Strony

sobota, 24 września 2016

Dwa Światy cz.2-Dlaczego nie mogę przestać cię kochać?

Hejaaa!
Kurczę...chyba mnie zjecie...XDDD
Ale mam coś na swoje usprawiedliwienie!
Jak możecie zauważyć, moja historia jest takim moim 50 twarzy Greya, a więc jest dużo rzeczy, które mają związek ze sobą więc...Sytuacja z Francisem będzie wytłumaczona i będzie potrzebna, a na razie...możecie się tylko domyślać, jaką kluczową rolę odegra tutaj nasz blondynek!
Mam nadzieję, że wam się jednak podoba :)
See you! :D


-Violetta co ty...-Zaczął. Oparłam czoło o jego i w ciszy przeanalizowałam całą sytuację i jak sensownie z niej wybrnąć.
-Nic nie mów- Wyszeptałam jedynie, ponieważ tylko na to było mnie stać. Czułam, jak wzrok kobiety wypala mnie, więc postanowiłam się odwrócić. Posłałam jej wredny uśmiech.
-No, proszę proszę- Zaczęła swoim piskliwym głosikiem. Patrzałam na nią. Nie miałam niskiej samooceny, ale nie mogłam się z nią równać. Była kształtną kobietą. Miała czym oddychać i na czym usiąść, a ja? Drobna istota, która wchodzi w rozmiar XS. Nie dziwię, się, że Leon na nią poleciał.
Francis przypatrywał się to mi to kobiecie. Jedynie posłałam mu przepraszające spojrzenie i wzrok wbiłam w rudą kobietę.- Leon, wie, ze umawiasz się z innymi- Przerwała, ponieważ musiała przyjrzeć się blondynowi- Całkiem przystojnymi kolesiami?
-Ja i Leon to zamknięty rozdział, nie wspomniał ci? Przykre- Wysyczałam w jej stronę. Nie znałam jej, ale strasznie działała mi na nerwy. Prawdopodobnie tylko dlatego, ze zdawałam sobie sprawę, że to ona była przede mną i, ze to ona gościła w pokoju bólu. Zaczynając nowe życie miałam jednak nadzieję, ze wykreślę go raz na zawsze, a tymczasem wszystko mi o nim przypomina. A ja nadal go kocham.
Przyjrzałam się kobiecie, w której oczach zaczęły zbierać się łzy. Nie byłam pewna co takiego złego powiedziałam, ale musiałam ją zranić.
-Tak, miałam ten pieprzony zaszczyt go pocieszyć!- Warknęła i we łzach wybiegła z klubu. To wszystko dało mi do zrozumienia, ze Verdas już ją zaliczył, a ona zapewne uwierzyła mu, ze on ją kocha. Co za typ. Jestem ciekawa ilu dziewczyną zniszczył tak życie.
-Błagam, chodźmy do domu- Poprosiłam blondyna, a ten natychmiast wyprowadził mnie na zewnątrz. Objął mnie mocno, a ja schowałam twarz w jego szyi. Rozpłakałam się. Nie wiem, co dokładnie było tego powodem. Ale zapewne mieszanie wspomnień z alkoholem to nie za dobry sposób, na odreagowanie. Francis przytulił mnie mocniej, ale po chwili oddalił się i zaprowadził do taksówki. Nie odzywałam się do niego całą drogę. Miałam tylko ochotę położyć się na łóżku i płakać.
„Verdas, ty pieprzony dupku! Dlaczego nie mogę przestać cię kochać?”- Krzyczała moja podświadomość, a ja miałam ochotę zrobić to samo.
Wysiadłam z auta. Spojrzałam na mieszkanie w apartamencie, w którym paliło się światło. Zostawiając blondyna samego wbiegłam do mieszkania. Zamknęłam drzwi i położyłam się na łóżku. Leżałam nie wiem ile, ale ocknął mnie głos dochodzący zza drzwi.
-Potrzebujesz czegoś?- Zapytał chłopak, a ja postanowiłam wstać i mu otworzyć.
-Francis, dziękuje, pragnę posiedzieć trochę w samotności- Uśmiechnęłam się blado- Ale dziękuje za wszystko- Pocałowałam go w policzek.
-Dobranoc- Powiedział i oddał uśmiech.
-Dobranoc- Wyszeptałam i zamknęłam drzwi. Zsunęłam się na ziemię i przysunęłam walizkę z, której wygrzebałam butelkę wina, którą przywiozłam ze sobą. Nic nadzwyczajnego. Miało być dla mnie i Francisa, ale nie mogłam czekać, musiałam sobie jakoś pomóc. Zrzuciłam ciuchy i założyłam wygodną piżamę. Usiadłam na parapecie i popijając wino wpatrywałam się w okno naprzeciwko. Cały czas paliło się tam światło a męska postać nerwowo chodziła w dwie strony. Byłam ciekawa, co go zdenerwowało. Pragnęłam po prostu znów się do niego przytulić i zapomnieć o tych wszystkich problemach i o myśli, która niestety cały czas gdzieś plątała mi się z tyłu głowy
„Ile kobiet, zgodziło się na coś takiego?”
Zdawałam sobie sprawę, że ja jako jego dziewczyna nie byłam pierwszą. Przystojny biznesmen, na pewno w przeszłości miał więcej miłości, o których nigdy nie chciał mi wspominać. Nigdy nie mówił mi nic o swoim dawnym życiu, twierdząc, ze to co było i tak nie ma znaczenia, a jednak. Wszystko potoczyło by się inaczej, gdyby nie miał przede mną tylu tajemnic, gdyby na spokojnie to wszystko wyjaśnił, ale zaraz? To ja nie dałam mu się szansy wytłumaczyć, ale co to by zmieniło?
Patrzałam się pusto w okno Verdasa, a mój telefon zadzwonił. Otarłam policzki, w sumie nie wiem dlaczego, ponieważ głos wciąż mi się łamał i spojrzałam na numer zastrzeżony. Nie byłam pewna czy odbierać, bo było dość późno, ale jednak lekko się wahając, odebrałam.
-Tak, słucham?- Zapytałam starając się zapanować, nad moim drżącym głosem. Nikt się nie odzywał, Trwała głucha cisza, a ja znów zaczęłam spoglądać w stronę mieszkania Leona. Męska postać stała przy wielkim oknie, trzymając coś przy uchu. Momentalnie nasunęła mi się myśl, którą odgoniłam.
Przecież, to nie możliwe by był to on
-Halo?-Zapytałam już bardziej zdenerwowana, ale nikt mi nie odpowiedział, a ja swój wzrok bardziej wytężyłam. Usłyszałam po chwili dźwięk przerwanego połączenia, a cień odsunął dłoń od twarzy i schował ją w kieszeni. Przerażona, faktem, ze mógł dzwonić przyłożyłam rękę do ust i zaczęłam łkać jeszcze bardziej. Miałam ochotę rozpłakać się, tak aby zedrzeć sobie gardło, ponieważ tęsknota rozrywała mnie od środka, ale nie chciałam mieszać w te problemy Francisa. Zdusiłam jęk, napiłam się jak najwięcej tylko mogłam naraz wina i weszłam do łóżka, przykrywając się kołdrą. Przymknęłam opuchnięte oczy,. Chwile jeszcze spływały mi łzy po policzkach, ale byłam zbyt zmęczona. Zasnęłam.

Obudziłam się rano z dość dokuczliwym bólem głowy, który wywołał mój wczorajszy płacz. Czując, ze nie wyglądam najlepiej wygramoliłam się z łóżka i weszłam do łazienki, gdzie nie patrząc w lustro zrzuciłam ciuchy i wzięłam długi ciepły prysznic. Po wykonaniu porannych czynności, owinięta w ręcznik podeszłam do walizki. Dziś spokojnie mogłam sobie tak paradować, po mieszkaniu, ponieważ blondyn był w pracy. Z bagażu wyciągnęłam body z długim rękawem, niebieskie rurki i moje dość masywne lity. Ubrałam się zrobiłam makijaż i poszłam zrobić sobie kawy. Był piękny dzień, chłodny ale słoneczny. Postanowiłam, ze nie będę spędzać go w w domu, tylko wykorzystam ten czas na poznanie trochę miasta. Założyłam kurtkę i zabierając torebkę wyszłam z mieszkania. Tak ja mówiłam, pogoda była bardzo przyjemna. Przechadzałam się dość ruchliwymi ulicami Seattle. Było dość wcześnie, bo około dziewiątej rano, więc wszyscy spieszyli się gdzieś do pracy. Z racji tego, ze nic nie jadłam weszłam do pobliskiej kawiarni, i zamówiłam lekkie śniadanie. Panował tam przemiły klimat, a kawiarnia była zachowana w takich ciepłych babcinych kolorach, które idealnie oddawały klimat tego miejsca. Cóż, się dziwić. Lokal prowadzony był przez taką miłą starszą panią, która strasznie przypominała mi moją babcię, której niestety już ze mną nie ma. Kobieta nazywa się Alison Roberts, i jest naprawdę wspaniała.
-A czymże się tak martwisz, kochanie?- Zapytała i dosiadła się do mojego stolika podając mi moje zamówienie. Nic nie odpowiedziałam, tylko wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się do niej.-Mężczyźni tacy są, ale nie możesz przez nich płakać- Ujęła moją dłoń i zaczęła ją lekko gładzić. Nie wiedziałam, skąd byłą pewna, ze to przez faceta, ale trafiła w samo sedno.- Oni, naprawdę, potrafią nabroić, ale w większości, żałują, więc rozmowa, na pewno wyjaśni wiele- Posłała mi ciepły uśmiech- Proszę, odwzajemnij go- Poprosiła, a ja spełniłam jej zachciankę- Smacznego- Powiedział i powróciła do pracy. Wydawała mi się kobietą, z którą mogłabym porozmawiać, o wszystkim. Wydawała się taka ciepła i kochana, jak moja mama i babcia, których mi teraz brakowało. Jednak to szatyna brakowało mi najbardziej. W kawiarni zaczął zbierać się tłum, który uważnie obserwowałam. W śród ludzi siedzących przy stolikach, rozpoznałam tak dobrze mi znany szary garnitur, a moje serce zabiło mi dwa razy szybciej. Lekko wychyliłam się w lewo, ponieważ kobieta, z która siedział zasłaniała mi widok. Zmarłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że znajdowałam się w jednym pomieszczeniu z Leonem. Postanowiłam szybko zebrać swoje rzeczy i wyjść. Wręcz wybiegłam z lokalu. Oddaliłam się od niego i zatrzymałam, aby nabrać spora ilość powietrza, bo od tych wszystkich emocji zaczęło mnie mdlić. W ciągu kilku sekund, jedyne co zauważyłam to trzy dniowy zarost, tak to wszystko było idealne, tak jak go poznałam, tak jak go pokochałam. Nie chciałam płakać na środku ulicy, więc postanowiłam, ze powrócę do moich poprzednich planów i po prostu się przejdę. Błądziłam po uliczkach Seattle, które pomimo dużego ruchu były bardzo ładne Wróciłam się w stronę kawiarni po pół godziny, z nadzieją, ze Verdas nie będzie w pobliżu, ponieważ miałam ochotę pospacerować po parku, który był w okolicy. Było tam przyjemnie. Świerza zieleń, poprawiłam mi humor. Założyłam słuchawki i puściłam sobie dość spokojną piosenkę, aby się uspokoić i chodź na chwile o tym wszystkim zapomnieć. Jednak nie było mi to dane. Patrząc się w ziemię poczułam gwałtowne zderzenie z kimś wysokim, i z racji tego, ze byłam na obcasach straciłam równowagę i upadłam na ziemię, przez co się skrzywiłam. Mężczyzna podał mi dłoń, ale ją zignorowałam i o własnych siołach powróciłam do pionu, czego potem bardzo szybko pożałowałam. Kiedy uniosłam wzrok na sprawcę mojego upadku, napotkałam tak dobrze znane mi zielone oczy, o których pragnęłam już tylko zapomnieć. Nie mogłam ukryć mojego zdziwienia i przerażenia. Czułam zbierające się łzy w moich oczach. Nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa. Czułam uścisk w gardle, jakby ktoś mnie podduszał,momentalnie zrobiło się słabo. Myślałam, ze serce wyskoczy mi z piersi. Leon stał i uważnie mi się przyglądał
-Violetta...-Zaczął, a dźwięk jego głosu uderzył mnie dwa razy mocniej. Nie chciałam go spotkać, nie chciałam się w ogóle odzywać. Chciałam by był to koszmar, ponieważ dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że przez ostatnie pół roku, żyłam tylko w złudzeniu. Szatyn podszedł odrobinę bliżej i położył dłoń na moim policzku, a ja po prostu się w nią wtuliłam.- Tęskniłem- Wyszeptał a ja ocknęłam się i po praz ostatni spoglądając mu w oczy, ledwo jeszcze go widząc odwróciłam się i najszybszym krokiem, jakim tylko mogłam odeszłam. Zalana łzami wręcz biegłam w stronę mieszkania. Wbiegłam na górę, rzuciłam kurtkę i wbiegłam do łazienki. Zaczęłam pakować wszystkie kosmetyki i ciuchy, które zostawiłam na pralce. Wszystko robiłam tak szybko, ze nie zauważyłam, ze do mieszkania wszedł Francis. Wpadłam na niego.
-Ej, Vils co ty wyprawiasz?- Zapytał mnie i chwycił za ramiona. Przyglądał się a to rzeczą w moich dłoniach, a to mojej zapłakanej twarzy.- Co się dzieje?- Nic nie powiedziałam, tylko przytuliłam się do niego.
-Muszę stąd wyjechać. Poddaje się. Miałam zacząć od nowa, a ja wciąż cofam się do punktu wyjścia. Przyjazd tutaj to była jedna wielka pomyłka.- Powiedziałam i lekko oddaliłam się od blondyna, a ten chwycił mój podbródek i nakazał tym spojrzeć mu w oczy.
-Nie mów tak, musisz iść na te wymarzone studia i udowodnić, ze jesteś w stanie się podnieść. Pomogę ci w tym- Ostatnie słowa wyszeptał i zbliżył się na dość niebezpieczną odległość. Chwilę jeszcze mi się przyglądał i delikatnie, ale jednak z uczuciem mnie pocałował. Byłam w kompletnym szoku, przez co nie zastanawiając się nad niczym oddałam ten jakże delikatny gest. Kiedy chłopak się oddalił, spojrzałam na niego, a on miał minę, jakby żałował tego jak postąpił.
-Ja...-Zaczął
-Francis, zostaw mnie samą- Poprosiłam, a chłopak nic nie mówiąc wyszedł z pokoju. Ciągle płacząc opadłam na łóżko.
Co się ze mną dziej? Leon, dlaczego wciąż siedzisz w mojej głowie? Nie chce cię tam! A ty Francis? Dlaczego komplikujesz to jeszcze bardziej?


4 komentarze:

  1. Cudowny rozdział.
    Leonetta wreszcie się spotkała,
    ale Violetta musiała uciec.
    Pozdrawiam, Asia Blanco.
    Ps Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz...kobiety sa troche panikarami coz poradzic...kiedys sie jeszcze spotkaja 😊
      Napewno wpadne

      Usuń
    2. Kiedy next?
      😘😗❤
      Asia Blanco 👀
      👅

      Usuń
    3. Postaram się aby w tym tygodniu się pojawił :)

      Usuń