Strony

niedziela, 12 marca 2017

Nadzieja Umiera Ostatnia #18-Nie ma kary bez winy. Ale czy na pewno?

Heloł maj lityl frends <3
Dawno nie było tak tak XD

Ale biere się już do roboty!


Głucha cisza.
A może jednak nie do końca?
Jedyne co słyszała, to bicie własnego serca. Głośne oddechy Erica.
Pierwszy raz doświadczyła uczucia, którego sama się przestraszyła. Lek przed samą sobą kiedy poczuła tak silną nienawiść do drugiego człowieka
Palce zaciskające się na jej ręce, potęgowały, to jak bardzo to wszystko się nasilało. Obrzydzenie, niechęć do mężczyzny, który potraktował ją jak śmiecia, a przecież na dobrą sprawę nic nie zrobiła. A może zrobiła, tylko w tym domu panowały chore zasady, niczym za czasów średniowiecza? Wszytko było możliwe, ale to tylko przekonało ją w tym, że jak widać Erick Blake nie jest taki za jakiego początkowo uważała go Alicja.. Niewiele pamiętała swego ojca, ale była pewna, że on nigdy by jej tak nie potraktował. Był cudownym człowiekiem. Zawsze uśmiechniętym mężczyzną. Kiedy wracała z pracy, mała Alicja rzucała mu się na szyję i opowiadała wszystko co działo się tego dnia, a on zawsze jej wysłuchał. Mimo, że jej rodzice dość często się kłócili, a matka wychodziła z domu trzaskając drzwiami, to nie mogła narzekać na swoje dzieciństwo. Do czasu...
Kiedy żył, ona była szczęśliwym dzieckiem, które nie zdawało sobie sprawy jak cenne jest życie. Jakie jest nieprzewidywalne. Bo dzień przed śmiercią swojego swojego ojca, ona wdrapała mu się na kolana z ciężką książką pod pachą i z błagalnym uśmieszkiem położyła ją na swoich kolanach. Spędzali tak każdy wieczór, czasem jeszcze w towarzystwie jej matki. Następnego dnia, jakby przeniosła się do innej rzeczywistości. Nagle kolory przestały się liczyć. Bo kiedy jego zabrakło, w domu zniknęło to co najważniejsze- miłość. Kilka dni później pamiętała jedynie dzień, kiedy zabrali ją do bidula. Dzień, który jeszcze wiele razy potem nawiedzał ją w koszmarach.
-Puść mnie-Wysyczała. Erick jednak nie wziął sobie tego do serca nie zmieniając swojej pozycji. Lustrował jej twarz, tymi poszarzałymi tęczówkami. Nikt nie mógł przewidzieć tego co zrobi. Był człowiekiem nieprzewidywalnym, a przynajmniej tak wydawało się Alicji.-Puść mnie, słyszysz!-Krzyczała i siłą próbowała wyswobodzić się z uścisku. Facet był jednak zbyt silny, a w dodatku niemiłosiernie zły. -Kim ty jesteś aby mówić mi co mam robić?
-Kim ja jestem?-Uśmiechnął się przebiegle- Zaraz ci pokaże-Wystarczył jego jeden ruch, aby pchnąć dziewczynę na ścianę, by ta uderzyła dość mocno o nią i syknęła z bólu. Rudowłosa przymknęła powieki. Pulsujący ból w skroniach poważnie ją zdekoncentrował. Otrząsnęła się i kątem oka spojrzała na Jasminne. Obecność matki tylko ja irytowała. Kobieta stała tam ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. Nic nie zrobiła. Zza pleców dość sporego mężczyzny, ujrzała Dawida, który wpatrzony w komórkę schodził ze schodów. Wiedząc, ze sama nie była w stanie dać rady Blake'owi, błagała, aby spojrzał w ich kierunku. Kiedy brunet uniósł wzrok przyglądał się im przez chwilę. Zaciskając szczękę pewnym krokiem podszedł do siwowłosego mężczyzny.
-Zostaw ją-Warknął ostro.-Mówiłem coś- Powtórzył, kiedy Erick nie zdawał się chętny aby jakkolwiek się ruszyć.
-O synu, jak miło cię widzieć- Uśmiechnął się złośliwie w stronę dziewczyny i gwałtownie ją puścił. Ta odsunęła się szybko w bok i złapała odruchowo za rękę, na której siniak powoli stawał się widoczny. Rudowłosa tylko obserwowała, jak Dawid rzucił się na swojego ojca i zamierzał go uderzyć.
-Zastanów się co robisz, twoja dziewczyna ciągle jest na celowniku- Widziała jak jego pięści zaciskają się na kołnierzu jego koszuli, a po dłuższej chwili niechętnie rozluźnił palce.. Nie trudno było zauważyć, że jego złość, to już nowy etap, którego Alicja nie miała jeszcze okazji zobaczyć. Ruchem łowy dal jej znak aby poszła na górę. Nie zastanawiała się. Nie chciała dłużej patrzeć na to wszystko. Po drodze rzuciła tylko zawiedzione spojrzenie matce i wspięła się na piętro.
Rozglądała się po piętrze. Gdyby nie podparła się o ścianę osunęłaby się w dól tracąc świadomość. Mdliło ją, a serce chciało chyba pozwiedzać świat na zewnątrz bo wręcz rozrywało jej klatkę. Trudno powiedzieć, czy to była reakcja na nagły skok adrenaliny, czy może bóle brzucha to po prostu nadal te cholerne dolegliwości, z którymi próbowała zmagać się od kilku dni. Wzięła głęboki oddech, może dwa. Tak na uspokojenie, co i tak nie pomogło. Była przestraszona , musiała to przyznać. Nigdy w życiu nie widziała takiej furii, jak w oczach Ericka. Ciężko przechodziła jej ta myśl przez głowę, ale brunet naprawdę ją uratował. Aż trudno w to uwierzyć.
Lekko trzęsącymi się dłońmi zacisnęła palce na klamce, chcąc dostać się do pokoju.
Tuż za jej plecami poczuła czyją obecność. Nie trudno było się domyśleć kto to mógł być. Obstawiać można było dwie opcje, ale charakterystyczny zapach zarezerwowany wyłącznie dla chłopaka rozwiązało tą jakże trudną zagadkę.
-Jaka ty jesteś głupia- Usłyszała tuz za uchem ochrypły głos. Dawid był wściekły, nie dało się ukryć, co źle wróżyło. Mimo,że stal naprawdę blisko, to dziewczyna nie odwróciła się w jego stronę. Jedynie zacisnęła dłoń w pięć, wbijając przy tym paznokcie w skórę.-Gdyby mnie tam nie było siedziałabyś teraz z obita mordką- Zakpił.
-Mówisz to po to, aby podkreślić jaki to jesteś dobroduszny? Tak, uratowałeś mi prawdopodobnie życie, dzięki. Przypominam ci jednak, że to ty pierwszy prawie mnie uderzyłeś.- Obdarzyła go morderczym spojrzeniem, zaraz po tym jak stała do niego twarzą w twarz.-To u was rodzinne?
-Nie moja wina, że czasem jesteś naprawdę bardzo wkurzająca.- Dotknął ręką jej włosów, lekko mierzwiąc je na górze- A prawie robi tutaj wielką różnicę- Nie mogła powiedzieć, ze ten gest poprawił jej humor. Wciąż była wściekła do granic możliwość, jednak to nieco ją uspokoiło? W każdym razie, mimo,że stała przed człowiekiem, któremu jeszcze chwile temu miała ochotę złamać nos, to patrząc na niego i ten uśmiech, którym nie codziennie ją obdarzał, zapomniała o wszystkim. O tym, że potraktował ja jak szmatę, o tym, że przez niego miała ciągłe wyrzuty sumienia, kiedy spoglądała na Nikole, o raz o tym, że przed chwila nazwał ją głupią, chodź liczyła się z tym, że może mieć nieco racji. Lecz tylko na chwile. Znów powrócił gniew i chęć rozerwania mu tętnicy. Czy to normalne, żeby darzyć kogoś takimi dwoma sprzecznymi ze sobą uczuciami? Jak widać tak.
-To po kija mnie tu przywlokłeś?- Warknęła ostro spoglądając w jego oczy., które zbytnio nie wyrażały żadnych emocji. Był tak samo obojętny jak co dzień. Cisza, której nikt nie przerwał trwała chwilę. Dawid lustrował ją wzrokiem, jakby upewniając się, czy na serio zadał to pytanie.
-Chciałaś do mamusi- Uśmiechnął się do niej, kiedy dłoń przyłożył do jej policzka. Alicja tym razem nie oddała się dotykowi i gwałtownie strąciła rękę z buzi, ukazując przy tym lekko zasiniały nadgarstek, na którym Dawid skupił swój wzrok.-Nie moja wina, że polubiła takie klimaty.
-Jaka matka? To zwykła dziwka- Podsumowała bez żadnego zawahania. Właśnie w takim świetle widziała swoją rodzicielkę.
-To u was rodzinne?-Przedrzeźniał ją , nie ukrywając swojego zadowolenia. Nie czekając na reakcje dziewczyny zszedł na dół.
Alicja słysząc to zamknęła oczy i w myślach widziała już ten wymierzony cios prosto w jego twarz. Kiedy jednak Blake'a już nie było podbiegła do balustrady. Zdążyła, nim chłopak zniknął za ciężką konstrukcją frontowych drzwi,.
-Pieprz się Blake! Pieprz się!-Wydarła się na cały głos, drażniąc przy tym swoja krtań. Chłopak nie przejął się tym jakoś szczególnie. . Pomachał jej na odchodne i trzasnął drzwiami. Po domu rozległ się tylko cichy szelest na dole. Odruchowo jej wzrok powędrował w tamta stronę. Kiedy okazało się, że Jasminne stała tam od początku całej sytuacji wymamrotał coć pod nosem i zamknęła się w pokoju. Mimo,że pomieszczenie nie było w jej stylu, to czuła się tu najbezpieczniej, chodź ciężko mówić, o pewności, że nic jej się tu nie stanie. Sytuacja z dzisiejszego dnia obudziła w niej wiele obaw o swoje życie, którego nie chciał kończyć w taki sposób. Na pewno, nie tak jak skończyła jej matka.
Padła na łóżko. Zmęczona tym wszystkim , po prostu zwinęła się kulkę i przyłożyła dłonie do twarzy, pocierając lekko skronie. Tak znikąd po prostu łzy zaczęły spływać po jej policzkach, ale w takiej ilości, ze dziękowała sobie, że nie była fanką makijażu, bo tusz spływałby jej od oczu, aż po samą brodę. Czuła się bezradna. Tkwiła sama w tym wszystkim. Może faktycznie była głupia, licząc na to, że po dziesięciu latach samotnej próby odszukania swojej rodzicielki, ta będzie skakała z radości i jej wszystkie wyciszone instynkty macierzyńskie się włączą. Jednak naprawdę, liczyła na to, że może chodź spróbować odbudować jakąkolwiek rodzinną relacje z Jasminne, która na samym początku wcale nie wydawała się taką zlą osobą. Racja, była nieco wycofana, jeśli chodzi o Alicję, ale czego można się spodziewać. Nie wiedziała na kogo dziewczyna wyrosła. Tyle, że wszystko zaczęło układać się w jedną całość, po tym jak zachował się wobec niej Erick. Spoglądając na Jasminne, nigdy nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Była uzależniona od mężczyzny, który zdaniem Alicji był tylko jedynym wielkim chodzącym ścierwem. Nie był dobrym człowiekiem i zapewne skrywał wiele tajemnic. W dodatku ciągłe porachunki ze swoim synem, któremu nieustannie grozi, jaki normalny ojciec zachowuje się tak w stosunku do własnego dziecka?
Podniosła się z łóżka i stanęła przed lustrem. Otarła zaczerwienione oczy. Twarz miała nieco popuchnięta od łez, a wyswobodzone włosy z kucyka przylepiły jej się do policzków. Postanowiła pogrzebać w szafie, aby znaleźć coś godnego założenia. Ciężko było, ale udało jej się wśród tych kilku sukienek i pantofelków odnaleźć zwykły biały top i czarne spodnie. Poprawiła włosy i chwyciła za plecak. Nie miała zbyt wiele swoich rzeczy, ale schowała do niego przede wszystkim telefon, który był jej niezbędny. Kilka ciuchów, z którymi tutaj przyszła. Niemalże była gotowa, aby opuścić to miejsce, tak by nikt jej nie zauważyła. Chciał to zrobić, teraz w tamtym momencie. Po prostu wybiec z domu i i prosto przed siebie, po drodze dzwoniąc do Aleksa, aby po raz ęty uratował jej dupę.
-Co robisz?-Odwróciła się gwałtownie w stronę głosu. Jej matka stała w drzwiach i uśmiechała się do niej lekko.
-Pozwoliłam ci wejść?-Podeszła do niej. Początkowo chciała ją wypchnąć z pomieszczenia, jednak coś podkusiło ją, aby wysłuchać tego co ma do powiedzenia.
-Pukałam, ale nie raczyłaś otworzyć- Tłumaczyła się. Poprawiła nerwowo ruda grzywkę, która zasłaniała jej czoło i zaczesała za ucho jeden kosmyk włosów, który luźno wystawał z jej koka.
-Widocznie nie chciałam z tobą rozmawiać- Wzruszyła ramionami. Obdarzyła ja najbardziej obojętnym wzrokiem, na jaki było ja stać. Nie czuła nic. Żadnej więzi, żadnych skrupułów co do niej. Czuła się jakby stała przed zupełnie obcą osobą, lub raczej przed wrogiem.
-Musimy porozmawiać- Brzmiała na zatroskaną? Nie, to nie jest Jasminne Luton. Jasminne Luton ze spokojem patrzy jak ktoś krzywdzi jej dziecko, to na pewno było zwykłe przesłyszenie.
-O tym?-Uniosła rękę w górę pokazując ślady- Nie martw się, w życiu byłam gorzej traktowana- Posłała jej ironiczny uśmieszek. Rudowłosa kobieta spoglądała niepewnie na swoja córkę nie wiedząc o co dokładnie mogło jej chodzić. Czy ktoś ją skrzywdził?-Pojawił się pytanie w jej głowie.
-Wybacz, ale spieszy mi się-Warknęła w jej stronę.
-Gdzie?-Zapytała stanowczo, kiedy z lekka się ocknęła. Dziewczyna splotła ręce n klatce piersiowej i odwróciła wzrok.
-Nie musisz nadrabiać straconych lat, kontrolom rodzicielską mamusiu- Ironicznie zaakcentowała ostatnie słowo patrząc na kobietę, która wyraźnie się spięła- Wychodzę, więc nara mamciu- Gestem ręki kazała jej się wynieść. Jasminne wycofała się i zamknęła za sobą drzwi.
Rudowłosa spakowała ostatnie rzeczy do torby i usiadła na łóżku. Chwile rozglądała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu, czegoś co mogłaby założyć na siebie, aby nie zamarznąć na dworze. W oczy rzuciła jej się skórzana kurtka, której swoją drogą wcześniej nie widziała. Ubrała ją i o dziwo była w odpowiednim rozmiarze. Ostatni raz przejrzała się w lustrze, kiedy usłyszała zgrzyt w zamku. Szybko podeszła do drzwi i zaczęła szarpać za klamkę. Konstrukcja nie drgnęła.
-Co do chuja..-Szepnęła pod nosem ciągle szarpiąc za uchwyt. Uderzyła pięścią w drzwi, a z po drugiej stronie usłyszała jedyne ciche „Przepraszam”- Wypuść mnie do cholery!-Krzyczała i waliła w drewniane drzwi, na marne. Kobieta prawdopodobnie zostawiła ja samą. Po raz ostatni uderzyła dość mocno i nerwowo zaczęła chodzić po pokoju, Została uwięziona, to było wręcz niedorzeczne. A jeszcze bardziej niedorzeczny był fakt, że osobą do, której musiała się zwrócić z pomocą był Dawid. Wyciągnęła z plecaka komórkę i w kontaktach odszukała jego nazwisko. Niechętnie wykonała połączenie, ale nie miała innego wyjścia. Chłopak odebrał po kilku sygnałach.
-Tego to się nie spodziewałem- Zaśmiał się.
-Ja też nie, ale nie zaczynaj. Musisz wrócić do domu. Jasminne zamknęła mnie w pokoju.- Mimo,że chciała być stanowcza to jednak dało się w tym wszystkim usłyszeć nutkę prośby.
-Od kiedy dyktujesz mi warunki rudzielcu?-Słysząc to zacisnęła ręce na aparacie. Powstrzymała się jednak od powiedzenia czegoś niestosownego, bo w tym momencie to od niego zależało, czy spędzi tu zamknięta do wieczora (lub kiedy jej mamuśce się odwidzi) czy też okaże trochę dobroci i otworzy te drzwi.
-Dobra, jeszcze raz. Chciałbyś uratować księżniczkę z wierzy?- Zapytała żartobliwie, a w słuchawce usłyszała prychnięcie.
-Jeśli siebie nazywasz księżniczką, to przykro mi to stwierdzić, ale nie jestem chętny.- Hamowała się aby nie wybuchnąć, i mogła sobie tylko wyobrazić jak szczerzył się w tamtym momencie.
-Naprawdę próbuję być miła, a ty nie pomagasz- Warknęła.
-Słoneczko, jeszcze się nie nauczyłaś, że aby coś u mnie wskórać, musisz spojrzeć na świat moimi oczami?- Przerwał na chwilę. Była niemal pewna, że palił papierosa. Nabrała głęboko powietrza. Wiedziała, że w tym przypadku musiała schować swój honor do kieszeni.
-Mógłbyś wrócić do domu i otworzyć drzwi żałosnej i rudej lasce?-Jęknęła w desperacji, dając nacisk na „rudej” tak jak zrobiłby to Blake.
-Nie można było tak od razu? Daj mi dziesięć minut- Przerwał połączenie. Alicji , jakby kamień spadł z serca. Usiadła na brzegu łóżka, obracając w palcach telefon. Patrzyła przed siebie i bacznie obserwowała drzwi. W ciszy nic nie mówiąc układała dokładny plan, co zrobi, jeśli uda jej się stąd wydostać. Z tego co dowiedziała się od Aleksa, nie było go w mieście, więc pojawienie się go tutaj zajęłoby mu trochę. Do tego czasu musiałaby coś ze sobą zrobić, aby ukryć się prze Erickiem, bo jeśli naprawdę zależało mu na jej obecności, to nie była pewna do czego ten mężczyzna był zdolny.
Kiedy drzwi nie otwierały się od dłuższego czasu spoglądnęła na zegarek. Z Dawidem rozmawiała osiem minut temu, więc miał jeszcze trochę czasu. Kiedy chciał wygasić ekran, spojrzała niechcący na datę. Zadrżała lekko. Była zbyt przejęta ostatnimi wydarzeniami, aby jakkolwiek pamiętać o tym dniu. Teraz, kiedy było już sporo po terminie, oczy lekko jej się zaszkliły. Ze strachu.
Długo jednak nie była zmuszona o tym myśleć, bo drzwi do jej pokoju się otworzyły, a w nich stanął brunet z kpiącym uśmieszkiem.
-Dawaj portfel- Wypaliła nagle, kiedy Blake wszedł do środka.
-A gdzie, dziękuje mój wybawicielu?-Zapytał z lekką dumą.-Zaraz, po co ci mój portfel? Zapomnij!Zaprzeczył i odruchowo złapał się za tylną kieszeń czarnych spodni. Nie umknęło to uwadze zdenerwowanej Alicji
-Dawid, potrzebuje iść do sklepu. Pożycz mi trochę forsy-Poprosiła , jakby wyprana z emocji.
-Nie ma takiej opcji. Poproś swoją mamuśkę- Podszedł do niej bliżej- A co? Znów chcesz zatopić smutki w alkoholu?-Zapytał się gładząc jej policzki. Rudowłosa zacisnęła usta w wąską linię. Uniosła dłoń na wysokość jego ramienia i podtrzymała dzięki temu równowagę. Nieco zakręciło jej się w głowie.
-Proszę-Wyszeptała. Dawid nieco zbity z tropu zachowaniem dziewczyn przyglądał jej się. Była blada, a oczy miała nico zaszklone. Nie chcąc się dłużej z nią spierać wyciągnął portfel z kieszeni i wcisnął go w jej dłonie. Ta uśmiechnęła się lekko. -Dziękuje- Powiedziała ledwo słyszalnie i nim Dawid się zorientował jej już nie było w pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz