na wykładzie, chodź sama bałam się pomyśleć, jak zareagowałaby na takie zachowanie, skoro lekką niepunktualność traktowała jak zlekceważenie jej obecności. Byłam pewna, że za bardzo to my się nie polubimy
-Witam państwa, na pierwszych zajęciach. Mam nadzieję, ze następnym razem będziecie bardziej szanować mój cenny czas i nikomu więcej nie przydarzy się taka wpadka, jak pani-Przerwała
Spojrzała na mnie wyczekująco. Opuściłam głowę w dół i w dłoniach ściskałam długopis by się uspokoić. Co jak co ,ale nie musiała aż tak bardzo czepiać się minimalnego spóźnienia.
-Castillo- Powiedziałam dość głośno unosząc głowę.
Brunetka usiadła na biurku zsuwając nieco swoje okulary. Jej wzrok był zimny i paraliżował niczym oczy bazyliszka. Była zołzą i już współczułam każdemu kto wszedł jej w drogę. Nie byłam sobie w stanie wyobrazić szczególnie owocnie naszej współpracy. Całe szczęście, że wykład z tą jędza miałam tylko raz w tygodniu.
Przyznać muszę, że tak jak okropną osobą byłą, tak samo okropnie prowadziła zajęcia. W połowie kompletnie się wyłączyłam, a mój długopis samowolnie rysował nic nie znaczące bazgroły na marginesie. Jej donośny skrzek od czasu do czasu powodował, że odruchowo patrzałam na nią, lecz po chwili i tak wracałam do poprzednich czynności. Jeśli tak miały wyglądać moje cotygodniowe lekcje z nią, z których i tak nic nie wyniosę, to lepiej byłoby spokojnie się wyspać.
Kiedy kobieta ogłosiła koniec zajęć była prze szczęśliwa. Liczyłam na to, że następne lekcje będą chodź trochę bardziej ciekawsze. Z uśmiechem na twarzy zbiegłam ze schodów. Chciałam opuścić to pomieszczenie, jednak głos, który zdążyłam już znienawidzić zatrzymał mnie.
-Pani Castillo, proszę zostać- Była stanowcza.
Odwróciłam się do niej i posłałam jej najbardziej sztuczny i wymuszony uśmiech na jaki tylko było mnie stać.
-Tak?-Zapytałam
-Mam nadzieję, że takie spóźnienie nie przytrafi się pani już nigdy więcej- Pouczyła mnie
-Wcale się nie spóźniłam- Kiedy to usłyszała wlepiła we mnie wzrok, mówiący”Masz trzy sekundy aby poprawić to co powiedziałaś, inaczej przejdę do egzekucji”- Znaczy, to się już nie powtórzy pani McDonowell- Szybko poprawiłam swój „błąd”.
-Profesor- Poprawiłą mnie po raz kolejny.
-Tak, pani profesor. Mogę już iść?-Zapytałam.
Pragnęłam opuścić to pomieszczenie jak tylko szybko się da, bo miałam ochotę powiedzieć jej co o niej myślę i to już przy naszym pierwszym spotkaniu.
-Tak, tak
Jej ton zmienił się radykalnie, kiedy to otrzymała wiadomość. Od razu zaczęła szczerzyć się jak zakochana nastolatka, a ja zastanawiałam się kto by ją tknął. Może i była ładną, szczupłą i długonogą kobietą, za to jej charakter- gdybym była facetem nie tknęłabym jej nawet szczotka do kibla, ale co ja tam wiem. Gust facetów nie jednokrotnie mnie zaskoczył.
Chwyciła torbę przez którą przewiesiła marynarkę i uśmiechając się do mnie szeroko powiedziała:
-Przekaż następnej grupie, że zajęcia odwołane- I pośpiesznym krokiem, prawie potykając się w obcasach wyszła z auli. Chwile stałam w szoku, jak to gruntownie zmienił się jej nastrój. Pchnęłam ciężkie drzwi sali i wyszłam na korytarz. Z racji tego, że zbytnio nie znałam nikogo, kto miałby mieć z nią zajęcia z plecaka wyjęłam notes. Wyrwałam z niego kartkę i długopisem poprawiając kilka razy napisałam „Zajęcia z jędzą odwołane, życzę miłego dnia” Odlepiłam taśmę z jakiegoś zapewne mało ważnego plakatu i przytwierdziłam kartkę do drewnianych drzwi. Nie bałam się o konsekwencje. Byłam pewna, ze w tej szkole nie może być kogoś kto ją lubi. Odchodząc słyszałam cichy chichot osób, zapewne z kolejnej grupy. Byłam z siebie troszkę dumna. Czułam, że postąpiłam odpowiednio co to jej charakteru. Przechodząc przez korytarz w oknie widziałam jak profesor McDonowell trwała w pocałunkach z jakimś mężczyzną. Nie zdziwiłam się ani trochę. Zaśmiałam się pod nosem. Gdyby tylko dyrekcja wiedziała, z jakich błahych powodów nasza pani profesor urywa zajęcia-pomyślałam.
Przed kolejnym wykładem miałam godzinę wolnego. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Nie jadłam śniadania, w dodatku chęć napicia się ciepłej kawy zmusiła mnie, aby odwiedzić kawiarenkę pani Roberts.
-Francis?-Zawołałam
Mężczyzna ubrany w ciemną bluzę opierał się o mój rower. Palił papierosa. Kiedy odwrócił się w moją stronę posłał mi przyjazny uśmiech,
-Vils
-Co ty tu robisz?-Zapytałam lekko spanikowana.
Ostatnie wydarzenia pomieszały mi w głowie, ale i zapewne jemu też. Chciałam oddalić się od tego wszystkiego. Kiedy jednak pojawił się przed uczelnią poczułam lekką ulgę, ale za razem stres.
-Musimy porozmawiać
Po raz ostatni zaciągnął się papierosem i rzucił go przed siebie, nie bardzo zwracając uwagę w jakim kierunku.
-Palisz?
Łudzenie się z faktem, że tak nieistotnym pytaniem spowoduje, że zapomni po co tu przyszedł było głupie, jednak w pierwszej chwili miałam takie nadzieje.
-Chyba ci to nie przeszkadza?
Miał racje, jakoś szczególnie nie zwracałam na to uwagi, lecz nie mogłam ukryć swojego zdziwienia. Pomieszkiwałam u niego i nigdy nie wyczułam zapachu papierosów, a jego ciuch wiecznie pachniały męskimi perfumami, które nie były skażone duszącym zapachem tytoniu,
-Nie- Uśmiechnęłam się krzepko.
-To jak? Znajdziesz dla mnie czas?
-Miałam iść właśnie na śniadanie- Jąkałam się.
-Świetnie! Pójdę z tobą
Uśmiechnęłam się blado, a palce zacisnęłam na ramionach plecaka. Tak strasznie nie chciałam wraca do tamtej sytuacji. Osobiście puściłabym to w niepamięć. Ja, on nie. Jednak to był tylko seks. Żadnych uczuć nic. Przynajmniej z mojej strony. . Wiedziałam, ze Francis ma co do mnie pewne oczekiwania, którymi nigdy nie sprostam. To takie typowe, ale ja naprawdę mam dość facetów.
-Skoro chcesz. Tu niedaleko jest taka przytulna kawiarnia.- Wskazałam ręką w stronę , w którą mieliśmy się udać. Idąc nie odzywałam się, tylko co jakiś czas zerkałam w stronę mojego towarzysza, który wydawał się być spięty.
W małej kawiarence jak zwykle panował ruch i przyjemny zapach świeżo pieczonych mufifnek. Drzwi, które otworzyłam wydały charakterystyczny dźwięk, kiedy mały dzwoneczek nad nimi odbił się od ściany. Wzrok pani Alison od razu skierował się w moja stronę. Uśmiechnęła się do mnie, a zaraz potem spojrzała zdziwionym wzrokiem na Francisa. Zaśmiałam się pod nosem i przywitałam z uroczą kobietą. Podeszła do nas
-Co podać, kochanie?-Zapytała i chwyciła mnie za ramiona.
-Poprosimy naleśniki, z dużą ilością czekolady oraz kawę- Rozmarzyłam się.
Francis prychnął na co ja dźgnęłam go w brzuch. Alison odebrała od nas zamówienie, a my zajęliśmy miejsce przy końcu sali, tuż przy oknie.
-To o czym chciałeś rozmawiać?-Zapytałam, chodź było to oczywiste,
-Vils, my wtedy...
-Dobra-Przerwałam- Wiem o czym chcesz rozmawiać, ale musisz wiedzieć, że-Urwałam.
Wzrok mimowolnie skierowałam w stronę ruchliwej ulicy. Chcąc zebrać myśli wpatrywałam się w najmniejsze punkty, jakie udawało mi się znaleźć. Chciałam brzmieć dosłownie, ale tak by nie urazić go w żadne sposób. Cholera, to takie trudne-lamentowałam w głowie.
-Jeśli chcesz mi powiedzieć, że to nic nie znaczyło to spoko. Rozumiem- Skrzywił się lekko, chodź starał się ani drgnąć.
-To był świetny wieczór, ale to tylko seks. Żadnych uczuć- Poczułam jak ciało moje lekko spina się czekając na jego reakcję, . Chłopak tylko zaakceptował mój stosunek do tej sytuacji, ale nie wspomniał, że dla niego też była to nic nie znacząca przygoda. Nie zrobił tego, bo prawda była zupełnie inna. Wzrok skierowałam na stolik, aby uniknąć jego przeszywającego spojrzenia. Bałam się zobaczyć w nich ból, lub rozczarowanie Tchórz-pomyślałam przelotnie.
Blondyn złapał mnie za rękę, która swobodnie spoczywała na stoliku, a druga ręką uniósł mi podbródek.
-Wszystko okej, rozumiem- Uśmiechnął się, ale mimo to wiedziałam, ze nie takiej odpowiedzi się spodziewał.-A jak na uczelni?-Wypalił nagle, co nieco poprawiło mi humor
-Cóż, nie powiem ci zbyt wiele, ale wiem, ze już będę mieć na pieńku z jedną z wykładowczyń- Uśmiechnęłam się zadziornie popijając kawę, która przyniosła nam Miranda-nowa pomocnica pani Roberts.
-Ładnie, pierwszy dzień i już kłopoty- Zaśmiał się.
-Spóźniłam się minimalnie dwie minuty, a ona się przyczepiła. Nawet kazała mi zostać po lekcji, ale jakaś wiadomość pokrzyżowała jej plany. Niby mnie upomniała, ale mam wrażenie, ze gdyby nie ten mały incydent nie skończył by się na małej rozmowie. Nie wyglądała na kobietę, która tak łatwo odpuszcza.
-To znaczy?
-Z surowej jędzy w ułamku sekundy zmieniła się w przemiłą osobę. Oznajmiła mi, że następna grupa ma odwołane zajęcia, a gdy przechadzałam się korytarzem widziałam jak była przyssana do ust jakiegoś mężczyzny w garniaku. Chyba powinnam go znaleźć i mu podziękować, nie uważasz? W końcu uchronił mnie przed opieprzem od pani McDonowell- Zaakcentowałam jej nazwisko w komiczny sposób, co wprawił Francisa w śmiech.
-A ładna była?-Zapytał,
Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
-Kijem bym jej nie dotknęła- Warknęłam
-Nie dąsaj się, skoro nie dałaś mi szansy muszę się jakoś pocieszyć- Poruszył zabawnie brwiami.
Pokręciłam głowa w niedowierzaniu, jak bardzo niewyżyty był.
Nie rozmawialiśmy już na żadne ważne tematy. Francis wydawał się być szczęśliwy, chodź tak naprawdę wiedziałam, że jest inaczej. Serce mówiło mi, że takim zachowaniem go zraniłam, ale nie mogłam kłamać.
-Pyszne te naleśniki-Zachwalał.
Kuchnia pani Roberts słynie z przepysznych naleśników, co zapewniło starszej kobiecinie ruch od rana aż do wieczora.
-Tak, są przepyszne- Spojrzałam na zegarek- Muszę uciekać
-W takim razie ja tez się zwijam- Włożył pieniądze do książeczki, a kiedy chciałam zapłacić za siebie ten zatrzymał moja rękę.
- Zgodziłaś się zjeść w moim upierdliwym towarzystwie. Ja zapłacę.
Wstałam od stołu i śmiejąc się lekko podeszłam do niego i poczochrałam go po jego blond włosach.
-Wcale nie jesteś aż taki upierdliwy.
Wyszliśmy z kawiarni, a słońce oślepiło mnie na chwilę. Niby jesień, a tu wciąż było ciepło jak w środku wakacji.
-To ja będę już szła. Pa- pożegnałam się.
Chciałam już odejść, ale chłopak zatrzymał mnie.
-Tak bez całusa?-Zrobił smutna minę. Wywróciłam oczami i chciałam ucałować jego policzek.- Nie o tym mówiłem- Szepnął i pocałował mnie w usta. Nie było to nic nadzwyczajnego, przez co nogi zaczęły mi się uginać. Całował, dobrze, ale na pewno nie wiązały się z tym żadne uczucia. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
-Francis, mówiłam ci...
-Shh- Uciszył mnie palcem i schylił się tuż nad moim uchem- Friends with benefits- Czułam, że na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech, który współgrał z jego chrypką. Blondyn cmoknął mnie po raz ostatni w policzek i udał się w swoją stronę. Chwilę jeszcze przyglądałam się jak odchodzi. Prychnęłam z niedowierzaniem.
A może by tak?-Pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.

4 komentarze:

  1. Smutno mi, że zero Leosia w tym rozdziale.
    Padłam gdy Vils zawiesiła tą kartę.
    Mój humor się pogorszył gdy spotkała tego typa.
    Ja na jej miejscu nie przejmowałabym się aż tak bardzo jego uczuciami.
    I jeszcze jak ją pocalował w usta.
    Bardzo liczyłam, że w tym momencie pojawi się Leon.
    Rozdział cudowny.
    Tobie też życzę Szczęśliwego nowego roku.

    Asia Blanco

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej kochana. Kiedy następny rozdział?
    Asia Blanco

    OdpowiedzUsuń