Strony

sobota, 24 września 2016

Dwa Światy cz.2-Dlaczego nie mogę przestać cię kochać?

Hejaaa!
Kurczę...chyba mnie zjecie...XDDD
Ale mam coś na swoje usprawiedliwienie!
Jak możecie zauważyć, moja historia jest takim moim 50 twarzy Greya, a więc jest dużo rzeczy, które mają związek ze sobą więc...Sytuacja z Francisem będzie wytłumaczona i będzie potrzebna, a na razie...możecie się tylko domyślać, jaką kluczową rolę odegra tutaj nasz blondynek!
Mam nadzieję, że wam się jednak podoba :)
See you! :D


-Violetta co ty...-Zaczął. Oparłam czoło o jego i w ciszy przeanalizowałam całą sytuację i jak sensownie z niej wybrnąć.
-Nic nie mów- Wyszeptałam jedynie, ponieważ tylko na to było mnie stać. Czułam, jak wzrok kobiety wypala mnie, więc postanowiłam się odwrócić. Posłałam jej wredny uśmiech.
-No, proszę proszę- Zaczęła swoim piskliwym głosikiem. Patrzałam na nią. Nie miałam niskiej samooceny, ale nie mogłam się z nią równać. Była kształtną kobietą. Miała czym oddychać i na czym usiąść, a ja? Drobna istota, która wchodzi w rozmiar XS. Nie dziwię, się, że Leon na nią poleciał.
Francis przypatrywał się to mi to kobiecie. Jedynie posłałam mu przepraszające spojrzenie i wzrok wbiłam w rudą kobietę.- Leon, wie, ze umawiasz się z innymi- Przerwała, ponieważ musiała przyjrzeć się blondynowi- Całkiem przystojnymi kolesiami?
-Ja i Leon to zamknięty rozdział, nie wspomniał ci? Przykre- Wysyczałam w jej stronę. Nie znałam jej, ale strasznie działała mi na nerwy. Prawdopodobnie tylko dlatego, ze zdawałam sobie sprawę, że to ona była przede mną i, ze to ona gościła w pokoju bólu. Zaczynając nowe życie miałam jednak nadzieję, ze wykreślę go raz na zawsze, a tymczasem wszystko mi o nim przypomina. A ja nadal go kocham.
Przyjrzałam się kobiecie, w której oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie byłam pewna co takiego złego powiedziałam, ale musiałam ją zranić.
-Tak, miałam ten pieprzony zaszczyt go pocieszyć!- Warknęła i we łzach wybiegła z klubu. To wszystko dało mi do zrozumienia, ze Verdas już ją zaliczył, a ona zapewne uwierzyła mu, ze on ją kocha. Co za typ. Jestem ciekawa ilu dziewczyną zniszczył tak życie.
-Błagam, chodźmy do domu- Poprosiłam blondyna, a ten natychmiast wyprowadził mnie na zewnątrz. Objął mnie mocno, a ja schowałam twarz w jego szyi. Rozpłakałam się. Nie wiem, co dokładnie było tego powodem. Ale zapewne mieszanie wspomnień z alkoholem to nie za dobry sposób, na odreagowanie. Francis przytulił mnie mocniej, ale po chwili oddalił się i zaprowadził do taksówki. Nie odzywałam się do niego całą drogę. Miałam tylko ochotę położyć się na łóżku i płakać.
„Verdas, ty pieprzony dupku! Dlaczego nie mogę przestać cię kochać?”- Krzyczała moja podświadomość, a ja miałam ochotę zrobić to samo.
Wysiadłam z auta. Spojrzałam na mieszkanie w apartamencie, w którym paliło się światło. Zostawiając blondyna samego wbiegłam do mieszkania. Zamknęłam drzwi i położyłam się na łóżku. Leżałam nie wiem ile, ale ocknął mnie głos dochodzący zza drzwi.
-Potrzebujesz czegoś?- Zapytał chłopak, a ja postanowiłam wstać i mu otworzyć.
-Francis, dziękuje, pragnę posiedzieć trochę w samotności- Uśmiechnęłam się blado- Ale dziękuje za wszystko- Pocałowałam go w policzek.
-Dobranoc- Powiedział i oddał uśmiech.
-Dobranoc- Wyszeptałam i zamknęłam drzwi. Zsunęłam się na ziemię i przysunęłam walizkę z, której wygrzebałam butelkę wina, którą przywiozłam ze sobą. Nic nadzwyczajnego. Miało być dla mnie i Francisa, ale nie mogłam czekać, musiałam sobie jakoś pomóc. Zrzuciłam ciuchy i założyłam wygodną piżamę. Usiadłam na parapecie i popijając wino wpatrywałam się w okno naprzeciwko. Cały czas paliło się tam światło a męska postać nerwowo chodziła w dwie strony. Byłam ciekawa, co go zdenerwowało. Pragnęłam po prostu znów się do niego przytulić i zapomnieć o tych wszystkich problemach i o myśli, która niestety cały czas gdzieś plątała mi się z tyłu głowy
„Ile kobiet, zgodziło się na coś takiego?”
Zdawałam sobie sprawę, że ja jako jego dziewczyna nie byłam pierwszą. Przystojny biznesmen, na pewno w przeszłości miał więcej miłości, o których nigdy nie chciał mi wspominać. Nigdy nie mówił mi nic o swoim dawnym życiu, twierdząc, ze to co było i tak nie ma znaczenia, a jednak. Wszystko potoczyło by się inaczej, gdyby nie miał przede mną tylu tajemnic, gdyby na spokojnie to wszystko wyjaśnił, ale zaraz? To ja nie dałam mu się szansy wytłumaczyć, ale co to by zmieniło?
Patrzałam się pusto w okno Verdasa, a mój telefon zadzwonił. Otarłam policzki, w sumie nie wiem dlaczego, ponieważ głos wciąż mi się łamał i spojrzałam na numer zastrzeżony. Nie byłam pewna czy odbierać, bo było dość późno, ale jednak lekko się wahając, odebrałam.
-Tak, słucham?- Zapytałam starając się zapanować, nad moim drżącym głosem. Nikt się nie odzywał, Trwała głucha cisza, a ja znów zaczęłam spoglądać w stronę mieszkania Leona. Męska postać stała przy wielkim oknie, trzymając coś przy uchu. Momentalnie nasunęła mi się myśl, którą odgoniłam.
Przecież, to nie możliwe by był to on
-Halo?-Zapytałam już bardziej zdenerwowana, ale nikt mi nie odpowiedział, a ja swój wzrok bardziej wytężyłam. Usłyszałam po chwili dźwięk przerwanego połączenia, a cień odsunął dłoń od twarzy i schował ją w kieszeni. Przerażona, faktem, ze mógł dzwonić przyłożyłam rękę do ust i zaczęłam łkać jeszcze bardziej. Miałam ochotę rozpłakać się, tak aby zedrzeć sobie gardło, ponieważ tęsknota rozrywała mnie od środka, ale nie chciałam mieszać w te problemy Francisa. Zdusiłam jęk, napiłam się jak najwięcej tylko mogłam naraz wina i weszłam do łóżka, przykrywając się kołdrą. Przymknęłam opuchnięte oczy,. Chwile jeszcze spływały mi łzy po policzkach, ale byłam zbyt zmęczona. Zasnęłam.

Obudziłam się rano z dość dokuczliwym bólem głowy, który wywołał mój wczorajszy płacz. Czując, ze nie wyglądam najlepiej wygramoliłam się z łóżka i weszłam do łazienki, gdzie nie patrząc w lustro zrzuciłam ciuchy i wzięłam długi ciepły prysznic. Po wykonaniu porannych czynności, owinięta w ręcznik podeszłam do walizki. Dziś spokojnie mogłam sobie tak paradować, po mieszkaniu, ponieważ blondyn był w pracy. Z bagażu wyciągnęłam body z długim rękawem, niebieskie rurki i moje dość masywne lity. Ubrałam się zrobiłam makijaż i poszłam zrobić sobie kawy. Był piękny dzień, chłodny ale słoneczny. Postanowiłam, ze nie będę spędzać go w w domu, tylko wykorzystam ten czas na poznanie trochę miasta. Założyłam kurtkę i zabierając torebkę wyszłam z mieszkania. Tak ja mówiłam, pogoda była bardzo przyjemna. Przechadzałam się dość ruchliwymi ulicami Seattle. Było dość wcześnie, bo około dziewiątej rano, więc wszyscy spieszyli się gdzieś do pracy. Z racji tego, ze nic nie jadłam weszłam do pobliskiej kawiarni, i zamówiłam lekkie śniadanie. Panował tam przemiły klimat, a kawiarnia była zachowana w takich ciepłych babcinych kolorach, które idealnie oddawały klimat tego miejsca. Cóż, się dziwić. Lokal prowadzony był przez taką miłą starszą panią, która strasznie przypominała mi moją babcię, której niestety już ze mną nie ma. Kobieta nazywa się Alison Roberts, i jest naprawdę wspaniała.
-A czymże się tak martwisz, kochanie?- Zapytała i dosiadła się do mojego stolika podając mi moje zamówienie. Nic nie odpowiedziałam, tylko wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się do niej.-Mężczyźni tacy są, ale nie możesz przez nich płakać- Ujęła moją dłoń i zaczęła ją lekko gładzić. Nie wiedziałam, skąd byłą pewna, ze to przez faceta, ale trafiła w samo sedno.- Oni, naprawdę, potrafią nabroić, ale w większości, żałują, więc rozmowa, na pewno wyjaśni wiele- Posłała mi ciepły uśmiech- Proszę, odwzajemnij go- Poprosiła, a ja spełniłam jej zachciankę- Smacznego- Powiedział i powróciła do pracy. Wydawała mi się kobietą, z którą mogłabym porozmawiać, o wszystkim. Wydawała się taka ciepła i kochana, jak moja mama i babcia, których mi teraz brakowało. Jednak to szatyna brakowało mi najbardziej. W kawiarni zaczął zbierać się tłum, który uważnie obserwowałam. W śród ludzi siedzących przy stolikach, rozpoznałam tak dobrze mi znany szary garnitur, a moje serce zabiło mi dwa razy szybciej. Lekko wychyliłam się w lewo, ponieważ kobieta, z która siedział zasłaniała mi widok. Zmarłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że znajdowałam się w jednym pomieszczeniu z Leonem. Postanowiłam szybko zebrać swoje rzeczy i wyjść. Wręcz wybiegłam z lokalu. Oddaliłam się od niego i zatrzymałam, aby nabrać spora ilość powietrza, bo od tych wszystkich emocji zaczęło mnie mdlić. W ciągu kilku sekund, jedyne co zauważyłam to trzy dniowy zarost, tak to wszystko było idealne, tak jak go poznałam, tak jak go pokochałam. Nie chciałam płakać na środku ulicy, więc postanowiłam, ze powrócę do moich poprzednich planów i po prostu się przejdę. Błądziłam po uliczkach Seattle, które pomimo dużego ruchu były bardzo ładne Wróciłam się w stronę kawiarni po pół godziny, z nadzieją, ze Verdas nie będzie w pobliżu, ponieważ miałam ochotę pospacerować po parku, który był w okolicy. Było tam przyjemnie. Świerza zieleń, poprawiłam mi humor. Założyłam słuchawki i puściłam sobie dość spokojną piosenkę, aby się uspokoić i chodź na chwile o tym wszystkim zapomnieć. Jednak nie było mi to dane. Patrząc się w ziemię poczułam gwałtowne zderzenie z kimś wysokim, i z racji tego, ze byłam na obcasach straciłam równowagę i upadłam na ziemię, przez co się skrzywiłam. Mężczyzna podał mi dłoń, ale ją zignorowałam i o własnych siołach powróciłam do pionu, czego potem bardzo szybko pożałowałam. Kiedy uniosłam wzrok na sprawcę mojego upadku, napotkałam tak dobrze znane mi zielone oczy, o których pragnęłam już tylko zapomnieć. Nie mogłam ukryć mojego zdziwienia i przerażenia. Czułam zbierające się łzy w moich oczach. Nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa. Czułam uścisk w gardle, jakby ktoś mnie podduszał,momentalnie zrobiło się słabo. Myślałam, ze serce wyskoczy mi z piersi. Leon stał i uważnie mi się przyglądał
-Violetta...-Zaczął, a dźwięk jego głosu uderzył mnie dwa razy mocniej. Nie chciałam go spotkać, nie chciałam się w ogóle odzywać. Chciałam by był to koszmar, ponieważ dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że przez ostatnie pół roku, żyłam tylko w złudzeniu. Szatyn podszedł odrobinę bliżej i położył dłoń na moim policzku, a ja po prostu się w nią wtuliłam.- Tęskniłem- Wyszeptał a ja ocknęłam się i po praz ostatni spoglądając mu w oczy, ledwo jeszcze go widząc odwróciłam się i najszybszym krokiem, jakim tylko mogłam odeszłam. Zalana łzami wręcz biegłam w stronę mieszkania. Wbiegłam na górę, rzuciłam kurtkę i wbiegłam do łazienki. Zaczęłam pakować wszystkie kosmetyki i ciuchy, które zostawiłam na pralce. Wszystko robiłam tak szybko, ze nie zauważyłam, ze do mieszkania wszedł Francis. Wpadłam na niego.
-Ej, Vils co ty wyprawiasz?- Zapytał mnie i chwycił za ramiona. Przyglądał się a to rzeczą w moich dłoniach, a to mojej zapłakanej twarzy.- Co się dzieje?- Nic nie powiedziałam, tylko przytuliłam się do niego.
-Muszę stąd wyjechać. Poddaje się. Miałam zacząć od nowa, a ja wciąż cofam się do punktu wyjścia. Przyjazd tutaj to była jedna wielka pomyłka.- Powiedziałam i lekko oddaliłam się od blondyna, a ten chwycił mój podbródek i nakazał tym spojrzeć mu w oczy.
-Nie mów tak, musisz iść na te wymarzone studia i udowodnić, ze jesteś w stanie się podnieść. Pomogę ci w tym- Ostatnie słowa wyszeptał i zbliżył się na dość niebezpieczną odległość. Chwilę jeszcze mi się przyglądał i delikatnie, ale jednak z uczuciem mnie pocałował. Byłam w kompletnym szoku, przez co nie zastanawiając się nad niczym oddałam ten jakże delikatny gest. Kiedy chłopak się oddalił, spojrzałam na niego, a on miał minę, jakby żałował tego jak postąpił.
-Ja...-Zaczął
-Francis, zostaw mnie samą- Poprosiłam, a chłopak nic nie mówiąc wyszedł z pokoju. Ciągle płacząc opadłam na łóżko.
Co się ze mną dziej? Leon, dlaczego wciąż siedzisz w mojej głowie? Nie chce cię tam! A ty Francis? Dlaczego komplikujesz to jeszcze bardziej?


środa, 21 września 2016

Spore zmiany. +Historie mojego życia

Dzień dobry!
Jak już mogliście pewnie zauważyć, blog przeszedł niezłą transformację... Bez wyraźnego powodu. Po prostu stary wygląd nam tak jakby zbrzydł, a ja już nie mogłam patrzeć na to stare tło. :x
No więc, przede wszystkim, mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów z czytaniem. Jeśli są jakieś problemy, proszę skomentować i się nie krępować, to od razu zmienię bloga na inny szablon lub zwyczajnie postaram się coś poprawić... Bo szczerze, to zupełnie się nie orientuje co jak na blogerze działa. ;-;
Po drugie, nowe tło... Starałam się. Nawet ich podpisałam... Ale tak to już u mnie bywa, że najlepiej wyszły krzaki za oknem. XD
To miała być niespodzianka, a więc... Ta da. ;-;
No nic... Przynajmniej wiecie jak mniej więcej wyglądają nasze kochane postacie - te które są wymyślone... 
Dobra nowina dla czytających mnie - po ukończeniu tej zakały wracam na pełny etat. W dodatku, przerwa dała mi sporo do myślenia i sporo weny... Albo to tylko zakończenie lata, kto wie. XD
W każdym razie, wymyśliłam około dziesięć nowych postaci i nawet szkolną parodię moich opowiadań. Wniosek? Nie było mnie za długo. XD
Ogólnie, mam dwa/trzy pomysły na nowe, długie opowiadania i kolejne dwa/trzy na one shoty, ale na razie się one nie będą pojawiać, bo mam zamiar skupić się na zakończeniu obecnych. :P
Ale zdradzę, że jedno jest bardzo chore, drugie bardzo smutne, a co do one shotów... Dwa są chore, a jeden ma związek z Totalną Psychozą. 
Ale jak mówię, nic nie obiecuje, bo cóż... Mam problemy z dotrzymywaniem obietnic.
Nie przedłużając... Nie, chwila, zapomniałabym. Prowadzimy bloga już dwa lata. Woho. ;D
Tło miało być poniekąd prezentem na urodziny bloga, ale dowiedziałam się, że je przegapiłam... No cóż. ;-;
A teraz... E...
Historia naszego tła maybe?
To bardziej dla mnie niż dla was, ale chce mieć to w jednym miejscu na wypadek, gdyby coś się usunęło.
Czasem mam wrażenie, że się cofam... I patrzcie, CP się zmieniło! 




Heh, w każdym razie... Mam nadzieję, że spędziliście tutaj dobre chwile... I że kontynuujemy to przez jeszcze spory czas! ^^

poniedziałek, 12 września 2016

Nadzieja Umiera Ostatnia #13- Poharatane serce

Kiedy dziewczyna się obudziła, w domu panowała cisza, jakby była w nim tylko ona. Wydawało jej się to nie możliwe, więc odpędziła tę myśl ze swojej głowy. Podniosła się z łózka i zabierając najpotrzebniejsze rzeczy udała się do łazienki, gdzie wykonała wszystkie poranne czynności. Po drodze do swojego pokoju, jej wzrok skierował się na drzwi, które znajdywały się centralnie tuż obok jej. Były zamknięte. Coś kusiło dziewczynę, aby zapukać i wejść, ale zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie jest przez niego mile widziana. Między nimi panowała dość napięta atmosfera, która była spowodowana głównie przez Dawida. Chłopak trzymał Alicje na dystans, który strasznie ja irytował. Powinna była się z tego cieszyć, w końcu była w jego oczach tylko szmatą, którą mógł sobie zaliczyć. Nic więcej. Gdyby tylko on znaczył tyle samo dla niej. Nic.
Ze spuszczoną głową wróciła do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Schowała twarz w dłonie. Tak bardzo starała się nie rozpłakać. Nie mogła funkcjonować normalnie, kiedy chłopak robił wszystko aby ja unikać. Zniknął ten Dawid, który pomimo tego, że był chamski to na swój własny sposób zabiegał o nią, co cholernie ją kręciło. Zniknął Dawid, który każda przestrzeń między nimi zamykałby w nachalnym, ale pełnym (co jak się okazało fikcyjnego) uczucia pocałunku. Wszystko sprowadzało się do tej jednej nocy. Był jej wspaniale, ale żałowała. Żałowała tego, że zrobiła to tylko pod wpływem emocji, które wywoływał w niej brunet. Żałowała, ponieważ uczucie, którym go darzyła pomimo tego jak ją potraktował nie zniknęło, nie zmalało. Wręcz przeciwnie. Stało się jakby bardziej odczuwalne, co spowodowała ta ignorancja z jego strony.
Westchnęła ciężko i przełknęła ślinę, aby łzy nie wydostały się z jej oczu. Pokonała je kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Gwałtownie się wyprostowała, a dłońmi przetarła oczy, aby upewnić się, że nie ma jakiegokolwiek śladu, ze mogłaby płakać. Okazać słabość. Kiedy do pokoju nikt nie wchodził, a pukanie się powtórzyło, krzyknęła,
-Proszę- Do pomieszczenia weszła Jassmine. Posłała matce lekki uśmiech.
-Przepraszam cię za wczoraj- Zaczęła i usiadła na brzegu wielkiego łóżka, które było w centrum pokoju.- Byłam zaskoczona kiedy cie zobaczyłam, kiedy zobaczyłam cię taka dorosłą, taką piękną- Westchnęła ciężko, a dłoń przyłożyła do ust jakby powstrzymując jęk. Strasznie przeżyła rozstanie z córką, miała sobie za złe, że nie była w stanie zaopiekować się nią i zagwarantować jej domu. Kochała ja najbardziej na świecie, a kiedy została jej odebrana nie mogła sobie z tym poradzić.
-Mamo, rozumiem. Zapewne przeżyłaś więcej niż ja, ale teraz jesteśmy razem. Możemy zacząć od nowa, na nowo się poznać i pokochać- Dziewczyna chwyciła kobietę za dłonie i uśmiechnęła się do niej. Tu była wdzięczna Dawidowi. Obiecał, że zaprowadzi ja do matki i zrobił to. Nie był takim dupkiem, za jakiego go miała. Był dupkiem, jeśli chodzi o kobiety, ale nie jeśli mówimy o obietnicach.
-No tak, powinnyśmy chyba zacząć od wymiany twojej szafy i poznania twojego gustu- Zachichotała Jassmine. -Musisz się wybrać na jakieś zakupy, porozmawiam o tym z Erickiem.
-Mamo, nie chce sprawiać kłopotu. Wystarczą mi ubrania, które wzięłam ze sobą- Powiedziała gładząc knykcie rodzicielki. Nie była w stanie uwierzyć, że to wszystko jest prawdą. Odkąd znalazła się w sierocińcu wyobrażała sobie spotkania z mamą. Im stawała się starsza, tym wyobrażenia radykalnie się zmieniały, jednak nigdy nie wpadła na tak szalony pomysł, jak to, ze pozna chłopaka, który pomoże jej, spełni jej marzenie i rozkocha...To ostanie, tego nie chciała. Nie pragnęła, aby ją skrzywdził. Wiedziała, że Aleks miał racje. Poniekąd. Jest teraz z matką, ale jednak jej serce jest dość poharatane.
-Daj spokój, jak mogą ci wystarczyć dwie ,trzy koszulki i dwie pary spodni?- Zapytała z niedowierzaniem. Miała racje. Alicja spakowała tylko to co było potrzebne i mieściło się do plecaka. Alicja niepewnie przytaknęła, a Jassmine posłała jej lekki uśmiech. -Zejdź na śniadanie- Powiedziała i wyszła z pokoju. Dziewczyna westchnęła. Zeszła na dół, gdzie byli już wszyscy prócz Dawida. Usiadła przy stole i cicho przywitała się z Erckiem, który tylko skinął głową i powrócił do czytania gazety. Mężczyzna zachowywał się bardzo dziwnie. Unikał jakiejkolwiek konfrontacji z Dawidem, czy z Alicją. Wszyscy siedzieli u siebie i unikali siebie nawzajem. Nic dziwnego, że Dawid traktuje dziewczynę podobnie, skoro tak został wychowany. W trakcie śniadania, na dół zszedł brunet, który nawet nie usiadł. Chwycił w rękę kanapkę i wrócił do swojego pokoju. Posłał w międzyczasie jeszcze Alicji obojętny wzrok i udał się w stronę schodów. Dziewczyna postanowiła nie zostawiać tego. Chciała z nim o tym porozmawiać. Wyjaśnić. Zmuszeni są mieszkać ze sobą, nie mogli się unikać w nieskończoność. Chciała już odejść od stołu i udać się do Dawida, ale zachrypnięty męski głos zatrzymał ją.
-Rozmawiałem z twoją mamą- Zaczął. Ala odwróciła się w jego stronę niepewnie. Musiała przyznać, ze facet wpędzał ją trochę w strach. Był taki formalny, zimny. Cały czas ubrany w garnitur. W stosunku do każdego był oschły i miewał czasem napady agresji. -Sądzę, że zakupy to dobry pomysł- Uśmiechnął się lekko. Chyba pierwszy raz od ich przyjazdu, co dla dziewczyny było niemożliwe, ponieważ sama była pozytywną osobą a uśmiech pomimo bólu starał się nie schodzić jej z twarzy, a przynajmniej tak był zanim poznała Dawida.-Mogłabyś się wybrać tam z Dawidem, nie znasz okolicy- Alicja omal nie udławiła się powietrzem. Miała spędzić dzień z Dawidem, który kompletnie ma ją w dupie w dodatku na zakupach. Jego humor będzie w stanie krytycznym. Jaki facet lubi chodzić na zakupy, skoro sama Alicja tego nie lubiła?
-Tak, Erick ma racje. Lepiej będzie jak udasz się z Dawidem- Wtrąciła jej matka, na co dziewczyna posłała jej mordercze spojrzenie.
-W takim razie idę z nim porozmawiać- Wstał od stołu i udał się na górę. Ala odprowadziła go wzrokiem na, a potem lekko przymknęła oczy. Zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli chłopak się zgodzi zrobi to z przymusu. Nie chciała tego. Nie chciała, aby ich relacja tak wyglądała. Wyszeptała ciche dziękuje i udała się do swojego pokoju, a przynajmniej miała taki zamiar, póki nie zobaczyła, ze Erick wszedł do pomieszczenia w którym znajdował się brunet. Podeszła bliżej aby móc cokolwiek podsłuchać.
-...serio oszalałeś. Nie chce mieć z nią nic wspólnego. To kolejna pusta lala, która poleciała na mój urok chodź wcale tego nie chciałem. Masz ją tu, proszę, a teraz wara ode mnie
-Chyba mnie nie rozumiesz. Mam gdzieś twoja opinie. Wsadzasz swoja dupę w auto i zabierasz ją na te jebane zakupy! Inaczej ujrzysz Nikole, ale w zaświatach- Wydarł się mężczyzna i wyszedł. Nie zauważył Alicji, ponieważ ta stała za drzwiami.
-Kurwa!- Usłyszała. Zacisnęła powieki i pobiegła do pokoju zamykając się w nim. Miała nie płakać, ale to wszystko było zbyt trudne. Namiastka jej nadziei prysnęła. Nadzieja umiera ostatnia,a ona właśnie w niej wymarła. Położyła się na łóżku. Chciała, aby teraz pojawił się ty Aleks. To on był jej najbliższy, to on zawsze chciał dla niej najlepiej. Zawsze jej doradził i przytulił, a ona tak z dnia na dzień uciekła z niczego mu się nie tłumacząc. I jak to się skończyło? Spora ilością łez wylewanych w poduszkę. Jej lament przerwało dość intensywne dobijanie się do drzwi. Szybko otarła oczy, a po chwili do pomieszczenia wszedł zdenerwowany brunet.
-Wychodzimy- Warknął, a dziewczyna zmarszczyła brwi. Nie miała zamiaru nigdzie z nim jechać.
-Nigdzie nie jadę- Chłopak słysząc to prychnął i spojrzał w jej stronę. Nie miał najmniejszej ochoty, aby prowadzić z nią niepotrzebne dyskusje. Zamknął drzwi i podszedł do dziewczyny.
-Nie pytam cię o zdanie
-Jestem pewna, że gdzieś to już słyszałam. Ha! Czy dokładnie te same słowa nie wypłynęły przed chwila z ust twojego tatusia?- Szczęka bruneta wyraźnie się zacisnęła. Alicja słyszała ich cała rozmowę, a przynajmniej tą najgorszą część- Nie zobaczysz swojej dziewczyny? Przecież taki cudowny Dawid na pewno coś wymyśli, więc nie musisz się zmuszać, aby spędzić ze mną czas
-Kurwa, czy ty jesteś taka tępa czy udajesz? Nikola to nie jest jakaś tam dziewczyna, zależy mi na niej a ten pieprzony dupek utrudnia mi z nią kontakt- Posmutniał.
-Weź mnie nie bierz na poczucie winy. Jesteś doskonałym manipulatorem, wszelkie emocje jakie pokazujesz są fałszywe, tak naprawdę jesteś kupą nie czujacego nic mięcha, która dąży do własnego szczęścia Blake! A teraz wybacz, tacy nie są mile widziani w tym pomieszczeniu. wypad- Chciała go wypchnąć, ale brunet był silniejszy i zatrzymał jej rękę w uścisku.-Puść mnie
-Mówiłem ci, że masz uważać jak się do mnie zwracasz. W całej tej walce jesteś nikim- Puscił ją a ona wymierzyła mu w twarz,a potem szybko, zabierając bluzę wybiegła z domu.
Szła uliczkami, kiedy deszcz spływał jej po twarzy, a włosy przyklejały do twarzy. Byłą przepełniona złością. Nazwał ją nikim. Nie wiedział wtedy, jak bardzo trudny posiada charakter. Znalazła mały sklep monopolowy. Chwile zastanowiła się zanim weszła do sklepu. Była niepełnoletnia, ale miała ochotę dziś zaszaleć. Upić się i zapomnieć o wszystkim.
Pomieszczenie było dość obskurne. Ciemne zasłony, kurz, a za ladą stary mężczyzna. Założyła kaptur i podeszła do lady. Mężczyzna pogrążony był w paleniu papierosa. Walnęła w stół, aby zwrócić jego uwagę. Facet spojrzał na nią wzrokiem mówiącym „Jakim prawem mi przeszkadzasz”, a Alicja prychnęła niezadowolona.
-Trzy butelki czystej, paczkę mallboro i mnie nie ma- Powiedziała nie patrząc na mężczyznę, który wyglądał jak gwałciciel i tak na nią patrzył.
-Nie jesteś za młoda?
-Co cie to obchodzi? Daj to o co proszę i spadam- Rzuciła pieniądze na stół, a facet niepewnie odwrócił się w stronę półki na, której stał alkohol. Podał to o co prosiła, a Alicja zabierając zakupy wyszła z pomieszczenia i odpaliła papierosa. Zaciągnęła się, przez co miała chwilowy odruch wymiotny, ale przepiła to łykiem wódki. Deszcz padał mocniej, niż zanim weszła do sklepu. Nie przejmowała się, tylko popijajc trunek wróciła do domu. Nim przekroczyła próg była już po jednej butelce, przez co humor niezmiernie jej dopisywał, a nogi gnały w przeciwnym kierunku. Nie poddała się i niezauważalnie przemknęła na piętro. Z otwarta butelka kolejnej czystej i papierosem w drugiej weszła gwałtownie do pokoju bruneta i stanęła na środku. Dawid niechętnie podniósł na nią wzrok i orientują sie w jakim jest stanie zmarszczył brwi.
-Ktoś sprzedał alkohol takiej gówniarze?- Prychnął.
-Jak widać- Wysunęła za pleców kolejną pełną butelkę- Trzy butelki to jednak za dużo dla jednej osoby, musisz mi pomóc- Rzuciła w stronę Dawida zamkniętym szkłem, a on bez problemu ją złapał i pociągnął sporego łyka. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i usiadła na łóżku kładąc nogi na udach bruneta. Chciał już je strącić, lecz dziewczyna mu przerwała
-Nie rób tego!- Warknęła, a chłopak westchną ze zrezygnowaniem i pociągnął kolejne łyki trunku. Alicja uśmiechnęła się przebiegle i zrobiła to samo.
-Przydałaby się jeszcze jakaś fajeczka- Spojrzał na nią, a Alicja z kieszeni spodni wyciągnęła paczkę papierosów i podała ją brunetowi- Pomyślałaś o wszystkim- Powiedział i odpalił papierosa. Siedzieli tak przez dłuższą chwilę. Tak po prostu wpatrzeni w przestrzeń w ciszy upijając się. Alicja przerwała te ciszę, która była ukojeniem dla bruneta.
-Jesteś dupkiem- Warknęła, a Blake spojrzał na nią.
-Nie musisz tego robić- Poprawił się na łóżku opierając się o ścianę.
-Znasz inne sposoby niż próba rozmowy?
-Tak, to się nazywa cisza- Warknął i powrócił do poprzednio wykonywanej czynności. Czyli niczego, tak dosłownie. Siedział i przyglądał się białej ścianie, co jakiś czas popijając gorzki trunek.
Alicja westchnęła poirytowana i zaczęła mamrotać coś niezrozumiałego sama do siebie. Irytowało to bruneta. Nie rozumiał, dlaczego musieli rozmawiać, zdecydowanie w ciszy dogadywali się najlepiej.
-Czemu tak uważasz?- Przerwał lekko wzdychając. Nie chciał się odzywać, ale bezsensowne bełkotanie było o wiele gorszą męczarnią dla jego uszu.
-Jak myślisz? „Chciałem cie tylko zaliczyć”- Zacytowała, Dawid lekko przekręcił głowę w jej stronę.
-Serio myślałaś, że możesz liczyć na coś więcej niż seks z mojej strony?- Zapytał kpiąco, a w Alicji aż się gotowało. Pomimo tego, że była już nieźle upita potrafiła jeszcze w miarę trzeźwo myśleć.
Odstawiła butelkę wódki na ziemię i nie zwracając uwagi na protesty chłopaka usiadła na nim okrakiem.
-Jesteś dupkiem, w którym jestem cholernie zakochana- Wyrwała mu butelkę z dłoni i nim ja odstawiła pociągnęła sporego łyka.- Ale jesteś też bardzo podniecający i nieźle działasz na kobiety- Przejechała palcem po jego wystających obojczykach- A gdyby tego było mało, do tego wszystkiego jesteś strasznie niewierny- Wyszeptała mu do ucha i przygryzła jego szyję wywołując u bruneta zduszony jęk- Pomyślałeś chodź raz o swojej ukochanej, kiedy to postanowiłeś mnie zaliczyć, Blake?- Polizała lekko zranione miejsce i zassała pozostawiając czerwoną plamkę na szyi- Biedna Nikola, co ona będzie czuła kiedy przypadkiem dowie się, jak bardzo za nią tęskniłeś- Prawą dłoń zanurzyła we włosach Dawida mocno je ciągnąc, przez co chłopak skierował wzrok na sufit- Oh, Blake, Blake, Blake. Jesteś taki niewinny kiedy przemawia przez ciebie chęć zerżnięcia mnie na tym łóżku- Zaśmiała się i lewa rękę zacisnęła na jego kroczu powodując syk wydobywający się z ust Dawida.-No przyznaj się, w tej sytuacji to ty jesteś nikim- Przejechała językiem po żuchwie chłopaka zahaczając o dolna wargę, która przygryzła- Jesteś na pozycji przegranej- Po raz kolejny zacisnęła jego krocze i wpiła się brutalnie w jego usta. Całowali się nachalnie, a Dawid położył ją na łóżku. Włożył dłonie pod jej koszulkę powodując dreszcze na jej ciele. Była teraz bezbronna, ponieważ chłopak przywarł do niej całym ciałem, a ręce skrępował tuż nad głową.
-Zdecydowanie za dużo gadasz- Wysapał między pocałunkami i zszedł na szyję, na której pozostawił kilka czerwonych śladów. Dziewczyna błądziła dłońmi po jego torsie i podciągnęła koszulkę do góry, dając mu tym znak, że ma się podnieść. Był przed nią bez koszulki. Chłopak całując jej szyję i dekolt zaczął również pozbawiać jej górnej części garderoby.
-Zamierzasz znów mnie zaliczyć, powiedzieć mi, ze jestem nikim i ignorować?- Zapytała. Chłopak momentalnie słysząc to zaprzestał swoim działaniom. Tak, właśnie to miał zamiar zrobić. Przynajmniej tak robił zazwyczaj. Kobiety służyły mu tylko po to aby się zaspokoić, ale z nią tak nie było. Podniósł się i założył koszulkę, która leżała na ziemi. Widział, ze w oczach dziewczyny zbierają się łzy. Uświadomiła mu to, ze jednak nie zachował się wobec niej okej. Ale nie mógł się o to obwiniać. Nie on kazał się jej z nim przespać, nie on kazał się jej w nim zakochać, a może poniekąd kazał? Nawiedzając ją, wysyłając sprzeczne sygnały? Patrzał na nią i poczuł się jakiś dziwnie przygnębiony. Ona naprawdę go kochała, a on to wykorzystał, co gorsza nadal miał takie zamiary.

-Nie- Przerwał chodząc po pomieszczeniu- Nie zrobię ci tego po raz drugi.

wtorek, 6 września 2016

Elementy Układanki #7- Wyjedżmy gdzieś

 Hejaaa!
Cóż, nie wiem jak wy, ale ja osobiście mam dość ciągłego zapłakanego Sasuke.
To jest już ostatni rozdział w tej wersji
Później nasz emosik przejdzie małą metamorfozę, która pozwoli mu na lepsze życie
A więc miłego czytania
Bayo!

~*~*~*~*

Naruto obudził się o dziwnej porze. Zerknął na zegarek, który podświetlał się stojąc na komodzie naprzeciwko łóżko.
4:18
Blondyn skierował swój wzrok na bruneta, który nadal był w jego objęciach, ale już nie tak mocno wtulony, jak wtedy kiedy zasypiali. Była to zbyt młoda godzina,aby zaczynać swój dzień, dlatego chodź nie odczuwał takiej potrzeby zamknął oczy próbując zasnąć. Leżał bez ruchu może dziesięć minut? Dopóki nie usłyszał cichego mamrotania ze strony Sasuke. Niebieskooki spojrzał na bruneta.
-Zabił ją- Szeptał. Przez światło padające do pokoju, bo słonce zaczęło już wschodzić mógł zauważyć, jak w kącikach jego oczu zbierały się łzy. Nie był pewien co właśnie teraz mu się śniło, i jak często doprowadzało go to do niekontrolowanych łez. Brunet rzadko mówił mu o swoich problemach, co prawdopodobnie było spowodowane, iż cały czas miał wrażenie że nadużywał jego gościnności. Starał się o jak najmniej prosić i wymagać. Na nic nie narzekał a stawiany przed jakimkolwiek wyborem mówił, ze wszystko mu jedno, jakby jego decyzja mogła stanowić jakiś problem. Naruto nie chciał naciskać, pomimo, że bolała go ta „odległość” ze strony Uchihy. Chłopak w domu był jakby nieobecny. Dniami siedział w swoim pokoju, a do rozmowy był wręcz zmuszany. Uzumaki zastanawiał się, aby zorganizować mu jakieś rozmowy z psychologiem, ponieważ obawiał się, że to wszystko spowodowane było szokiem po wypadkowym, jednak Kakashi szybko wybił mu to z głowy. Wyjaśnił mu, że jednak trudno jest mu się pozbierać, kiedy nie towarzyszą mu przy tym jakiekolwiek wspomnienia, który mogłoby go zmotywować, do życia. Problem polegał na tym, że jedyny sens jego życia umarł wraz z Sakurą i dobrymi wspominkami. Uzumaki zdawał sobie sprawę, że to on jest największym ciężarem w jego życiu i że właśnie blondyn zaczął wszystko komplikować, ale nie mógł go zostawić, nie mógł zniknąć z jego życia. Już raz to zrobił. Cierpiał cholernie cierpiał. Oboje cierpieli. Każdy miał swój indywidualny sposób, ale sprowadzało się do jednego. Do jej śmierci. Mogły by mijać miesiące, lata, ale Naruto zawsze będzie tym znienawidzonym. I to właśnie to blokowało go przed prawdą. Jego uczucie, którym darzył go już od dłuższego czasu. Kiedy to zawsze był druga opcją, kiedy to nigdy nie był najważniejszy. Nie powinien tak myśleć, ale ten wypadek, był jakimś cudem, taka drugą szansą na lepsze jutro.
Westchnął cicho i zamknął oczy, głaszcząc Uchihę po plecach, aby ten przestał łkać. To wróciło. Wspomnienie z tamtego dnia...

-Naruto...-Różowo-włosa wypowiedziała to z lekka obawą. Widziała, że wyprowadziło go to z równowagi.
-Dlaczego?- Wstał i podszedł do Sakury. Czuł się zraniony. Była jedyna osobą, która wiedziała co tan naprawdę czuł do bruneta.
-Tak będzie lepiej-Swoją dłoń przyłożyła do jego ramienia, jakby chcąc dodać mu tym otuchy- Musisz o nim zapomnieć, jest ze mną szczęśliwy. Będzie lepiej, kiedy wyjedzie razem ze mną.
-Gówno, a nie szczęśliwy- Warknął w stronę dziewczyny, która nieco wystraszyła się jego reakcji-Robi to bo cie kocha. Tak samo jak ja kocham jego- Strącił jej rękę. Dziewczyna skrzywiła się. Miała nadzieję, że chłopak odpuści. Jednak jak widać myliła się.
-Naruto, wiesz, że cie lubię i chciałabym abyś był szczęśliwy, ale go kocham i on mnie. Dziecinna jest ta walka o niego, bo nie ukrywajmy, ale oboje wiemy, kto jest na pozycji przegranej- Starała się brzmieć bardzo spokojnie i kiedy blondyn opuścił głowę, ta lekko ją przechyliła, aby zobaczyć co się z nim stało. Łzy spływały mu po policzkach kiedy podniósł wzrok na nią i chwycił ja za ramiona.
-Tego ci od zawsze zazdrościłem- Mówił przez łzy- Tej dwudziesto cztero godzinnej uwagi z jego strony, czułości, opieki, tego czego od zawsze pragnąłem mieć. Pragnąłem mieć Sasuke. Bo go kocham- Lekko zacisnął dłonie na jej ciele.
-Zdecydowanie będzie lepiej, jak o nim zapomnisz- Wycedziła przez zęby.
-Bzdury,nigdy o nim nie zapomnę!-Krzyknął i popchnął kobietę, która nie fortunnie upadła uderzając głowa o krawężnik chodnika. Straciła przytomność, a tuż obok jej głowy widniała stróżka płynącej krwi. Blondyn natychmiast do niej podbiegł i sprawdził puls, który był już nie wyczuwalny. Za sobą usłyszał krzyk, ale nie był w stanie odwrócić się w stronę źródła dźwięku. Chwile potem został odepchnięty, a do dziewczyny podbiegł brunet, który płacząc położył ja sobie na nogach i wtulał ją w swoje ciało. On ją zabił. Naruto ją zabił.
-Zabiłeś ją!- Sasuke krzyczał przez łzy przyciskając Sakure do swojej piersi, która zakrwawiła mu koszulkę. Naruto opadł bezsilnie na ziemię. Nie wiedział ile tak leżał. Potem słyszał już tylko wycie syren policyjnych, nadjeżdżającą karetkę i słowa, które dudniły mu w uszach „Morderca”.

Gwałtowny ruch,tuz obok swojej klatki piersiowej przerwał jego rozmyślania. Brunet delikatnie podniósł głowę w stronę Naruto, który mu się przyglądał.
-Obudziłem cię?- Zapytał z lekka chrypką. Naruto pokręcił przecząco głową i ręką lekko przejechał po włosach Uchihy. Chłopak lekko przymknął oczy.
-Śpij- Sasuke odwrócił się na drugi bok, a Naruto po raz kolejny spróbował tej nocy zasnąć.


-O co chodzi Kakashi?- Zapytał blondyn, kiedy tu usiadł naprzeciwko przyjaciela. Hatake prosił o pilne spotkanie, co bardzo zdziwiło Naruto.
-Nie będę owijać w bawełnę- Odchrząknął i spojrzał w kierunku okna, jakby szukając kogoś.- Chodzi o Sasuke- Przerwał kiedy to do pubu wszedł czarno włosy mężczyzna. Ręką wskazał mu gdzie ma podejść posyłając przy tym lekki uśmiech. Mężczyzna przywitał się z Kakashim- To jest mój znajomy, Obito Uchiha- Brunet podał mu rękę i lekko się uśmiechnął. Naruto spojrzał na niego ze zdziwieniem.
-Uchiha?- Zapytał i spojrzał w stronę Kakashiego, który potwierdził to co przed chwilą powiedział.
-Jestem jego dalekim kuzynem- Odezwał się po chwili Obito. Faktycznie, był nieco podobny. Ciemne włosy,to chyba taki wspólny element każdego z rodziny Uchiha.
-Ale nadal nie rozumiem, o co chodzi- Blondyn siedział i wpatrywał się w dwóch mężczyzn, którzy siedzieli naprzeciwko niego i posyłali sobie porozumiewawcze spojrzenia.
-Słuchaj, mamy problem, a w zasadzie to ty masz- Odezwał się Kakashi, popijając piwo, które stało przed nim.- Itachi wrócił.- Naruto otworzył oczy w zdziwieniu. Mężczyzna już dawno opuścił miasto, był pewien, że się nie zjawi.
-Co?- Zapytał z niedowierzaniem.- Przecież to nie możliwe- Spojrzał na Hatake morderczym wzrokiem. Był pewien, że to jeden wielki żart.
-Jak widać możliwe, chyba wiem z kim rozmawiałem, tak?- Odezwał się brunet- Wypytywał mnie, gdzie znajdzie brata.
-Nie powiedziałeś mu, prawda?- Gwałtownie wstał. Był przerażony, że Itachi będzie próbował przypomnieć wszystko Sasuke, że wszystko wyjdzie na jaw.
-Uspokój się- Warknął szaro-włosy. Blondyn westchnął i usiadł na miejscu.- Obito nic mu nie powiedział.
-Ale dlaczego wrócił?- Zapytał z wyraźnym przygnębieniem w głosie. Zdawał sobie sprawę, że Itachi jest w mieście, i zrobi wszystko, aby dowiedzieć się gdzie jest jego brat.
-A jak myślisz? Jego brat uległ dość poważnemu wypadkowi- Powiedział Obito. -I nie przestanie węszyć, póki go nie znajdzie, zdajesz sobie z tego sprawę?- Zapytał. Blondyn musiał coś zrobić, coś aby Sasuke za wszelką cenę nie dowiedział się prawdy.
-Ta- Przerwał na chwilę- Muszę wyjechać,razem z Sasuke.
-Słuchaj, nie lepiej abyś powiedział mu prawdę? Prędzej czy później i tak się dowie. Przerwij tą całą szopkę.- Pouczył go siwo-włosy.
-Doskonale wiesz, jak było przed wypadkiem. Nie chce tego- Powiedział, a głos lekko mu się łamał. Naruto zdawał sobie sprawę, że okłamywanie Sasuke nie jest w porządku, ale jak powiedzieć prawdę, wiedząc, że tak bardzo go skrzywdzi?
-Będzie jeszcze gorzej, trzeba to przerwać w tym momencie- Powiedział Hatake.
-Skończ!- Naruto gwałtownie wstał i wyszedł z lokalu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Kakashi ma racje, ale on go kochał, a to wszystko mogłoby zrujnować zaufanie, które próbuje zbudować między nimi.


-Jestem!- Krzyknął kiedy to wszedł do mieszkania. Panowała tam cisza. Było to dziwne, ponieważ przeważnie było słychać głos telewizora, a tym razem nic. Odłożył zakupy, które zrobił po drodze i skierował się do pokoju chłopaka. Lekko uchylił drzwi, a na łóżku zobaczył leżącą tyłem do drzwi postać. Uśmiechnął się pod nosem i wrócił do kuchni, aby przygotować jakiś obiad. Szło mu to nadzwyczaj opornie, ponieważ pochłonięty był myślami. Tak bardzo by chciał zatrzymać go na zawsze, tak bardzo chciałby, aby sprawa ucichła, aby Itachi zapomniał. Miał do siebie ogromny żal.
Zdawał sobie sprawę, że to wszystko jego wina, ale on naprawdę nie chciał źle. Był po prostu szaleńczo zakochany.
Poczuł dłoń na swoim biodrze. Nie zareagował. To uczucie było bardzo przyjemne, szczególnie, że dłoń zaciskała się a po chwili chłopak przywarł do niego wtulając się. Byli mniej więcej takiego samego wzrostu, więc Sasuke schował głowę w zagłębieniu jego szyi. Blondyna przeszedł dreszcz. Nigdy brunet nie pozwolił sobie sam z siebie na taka bliskość, zawsze zachowywał dystans, ale nie chciał się niczego doszukiwać. Odwrócił się powoli, ale chłopak oddalił od niego. Naruto spojrzał w jego oczy, które były popuchnięte, jakby płakał. Nie czekając dłużej chwycił jego kark i przyciągnął do siebie, tak aby Uchiha go przytulił. Trwali tak przez chwile. Cisza była odpowiedzią. Odpowiedzią na to,że Naruto jest ta osobą, którą teraz brunet potrzebuje.
-Przepraszam- Wyszeptał łamiącym się głosem, opierając czoło o ramię blondyna, lekko się przy tym garbiąc. Słysząc to niebieskooki chwycił go za ramiona i lekko odepchnąć, aby przyjrzeć się jego oczom, które był zaszklone.
-Co ty wygadujesz?-Warknął dość agresywnie wywołując spore zmieszanie na twarzy Sasuke. Widząc dość dziwna reakcję chłopaka Naruto ponownie go przytulił.-Tym razem to ja przepraszam- Przebiegł palcami wzdłuż linii kręgosłupu bruneta pozostawiając po chwili tam dziwne uczucie pustki.-Za co ty chcesz mnie przepraszać? Przecież nic nie zrobiłeś- Zapytał w jego włosy. Stali w tym uścisku przez dłuższy czas, a brunet zaciskał dłonie na koszuli blondyna.
-Zrobiłem. Zapomniałem o tobie o miłości do ciebie, o moim dawnym życiu o wszystkim. Tak bardzo was przepraszam- Rozpłakał się. Ze słabości. Trudno było mu się odnaleźć w takiej sytuacji, kiedy to co powinno być ci bliskie jest kompletnie obce. Świadomość czucia się jak nie pasujący puzzel do układanki wyprowadzał go z równowagi. Doprowadzał do łez i złości na samego siebie, że nie był w stanie z tym walczyć. Nie był wstanie nic z tym zrobić.
Podniósł wzrok na Naruto, który przyglądał mu się z widocznym smutkiem. Jemu również nie było łatwo oglądać jak cierpi najważniejsza osoba w jego życiu. Uchiha chwilę przyglądał się jego zatroskanemu wyrazu twarzy, ale wbił się w jego usta dość brutalnie. Miał wrażenie, że przez moment chłopak nie odwzajemniał jego gestu, ale zrobił to. Widocznie cała sytuacja trochę go zaskoczyła. Pocałunek był przepełniony poczuciem winy, pragnieniem i lekka desperacją, ale nadal jakimś uczuciem z obu stron. Sasuke pociągnął chłopaka za koszule powodując tym samym dość bolesne doznania ze strony blondyna, który został przyparty do ściany oddzielającej salon od kuchni. Pieszczoty był coraz to bardziej łapczywe, jakby było ich to ostatnie zbliżenie. Brunet polizał i lekko przygryzł delikatna skórę blondyna na szyi, na co Naruto szybciej oddychał. Wszystko działo się tak szybko. Ręce bruneta błądziły po ciele chłopaka, jakby szukały odpowiedniego miejsca. Ponownie musnął jego wargi lekko przygryzając jej dolna część. Odsunął się od blondyna, lecz dłońmi wciąż zataczał kółka na jego biodrach.

-Wyjedźmy gdzieś- Wysapał, a oczy bruneta na tę propozycje wydawały się zabłyszczeć.