Heloł maj lityl frends <3
Dawno nie było tak tak XD
Ale biere się już do roboty!
Głucha cisza.
A może jednak nie do końca?
Jedyne co słyszała, to bicie własnego
serca. Głośne oddechy Erica.
Pierwszy raz doświadczyła uczucia,
którego sama się przestraszyła. Lek przed samą sobą kiedy
poczuła tak silną nienawiść do drugiego człowieka
Palce zaciskające się na jej ręce,
potęgowały, to jak bardzo to wszystko się nasilało. Obrzydzenie,
niechęć do mężczyzny, który potraktował ją jak śmiecia, a
przecież na dobrą sprawę nic nie zrobiła. A może zrobiła, tylko
w tym domu panowały chore zasady, niczym za czasów średniowiecza?
Wszytko było możliwe, ale to tylko przekonało ją w tym, że jak
widać Erick Blake nie jest taki za jakiego początkowo uważała go
Alicja.. Niewiele pamiętała swego ojca, ale była pewna, że on
nigdy by jej tak nie potraktował. Był cudownym człowiekiem. Zawsze
uśmiechniętym mężczyzną. Kiedy wracała z pracy, mała Alicja
rzucała mu się na szyję i opowiadała wszystko co działo się
tego dnia, a on zawsze jej wysłuchał. Mimo, że jej rodzice dość
często się kłócili, a matka wychodziła z domu trzaskając
drzwiami, to nie mogła narzekać na swoje dzieciństwo. Do czasu...
Kiedy żył, ona była szczęśliwym
dzieckiem, które nie zdawało sobie sprawy jak cenne jest życie.
Jakie jest nieprzewidywalne. Bo dzień przed śmiercią swojego
swojego ojca, ona wdrapała mu się na kolana z ciężką książką
pod pachą i z błagalnym uśmieszkiem położyła ją na swoich
kolanach. Spędzali tak każdy wieczór, czasem jeszcze w
towarzystwie jej matki. Następnego dnia, jakby przeniosła się do
innej rzeczywistości. Nagle kolory przestały się liczyć. Bo kiedy
jego zabrakło, w domu zniknęło to co najważniejsze- miłość.
Kilka dni później pamiętała jedynie dzień, kiedy zabrali ją do
bidula. Dzień, który jeszcze wiele razy potem nawiedzał ją w
koszmarach.
-Puść mnie-Wysyczała. Erick jednak
nie wziął sobie tego do serca nie zmieniając swojej pozycji.
Lustrował jej twarz, tymi poszarzałymi tęczówkami. Nikt nie mógł
przewidzieć tego co zrobi. Był człowiekiem nieprzewidywalnym, a
przynajmniej tak wydawało się Alicji.-Puść mnie,
słyszysz!-Krzyczała i siłą próbowała wyswobodzić się z
uścisku. Facet był jednak zbyt silny, a w dodatku niemiłosiernie
zły. -Kim ty jesteś aby mówić mi co mam robić?
-Kim ja jestem?-Uśmiechnął się
przebiegle- Zaraz ci pokaże-Wystarczył jego jeden ruch, aby pchnąć
dziewczynę na ścianę, by ta uderzyła dość mocno o nią i
syknęła z bólu. Rudowłosa przymknęła powieki. Pulsujący ból w
skroniach poważnie ją zdekoncentrował. Otrząsnęła się i kątem
oka spojrzała na Jasminne. Obecność matki tylko ja irytowała.
Kobieta stała tam ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. Nic
nie zrobiła. Zza pleców dość sporego mężczyzny, ujrzała
Dawida, który wpatrzony w komórkę schodził ze schodów. Wiedząc,
ze sama nie była w stanie dać rady Blake'owi, błagała, aby
spojrzał w ich kierunku. Kiedy brunet uniósł wzrok przyglądał
się im przez chwilę. Zaciskając szczękę pewnym krokiem podszedł
do siwowłosego mężczyzny.
-Zostaw ją-Warknął ostro.-Mówiłem
coś- Powtórzył, kiedy Erick nie zdawał się chętny aby
jakkolwiek się ruszyć.
-O synu, jak miło cię widzieć-
Uśmiechnął się złośliwie w stronę dziewczyny i gwałtownie ją
puścił. Ta odsunęła się szybko w bok i złapała odruchowo za
rękę, na której siniak powoli stawał się widoczny. Rudowłosa
tylko obserwowała, jak Dawid rzucił się na swojego ojca i
zamierzał go uderzyć.
-Zastanów się co robisz, twoja
dziewczyna ciągle jest na celowniku- Widziała jak jego pięści
zaciskają się na kołnierzu jego koszuli, a po dłuższej chwili
niechętnie rozluźnił palce.. Nie trudno było zauważyć, że jego
złość, to już nowy etap, którego Alicja nie miała jeszcze
okazji zobaczyć. Ruchem łowy dal jej znak aby poszła na górę.
Nie zastanawiała się. Nie chciała dłużej patrzeć na to
wszystko. Po drodze rzuciła tylko zawiedzione spojrzenie matce i
wspięła się na piętro.
Rozglądała się po piętrze. Gdyby
nie podparła się o ścianę osunęłaby się w dól tracąc
świadomość. Mdliło ją, a serce chciało chyba pozwiedzać świat
na zewnątrz bo wręcz rozrywało jej klatkę. Trudno powiedzieć,
czy to była reakcja na nagły skok adrenaliny, czy może bóle
brzucha to po prostu nadal te cholerne dolegliwości, z którymi
próbowała zmagać się od kilku dni. Wzięła głęboki oddech,
może dwa. Tak na uspokojenie, co i tak nie pomogło. Była
przestraszona , musiała to przyznać. Nigdy w życiu nie widziała
takiej furii, jak w oczach Ericka. Ciężko przechodziła jej ta myśl
przez głowę, ale brunet naprawdę ją uratował. Aż trudno w to
uwierzyć.
Lekko trzęsącymi się dłońmi
zacisnęła palce na klamce, chcąc dostać się do pokoju.
Tuż za jej plecami poczuła czyją
obecność. Nie trudno było się domyśleć kto to mógł być.
Obstawiać można było dwie opcje, ale charakterystyczny zapach
zarezerwowany wyłącznie dla chłopaka rozwiązało tą jakże
trudną zagadkę.
-Jaka ty jesteś głupia- Usłyszała
tuz za uchem ochrypły głos. Dawid był wściekły, nie dało się
ukryć, co źle wróżyło. Mimo,że stal naprawdę blisko, to
dziewczyna nie odwróciła się w jego stronę. Jedynie zacisnęła
dłoń w pięć, wbijając przy tym paznokcie w skórę.-Gdyby mnie
tam nie było siedziałabyś teraz z obita mordką- Zakpił.
-Mówisz to po to, aby podkreślić
jaki to jesteś dobroduszny? Tak, uratowałeś mi prawdopodobnie
życie, dzięki. Przypominam ci jednak, że to ty pierwszy prawie
mnie uderzyłeś.- Obdarzyła go morderczym spojrzeniem, zaraz po tym
jak stała do niego twarzą w twarz.-To u was rodzinne?
-Nie moja wina, że czasem jesteś
naprawdę bardzo wkurzająca.- Dotknął ręką jej włosów, lekko
mierzwiąc je na górze- A prawie robi tutaj wielką różnicę- Nie
mogła powiedzieć, ze ten gest poprawił jej humor. Wciąż była
wściekła do granic możliwość, jednak to nieco ją uspokoiło? W
każdym razie, mimo,że stała przed człowiekiem, któremu jeszcze
chwile temu miała ochotę złamać nos, to patrząc na niego i ten
uśmiech, którym nie codziennie ją obdarzał, zapomniała o
wszystkim. O tym, że potraktował ja jak szmatę, o tym, że przez
niego miała ciągłe wyrzuty sumienia, kiedy spoglądała na Nikole,
o raz o tym, że przed chwila nazwał ją głupią, chodź liczyła
się z tym, że może mieć nieco racji. Lecz tylko na chwile. Znów
powrócił gniew i chęć rozerwania mu tętnicy. Czy to normalne,
żeby darzyć kogoś takimi dwoma sprzecznymi ze sobą uczuciami? Jak
widać tak.
-To po kija mnie tu przywlokłeś?-
Warknęła ostro spoglądając w jego oczy., które zbytnio nie
wyrażały żadnych emocji. Był tak samo obojętny jak co dzień.
Cisza, której nikt nie przerwał trwała chwilę. Dawid lustrował
ją wzrokiem, jakby upewniając się, czy na serio zadał to pytanie.
-Chciałaś do mamusi- Uśmiechnął
się do niej, kiedy dłoń przyłożył do jej policzka. Alicja tym
razem nie oddała się dotykowi i gwałtownie strąciła rękę z
buzi, ukazując przy tym lekko zasiniały nadgarstek, na którym
Dawid skupił swój wzrok.-Nie moja wina, że polubiła takie
klimaty.
-Jaka matka? To zwykła dziwka-
Podsumowała bez żadnego zawahania. Właśnie w takim świetle
widziała swoją rodzicielkę.
-To u was rodzinne?-Przedrzeźniał ją
, nie ukrywając swojego zadowolenia. Nie czekając na reakcje
dziewczyny zszedł na dół.
Alicja słysząc to zamknęła oczy i w
myślach widziała już ten wymierzony cios prosto w jego twarz.
Kiedy jednak Blake'a już nie było podbiegła do balustrady.
Zdążyła, nim chłopak zniknął za ciężką konstrukcją
frontowych drzwi,.
-Pieprz się Blake! Pieprz się!-Wydarła
się na cały głos, drażniąc przy tym swoja krtań. Chłopak nie
przejął się tym jakoś szczególnie. . Pomachał jej na odchodne i
trzasnął drzwiami. Po domu rozległ się tylko cichy szelest na
dole. Odruchowo jej wzrok powędrował w tamta stronę. Kiedy okazało
się, że Jasminne stała tam od początku całej sytuacji wymamrotał
coć pod nosem i zamknęła się w pokoju. Mimo,że pomieszczenie nie
było w jej stylu, to czuła się tu najbezpieczniej, chodź ciężko
mówić, o pewności, że nic jej się tu nie stanie. Sytuacja z
dzisiejszego dnia obudziła w niej wiele obaw o swoje życie, którego
nie chciał kończyć w taki sposób. Na pewno, nie tak jak skończyła
jej matka.
Padła na łóżko. Zmęczona tym
wszystkim , po prostu zwinęła się kulkę i przyłożyła dłonie
do twarzy, pocierając lekko skronie. Tak znikąd po prostu łzy
zaczęły spływać po jej policzkach, ale w takiej ilości, ze
dziękowała sobie, że nie była fanką makijażu, bo tusz spływałby
jej od oczu, aż po samą brodę. Czuła się bezradna. Tkwiła sama
w tym wszystkim. Może faktycznie była głupia, licząc na to, że
po dziesięciu latach samotnej próby odszukania swojej rodzicielki,
ta będzie skakała z radości i jej wszystkie wyciszone instynkty
macierzyńskie się włączą. Jednak naprawdę, liczyła na to, że
może chodź spróbować odbudować jakąkolwiek rodzinną relacje z
Jasminne, która na samym początku wcale nie wydawała się taką
zlą osobą. Racja, była nieco wycofana, jeśli chodzi o Alicję,
ale czego można się spodziewać. Nie wiedziała na kogo dziewczyna
wyrosła. Tyle, że wszystko zaczęło układać się w jedną
całość, po tym jak zachował się wobec niej Erick. Spoglądając
na Jasminne, nigdy nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Była
uzależniona od mężczyzny, który zdaniem Alicji był tylko jedynym
wielkim chodzącym ścierwem. Nie był dobrym człowiekiem i zapewne
skrywał wiele tajemnic. W dodatku ciągłe porachunki ze swoim
synem, któremu nieustannie grozi, jaki normalny ojciec zachowuje się
tak w stosunku do własnego dziecka?
Podniosła się z łóżka i stanęła
przed lustrem. Otarła zaczerwienione oczy. Twarz miała nieco
popuchnięta od łez, a wyswobodzone włosy z kucyka przylepiły jej
się do policzków. Postanowiła pogrzebać w szafie, aby znaleźć
coś godnego założenia. Ciężko było, ale udało jej się wśród
tych kilku sukienek i pantofelków odnaleźć zwykły biały top i
czarne spodnie. Poprawiła włosy i chwyciła za plecak. Nie miała
zbyt wiele swoich rzeczy, ale schowała do niego przede wszystkim
telefon, który był jej niezbędny. Kilka ciuchów, z którymi tutaj
przyszła. Niemalże była gotowa, aby opuścić to miejsce, tak by
nikt jej nie zauważyła. Chciał to zrobić, teraz w tamtym
momencie. Po prostu wybiec z domu i i prosto przed siebie, po drodze
dzwoniąc do Aleksa, aby po raz ęty uratował jej dupę.
-Co robisz?-Odwróciła się gwałtownie
w stronę głosu. Jej matka stała w drzwiach i uśmiechała się do
niej lekko.
-Pozwoliłam ci wejść?-Podeszła do
niej. Początkowo chciała ją wypchnąć z pomieszczenia, jednak coś
podkusiło ją, aby wysłuchać tego co ma do powiedzenia.
-Pukałam, ale nie raczyłaś otworzyć-
Tłumaczyła się. Poprawiła nerwowo ruda grzywkę, która
zasłaniała jej czoło i zaczesała za ucho jeden kosmyk włosów,
który luźno wystawał z jej koka.
-Widocznie nie chciałam z tobą
rozmawiać- Wzruszyła ramionami. Obdarzyła ja najbardziej obojętnym
wzrokiem, na jaki było ja stać. Nie czuła nic. Żadnej więzi,
żadnych skrupułów co do niej. Czuła się jakby stała przed
zupełnie obcą osobą, lub raczej przed wrogiem.
-Musimy porozmawiać- Brzmiała na
zatroskaną? Nie, to nie jest Jasminne Luton. Jasminne Luton ze
spokojem patrzy jak ktoś krzywdzi jej dziecko, to na pewno było
zwykłe przesłyszenie.
-O tym?-Uniosła rękę w górę
pokazując ślady- Nie martw się, w życiu byłam gorzej traktowana-
Posłała jej ironiczny uśmieszek. Rudowłosa kobieta spoglądała
niepewnie na swoja córkę nie wiedząc o co dokładnie mogło jej
chodzić. Czy ktoś ją skrzywdził?-Pojawił się pytanie w jej
głowie.
-Wybacz, ale spieszy mi się-Warknęła
w jej stronę.
-Gdzie?-Zapytała stanowczo, kiedy z
lekka się ocknęła. Dziewczyna splotła ręce n klatce piersiowej i
odwróciła wzrok.
-Nie musisz nadrabiać straconych lat,
kontrolom rodzicielską mamusiu- Ironicznie zaakcentowała ostatnie
słowo patrząc na kobietę, która wyraźnie się spięła-
Wychodzę, więc nara mamciu- Gestem ręki kazała jej się wynieść.
Jasminne wycofała się i zamknęła za sobą drzwi.
Rudowłosa spakowała ostatnie rzeczy
do torby i usiadła na łóżku. Chwile rozglądała się po
pomieszczeniu w poszukiwaniu, czegoś co mogłaby założyć na
siebie, aby nie zamarznąć na dworze. W oczy rzuciła jej się
skórzana kurtka, której swoją drogą wcześniej nie widziała.
Ubrała ją i o dziwo była w odpowiednim rozmiarze. Ostatni raz
przejrzała się w lustrze, kiedy usłyszała zgrzyt w zamku. Szybko
podeszła do drzwi i zaczęła szarpać za klamkę. Konstrukcja nie
drgnęła.
-Co do chuja..-Szepnęła pod nosem
ciągle szarpiąc za uchwyt. Uderzyła pięścią w drzwi, a z po
drugiej stronie usłyszała jedyne ciche „Przepraszam”- Wypuść
mnie do cholery!-Krzyczała i waliła w drewniane drzwi, na marne.
Kobieta prawdopodobnie zostawiła ja samą. Po raz ostatni uderzyła
dość mocno i nerwowo zaczęła chodzić po pokoju, Została
uwięziona, to było wręcz niedorzeczne. A jeszcze bardziej
niedorzeczny był fakt, że osobą do, której musiała się zwrócić
z pomocą był Dawid. Wyciągnęła z plecaka komórkę i w
kontaktach odszukała jego nazwisko. Niechętnie wykonała
połączenie, ale nie miała innego wyjścia. Chłopak odebrał po
kilku sygnałach.
-Tego to się nie spodziewałem-
Zaśmiał się.
-Ja też nie, ale nie zaczynaj. Musisz
wrócić do domu. Jasminne zamknęła mnie w pokoju.- Mimo,że
chciała być stanowcza to jednak dało się w tym wszystkim usłyszeć
nutkę prośby.
-Od kiedy dyktujesz mi warunki
rudzielcu?-Słysząc to zacisnęła ręce na aparacie. Powstrzymała
się jednak od powiedzenia czegoś niestosownego, bo w tym momencie
to od niego zależało, czy spędzi tu zamknięta do wieczora (lub
kiedy jej mamuśce się odwidzi) czy też okaże trochę dobroci i
otworzy te drzwi.
-Dobra, jeszcze raz. Chciałbyś
uratować księżniczkę z wierzy?- Zapytała żartobliwie, a w
słuchawce usłyszała prychnięcie.
-Jeśli siebie nazywasz księżniczką,
to przykro mi to stwierdzić, ale nie jestem chętny.- Hamowała się
aby nie wybuchnąć, i mogła sobie tylko wyobrazić jak szczerzył
się w tamtym momencie.
-Naprawdę próbuję być miła, a ty
nie pomagasz- Warknęła.
-Słoneczko, jeszcze się nie
nauczyłaś, że aby coś u mnie wskórać, musisz spojrzeć na
świat moimi oczami?- Przerwał na chwilę. Była niemal pewna, że
palił papierosa. Nabrała głęboko powietrza. Wiedziała, że w tym
przypadku musiała schować swój honor do kieszeni.
-Mógłbyś wrócić do domu i otworzyć
drzwi żałosnej i rudej lasce?-Jęknęła w desperacji, dając
nacisk na „rudej” tak jak zrobiłby to Blake.
-Nie można było tak od razu? Daj mi
dziesięć minut- Przerwał połączenie. Alicji , jakby kamień
spadł z serca. Usiadła na brzegu łóżka, obracając w palcach
telefon. Patrzyła przed siebie i bacznie obserwowała drzwi. W ciszy
nic nie mówiąc układała dokładny plan, co zrobi, jeśli uda jej
się stąd wydostać. Z tego co dowiedziała się od Aleksa, nie było
go w mieście, więc pojawienie się go tutaj zajęłoby mu trochę.
Do tego czasu musiałaby coś ze sobą zrobić, aby ukryć się prze
Erickiem, bo jeśli naprawdę zależało mu na jej obecności, to nie
była pewna do czego ten mężczyzna był zdolny.
Kiedy drzwi nie otwierały się od
dłuższego czasu spoglądnęła na zegarek. Z Dawidem rozmawiała
osiem minut temu, więc miał jeszcze trochę czasu. Kiedy chciał
wygasić ekran, spojrzała niechcący na datę. Zadrżała lekko.
Była zbyt przejęta ostatnimi wydarzeniami, aby jakkolwiek pamiętać
o tym dniu. Teraz, kiedy było już sporo po terminie, oczy lekko jej
się zaszkliły. Ze strachu.
Długo jednak nie była zmuszona o tym
myśleć, bo drzwi do jej pokoju się otworzyły, a w nich stanął
brunet z kpiącym uśmieszkiem.
-Dawaj portfel- Wypaliła nagle, kiedy
Blake wszedł do środka.
-A gdzie, dziękuje mój
wybawicielu?-Zapytał z lekką dumą.-Zaraz, po co ci mój portfel?
Zapomnij!Zaprzeczył i odruchowo złapał się za tylną kieszeń
czarnych spodni. Nie umknęło to uwadze zdenerwowanej Alicji
-Dawid, potrzebuje iść do sklepu.
Pożycz mi trochę forsy-Poprosiła , jakby wyprana z emocji.
-Nie ma takiej opcji. Poproś swoją
mamuśkę- Podszedł do niej bliżej- A co? Znów chcesz zatopić
smutki w alkoholu?-Zapytał się gładząc jej policzki. Rudowłosa
zacisnęła usta w wąską linię. Uniosła dłoń na wysokość jego
ramienia i podtrzymała dzięki temu równowagę. Nieco zakręciło
jej się w głowie.
-Proszę-Wyszeptała. Dawid nieco zbity
z tropu zachowaniem dziewczyn przyglądał jej się. Była blada, a
oczy miała nico zaszklone. Nie chcąc się dłużej z nią spierać
wyciągnął portfel z kieszeni i wcisnął go w jej dłonie. Ta
uśmiechnęła się lekko. -Dziękuje- Powiedziała ledwo słyszalnie
i nim Dawid się zorientował jej już nie było w pokoju.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz