Strony

piątek, 12 sierpnia 2016

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 3 "Życie singla"

Udało nam się tego dokonać... Oto, kompletny i niezaprzeczalny filler! XD
No cóż, musiałyśmy zwolnić z akcją, więc zwolniłyśmy... Prz okazji trochę życia Kashiego...
Więc, miłego czytania i zapraszam do komentowania! ;D
PS. Kisnę, jak zwykle. Pozdrawiam.

***

Kakashi postukiwał ołówkiem w kartkę papieru, walcząc ze sobą czy ma coś powiedzieć. Zdecydowanie powinien, ale nie było to takie proste.
- To co się stało... - Okazało się, że w tym samym momencie podnieśli wzrok i spojrzeli na siebie, Kakashi odruchowo odwrócił wzrok i natychmiastowo zgubił wątek. No bo i z czego miał się tłumaczyć? Była to raczej jednoznaczna sytuacja.
- Kakashi... - Westchnął Iruka, odkładając długopis. - To co robisz w swoim życiu prywatnym jest twoją sprawą. Tylko że wiesz... - Odchrząknął lekko, starając się ukryć śmiech. - Z własnym uczniem w klasie to trochę...
- Nie kończ. - Przerwał Kakashi, przykładając dłoń do czoła. - To nie do końca tak. Po prostu chyba za bardzo mu się spodobałem i teraz nie może sobie odpuścić. - Twarz Iruki zmieniła się natychmiast z rozbawionej na poważnie zmartwioną.
- Czyli mówisz, że on..?
- Nie. - A przynajmniej nie do końca, sprostował w myślach doskonale wiedząc do czego zmierzał jego współpracownik i wcale nie uśmiechało mu się zgłaszać tego... Zdarzenia na
policję. Obito był dobrym dzieciakiem, może trochę zbyt „otwartym”, ale z drugiej strony, ani razu nie powiedział mu żeby przestał.
Zapadła krępująca cisza. Może nie powinien być taki asertywny, ale musiał to szybko wyprostować zanim Iruka mógłby mieć jakiekolwiek inne wątpliwości do tego co się stało.
Zadzwonił dzwonek, ostatni w tym dniu (przynajmniej dla Hatake) i z chęcią skorzystał z okazji, aby wymknąć się z pokoju nauczycielskiego i od niechcianego tematu. Na odchodne mruknęli sobie jedynie standardowe „do jutra” i zupełnie niestandardowe „uważaj na siebie” od Iruki. Korytarz był już zupełnie pusty. Jeżeli jakieś dzieciaki jeszcze znajdowały się w szkole, to pewnie nie miały specjalnych powodów, żeby siedzieć na widoku. Z resztą, nie jego sprawa. Ani trochę.
Wyszedł ze szkoły i skierował się w stronę metra. W sumie, nie śpieszyło mu się. Śpieszyło mu się do wyjścia z klasy i do zakończenia niezręcznej rozmowy z Iruką, ale nie do powrotu do domu. Bo po co? W dodatku, lubił przebywać na zewnątrz i czytać swoją ulubioną książkę.
Wsiadł do metra i o dziwo, oderwał się od tekstu. Rozpraszał go delikatny stukot i mijane widoki na zewnątrz. Przez chwilę pusto wpatrywał się w okno, nie widząc nawet zmieniających się widoków, nie myśląc o niczym. To wywoływało wspomnienia. Dużo, dużo nieprzyjemnych wspomnień, których Kakashi wolał nie rozdmuchiwać. Zwłaszcza nie w metrze. Włożył książkę do torby przewieszonej przez ramię i rozmasował obolały kark. Tkwienie w jednej pozycji w żadnym wypadku nie jest zdrowe. Ani wygodne. Jakieś licealistki zaczęły szeptać między sobą, dyskretnie na niego spoglądając. Gdyby nie to, że uczył w szkole, to by to tego nie przywykł, ale na swoje nieszczęście (bo przecież niewiedza jest błogosławieństwem), wiedział jaką opinię ma wśród uczennic. Kiedy przez przypadek złapali kontakt wzrokowy, pokłoniły się lekko w przepraszającym geście, a on uśmiechnął się tylko, pokazując, że nic się nie stało.
Kiedy był w połowie drogi, przypomniał sobie, że musi jeszcze iść na zakupy. Westchnął ciężko. No cóż, życie singla.
Jednak najpierw wolał pozbyć się torby, która mimo wszystko trochę ważyła. Wysiadł z metra i swobodnie udał się do mieszkania, odłożył torbę, po czym wrócił się w stronę sklepu. Nie spotkał nikogo ze swoich sąsiadów, ale za to odkrył, że chyba trwał dzień zapominalstwa, bo zapomniał wyjąć książeczki z torby, tym samym, wziąć ją ze sobą. Może to i lepiej? Miał niesamowitą podzielność uwagi, ale nie był nawet stuprocentowo pewien, czy wolno mu było czytać ją w sklepie. Nie chciał narobić sobie niepotrzebnych kłopotów. Za dużo roboty.
Szedł, jak zwykle z rękami w kieszeniach i ze spuszczoną głową wpatrywał się w chodnik przed nim. Nie żeby tym razem był zdołowany czy coś. Po prostu od dziecka grawitacja wyjątkowo mocno działała na jego spojrzenie. Cóż, działa, dopóki ktoś nie trafi w niego kopniętym kamieniem co swoją drogą właśnie się stało.
Podnosił wzrok spodziewając się zobaczyć małe znudzone dziecko wracające z podstawówki do domu, a tymczasem ujrzał... Mentalnie małe dziecko wracające z innej szkoły... Jego szkoły.
Mające na nazwisko Uchiha, a imię Obito.
Bo jak mieć szczęście to na całego.
Patrzeli się na siebie w szoku nie potrafiąc znaleźć jakiekolwiek słowa, nie mówiąc już o tym, żeby nie zrobić z siebie kompletnego kretyna. Obito pierwszy przerwał kontakt wzrokowy, kłaniając się naprawdę nisko i niemrawo wydukał coś w stylu „Przepraszam panie Hatake” zanim szybko go wyminął i praktycznie przebiegł dalszą drogę, gdziekolwiek zmierzał.
„Panie Hateke, co?”, pomyślał Kakashi, bez wyrazu oglądając plecy oddalającego się nastolatka. To było coś nowego, może wreszcie zdał sobie sprawę, że rozmawia z nauczycielem? Wątpliwe, ale może Iruka miał rację i terapia szokowa działała.
Zignorował dziwne zachowanie nastolatka i ruszył swoją drogą. W końcu, co miałby zrobić, gonić go po ulicy i... Co później? Z resztą, ściganie dorastających po ulicy nawet jemu wydawało się, delikatnie mówiąc, nie na miejscu.
Wszedł do sklepu i w trakcie robienia zakupów również spotkał uczniów, albo raczej uczennice z budynku jego szkoły, z tą różnicą, że były to gimnazjalistki – Sakura i Ino, bardzo sympatyczne i całkiem mądre dziewczyny. I w dodatku miło było zobaczyć je razem, po tym, z tego co Kakashiemu wiadomo, zostały śmiertelnymi rywalkami po tym jak pokłóciły się o chłopaka, Sasukę z klasy Sakury. Chociaż nie zawracał sobie tym specjalnie głowy, był pewien, że przejdzie im zaraz po tym jak zrozumieją, że istnieją rzeczy ważniejsze od szkolnych miłostek.
Po grzecznym przywitaniu i pożegnaniu się z dziewczętami, przeszedł do swoich zajęć i już wkrótce udało mu się opuścić zatłumione miejsce. Nie żeby kiedykolwiek miał z nimi specjalny problem, jednak z drugiej strony, był typem gościa preferującego spokój i domowe zacisze niże by jakiekolwiek społeczne interakcje, co znowu sprowadzało jego myśli na tory pod tytułem „Co do diabła widział w nim Obito?”. Przecież ten chłopak miał reputację typowego awanturnika, czy nie powinien więc, podobnie do kumpli, traktować go jako największe przymuszone zło,a nie Obiekt... Zainteresowania?
Przez chwilę przez myśl Hatakę przeszło, czy to czasem nie był jego sposób sprawiania kłopotów, jednak inni nauczyciele nigdy nie zgłaszali takiego zachowania. Z resztą, jego przeprosiny nie miałyby wtedy najmniejszego sensu. To znaczy, biorąc pod uwagę fakt, że Obito zazwyczaj był pełen dumy i arogancji, jego przeprosiny i tak nie miały zbytniego sensu, jednak mimo wszystko była to liczba większa niż zero.
- Dzień dobry Kakashi. - Miękki, typowo damski głos wyrwał go z rozmyślań.
- Dobry Hanare. - Przywitał się z powrotem, dopiero zauważając, że jego sąsiadka wlecze gdzieś małego kwiatka w doniczce. Hanare była idealną japońską żoną, cichą, zawsze miłą, jednak pozytywną i delikatną kobietą kochającą kwiaty. Cóż, jeśli Kakashi kiedykolwiek interesowałby się kobietami, to prawdopodobnie byłaby jego pierwszym „wyborem”. Jednakże, nie był. Z tego też powodu po prostu utrzymywał z nią przyjazne stosunki, mimo swojej introwertycznej natury, starając się być najlepszym sąsiado-przyjacielem jakiego ktokolwiek by sobie wymarzył.
Hanare uśmiechnęła się do niego nieco, słodko, jak to naturalnie miała w zwyczaju i kiedy Kakashi myślał że to już koniec ich krótkiej wymiany zdań, znowu zaczęła przyjaźnie;
- Powinnam dać ci kiedyś takiego.
- Nie sądzę, że mam wystarczająco dużo czasu, żeby zajmować się czymkolwiek żywym. - W połowie zażartował Hatake, łatwo rozumiejąc że czarnowłosej kobiecie chodzi właśnie o pięknego kwiatka, jakiego trzymała w rękach. Teraz prawie żałował, że oprócz praktycznych zastosowań, w ogóle nie miał o nich pojęcia i nie wiedział jak ów kwiat się nazywa lub co oznacza. Nikt nie powiedział, że przez swoje życie będzie miał czas nauczyć się wszystkiego. - Lub wiedzy. Dla mnie nadawałby się tylko kaktus.
- Kaktusy też potrafią być piękne. I gdyby nie te kolce, jestem niemal pewna, że byłyby ulubieńcami wielu ludzi. - Wytłumaczyła cierpliwie, zerkając to na niego to na błękitne niebo rozpościerające się pod pół dachem mieszkań. - Może to wreszcie sprawiłoby, że częściej byś się uśmiechał.
- Myślę że jak na nauczyciela uśmiecham się wystarczająco dużo. - I żeby udowodnić jej swoje zdanie, nieco wymuszenie uniósł kąciki ust w pół-uśmiechu. - Właściwie, jeśli zacząłbym uśmiechać się częściej, to oznaka, że zaczyna być źle. - Hanare roześmiała się, chociaż jego zdaniem nie powiedział nic specjalnie śmiesznego (oprócz samej prawdy, która może i była komiczna, ale i równie tragiczna) i pożegnali się krótko.
Kakashi zrobił sobie coś podobnego do obiadu, odpowiadającego diecie singla i zajął się pracą, myśląc, że jeśli skończy wcześniej to przejdzie się do psiego parku. Od kiedy na studiach zmarł jego mały ulubieniec, Pakkun, nie miał innego psiaka, ale zawsze je uwielbiał. Po prostu nie miał czasu na opiekę nad zwierzakiem. Poza tym, ciągle pamiętał jak bolesna była strata.
Zamiast tego więc, po prostu na nie patrzał, czytając swoją książkę i ciesząc się świeżym powietrzem.
Westchnął cicho, wyglądając przez okno.
Ale jeśli nie, to chyba po prostu jak zwykle przejdzie się na wieczorny spacer...

3 komentarze:

  1. Yaay nowy rozdział *taniec szczęścia* Opłacało się czekać ^^

    Weny życzę i czekam na next x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki śliczny avatar *zaciera łapki*
      Mam nadzieję, że na przyszłość nie będzie takich zwiech...
      Dziękuję! ^^

      Usuń
  2. Czekam na następny rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń