Ktoś jeszcze pamięta, że to pisałam? Bo ja nie do końca... XD
Nigga, ale no jest rozdział, który był w trakcie pisania od huhu. Właściwie stwierdziłam, że jebać to i rozkręcam fabułę kilka razy szybciej niż planowałam, bo czemu nie... Co nie znaczy, że rozkręci się szybko. :')
Jak zwykle musiałam to dodać niezedytowane, bo północ mnie goniła, a ja jej odmówiłam. Proszę nie zadawać pytań. XD
Okej to ja lecę pisać Destiel bo mam dokładnie... Chwila... Piętnaście pomysłów na Destiel i jakieś cztery na Cockles. Oczywiście nigdy tego nie napiszę... Chyba. Ale to okropne. XD
No nic, zapraszam do komentowania, a ja postaram się nie utonąć w swoich myślach, jak zwykle. ;-;
Nigga, ale no jest rozdział, który był w trakcie pisania od huhu. Właściwie stwierdziłam, że jebać to i rozkręcam fabułę kilka razy szybciej niż planowałam, bo czemu nie... Co nie znaczy, że rozkręci się szybko. :')
Jak zwykle musiałam to dodać niezedytowane, bo północ mnie goniła, a ja jej odmówiłam. Proszę nie zadawać pytań. XD
Okej to ja lecę pisać Destiel bo mam dokładnie... Chwila... Piętnaście pomysłów na Destiel i jakieś cztery na Cockles. Oczywiście nigdy tego nie napiszę... Chyba. Ale to okropne. XD
No nic, zapraszam do komentowania, a ja postaram się nie utonąć w swoich myślach, jak zwykle. ;-;
***
Naokoło robi się nieznośnie
gorąco, żar pryska mu w twarz, opada z sufitu i powoli dotyka jego
stóp, ale on się nie rusza. Nie może.
Ściska palce, które mimo wszystko
pozostają chłodne i blade, bez życia.
Coś ścieka mu po policzku i nie
jest już pewien czy to pot czy łzy.
On coś krzyczy, ale nie może tego
usłyszeć. Nie teraz. Wtedy słyszał i doskonale pamięta jego
słowa, pewne dziwnej pewności siebie, której on sam nie mógł
teraz z siebie wykrzesać.
„Idź!”
Ale on się nie rusza. Teraz jest
już pewien że płacze, bo wyrywa się z niego bolesny szloch. Kręci
głową, bo nie ma powodu uciekać. Chce zostać, bo gdy on tu
jest, nie ma powodu opuszczać tego miejsca.
Nawet jeśli całe zawali mu się na
głowę.
Kakashi znał ten sen na pamięć i
doskonale pamiętał jak się kończy. Mimo lat zawsze budził się z
niego tak samo – gwałtownie, w strachu, który chwile później
przeradzał się w zrozumienie i niesamowite zmęczenie.
Bo w nocy, cichej chłodnej spokojnej
nocy, zawsze pamiętał. Przypominał sobie. Doganiały go wyrzuty
sumienia, które za dnia głęboko grzebał pod niekończącą się
pracą. Ale w nocy pamiętał dokładnie każdy szczegół i skąpał
się w poczuciu winy, głosy w jego głowie krzyczały „Dlaczego
odszedłeś?”
Dlatego teraz, gdy sen nagle urwał się w połowie, a on był jak najbardziej obudzony, przez chwile był tak zdezorientowany, że zapomniał nawet gdzie jest, nie wiedział czemu już nie śni.
Dlatego teraz, gdy sen nagle urwał się w połowie, a on był jak najbardziej obudzony, przez chwile był tak zdezorientowany, że zapomniał nawet gdzie jest, nie wiedział czemu już nie śni.
Chwilę później dotarło do niego że
leżał na łóżku w swojej własnej sypialni i że wyraźnie
słyszał dzwonek telefonu – wesoła muzyczka kontrastująca z
prawie przerażającą ciemnością jego sypialni i lepką od potu
pościelą prawie sprawiła, że sam do siebie przewrócił oczami.
Sięgnął po telefon i poczuł się
zaskoczony tym jak bardzo chciałby żeby osobą, która wydzwania do
niego o chyba trzeciej nad ranem okazał się Tobi.
Kakashi pomyślał że to dziwne. Nie
był przyzwyczajony do uczucia niepokoju i oczekiwania
przewracającego jego żołądek.
Pamiętał go z dzieciństwa...
Ale nie chciał pamiętać.
Ekran telefonu na chwile go oślepił,
więc przymrużył oczy, przecierając je palcami drugiej dłoni i
zastanowił się czy ciągłe koszmary nie przyprawiły go o
halucynacje.
Bo na ekranie naprawdę widniał
kontakt, cztery litery wyraźnie mówiące „Tobi”.
Odebrał, mówiąc po prostu „Halo”,
nie ukrywając swojego zdziwienia. Po drugiej stronie usłyszał
długi gwizd, sprawiający, że tym razem się nie powstrzymał i po
po prostu przewrócił oczami, nawet jeśli świadkiem tego mogła
być tylko i wyłącznie ciemność, i pustka.
- Więc tak brzmisz rano. - I z tymi słowami Kakashi był stuprocentowo pewien, że w tej chwili miał najbardziej negatywną minę od jakiś piętnastu lat. Co mówiło bardzo dużo biorąc pod uwagę, że kawał swojego życia spędził z całą trójką, Naruto, Sasuke i Sakurą, naraz.
- Tak. Czy to kolejna z naszych nowych rutyn?
- Cóż, mogę zacząć dzwonić odrobinę wcześniej.
- Nie ma potrzeby. - Odpowiedział, a dreszcz przeszył całe jego ciało, bo myśl, że dalej mógł spać, pogrążony w swoim małym koszmarze, z którego nigdy nie mógł się wyrwać nie była, delikatnie mówiąc, zbyt przyjemna.
- Więc tak brzmisz rano. - I z tymi słowami Kakashi był stuprocentowo pewien, że w tej chwili miał najbardziej negatywną minę od jakiś piętnastu lat. Co mówiło bardzo dużo biorąc pod uwagę, że kawał swojego życia spędził z całą trójką, Naruto, Sasuke i Sakurą, naraz.
- Tak. Czy to kolejna z naszych nowych rutyn?
- Cóż, mogę zacząć dzwonić odrobinę wcześniej.
- Nie ma potrzeby. - Odpowiedział, a dreszcz przeszył całe jego ciało, bo myśl, że dalej mógł spać, pogrążony w swoim małym koszmarze, z którego nigdy nie mógł się wyrwać nie była, delikatnie mówiąc, zbyt przyjemna.
Złapał się na tym, że
automatycznie, może z powodu braku snu, może już z
przyzwyczajenia, zwrócił się do Tobiego na per „ty”, chociaż
mężczyzna sam wielokrotnie przypominał mu o tym, żeby zaczął to
robić, więc nie czuł zbytniej potrzeby poprawiania się.
- Czy to bezsenność? - Zapytał, a w słuchawce Tobi zaśmiał się, jednak jest to śmiech zupełnie bez humoru.
- Mniej więcej. - Brzmiała odpowiedź, a Kakashi dopiero teraz zwrócił uwagę na jego głos, który brzmiał po prostu... Zużycie. Bez energii, której zazwyczaj posiadał za dnia, nawet ze swoją zwyczajną chłodną aurą. Zamilkł przez następne kilkanaście sekund, nie będąc pewnym na co czeka, czy wypowiedź będzie miała swoją kontynuację, ale krótko później jego cierpliwość została nagrodzona, bo faktycznie, po chwili przyszło kolejne poddańcze wyznanie. - Właściwie to koszmary. - Znowu pusty śmiech. - To głupie, wiem. Powinniśmy być przykładem dla reszty, niewzruszonym fundamentem, a ja nie mogę się nawet powstrzymać od dzwonienia za każdym razem, gdy nie mogę usnąć. Gdy powinienem móc usnąć.
- Czy to bezsenność? - Zapytał, a w słuchawce Tobi zaśmiał się, jednak jest to śmiech zupełnie bez humoru.
- Mniej więcej. - Brzmiała odpowiedź, a Kakashi dopiero teraz zwrócił uwagę na jego głos, który brzmiał po prostu... Zużycie. Bez energii, której zazwyczaj posiadał za dnia, nawet ze swoją zwyczajną chłodną aurą. Zamilkł przez następne kilkanaście sekund, nie będąc pewnym na co czeka, czy wypowiedź będzie miała swoją kontynuację, ale krótko później jego cierpliwość została nagrodzona, bo faktycznie, po chwili przyszło kolejne poddańcze wyznanie. - Właściwie to koszmary. - Znowu pusty śmiech. - To głupie, wiem. Powinniśmy być przykładem dla reszty, niewzruszonym fundamentem, a ja nie mogę się nawet powstrzymać od dzwonienia za każdym razem, gdy nie mogę usnąć. Gdy powinienem móc usnąć.
Kakashi westchnął. Znał to uczucie.
Czuł się już za stary na cały ten bałagan, czuł że powinien,
dla swojego dobra, stać się tym na co od początku próbowano go
przygotować. Zimnym, bezuczuciowym dupkiem.
I był nim, przez pierwsze czternaście
lub nawet piętnaście lat swojego życia, stając się coraz
bardziej zdrętwiałym, oderwanym od emocjonalnej rzeczywistości.
Ale wtedy przyszedł chłopiec o
wesołym uśmiechu i pomarańczowych goglach, i nauczył go jak ważne
jest trzymanie się swojego człowieczeństwa.
Zmarszczył brwi, myśl plątająca się
głęboko w jego mózgu starała się wydostać na wierzch. Tylko
małe, nieprzyjemne swędzenie, którego nie dało się podrapać,
przeczucie. Kakashi jednak nie wiedział jeszcze zupełnie co
oznaczało.
- Nie ma nic złego w byciu człowiekiem. - Słowa same spłynęły z jego języka wprost do słuchawki telefonu. Używał tych samych zdań raz po raz ucząc i Naruto, i Sasuke, i Sakurę, jednak teraz brzmiały dziwnie i nieswojo. Nie w sposób jakby się mylił.
- Nie ma nic złego w byciu człowiekiem. - Słowa same spłynęły z jego języka wprost do słuchawki telefonu. Używał tych samych zdań raz po raz ucząc i Naruto, i Sasuke, i Sakurę, jednak teraz brzmiały dziwnie i nieswojo. Nie w sposób jakby się mylił.
Po prostu coś mówiło mu, że nie
musiał ich używać. Że mówił je złej osobie.
- Wydaje mi się, że... - Przerwa. Kakashi nie był w stanie określić czy Tobi brzmiał na nieprzekonanego czy zaskoczonego. Może obydwa? - Ta. Jest w tym jakaś racja.
- Kiedyś miałem bardzo mądrego przyjaciela. - Kakashi odpowiedział, nie mogąc powstrzymać wzroku delikatnie zwieszonego na oknie naprzeciwko jego łóżka.
- Wydaje mi się, że... - Przerwa. Kakashi nie był w stanie określić czy Tobi brzmiał na nieprzekonanego czy zaskoczonego. Może obydwa? - Ta. Jest w tym jakaś racja.
- Kiedyś miałem bardzo mądrego przyjaciela. - Kakashi odpowiedział, nie mogąc powstrzymać wzroku delikatnie zwieszonego na oknie naprzeciwko jego łóżka.
Było ciemno. Bardzo ciemno. Całe
miasto wydawało się spać.
Tobi nie popychnął tematu, a między
nimi zaległa lekko niekomfortowa cisza.
Kakashi wstał i stanął pod tym samym
sporym oknem, wyglądając na zewnątrz. Dopiero gdyby spojrzał w
dół mógłby zauważyć światła rozpostarte lampami po ulicy,
jednak zamiast tego on patrzał dalej, w gęstą ciemność
spowijającą miasto.
Zastanawiał się czy gdzieś tam, może
również przy oknie, może ciągle w swoim łóżku, stał Tobi,
którego spokojny oddech mógł teraz usłyszeć tuż przy swoim
prawym uchu.
Nagle, zaskakując samego siebie,
zaczyna się śmiać.
- Bał się ciemności. - Sam nie wiedział czemu o tym mówił, podczas gdy milczał przez ponad szesnaście lat swojego życia. Tym razem czuł, że powinien mówić, i mimo tego, że zazwyczaj nie słuchał swojego serca, jedynym co dopuszczał do swojego codziennego życia był zimny rozsądek, ale teraz historia wydawała mu się odpowiednia. - Starał się nie wyglądać na przestraszonego, ale zawsze mogłem zauważyć. Tłumaczył, że jej nie lubi.
- Bał się ciemności. - Sam nie wiedział czemu o tym mówił, podczas gdy milczał przez ponad szesnaście lat swojego życia. Tym razem czuł, że powinien mówić, i mimo tego, że zazwyczaj nie słuchał swojego serca, jedynym co dopuszczał do swojego codziennego życia był zimny rozsądek, ale teraz historia wydawała mu się odpowiednia. - Starał się nie wyglądać na przestraszonego, ale zawsze mogłem zauważyć. Tłumaczył, że jej nie lubi.
Tobi zaśmiał się lekko, ale Kakashi
uważał to za odpowiednią reakcję. Lubił wspominać swoje
dzieciństwo.
- Brzmi jak idiota.
- Był idiotą. - Kakashi przyznał, chociaż jego wzrok zmiękł. - Ale też bohaterem.
- Brzmi jak idiota.
- Był idiotą. - Kakashi przyznał, chociaż jego wzrok zmiękł. - Ale też bohaterem.
Nagle poczuł tęsknotę za
przeszłością. Nie było to nic nowego, ale za każdym razem
bolało.
Bo już nigdy nie mógł wrócić.
- Wiesz co? - Tobi nagle zabrzmiał ochryple, jakby jego organizm zapomniał o prostym procesie jakim jest przełykanie śliny, jednak nie próbował tego zmienić. Zamiast tego kontynuował, nawet nie czekając na odpowiedź. - Jeśli oboje nie możemy spać, to następnym razem może po prostu zostaniemy na dłużej w pracy?
- Mówiono mi wcześniej, że jestem pracoholikiem, ale w biurze nie ma prysznica. Nie zrozum mnie źle, ale wolałbym fizycznie od tego odpocząć.
- To co powiesz na spacer? - Kakashi znowu miał wrażenie, że ma halucynacje, tym razem głosowe, z drugiej strony prawie mógł w myślach zobaczyć twarz Tobiego, uśmiechniętą prawie złośliwie, próbującą dopasować się wyrazem ironicznemu tonu głosu.
- Wiesz co? - Tobi nagle zabrzmiał ochryple, jakby jego organizm zapomniał o prostym procesie jakim jest przełykanie śliny, jednak nie próbował tego zmienić. Zamiast tego kontynuował, nawet nie czekając na odpowiedź. - Jeśli oboje nie możemy spać, to następnym razem może po prostu zostaniemy na dłużej w pracy?
- Mówiono mi wcześniej, że jestem pracoholikiem, ale w biurze nie ma prysznica. Nie zrozum mnie źle, ale wolałbym fizycznie od tego odpocząć.
- To co powiesz na spacer? - Kakashi znowu miał wrażenie, że ma halucynacje, tym razem głosowe, z drugiej strony prawie mógł w myślach zobaczyć twarz Tobiego, uśmiechniętą prawie złośliwie, próbującą dopasować się wyrazem ironicznemu tonu głosu.
Gdyby to było takie proste...
Ale nagle czuł wzbierającą w sobie
ciekawość pomieszaną z dziwnym uczuciem – melancholią –
powoli wpływającą na jego myślenie.
Brzmiało głupio. Idiotycznie. Ale
również...
- Dobrze.
- Dobrze.
Głośny gwizd w słuchawce spowodował,
że Kakashi nagle chciał odsunąć ją daleko od ucha, ale tego nie
zrobił, zamiast tego przewrócił oczami na nagły, dziwny wybuch
radości.
- Fajnie. - Chwila ciszy po jego stronie, gdy Tobi chrząknął i nagle jego głos zabrzmiał głośniej, wyraźniej, jakby zbliżył się do słuchawki...
- Fajnie. - Chwila ciszy po jego stronie, gdy Tobi chrząknął i nagle jego głos zabrzmiał głośniej, wyraźniej, jakby zbliżył się do słuchawki...
Jakby stał tuż obok niego, nachylał
się tuż za jego prawym ramieniem...
- Więc dobranoc Kakashi. - Usłyszął wyraźnie obniżony głos docierający do jego, powodujący, że dreszcz przeszedł po jego szyi, przez cały kręgosłup, zanim sygnał się urwał.
- Więc dobranoc Kakashi. - Usłyszął wyraźnie obniżony głos docierający do jego, powodujący, że dreszcz przeszedł po jego szyi, przez cały kręgosłup, zanim sygnał się urwał.
Tobi się rozłączył.
Kakashi nagle zdał sobie sprawę, że
stał pośrodku swojego pokoju z świecącym telefonem, patrząc się
na niego w oszołomieniu, gęsia skórka zdawała się pokrywać całe
jego ciało.
Wcale nie było zimno.
Mimo to wkradł się do łóżka, pod
kołdrę, mając nadzieję że dziwne uczucie szybko minie. Jednak w
dłoni trzymał ciągle telefon z ciągle świecącym ekranem,
wyświetlającym ostatnio wybrane kontakty, w których wyraźnie
odznaczała się jedna niepasująca nazwa, dzwoniąca zawsze o tak
nieboskich godzinach po zmroku.
Tobi.
I tylko to drobne źródło światła
padające na jego twarz zdawało się wystarczać w całym gęstym od
czerni pokoju, dzielnie oddzielając go od ciemności.
Kakashi nie zdawał sobie sprawy z
drobnego uśmiechu plątającego mu się na ustach.


