Witajcie w kolejnym opku z serii
walentynkowej!
Tym razem coś nowego? Cofniecie się
trochę do czasów licealnych postaci. Oczywiście użyczone od Anon
za jej zgodą! XDDD
Myślę, że taka forma powinna wam się
spodobać. Miłego czytania!
~*~*~*~*
Przeciągnęła się leniwie na łóżku.
Uczucie chłodu dotknęło ją, jak każdego ranka, kiedy musiała
pokonać kilka kroków, aby wyłączyć budzik. Z lekkim grymasem
rozejrzała się po pokoju. Szukając telefonu natknęła się na
dość spora ilość różnych rzeczy, zdając sobie sprawę, że
odgruzowanie tego pomieszczenia byłoby dobrym pomysłem. Sama nie
pamiętała, kiedy ostatni raz miała odkurzać w rękach. Nie lubiła
tego robić, więc za wszelka cenę unikała tych czynności. Jednak
nawet najwytrwalszy zawodnik kiedyś się podda. Zazwyczaj wtedy,
kiedy bałagan wkradnie się zbyt do jego życia, decydując o wielu
istotnych sprawach na, które normalnie miałby wpływ.
Smartfona wyciągnęła dopiero po
chwili. Między poduszka, a stertą ubrań. Miejsce w, którym go
znalazła nawet dla niej wydał się dziwny, lecz wzruszyła tylko
ramionami.
Chcąc napisać wiadomość do Aleksa
odblokowała telefon, jednak swój wzrok skupiła na dacie.
Czternasty luty. I nagle cały dzień ( chodź dobrze się
zapowiadający) został spieprzony. Legną w gruzach, tylko przez dwa
słowa. Czternasty luty. Pokręciła głową (bo co miała zrobić?)
i udała się do łazienki. Mimo, że pobudka zapowiadała dziś
starannie dobrany strój i lekki makijaż, to jednak skończyło się
na spodniach, dużej bluzie oraz włosach spiętych w wysokiego
kucyka, a to tylko na znak protestu, w którym swoją droga brała
udział tylko ona, i chyba tylko ona wiedziała o jego istnieniu.
Twarz-zero tapety. Jak się nie starać
to dokładnie. Ostatni raz spojrzała w lustro. Wory pod oczami
normalnie byłby przeszkodą, ale teraz? Wręcz idealnie zdobiły jej
twarz. Blada skóra? Po co dodawać jej blasku, skoro z góry
przesądzone jest, że ten dzień będzie jednym z najgorszych. I
wcale nie chodziło o to, że nie miała pary (to wręcz była tylko
ulga), lecz o to, że od dziecka nie rozumiała tej całej nagonki na
święto zakochanych. Uważała to za sztuczne i naciągane święto.
Bo przecież po co czekać do tego dnia, aby wyznać komuś miłość.
Po co czekać, by zabrać kogoś do kina lub po prostu przytulić i
iść na spacer. Można to robić zawsze i wszędzie, a dziewczyny,
które wyczekiwały na tego kwiatka (który i tak zwiędnął po
dwóch dniach) jej zdaniem musiały mieć bardzo nudne życie.
Kumulując złą energie w sobie udała
się do jadalni. Wzięła talerz i usiadła przy stoliku czekając na
Aleksa. Ten jak na zawołanie dosiadł się do niej i obdarował
wyczekującym spojrzeniem.
-Co- Warknęła. Blondyn mierzył ja
ciekawskim spojrzeniem uśmiechając się przy tym.
-Sprawdzam w jakim jesteś humorze-
Nachylił się nad nią obserwując dokładnie każdy jej element
twarzy, wyczekując aż cokolwiek się zmieni,
-W takim w jakim byłam rok temu, dwa
lata, trzy, pięć. Zagwarantuję ci, że za dwadzieścia lat również
w takim będę- Westchnęła. Nie mogła zbytnio tchnąć śniadania,
więc jedynie mieszała widelcem w jajku, niekiedy zerkając na
towarzysza.
-Ciekawe czy będziesz tak myśleć jak
się zakochasz-Uniósł brew. Jedna z niewielu okazji, kiedy
denerwowało ją dosłownie wszystko, a szczególnie ten o to temat.
Trudno było tego nie wykorzystać, a wręcz stało się to dla niego
tradycją. Co go obchodziło święto zakochanych, skoro mógł z
przyjemnością obserwować, jak dziewczyna reaguje na wszystko zbyt
agresywnie, a to za sprawą tego jednego dnia, czy to nie było
piękne?
-Dobrze się czujesz? Przecież wiesz,
że nigdy nie zmienię zdania- Zabrzmiała dosadnie. Blondyn
przybliżył się tak,że dzieliło ich tylko kilka centymetrów.
Zmrużył oczy, badawczo obdarowując ją spojrzeniem. Dziewczyna nie
drgnęła, wręcz z ciekawością czekała na jego dalszy ruch
popukując nerwowo o blat paznokciami.
-Co się tak gapisz?-Zapytała, kiedy
cisza między nimi była już denerwująca. Calmin odsunął się
gwałtownie odchylając się przy tym na krześle. Złapał równowagę
poprzez gwałtowne uderzenie otwarta dłonią o stół wywołując
tym samym ciekawskie spojrzenia nastolatków, którzy przerwali swoje
śniadanie aby na niego spojrzeć.
-Zobaczymy-Szepnął jej tylko tuż
przy twarzy, jednak nie spuszczając z niej wzroku. Rudowałosa
prychnęła zirytowana. Spuściła głowę, a kiedy ją uniosła
miejsce naprzeciwko było puste. Obejrzała się w stronę wyjścia i
ujrzała blondyna, który machał do niej śmiejąc się przy okazji.
Sfrustrowana zabrała swoje rzeczy i podeszła do niego, lecz kiedy
była bliżej chłopak odbiegł. Zdenerwowana już lekko chwyciła go
za rękaw bluzy i przyciągnęła do siebie.
-Po pierwsze, nie znajdzie się na
ziemi taka osoba, która pokaże mi, że to święto jest cudowne-
Recytowała wbijając mu paznokieć w klatkę piersiową- A po
drugie- Uśmiechnęła się złośliwie- Czyżbyś się zakochał, że
tak bronisz tego dnia?-Splotła ręce pod biustem przybierając przy
tym pewnej postawy. Aleks chwilę milczał. Odbiegał wzrokiem w inną
stronę, a dłoń nerwowo wsunął w grzywkę.
-Ja? Ależ skąd!-Zaprzeczył- Uważam,
że to święto jest po prostu urocze
-Urocze? Proszę cię! Świat nie jest
taki jak w tych wszystkich lekturach, a ten dzień jest jedną wielką
machiną zarabiającą pieniądze. Nic poza tym- Wyrzuciła ręce w
górę. Blondyn objął ją w pasie i zmusił, aby się do niego
przytuliła.
-Ej no, moje uczucia nie są sztuczne-
Zapłakał. Luton zaśmiała się.-Wesołego Walentego- Zachichotał.
Odepchnęła go łokciem i poszła przed siebie.-Nie uciekniesz od
tego dnia! Kocham Cię-Krzyknął dusząc się lekko przez śmiech.
Rudowłosa pokazała mu tylko środkowy palec i w samotności udała
się do placówki szkolnej.
Miejsce (chyba jak każde inne) nie
wyróżniało się niczym szczególnym. Zwykła szkoła o dwóch
piętrach. Obok, (bo dzielił ich tylko mały taras, gdzie w zwyczaju
kiedy pogoda dopisywała jadło się tam lunch, bądź spędzało
przerwę) stał kolejny nieco mniejszy budynek, gdzie lekcje miały
klasy gimnazjalne, lecz w efekcie i tak wszyscy spędzali przerwy w
licealnej części, gdzie przeważnie więcej się działo. W dodatku
dostęp do ogólnej stołówki znajdował się właśnie w starszym
skrzydle, więc każdy szanujący się uczeń nie ruszał się
zbytnio z tamtego miejsca, aby w porze obiadu nie wyczekiwać nie
wiadomo ile.
Pchnięcie furtki tego dnia wydawało
się bardziej wyczerpujące niż zazwyczaj. Wszystko tego dnia (za
każdym razem) wydawało się o wiele trudniejsze do wykonania. Teraz
(obserwując swój obecny strój) dziękowała Bogu, że pomysł z
mundurkami, na który zresztą sama głosowała, ale tylko dlatego,
aby w efekcie ujrzeć zirytowanego Bleyka w koszuli i swetrze każdego
dnia, poprawiając sobie przy tym nieco humor, nie został
zaakceptowany. Myśl, że musiałaby się wciskać w krótką
spódniczkę, łamiąc przy tym swoje wszelakie postanowienia
wywoływała u niej wstręt.
Niezauważalnie przemknęła do swojej
szafki. Mały sukces na początku dnia, to było coś! Uniknięcie
poczty walentynkowej, której organizatorki wręcz nakazywały ci coś
do niej wrzucić, było jednym z niewielu marzeń tego dnia, chodź
zdawała sobie sprawę, że zbyt pięknie byłoby nie spotkać ich na
swojej drodze, aż do końca lekcji. Niedbale wyciągnęła książki
i wpakowała je do torebki.
-Alicja!-Usłyszała wołanie i
impulsywnie odwróciła się w stronę dźwięku. Z końca korytarza
drobna szatynka machała do niej, a po chwili stała tuz obok jej
szafki.-Wysłałaś już komuś walentynkę?- Alicja skrzywiła
głowę. Co roku była poddawana pod ten sam schemat. Tradycją było,
że Nikola kompletnie zapominała o jej poglądach i szukała w niej
kompanki, która będzie doradzać jej w sprawach, który brokat
bardziej pasuje do odcienia kartki,a to nigdy nie miało racji bytu.
-Nikola- Jęknęła
-Tak, tak wiem, ale myślałam, że
jednak w tym roku będzie inaczej-Posmutniała.
-To nie myśl-Warknęła, ale jednak
chyba zbyt oschle. Niby dziewczyna nic takiego nie zrobiła,ale nie
miała zbytnio sił na to, aby po raz ęty tłumaczyć jedno i to
samo.
-Nie musisz być taka wredna- Fuknęła
i zgrabnie wyminęła dziewczynę.
-Po co ty się starasz- Zapytała
nagle. Nikola spojrzał na nią pytająco ściskając w dłoni już
zrobioną karteczkę.-Kiedy tylko znikniesz z pola widzenia twoja
praca wyląduje w koszu
-Mylisz się! Dawid taki nie jest-
Alicja może się przewidziała, ale kiedy tak mówiła, jej oczy
zawsze lekko szkliły.
-Żebyś się nie zdziwiła- Luton
pokręciła głową. Wiedziała, że rozmawianie z Nikolom o takich
sprawach (szczególnie poruszanie tematu Dawida) było jak kłótnia
z głuchym, lecz dziewczyna próbowała za każdym razem.
-Ja rozumiem,że czujesz coś do niego,
ale nie nastawiaj mnie przeciwko niemu- Podeszłą bliżej i ujęła
lekko jej dłoń, w którą wcisnęła walentynkę własnej roboty-
Może nie znasz go na tyle, ale ja wiem, że jeśli chce to potrafi
być uroczy, romantyczny... – Urwała, kiedy mocne trzaśnięcie
metalową konstrukcją zagłuszyło ja i przestraszyło. Alicja
odeszła szybko przeklinając pod nosem. Nie zbyt patrzyła w którą
stronę szła i na kogo, dlatego zderzenie się z czyimś ciałem
wyprowadziło ją z równowagi.
-Patrz jak łazisz-Krzyknęła. Dopiero
po chwili ogarnęła, że to Aleks i oparła głowę o jego ramię.
-No, nie było mnie niecałe dziesięć
minut, a ty już w takim humorze. Coś przegapiłem?-Trudno było mu
się nie śmiać, kiedy jego najlepsza przyjaciółka kipiała ze
złości, prawdopodobnie (tak obstawiał) przez ten przeklęty dla
nie dzień.
-Jeśli chce to potrafi być uroczy,
romantyczny...-Przedrzeźniała drobną szatynkę z lekką przesadą
w głosie.
-Kto?
-Jak to kto? Przecież oczywiście, że
ten kretyn-Krzyknęła. Blondyn miał wrażenie, że cała szkoła
zwróciła na nich uwagę, a jej wkurzony głos było słychać w
całym budynku.
-Rozumiem, że widziałaś się z
Nikolom-Zaśmiał się pod nosem i przytulił Alicja. Ta tylko
mruknęła cicho.
-Mam już zdecydowanie dość tego
dnia- Jęknęła. Odsunęła się od przyjaciela. Aleksowi kącik ust
ponownie drgnął do uśmiechu, a dziewczyna spoglądała na niego
pytająco. Po chwili jednak zrozumiała o co chodziło, kiedy poczuła
dość duże uwieszające się lekko na niej ciało. Wysoki chłopak
nieco musiał się schylić, aby pocałować ją w policzek na
przywitanie subtelnie łaskotać ją przy tym swoimi włosami.
-Hej Xavier-Przywitała się. Chłopak
o dziwo miał lepszy humor niż zazwyczaj (co rzadko się zdarza).
Uśmiechał się od ucha do ucha. Chłopcy przywitali się, a
rudowłosa zwróciła uwagę na teczkę, którą białowłosy ściskał
w rękach.
-Co tam masz?-Wskazała palcem na
granatowy przedmiot. Xavier zaśmiał się złośliwie i mocniej
zacisnął palce na teczce.
-Przekonasz się w swoim czasie. Powiem
tyle. Mam mały prezencik dla mojego braciszka- Rozmarzył się
lekko.
-Braciszka? W walentynki?-Pytała nieco
zdezorientowana cała sytuacją. Chłopak przerzucił jej rękę
przez ramie i lekko do siebie przyciągnął. Uniósł wyżej
papierowy organizer i spojrzał na Alicję.
-Tu znajduję się prezent prosto z
mojego serca- Powiedział poetycko- Lepszej walentynki nie mógł
sobie wyobrazić.- Aleks zaśmiał się, lecz ona wciąż nie zbyt
wiedziała o co chodzi. To było dziwne- No, ale spadam zanim powiem
wam zbyt wiele. Trzymajcie się- Nieco się oddalił- A i jeszcze
jedno!-Krzyknął-Szczęśliwego Walentego Alis
-Ty też?- Paplała sfrustrowana.
Chłopak nic nie powiedział, tylko posłał jej buziaczka i zniknął
w przejściu udając się zapewne do swojego skrzydła.
-My tez powinniśmy iść- Zwrócił
uwagę Aleks. Dziewczyna wzięła torbę i udała się z chłopakiem
na lekcje.
Czas do lunchu minął normalnie.
Alicji udało się uniknąć wszelakich konfrontacji z ludźmi,
którzy usilnie próbowali przypomnieć jej, że to właśnie dziś
jest ten dzień. Tak ja wszyscy zeszła na dół wraz z blondynem i
ustawiła się w kolejce po obiad.
Tak jak się spodziewała, nawet
szkolna kuchnia dba o to święto, a ciasteczka w kształcie
serduszek do obiadu był bardzo irytującym ją dodatkiem. Chwyciła
tackę z lekkim grymasem i usiadła przy stoliku. Jak zwykle dosiadł
się Aleks, a reszta była zmiennym towarzystwem. Tego dnia jednak
swoja obecnością zaszczycił ich Xavier i to o dziwo nie sam.
-Jeden Dawid to za mało?-Zaśmiała
się Alicja witając się skinieniem głowy z Damienem.
-Mój braciszek jest zbyt zajęty jakąś
panną, musiałem znaleźć sobie zastępstwo- Poklepał Damiena po
plecach.
-Nie wydaje mi się, abyś mógł w
jakimkolwiek stopniu mnie z nim równać- Odezwał się brunet.
Usiadł przy stole tuż obok białowłosego, który usiadł okrakiem
na krześle opierając na oparciu swoje ręce. Zawsze tak siedział.
-Przykro mi Xavier, ale muszę przyznać
mu rację. Damien nie jest takim idiotą- Sapnęła dziewczyna
wymachując widelcem, który po chwili został jej wyciągnięty z
ręki.
-Zaraz mi wbijesz to w oko- Zbeształ
ją, lecz Alicja tylko wzruszyła ramionami.
-Żeby tylko w oko- Parsknęła. Xavier
nieco się oburzył, spoglądając na Damiena, który zdecydowanie
miał z niego zbyt wielki ubaw, aby jakkolwiek mu pomóc.
-No, a jak tam twoja walentynka dla
Dawida?-Zapytała, zdając sobie sprawę jak to dziwnie brzmi. Xavier
i Damien wymienili porozumiewawcze spojrzenia przez co w efekcie
oboje wybuchnęli śmiechem.
-Wiesz coś na ten temat?-Skierowała
się do bruneta, który siedział rozwalony na krześle z jedną nogą
oparta o drugą.
-Musze przyznać, że miałem w tym
skromny udział- Uśmiechnął się ironicznie.
-Rozumiem, że i tak nie wyciągnę nic
od was na ten temat- Xavier pokręcił tylko głową- Cóż
przynajmniej próbowałam- Wstała od stolika i odniosła tackę.
Damien i Xavier gdzieś się zmyli, a ona wraz z Aleksem postanowiła
przenieść się na dziedziniec, bo mimo dość mroźnej temperatury
zapragnęła naglę się wywietrzyć. Nie zbyt było jej to dane, bo
tuz przy wyjściu natknęła się na wkurzonego Toby'ego.
-Hej, co jest?-Zapytała lustrując
chłopaka spojrzeniem.
-Jak wiele razy mówiłem ci, że ta
szkoła to patologia?-Zapytał. Toby mimo tego, że był zły nadal
zachowywał się spokojnie co często było mylne. Jednak Alicja
wiele razy widziała go w tym stanie i nigdy nie zapowiadało to nic
dobrego.
-Hm...Jakieś miliard razy?-Uśmiechnęła
się lekko.
-Ta szkoła to patologia- Powtórzył-
Ja już naprawdę mam tego dość. Znajdę tego co to zrobił, a
wiem, że nie będzie to trudne i sam się będzie z tego tłumaczył-
Westchnął ciężko.
-Co tym razem?-Toby nic nie powiedział
tylko wcisnął w jej ręce kartkę odwróconą tył na przód.
Przekręciła ja i spojrzał. Była nieco zaskoczona tym zdjęciem,
jednak nie mogła ukryć, tego jak bardzo było to cudowne.
-Faktyczne prezent od serca- Rzekła do
Aleksa i oboje się zaśmiali. Toby odszedł zirytowany w głąb
szkoły prawdopodobnie próbując dopaść sprawcę tego pięknego
dzieła. Zdjęcie z Dawidem dwuznacznie klękającym przy Damienie w
kiblu było tak rzeczywistą przeróbką, że nie mogła wyjść z
podziwu, i chodź wiedziała, że teka sytuacja nie miała nigdy
miejsca nie mogła zostawić tego bez swojego małego udziału.
Nagle wpadał na genialny pomysł, a w
jej głowie pojawiła się nadzieja, że te walentynki wcale nie będą
aż tak złe.
-Chodź- Pociągnęła blondyna w
kierunku biblioteki, aby skorzystać z ksero. Wykonała kilka kopii i
za pomocą taśmy klejącej przytwierdziła je do bluzy. Przy małej
pomocy Aleksa, który nie mógł opanować swojej głupawki.
Ostatecznie cała była obklejona przeróbkami autorstwa Xaviera i
podekscytowana. Jak nigdy napalona na spotkanie z Dawidem popędziła
biegiem do starszego skrzydła. Aleks biegł za nią, jednak jemu
zajęło to więcej czasu, gdyż po drodze zwijał się ze śmiechu.
Rudowłosa zwolniła i dumnie przekroczyła próg budynku. Tam sprawa
wyglądała jeszcze ciekawiej. Zdjęcia były przyklejone na
filarach, szafkach, niekiedy tez na śmietnikach.
-Wykonali kawał świetnej
roboty-Skwitowała dumnie. Wzrokiem szukała Dawida, co było
trudne. O tej porze wszyscy przechadzali się korytarzami, a Alicja w
oddali jedynie słyszała jak ktoś nerwowo uderza w szafkę. Z
uśmiechem na ustach udała się w tamtą stronę. Brunet stał i
odlepiał zdjęcia.
-Hej-Przywitała się entuzjastyczne,
jak nigdy. Chłopak odwrócił się w jej stronę i kiedy zwrócił
dokładna uwagę na to co ma na sobie...jego złość była nie do
opisania. Nie wahał się ani chwili i zerwał to z jej bluzy.
Dziewczyna zaczęła się śmiać, kiedy brunet zgniatał w palcach
kartkę papieru.
-No kurwa bardzo śmieszne- Warknął.
Pociągnął ją za rękę obracając, aby odkleić inne kartki,
które wciąż tkwiły na jej ciele. Nie dało się ukryć, że
ludzie przechodzący obok chichotali po cichu, jednak zmierzeni
lodowatym spojrzeniem Dawida przyspieszali krok.
-Żebyś wiedział- Uśmiechnęła się
dumnie.- Twój brat naprawdę zna się na prezentach- Splotła ręce
pod biustem i oparła się o szafkę. Chłopak agresywnie wyrzucał z
niej papiery, które upadały na ziemie jakby szukając czegoś.
-Mój brat to idiota-Warknął- Ale
niech nie myśli, że mu odpuszczę -Zgniatał kolejne kartki w
nerwach. Alicja była w cudownym nastroju, do czasu.
-Należało ci się, wiesz!-Krzyknęła.
Ten tylko spojrzał na nią marszcząc brwi.
-Niby za co?- Zapytał. Skierował się
w jej stronę. Alicja szarpnęła jego rękę i wyciągnęła z
pośrud zgniecionych śmieci różową kartkę.
-Za to- Pokazała mu odwijając ją w
palcach.
-Przecież nie jest od ciebie, więc co
się rzucasz- Wzruszył ramionami i wyrwał jej papier.
-Dziewczyna się napracowała, w
dodatku tak broniła twojej osoby, ale oczywiście mówiłam, że to
wywalisz, bo przecież bycie dupkiem to twoja specjalność- Palnęła
wkurzona.
-Jezu, przecież to tylko zabawa, a ty
nie umiesz tego zrozumieć i jak zwykle wszystko zjebiesz- Skwitował.
Alicja prychnęła.
-Że niby nie umiem się bawić?
Ja?-Pytała z niedowierzaniem.
-Tak ty, a ten cały hejt na walentynki? Masz ból dupy po spędzasz je sama- Zamknął drzwiczki od szafki i stanął tuż naprzeciwko niej.
-Tak ty, a ten cały hejt na walentynki? Masz ból dupy po spędzasz je sama- Zamknął drzwiczki od szafki i stanął tuż naprzeciwko niej.
-Udowodnię ci, że umiem się
bawić-Krzyknęła. Odwróciła się od chłopaka i wzięła głęboki
oddech.
-Słuchajcie wszyscy. Dziś są
walentynki!-Skierowała się w stronę Dawida- A ten ktoś twierdzi,
że spędzę je sama. A więc Dawid. Zostań moją walentynką dziś
wieczór- Krzyknęła i pociągnęła go za kark całując nachalnie
jego usta. Wszyscy wkoło zamilkli a po chwili zaczęli gwizdać i
bić im brawo, co oczywiście dolało oliwy do ognia. Kiedy Dawid
chciał włożyć w to więcej uczucia, ta odepchnęła go
natychmiast i otarła usta ręką.- O, zapomniałabym! Mam coś dla
ciebie- Zaczęła grzebać w torbie szukając kartki. W dłonie
wcisnęła mu zrobioną przez siebie walentynkę, która wykonała
rok temu (kiedy jeszcze była w nim zakochana)- Jeśli kiedykolwiek
powiedziałam ci, że walentynki to najgorszy dzień w moim życiu to
kłamałam-Wysyczała, lecz brunet jakby jej nie słuchając oglądał
karteczkę z każdej strony- Jest gorszy dzień. Kiedy cię poznałam
Bleyk, bo ty mnie po prostu wkurwiasz- Warknęła.
-To były najszczersze wyznania, jakie
dostałem czternastego lutego- Uśmiechnął się dumnie.
-I ostatnie, uwierz, że już nigdy
tego nie powtórzę!- Uderzyła pięścią w szafkę i udała się do
wyjścia. Poczuła niesamowita ulgę. Wyrzuciła wszystko co tego
dnia jej doskwierało, a nawet pozbyła się tej pieprzonej kartki,
którą sama nie wiedziała po co zabrała i dlaczego wcześniej jej
nie wyrzuciła. Nie była już zła. Nadal uważała, że ten dzień
był wyjątkowy. Dlatego, że w tym roku ktoś miał bardziej
spieprzony dzień niż ona i akurat padło na Dawida. Poszła na
dzieciniec i kiedy tylko zauważyła Xaviera stojącego do niej tyłem
nie zastanawiała się zbytnio na tym co robi, podbiegła do niego
rzucając mu się na plecy. Ten lekko się zachwiał, ale złapał
równowagę.
-Dziękuje- Uśmiechnęła się i lekko
ścisnęła go za szyję. Xavier udał, ze brakło mu powietrza,
Aleks, który stał obok przyglądał im się z zaciekawieniem.
-Za co?-Chłopak był zdziwiony takim
nagłym obrotem sprawy.
-Za te zdjęcia z Dawidem- Zaczęła
się śmiać- A ty- Skierowała się do Damiena- Nie miałabym nic
przeciwko, gdybyś sprowadził go do parteru- Puściła mu
porozumiewawczo oczki, a brunet kiwnął głową szczerząc się
zadziornie.
-To-Zaczął ze sztuczną
nieśmiałością- Może w końcu pójdziesz ze mną na randkę, w
ramach rekompensaty?- Dziewczyna prychnęła i zeskoczyła z niego.
-Zapomnij- Uśmiechnęła się.
-Będę próbował jeszcze wiele razy,
aż się zgodzisz- Obiecał.
-Nie mam nic przeciwko- Ułożyła
serduszko z dłoni i pokazała w jego stronę, a następnie ciągnąc
za sobą Aleksa wróciła do skrzydła w, którym oni mieli zajęcia.
Nie odezwała się do niego. Czuła tylko zadowolenie z tego, że po
raz pierwszy udało jej się powiedzieć wszystko co tak naprawdę
chciała by o niej wiedział.
No i najważniejsze. W końcu pozbyła
się tej kartki, która męczyła ją swoja obecnością, od
zeszłorocznych walentynek.
Bo kto powiedział, że udane
walentynki są wtedy, kiedy ukochany zaprosi nas do kina?
Dla niej udane walentynki, to dzień w
którym Dawid Bleyk zrozumiał co to znaczy „być wobec kogoś
dupkiem”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz