Sobotni poranek nie zapowiadał się
szczególnie inaczej.
Ta sama pobudka o tej samej godzinie,
te same osoby i ta sama pogoda. Dopiero około jedenastej coś się
zmieniło.
I Nathan obawiał się, że niestety na
stałe.
Otóż drzwi otworzyły się i z hukiem
uderzyły w niezupełnie nową ścianę. Tynk posypał się na ziemię
wręcz rażąc w oczy albinosa, a on sam westchnął.
Czy wejście kogokolwiek do tego pokoju
zawsze musiało się kończyć jakimiś stratami materialnymi? I to
zwłaszcza wielkimi, jeśli był to, jak w tym przypadku, Francis?
Arthur najwyraźniej podzielał jego zdanie, bo wpatrywał się w
„gościa” z jeszcze większą wściekłością niż zazwyczaj po
kłótniach. Widząc nadchodzące rozmówki Clive jak najszybciej
opuścił pomieszczenie.
Postanowił, że stanie pod drzwiami
nie jest ani grzeczne, ani mądre, więc udał się na dziedziniec
nieświadomie nucąc pod nosem „Let's play a love game”.
Uświadamiając sobie, że robi z siebie debila natychmiast przestał
i posłusznie oddał się swoim myślom.
Dopiero powoli drętwiejąca noga
wyrwała go z tego stanu. Zapewne tylko to uratowało go od zderzenia
z rozpędzoną Jessicą. Gwałtownie odskoczył uderzając w kolumnę.
- Uważaj jak chodzisz. - syknął
gniewnie, jednak nie podnosząc głosu.
Zszokowana dziewczyna odwróciła się
w jego stronę, a widząc jej wzrok Nathan w myślach zadał sobie
pytanie „Czy ja naprawdę jestem niewidzialny?”. Dziewczyna
gwałtownie chwyciła go za ramię i wybuchła:
- TO JA MAM PATRZEĆ JAK CHODZĘ?!! -
Nathan zmierzył ją obojętnym wzrokiem i odpowiedział
beznamiętnie:
-Tak. - zbulwersowana Jessica odeszła
nawet nie patrząc na albinosa. Ten uśmiechnął się z triumfem. Im
gorzej dla niej tym lepiej dla niego.
Założył kaptur na głowę i
wymykając się poza teren sierocińca udając się na krótki spacer
po mieście. Lekka mżawka tylko mu to uprzyjemniała. Naprawdę
kochał deszcz. Gdy był już w parku postanowił usiąść na ławce.
Nie przeszkadzało mu wcale, że była mokra.
Zastanawiał się nad uczuciami. Co
sprawia, że ludzie się kochają, lubią, nienawidzą?
Doprawdy interesujące.
Nie zauważył postaci w czarnej
bluzie, która skradała się tuż za nim...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz