Strony

sobota, 18 lutego 2017

Walentynkowy Specjal- A było to 14 lutego...

Witajcie w kolejnym opku z serii walentynkowej!
Tym razem coś nowego? Cofniecie się trochę do czasów licealnych postaci. Oczywiście użyczone od Anon za jej zgodą! XDDD
Myślę, że taka forma powinna wam się spodobać. Miłego czytania!


~*~*~*~*


Przeciągnęła się leniwie na łóżku. Uczucie chłodu dotknęło ją, jak każdego ranka, kiedy musiała pokonać kilka kroków, aby wyłączyć budzik. Z lekkim grymasem rozejrzała się po pokoju. Szukając telefonu natknęła się na dość spora ilość różnych rzeczy, zdając sobie sprawę, że odgruzowanie tego pomieszczenia byłoby dobrym pomysłem. Sama nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała odkurzać w rękach. Nie lubiła tego robić, więc za wszelka cenę unikała tych czynności. Jednak nawet najwytrwalszy zawodnik kiedyś się podda. Zazwyczaj wtedy, kiedy bałagan wkradnie się zbyt do jego życia, decydując o wielu istotnych sprawach na, które normalnie miałby wpływ.
Smartfona wyciągnęła dopiero po chwili. Między poduszka, a stertą ubrań. Miejsce w, którym go znalazła nawet dla niej wydał się dziwny, lecz wzruszyła tylko ramionami.
Chcąc napisać wiadomość do Aleksa odblokowała telefon, jednak swój wzrok skupiła na dacie. Czternasty luty. I nagle cały dzień ( chodź dobrze się zapowiadający) został spieprzony. Legną w gruzach, tylko przez dwa słowa. Czternasty luty. Pokręciła głową (bo co miała zrobić?) i udała się do łazienki. Mimo, że pobudka zapowiadała dziś starannie dobrany strój i lekki makijaż, to jednak skończyło się na spodniach, dużej bluzie oraz włosach spiętych w wysokiego kucyka, a to tylko na znak protestu, w którym swoją droga brała udział tylko ona, i chyba tylko ona wiedziała o jego istnieniu.
Twarz-zero tapety. Jak się nie starać to dokładnie. Ostatni raz spojrzała w lustro. Wory pod oczami normalnie byłby przeszkodą, ale teraz? Wręcz idealnie zdobiły jej twarz. Blada skóra? Po co dodawać jej blasku, skoro z góry przesądzone jest, że ten dzień będzie jednym z najgorszych. I wcale nie chodziło o to, że nie miała pary (to wręcz była tylko ulga), lecz o to, że od dziecka nie rozumiała tej całej nagonki na święto zakochanych. Uważała to za sztuczne i naciągane święto. Bo przecież po co czekać do tego dnia, aby wyznać komuś miłość. Po co czekać, by zabrać kogoś do kina lub po prostu przytulić i iść na spacer. Można to robić zawsze i wszędzie, a dziewczyny, które wyczekiwały na tego kwiatka (który i tak zwiędnął po dwóch dniach) jej zdaniem musiały mieć bardzo nudne życie.
Kumulując złą energie w sobie udała się do jadalni. Wzięła talerz i usiadła przy stoliku czekając na Aleksa. Ten jak na zawołanie dosiadł się do niej i obdarował wyczekującym spojrzeniem.
-Co- Warknęła. Blondyn mierzył ja ciekawskim spojrzeniem uśmiechając się przy tym.
-Sprawdzam w jakim jesteś humorze- Nachylił się nad nią obserwując dokładnie każdy jej element twarzy, wyczekując aż cokolwiek się zmieni,
-W takim w jakim byłam rok temu, dwa lata, trzy, pięć. Zagwarantuję ci, że za dwadzieścia lat również w takim będę- Westchnęła. Nie mogła zbytnio tchnąć śniadania, więc jedynie mieszała widelcem w jajku, niekiedy zerkając na towarzysza.
-Ciekawe czy będziesz tak myśleć jak się zakochasz-Uniósł brew. Jedna z niewielu okazji, kiedy denerwowało ją dosłownie wszystko, a szczególnie ten o to temat. Trudno było tego nie wykorzystać, a wręcz stało się to dla niego tradycją. Co go obchodziło święto zakochanych, skoro mógł z przyjemnością obserwować, jak dziewczyna reaguje na wszystko zbyt agresywnie, a to za sprawą tego jednego dnia, czy to nie było piękne?
-Dobrze się czujesz? Przecież wiesz, że nigdy nie zmienię zdania- Zabrzmiała dosadnie. Blondyn przybliżył się tak,że dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Zmrużył oczy, badawczo obdarowując ją spojrzeniem. Dziewczyna nie drgnęła, wręcz z ciekawością czekała na jego dalszy ruch popukując nerwowo o blat paznokciami.
-Co się tak gapisz?-Zapytała, kiedy cisza między nimi była już denerwująca. Calmin odsunął się gwałtownie odchylając się przy tym na krześle. Złapał równowagę poprzez gwałtowne uderzenie otwarta dłonią o stół wywołując tym samym ciekawskie spojrzenia nastolatków, którzy przerwali swoje śniadanie aby na niego spojrzeć.
-Zobaczymy-Szepnął jej tylko tuż przy twarzy, jednak nie spuszczając z niej wzroku. Rudowałosa prychnęła zirytowana. Spuściła głowę, a kiedy ją uniosła miejsce naprzeciwko było puste. Obejrzała się w stronę wyjścia i ujrzała blondyna, który machał do niej śmiejąc się przy okazji. Sfrustrowana zabrała swoje rzeczy i podeszła do niego, lecz kiedy była bliżej chłopak odbiegł. Zdenerwowana już lekko chwyciła go za rękaw bluzy i przyciągnęła do siebie.
-Po pierwsze, nie znajdzie się na ziemi taka osoba, która pokaże mi, że to święto jest cudowne- Recytowała wbijając mu paznokieć w klatkę piersiową- A po drugie- Uśmiechnęła się złośliwie- Czyżbyś się zakochał, że tak bronisz tego dnia?-Splotła ręce pod biustem przybierając przy tym pewnej postawy. Aleks chwilę milczał. Odbiegał wzrokiem w inną stronę, a dłoń nerwowo wsunął w grzywkę.
-Ja? Ależ skąd!-Zaprzeczył- Uważam, że to święto jest po prostu urocze
-Urocze? Proszę cię! Świat nie jest taki jak w tych wszystkich lekturach, a ten dzień jest jedną wielką machiną zarabiającą pieniądze. Nic poza tym- Wyrzuciła ręce w górę. Blondyn objął ją w pasie i zmusił, aby się do niego przytuliła.
-Ej no, moje uczucia nie są sztuczne- Zapłakał. Luton zaśmiała się.-Wesołego Walentego- Zachichotał. Odepchnęła go łokciem i poszła przed siebie.-Nie uciekniesz od tego dnia! Kocham Cię-Krzyknął dusząc się lekko przez śmiech. Rudowłosa pokazała mu tylko środkowy palec i w samotności udała się do placówki szkolnej.
Miejsce (chyba jak każde inne) nie wyróżniało się niczym szczególnym. Zwykła szkoła o dwóch piętrach. Obok, (bo dzielił ich tylko mały taras, gdzie w zwyczaju kiedy pogoda dopisywała jadło się tam lunch, bądź spędzało przerwę) stał kolejny nieco mniejszy budynek, gdzie lekcje miały klasy gimnazjalne, lecz w efekcie i tak wszyscy spędzali przerwy w licealnej części, gdzie przeważnie więcej się działo. W dodatku dostęp do ogólnej stołówki znajdował się właśnie w starszym skrzydle, więc każdy szanujący się uczeń nie ruszał się zbytnio z tamtego miejsca, aby w porze obiadu nie wyczekiwać nie wiadomo ile.
Pchnięcie furtki tego dnia wydawało się bardziej wyczerpujące niż zazwyczaj. Wszystko tego dnia (za każdym razem) wydawało się o wiele trudniejsze do wykonania. Teraz (obserwując swój obecny strój) dziękowała Bogu, że pomysł z mundurkami, na który zresztą sama głosowała, ale tylko dlatego, aby w efekcie ujrzeć zirytowanego Bleyka w koszuli i swetrze każdego dnia, poprawiając sobie przy tym nieco humor, nie został zaakceptowany. Myśl, że musiałaby się wciskać w krótką spódniczkę, łamiąc przy tym swoje wszelakie postanowienia wywoływała u niej wstręt.
Niezauważalnie przemknęła do swojej szafki. Mały sukces na początku dnia, to było coś! Uniknięcie poczty walentynkowej, której organizatorki wręcz nakazywały ci coś do niej wrzucić, było jednym z niewielu marzeń tego dnia, chodź zdawała sobie sprawę, że zbyt pięknie byłoby nie spotkać ich na swojej drodze, aż do końca lekcji. Niedbale wyciągnęła książki i wpakowała je do torebki.
-Alicja!-Usłyszała wołanie i impulsywnie odwróciła się w stronę dźwięku. Z końca korytarza drobna szatynka machała do niej, a po chwili stała tuz obok jej szafki.-Wysłałaś już komuś walentynkę?- Alicja skrzywiła głowę. Co roku była poddawana pod ten sam schemat. Tradycją było, że Nikola kompletnie zapominała o jej poglądach i szukała w niej kompanki, która będzie doradzać jej w sprawach, który brokat bardziej pasuje do odcienia kartki,a to nigdy nie miało racji bytu.
-Nikola- Jęknęła
-Tak, tak wiem, ale myślałam, że jednak w tym roku będzie inaczej-Posmutniała.
-To nie myśl-Warknęła, ale jednak chyba zbyt oschle. Niby dziewczyna nic takiego nie zrobiła,ale nie miała zbytnio sił na to, aby po raz ęty tłumaczyć jedno i to samo.
-Nie musisz być taka wredna- Fuknęła i zgrabnie wyminęła dziewczynę.
-Po co ty się starasz- Zapytała nagle. Nikola spojrzał na nią pytająco ściskając w dłoni już zrobioną karteczkę.-Kiedy tylko znikniesz z pola widzenia twoja praca wyląduje w koszu
-Mylisz się! Dawid taki nie jest- Alicja może się przewidziała, ale kiedy tak mówiła, jej oczy zawsze lekko szkliły.
-Żebyś się nie zdziwiła- Luton pokręciła głową. Wiedziała, że rozmawianie z Nikolom o takich sprawach (szczególnie poruszanie tematu Dawida) było jak kłótnia z głuchym, lecz dziewczyna próbowała za każdym razem.
-Ja rozumiem,że czujesz coś do niego, ale nie nastawiaj mnie przeciwko niemu- Podeszłą bliżej i ujęła lekko jej dłoń, w którą wcisnęła walentynkę własnej roboty- Może nie znasz go na tyle, ale ja wiem, że jeśli chce to potrafi być uroczy, romantyczny... – Urwała, kiedy mocne trzaśnięcie metalową konstrukcją zagłuszyło ja i przestraszyło. Alicja odeszła szybko przeklinając pod nosem. Nie zbyt patrzyła w którą stronę szła i na kogo, dlatego zderzenie się z czyimś ciałem wyprowadziło ją z równowagi.
-Patrz jak łazisz-Krzyknęła. Dopiero po chwili ogarnęła, że to Aleks i oparła głowę o jego ramię.
-No, nie było mnie niecałe dziesięć minut, a ty już w takim humorze. Coś przegapiłem?-Trudno było mu się nie śmiać, kiedy jego najlepsza przyjaciółka kipiała ze złości, prawdopodobnie (tak obstawiał) przez ten przeklęty dla nie dzień.
-Jeśli chce to potrafi być uroczy, romantyczny...-Przedrzeźniała drobną szatynkę z lekką przesadą w głosie.
-Kto?
-Jak to kto? Przecież oczywiście, że ten kretyn-Krzyknęła. Blondyn miał wrażenie, że cała szkoła zwróciła na nich uwagę, a jej wkurzony głos było słychać w całym budynku.
-Rozumiem, że widziałaś się z Nikolom-Zaśmiał się pod nosem i przytulił Alicja. Ta tylko mruknęła cicho.
-Mam już zdecydowanie dość tego dnia- Jęknęła. Odsunęła się od przyjaciela. Aleksowi kącik ust ponownie drgnął do uśmiechu, a dziewczyna spoglądała na niego pytająco. Po chwili jednak zrozumiała o co chodziło, kiedy poczuła dość duże uwieszające się lekko na niej ciało. Wysoki chłopak nieco musiał się schylić, aby pocałować ją w policzek na przywitanie subtelnie łaskotać ją przy tym swoimi włosami.
-Hej Xavier-Przywitała się. Chłopak o dziwo miał lepszy humor niż zazwyczaj (co rzadko się zdarza). Uśmiechał się od ucha do ucha. Chłopcy przywitali się, a rudowłosa zwróciła uwagę na teczkę, którą białowłosy ściskał w rękach.
-Co tam masz?-Wskazała palcem na granatowy przedmiot. Xavier zaśmiał się złośliwie i mocniej zacisnął palce na teczce.
-Przekonasz się w swoim czasie. Powiem tyle. Mam mały prezencik dla mojego braciszka- Rozmarzył się lekko.
-Braciszka? W walentynki?-Pytała nieco zdezorientowana cała sytuacją. Chłopak przerzucił jej rękę przez ramie i lekko do siebie przyciągnął. Uniósł wyżej papierowy organizer i spojrzał na Alicję.
-Tu znajduję się prezent prosto z mojego serca- Powiedział poetycko- Lepszej walentynki nie mógł sobie wyobrazić.- Aleks zaśmiał się, lecz ona wciąż nie zbyt wiedziała o co chodzi. To było dziwne- No, ale spadam zanim powiem wam zbyt wiele. Trzymajcie się- Nieco się oddalił- A i jeszcze jedno!-Krzyknął-Szczęśliwego Walentego Alis
-Ty też?- Paplała sfrustrowana. Chłopak nic nie powiedział, tylko posłał jej buziaczka i zniknął w przejściu udając się zapewne do swojego skrzydła.
-My tez powinniśmy iść- Zwrócił uwagę Aleks. Dziewczyna wzięła torbę i udała się z chłopakiem na lekcje.

Czas do lunchu minął normalnie. Alicji udało się uniknąć wszelakich konfrontacji z ludźmi, którzy usilnie próbowali przypomnieć jej, że to właśnie dziś jest ten dzień. Tak ja wszyscy zeszła na dół wraz z blondynem i ustawiła się w kolejce po obiad.
Tak jak się spodziewała, nawet szkolna kuchnia dba o to święto, a ciasteczka w kształcie serduszek do obiadu był bardzo irytującym ją dodatkiem. Chwyciła tackę z lekkim grymasem i usiadła przy stoliku. Jak zwykle dosiadł się Aleks, a reszta była zmiennym towarzystwem. Tego dnia jednak swoja obecnością zaszczycił ich Xavier i to o dziwo nie sam.
-Jeden Dawid to za mało?-Zaśmiała się Alicja witając się skinieniem głowy z Damienem.
-Mój braciszek jest zbyt zajęty jakąś panną, musiałem znaleźć sobie zastępstwo- Poklepał Damiena po plecach.
-Nie wydaje mi się, abyś mógł w jakimkolwiek stopniu mnie z nim równać- Odezwał się brunet. Usiadł przy stole tuż obok białowłosego, który usiadł okrakiem na krześle opierając na oparciu swoje ręce. Zawsze tak siedział.
-Przykro mi Xavier, ale muszę przyznać mu rację. Damien nie jest takim idiotą- Sapnęła dziewczyna wymachując widelcem, który po chwili został jej wyciągnięty z ręki.
-Zaraz mi wbijesz to w oko- Zbeształ ją, lecz Alicja tylko wzruszyła ramionami.
-Żeby tylko w oko- Parsknęła. Xavier nieco się oburzył, spoglądając na Damiena, który zdecydowanie miał z niego zbyt wielki ubaw, aby jakkolwiek mu pomóc.
-No, a jak tam twoja walentynka dla Dawida?-Zapytała, zdając sobie sprawę jak to dziwnie brzmi. Xavier i Damien wymienili porozumiewawcze spojrzenia przez co w efekcie oboje wybuchnęli śmiechem.
-Wiesz coś na ten temat?-Skierowała się do bruneta, który siedział rozwalony na krześle z jedną nogą oparta o drugą.
-Musze przyznać, że miałem w tym skromny udział- Uśmiechnął się ironicznie.
-Rozumiem, że i tak nie wyciągnę nic od was na ten temat- Xavier pokręcił tylko głową- Cóż przynajmniej próbowałam- Wstała od stolika i odniosła tackę. Damien i Xavier gdzieś się zmyli, a ona wraz z Aleksem postanowiła przenieść się na dziedziniec, bo mimo dość mroźnej temperatury zapragnęła naglę się wywietrzyć. Nie zbyt było jej to dane, bo tuz przy wyjściu natknęła się na wkurzonego Toby'ego.
-Hej, co jest?-Zapytała lustrując chłopaka spojrzeniem.
-Jak wiele razy mówiłem ci, że ta szkoła to patologia?-Zapytał. Toby mimo tego, że był zły nadal zachowywał się spokojnie co często było mylne. Jednak Alicja wiele razy widziała go w tym stanie i nigdy nie zapowiadało to nic dobrego.
-Hm...Jakieś miliard razy?-Uśmiechnęła się lekko.
-Ta szkoła to patologia- Powtórzył- Ja już naprawdę mam tego dość. Znajdę tego co to zrobił, a wiem, że nie będzie to trudne i sam się będzie z tego tłumaczył- Westchnął ciężko.
-Co tym razem?-Toby nic nie powiedział tylko wcisnął w jej ręce kartkę odwróconą tył na przód. Przekręciła ja i spojrzał. Była nieco zaskoczona tym zdjęciem, jednak nie mogła ukryć, tego jak bardzo było to cudowne.
-Faktyczne prezent od serca- Rzekła do Aleksa i oboje się zaśmiali. Toby odszedł zirytowany w głąb szkoły prawdopodobnie próbując dopaść sprawcę tego pięknego dzieła. Zdjęcie z Dawidem dwuznacznie klękającym przy Damienie w kiblu było tak rzeczywistą przeróbką, że nie mogła wyjść z podziwu, i chodź wiedziała, że teka sytuacja nie miała nigdy miejsca nie mogła zostawić tego bez swojego małego udziału.
Nagle wpadał na genialny pomysł, a w jej głowie pojawiła się nadzieja, że te walentynki wcale nie będą aż tak złe.
-Chodź- Pociągnęła blondyna w kierunku biblioteki, aby skorzystać z ksero. Wykonała kilka kopii i za pomocą taśmy klejącej przytwierdziła je do bluzy. Przy małej pomocy Aleksa, który nie mógł opanować swojej głupawki. Ostatecznie cała była obklejona przeróbkami autorstwa Xaviera i podekscytowana. Jak nigdy napalona na spotkanie z Dawidem popędziła biegiem do starszego skrzydła. Aleks biegł za nią, jednak jemu zajęło to więcej czasu, gdyż po drodze zwijał się ze śmiechu. Rudowłosa zwolniła i dumnie przekroczyła próg budynku. Tam sprawa wyglądała jeszcze ciekawiej. Zdjęcia były przyklejone na filarach, szafkach, niekiedy tez na śmietnikach.
-Wykonali kawał świetnej roboty-Skwitowała dumnie. Wzrokiem szukała Dawida, co było trudne. O tej porze wszyscy przechadzali się korytarzami, a Alicja w oddali jedynie słyszała jak ktoś nerwowo uderza w szafkę. Z uśmiechem na ustach udała się w tamtą stronę. Brunet stał i odlepiał zdjęcia.
-Hej-Przywitała się entuzjastyczne, jak nigdy. Chłopak odwrócił się w jej stronę i kiedy zwrócił dokładna uwagę na to co ma na sobie...jego złość była nie do opisania. Nie wahał się ani chwili i zerwał to z jej bluzy. Dziewczyna zaczęła się śmiać, kiedy brunet zgniatał w palcach kartkę papieru.
-No kurwa bardzo śmieszne- Warknął. Pociągnął ją za rękę obracając, aby odkleić inne kartki, które wciąż tkwiły na jej ciele. Nie dało się ukryć, że ludzie przechodzący obok chichotali po cichu, jednak zmierzeni lodowatym spojrzeniem Dawida przyspieszali krok.
-Żebyś wiedział- Uśmiechnęła się dumnie.- Twój brat naprawdę zna się na prezentach- Splotła ręce pod biustem i oparła się o szafkę. Chłopak agresywnie wyrzucał z niej papiery, które upadały na ziemie jakby szukając czegoś.
-Mój brat to idiota-Warknął- Ale niech nie myśli, że mu odpuszczę -Zgniatał kolejne kartki w nerwach. Alicja była w cudownym nastroju, do czasu.
-Należało ci się, wiesz!-Krzyknęła. Ten tylko spojrzał na nią marszcząc brwi.
-Niby za co?- Zapytał. Skierował się w jej stronę. Alicja szarpnęła jego rękę i wyciągnęła z pośrud zgniecionych śmieci różową kartkę.
-Za to- Pokazała mu odwijając ją w palcach.
-Przecież nie jest od ciebie, więc co się rzucasz- Wzruszył ramionami i wyrwał jej papier.
-Dziewczyna się napracowała, w dodatku tak broniła twojej osoby, ale oczywiście mówiłam, że to wywalisz, bo przecież bycie dupkiem to twoja specjalność- Palnęła wkurzona.
-Jezu, przecież to tylko zabawa, a ty nie umiesz tego zrozumieć i jak zwykle wszystko zjebiesz- Skwitował. Alicja prychnęła.
-Że niby nie umiem się bawić? Ja?-Pytała z niedowierzaniem.
-Tak ty, a ten cały hejt na walentynki? Masz ból dupy po spędzasz je sama- Zamknął drzwiczki od szafki i stanął tuż naprzeciwko niej.
-Udowodnię ci, że umiem się bawić-Krzyknęła. Odwróciła się od chłopaka i wzięła głęboki oddech.
-Słuchajcie wszyscy. Dziś są walentynki!-Skierowała się w stronę Dawida- A ten ktoś twierdzi, że spędzę je sama. A więc Dawid. Zostań moją walentynką dziś wieczór- Krzyknęła i pociągnęła go za kark całując nachalnie jego usta. Wszyscy wkoło zamilkli a po chwili zaczęli gwizdać i bić im brawo, co oczywiście dolało oliwy do ognia. Kiedy Dawid chciał włożyć w to więcej uczucia, ta odepchnęła go natychmiast i otarła usta ręką.- O, zapomniałabym! Mam coś dla ciebie- Zaczęła grzebać w torbie szukając kartki. W dłonie wcisnęła mu zrobioną przez siebie walentynkę, która wykonała rok temu (kiedy jeszcze była w nim zakochana)- Jeśli kiedykolwiek powiedziałam ci, że walentynki to najgorszy dzień w moim życiu to kłamałam-Wysyczała, lecz brunet jakby jej nie słuchając oglądał karteczkę z każdej strony- Jest gorszy dzień. Kiedy cię poznałam Bleyk, bo ty mnie po prostu wkurwiasz- Warknęła.
-To były najszczersze wyznania, jakie dostałem czternastego lutego- Uśmiechnął się dumnie.
-I ostatnie, uwierz, że już nigdy tego nie powtórzę!- Uderzyła pięścią w szafkę i udała się do wyjścia. Poczuła niesamowita ulgę. Wyrzuciła wszystko co tego dnia jej doskwierało, a nawet pozbyła się tej pieprzonej kartki, którą sama nie wiedziała po co zabrała i dlaczego wcześniej jej nie wyrzuciła. Nie była już zła. Nadal uważała, że ten dzień był wyjątkowy. Dlatego, że w tym roku ktoś miał bardziej spieprzony dzień niż ona i akurat padło na Dawida. Poszła na dzieciniec i kiedy tylko zauważyła Xaviera stojącego do niej tyłem nie zastanawiała się zbytnio na tym co robi, podbiegła do niego rzucając mu się na plecy. Ten lekko się zachwiał, ale złapał równowagę.
-Dziękuje- Uśmiechnęła się i lekko ścisnęła go za szyję. Xavier udał, ze brakło mu powietrza, Aleks, który stał obok przyglądał im się z zaciekawieniem.
-Za co?-Chłopak był zdziwiony takim nagłym obrotem sprawy.
-Za te zdjęcia z Dawidem- Zaczęła się śmiać- A ty- Skierowała się do Damiena- Nie miałabym nic przeciwko, gdybyś sprowadził go do parteru- Puściła mu porozumiewawczo oczki, a brunet kiwnął głową szczerząc się zadziornie.
-To-Zaczął ze sztuczną nieśmiałością- Może w końcu pójdziesz ze mną na randkę, w ramach rekompensaty?- Dziewczyna prychnęła i zeskoczyła z niego.
-Zapomnij- Uśmiechnęła się.
-Będę próbował jeszcze wiele razy, aż się zgodzisz- Obiecał.
-Nie mam nic przeciwko- Ułożyła serduszko z dłoni i pokazała w jego stronę, a następnie ciągnąc za sobą Aleksa wróciła do skrzydła w, którym oni mieli zajęcia. Nie odezwała się do niego. Czuła tylko zadowolenie z tego, że po raz pierwszy udało jej się powiedzieć wszystko co tak naprawdę chciała by o niej wiedział.
No i najważniejsze. W końcu pozbyła się tej kartki, która męczyła ją swoja obecnością, od zeszłorocznych walentynek.
Bo kto powiedział, że udane walentynki są wtedy, kiedy ukochany zaprosi nas do kina?

Dla niej udane walentynki, to dzień w którym Dawid Bleyk zrozumiał co to znaczy „być wobec kogoś dupkiem”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz