Strony

sobota, 25 marca 2017

Dwa Światy cz.7- Mały błąd

Cześć Wam!
No,ten rozdzialik dłuuugi mi wyszedł, bo calutkie 4 strony w wodzie XDDD
Nie ważne...Dzieję się, powiem wam. I to całkiem sporo i wydaje mi się, że ciekawię.
Mam nadzieję, że wam się spodoba :) Komentujcie!

Teraz jestem na etapie Supernatural...kurde...to takie cudowne, jednocześnie bolące w serce...a przede wszystkim...TO TO JEST WINNE KAŻDEMU OPUŹNIENU!!! Nie polecam...wciąga niemiłosiernie...Destiel...argfhdjd

~                                                                                               ~*~*~*~*~*

Nie wiem co myślałam chwytając do reki telefon i wybierając ten nieszczęsny numer. Był to samodzielnie wymierzony cios w policzek, po którym nie byłam pewna czy dam radę się podnieść. Słysząc jego głos w słuchawce, nie tyle co zatęskniłam, to zapragnęłam powrotu do tych sielankowych dni, tych podróży samolotem, które zaczynały się namiętnym pocałunkiem tęsknoty, a kończyły gorzkim smakiem łez na ustach, które usilnie próbowałam przed nim ukryć. Wiedziałam, że jemu też nie było łatwo. Przybijała nas ta cała sytuacja. Wydawało mi się, że gdy tylko wracałam do mojego rodzinnego domu stawałam się robotem. Robiłam wszystko machinalnie nie wkładając w to żadnej energii. Wstawałam rano, szykowałam się do szkoły, a po powrocie jedyne o czym myślałam, to o tym, aby dostać tego sms'a, że wszystko jest w porządku i zadzwoni jak będzie już w łóżku. I tak mijały mi dni, aż do kolejnego weekendu, kiedy zaczynałam żyć od nowa. Budziłam się z tej hipnozy i byłam szczęśliwa, szczęśliwa tylko przez dwa dni, bo potem wszystko wracało do normy. Ja jechałam na lotnisko, a on szedł do pracy w niezbyt dobrym humorze. Lecz mimo wszystko było to lepsze niż unikanie go i życie ze świadomością, że pierwszy raz jesteśmy tak blisko siebie, a jednocześnie tak daleko. Wiedziałam, że to moja wina. Nie chciałam słuchać, a przecież jeśli nie mogłam bez niego żyć, to powinnam przymknąć na to oko. Wybaczyć to, że przez tak długi czas ukrywał przede mną swoją przeszłość, że prawdopodobnie zakochałam się w zupełnie innym człowieku. Jednak ciężko było mi spojrzeć w jego oczy po tym wszystkim.
Mówią, że miłość przetrwa wszystko, jeśli jest tak naprawdę, to los znów nas połączy, ale nie teraz.
Otrząsnęłam się z myśli. Wyzbyłam się wszelkich sentymentów. Popełniłam błąd dzwoniąc do niego, jednak rozmawiałam z nim.
-Oh, nie udawaj poruszonego.-Syknęłam. Kątem oka spojrzałam na cicho pochrapującego blondyna, którego włosy z lekka tkwiły w nieładzie.
-Violetta, porozmawiajmy, spotkajmy się-Błagał.
-Przestań!-Warknęłam wkurzona jego paplaniem. Może dla niego było to proste, jednak dla mnie niekoniecznie.-Czy ty nie widzisz, że już nie ma czego ratować?-Zapytałam wychodząc z sypialni. Jeszcze tego mi brakowało, aby Francis był świadkiem tego mojego małego „błędu” Wychodząc wzięłam ze sobą moje majtki i flanelową koszulę chłopaka.
-Proszę, daj to wytłumaczyć- Byłam zdziwiona jego tonem. Pierwszy raz w życiu słyszałam w jego głosie smutek, rozpacz. Był to cios w moje serce, bo miałam świadomość, że to poniekąd z mojej winy.
Narzuciłam na siebie miły materiał i owinęłam się nim. Ciągle trzymając telefon między uchem a ramieniem naciągnęłam bieliznę.
-Leon...-Wyszeptałam cicho.- Ty masz swoje życie, ja swoje. Nie komplikuj tego jeszcze bardziej.- Łyknęłam trochę wina, ale nie odczułam ulgi. Wręcz przeciwnie.
-Gdzie jesteś?
-Bliżej niż ci się wydaję-Podniosłam się z podłogi i pewnym krokiem podeszłam do balkonu. Mimo iż było chłodno to stanęłam na zimnych kafelkach. Odsunęłam dłoń i pozwoliłam materiałowi koszuli opaść bezwładnie na dół. Tym sposobem czerwono-czarna krata zasłaniała tylko moje sutki. Nie chciałam tego robić, nie chciałam łamać mu serca w ten sposób, ale nie widziałam innej opcji.
-Wyjrzyj przez okno-Wyszeptałam. Słyszałam, jak szurnął krzesłem, a wzrok wlepiłam w okno apartamentu, które po chwili rozbłysło światłem. Przeklinałam siebie w duchu. Postać Verdasa patrzyła na mnie przez szybę, a w słuchawce słyszałam jak przeklinał pod nosem.
-W moim życiu już nie ma dla ciebie miejsca-Wydusiłam z siebie łamiącym się głosem. Słyszałam tylko trzask, a przez szklana szybę jak Verdas uderzył pięścią w ścianę tuż obok okna. Odwróciłam się prędko i schowałam w mieszkaniu zalewając się dużą ilością łez. To było ponad moje siły. Spieprzyłam wszystko w jednej minucie. Co z tego, że to było coś czego pragnęłam.. Chciałam zakończyć to, ale nie w tak podły sposób. Poczułam się jak szmata. Byłam szmatą.
Wiedziałam, że tej nocy już nie zasnę. Była dopiero dwudziesta druga. Ubrałam się w swoje rzeczy i zgarnęłam torebkę z przedpokoju. Zostawiłam chłopakowi jedynie karteczkę i szybkiego całusa na policzku. Potem nie było w mieszkaniu po mnie ani śladu.
Nie łapałam taksówki. Chciałam się przejść, pomyśleć. Jednak po jakiś piętnastu minutach siebie i swojej głowy.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Loretty. Trochę zajęło, abym usłyszała jej zdyszany głos w słuchawce.
-No co tam?-Zapytała, Słyszałam, że musiała wyjść gdzieś na zewnątrz, bo głośna muzyka ucichła, a ja byłam w stanie bez problemu ja zrozumieć.
-Gdzie macie tą domówkę?- Przestępowałam z nogi na nogę, bo chłodny wiatr dał o sobie znać.
-Sms'em podeślę ci adres. Do zobaczenia- I zakończyła połączenie. Wzruszyłam tylko ramionami. Skierowałam się w kierunku sklepu, aby zaopatrzyć się trochę w alkohol i zerknęłam na ekran, gdzie wyświetliła mi się nazwa ulicy. Nie było to daleko, więc spokojnie mogłam isć na nogach. Rozgrzałam się nieco po drodze. Czułam wciąż na sobie zapach blondyna, ale nie miałam czasu na kąpiel. Byłam w drodze do raju, aby zapomnieć.
Miejscem docelowym okazał się akademik, z czego było mi wiadomo to męski. Znajdował się on niedaleko mojego, przez co kojarzyłam go. Głośnej muzyki nie dało się nie usłyszeć i idąc za źródłem dźwięku dotarłam do wielkiego salonu, gdzie basy wprawiały w drganie panele. Loretta, która stała przy barku zlokalizowała mnie jako pierwsza i podeszła do mnie. Powitała mnie uściskiem, a zaraz potem podejrzliwym spojrzeniem. Jej dłoń wylądowała na moim rozgrzanym policzku. Niepokojąco przymrużyła oczy.
-Mam nie zadawać pytań?-W odpowiedzi pokiwałam energicznie głową i uśmiechnęłam się wręczając jej siatkę z zakupami. Ta odebrała ja ode mnie i pociągnęła w stronę grupki swoich znajomych.
-To jest Marcel-Przedstawiła mnie. Marcel był wysokim szatynem. Miło się do mnie uśmiechał, przez co jakoś lepiej poczułam się w jego towarzystwie.
-Violetta- Uścisnęłam jego dłoń.- Mogę coś do picia?-spojrzałam na dziewczynę. Jednak Marcel ją uprzedził i po chwili wręczył mi w dłonie plastikowy kubek z drinkiem.-Dziękuję- Upiłam łyk alkoholu. Może i ostatnio nadużywałam go nieco, ale czy tym martwiłam się w tamtej chwili? Oczywiście, ze nie. Wręcz przeciwnie. Pragnęłam tej nocy wlewać go sobie do ust wielkim dawkami tylko po to aby ogłuszyć poczucie winy.
-Gdzie Monica?-Skierowałam się w stronę blondynki, która westchnęła ciężko.
-Poszła gdzieś z James'em- Może się przewidziałam, ale dziewczyna nerwowo zaczęła popukiwać palcami w kubek i lustrowała salon. Zignorowałam to rzucając ciche „okej” i skierowałam się w stronę Marcela, który wydawał się całkiem miłym gościem. Rozmawialiśmy popijając drink za drinkiem. Chłopak z tego co mi mówił wrócił niedawno i ma w planach zatrzymać się u przyjaciela, jednak nie powiedział co dokładnie tu robi. Opowiedział mi o tym, że gra na gitarze a wtedy byłam zbyt wstawiona aby połączyć fakty. Z każdym procentem więcej bawiłam się lepiej. Zapomniałam kompletnie o tym, że pozostawiłam blondyna po raz kolejny i , ze odbyłam dość „niewygodną” rozmowę z Verdasem.
Rzuciłam się w wir zabawy. Byłam pijana. Tańczyłam w tłumie studentów zapominając o Bożym świecie. Mimo iż wiedziałam, że to nie jest wyjście z sytuacji to brnęłam w to dalej pozwalając sobie na coraz to bardziej odważniejsze ruchy. Z dnia na dzień nie poznawałam siebie. Byłam taką niepozorna nastolatką, a teraz? Teraz topiłam smutki w alkoholu i sypiałam z chłopakiem nie wiążąc w to uczuć. A może taka była moja prawdziwa natura, którą uśpiłam tylko przez Verdasa? A co jeśli to właśnie jest to co jest mi pisane To chlania i ocieranie się o spoconych ludzi tańcząc w rytm głośnej muzyki. Na to właśnie zasługiwałam. Byłam nikim, odkąd potraktowałam tak Leona.
Poczułam gwałtowne szarpanie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam zapłakaną Lorettę.
-Co się stało?-Zapytałam przerażona. Blondynka wyciągnęła mnie z tłumu i zaciągnęła do łazienki, gdzie leżała nieprzytomna siostra Leona. Stanęłam jak wryta. Byłam przestraszona i nie wiedziałam co robić. Przetarłam dłońmi oczy i podbiegłam do niewładnego ciała. Przytknęłam rękę do jej szyi i sprawdziłam puls.
Żyła
-Dzwońcie po karetkę!-Darłam się na cały głos. Loretta ryczała gdzieś w kącie, a Marcel, który przybiegł tu zaraz po tym jak usłyszał mój krzyk uciszył imprezę i wykonał telefon.
Klęczałam nad dziewczyną z jej głowa na kolanach. Gładziłam ja po włosach, bo nie wiedziałam co innego mogłam zrobić. Miałam kompletną pustkę.
-Będą za dziesięć minut-Poinformował mnie szatyn a ja skinęłam głową.
-Loretta, co tu się do cholery stało?-Warknęłam przez płacz.
-Przedawkowała-Wypaplała po chwili. Spojrzałam na czarnowłosą. Zacisnęłam powieki. Bałam się tego jak poważna jest sytuacja.
-Kurwa!-Zaklęłam.
Siedziałam na kafelkach nadal trzymając Monicę w ramionach kiedy przyjechało pogotowie i zabrało ja do szpitala. Zaraz po tym, jak dziewczyna odjechał na sygnale, ja wsiadłam w taksówkę i pojechałam tuż za nimi. Loretta nie była w stanie. Powiedziała, że jak tylko się uspokoi to do mnie dołączy, a ja byłam zbyt zdenerwowana, by odczuwać alkohol w swojej krwi.
Kidy dojechałam na miejsce, wręczy wybiegłam z auta i błądziłam po budynku. Nie mogłam wejść za ratownikami, dlatego zmuszona byłam iść dłuższą drogą. Kiedy otworzyłam drzwi od oddziału powitał mnie lekarz, który wychodził właśnie z sali.
-Co z nią?-Zapytałam. Nawet nie zdawałam sobie sprawy w jak ciężkim stanie mogła być.
-Jest pani z rodziny?-Zapytał średniego wieku mężczyzna.
-Jestem jej przyjaciółka-Wydukałam.
-Niestety nie mogę powiedzieć więcej, niż to, że zabieramy ją na płukanie żołądka.- Wyrecytował zapisując coś w jej karcie- Mogłaby pani zawiadomić kogoś z rodziny?-Zapytał a ja już chciałam zaprzeczyć, dopóki nie pomyślałam o Verdasie. Przecież to jej brat.
-Tak-Wymamrotałam. Lekarz zamknął za sobą drzwi od pokoju zabiegowego, gdzie zabrał dziewczynę, a ja wyciągnęłam telefon i po raz kolejny wybrałam numer Verdasa.
-Czego znowu chcesz?-Warknął oschle, a ja poczułam dziwny niepokój. Nie brzmiał jak Leon, z którym rozmawiałam kilka godzin wcześniej. Znów powrócił ten gburowaty ton głos, oraz chłód.
-Musisz przyjechać do szpitala. Monica przedawkowała- Wypłakałam. Mężczyzna urwał połączenie. Wiedziałam, że to nie wróży niczego dobrego, ale mogłam tylko czekać. Czekać na Verdasa, czekać na informacje na temat stanu jej zdrowia. Czekać.
Nie minęło dwadzieścia minut, kiedy do szpitala wparował szatyn awanturując się z pielęgniarka. Zerwałam się z krzesła, aby podejść w ich kierunku. Nie wyglądał najlepiej. Miał rozczochrane włosy, dresy i zwykły t-shirt. Nie wyglądał tak jak co dzień. Zniknął ten nienagannie ułożony garnitur i profesjonalny wyraz twarzy. Teraz był wkurzony, jakby ledwo co wyciągnięty z łóżka.
Spojrzał na mnie i zignorował pielęgniarkę. Podszedł do mnie szybkim krokiem i chwycił mocno za ramiona.
-Dlaczego do tego dopuściłaś!-Krzyczał, a ja starałam się nie rozpłakać. Był zły na mnie, ale nie do końca wiedziałam o co bardziej.
-Nie krzycz na mnie!-Wyszarpałam się- Pojawiłam się tam całkiem przypadkiem. Nie widziałam jej od początku imprezy-Broniłam się. Verdas nerwowo wplótł dłonie we włosy i wziął głęboki oddech.
Był roztrzęsiony. Widziałam obawę w jego oczach i to jak bardzo martwił się o swoją młodszą siostrę. Gdzieś w środku pękłam na ten widok i przyciągnęłam go za kark zamykając w uścisku. Miałam wrażenie jakby się rozluźnił, a moje powolne ruchy, które błądziły po jego plecach uspokajały go. Wciąż to na niego działało. Nadal tak małymi gestami byłam w stanie poskromić tą bestię, którą budziła się w nim pod wpływem silnych, dość sprzecznych uczuć.
-Spokojnie-Szeptałam mu do ucha- Wyjdzie z tego- Leon objął mnie mocniej, a ja nie miałam serca tego przerywać. Wiedziałam, że tego potrzebował, a ja byłam w tym momencie jedyną osoba, która mogła mu to dać.
Siedziałam godzinę na szpitalnych krzesłach. Nie mogłam już ukryć swojego zmęczenia, ale nie chciałam zostawiać przyjaciółki samej, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyłam, bo w głębi siebie czułam, że jestem tu bardziej dla Vaerdasa. Obracałam w palcach telefon. Chciałam zadzwonić do Francisa i wszystko mu opowiedzieć, jednak byłam pewna, że śpi.
Leon pojawił się przede mną z kubkiem kawy, za co bardzo mu dziękowałam. Odrobina kofeiny mogła mnie chodź na chwilę postawić na nogi. Verdas usiadł obok i oparł łokcie na kolanach. Mimo,że dziewczyna była już po zabiegu, to lekarz wciąż kazał nam czekać. Widziałam, jak bardzo zniecierpliwiony był tą ciągła niewiedzą. Chciał już do niej wejść.
-Zmieniłaś się-Zaczął rozmowę przerywając niezręczną ciszę.
-Masz na myśli styl? Wiesz nie jestem już dzieckiem-Odpowiedziałam przygryzając zębami brzeg kubeczka.
-Mam na myśli twoje zachowanie. Nigdy nie piłaś i nie imprezowałaś. Nie mówiąc już o tej szopce...-Posmutniał? Miałam taki cień nadziei, że nie jednak wiedziałam, że to złudzenia.
-Pewne wydarzenia mnie do tego zmusiły-Warknęła chyba dość zbyt nerwowo, patrząc na sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Kątem oka patrzałam na niego. Na to przemęczoną i smutną twarz, od której widoku krajało mi się serce.
-Violetta, jeśli chodzi o to, to ja ci to wytłumaczę...-Odwrócił się w moją stronę. Patrzał na mnie prośbą.
-Nie teraz- Przerwałam mu dość ostro- Teraz najważniejsza jest twoja siostra- Położyłam dłoń na jego ramieniu i delikatnie go pogładziłam.
-Tak...-Wyszeptał.
W korytarzu pojawił się lekarz, na którego widok Leon gwałtownie wstał i zamienił kilka słów. Potem spojrzał na mnie przelotnie i zniknął za drzwiami. Podniosłam się lekko i niepewnie skierowałam się w tamtym kierunku. Moim oczom ukazał się widok, który połamał mi serce na jeszcze większa ilość kawałeczków. To jak siedział przy łóżku swojej siostry ujmując jej dłoń i przykładając do policzka. To był widok, którego nie chciałam widywać częściej. Niepewnie weszłam do sali i podeszłam bliżej. Blada skóra i podkrążone oczy. Była wrakiem człowieka. Przełknęłam gulę w gardle i schyliłam się nad nią gładząc po włosach. Spojrzałam ukradkiem na Verdasa, którego oczy przymykały się kiedy siedział.
-Wróć do domu. Jutro rano przyjedziesz do niej- Zwróciłam się do niego, a on wręcz od razu zaprzeczył.-Musisz odpocząć. Jesteś wykończony- Argumentowałam dalej. Podeszłam do niego.- Leon, proszę- Nalegałam. Przyłożyłam dłoń do jego policzka i byłam pewna, że wyczułam lekki zarost kiedy wtulił się w moją dłoń- Proszę-Wyszeptałam ponownie. Szatyn westchnął ciężko. Podniósł się z krzesła i po raz ostatni podszedł do siostry i złożył na jej czole długi, przepełniony troską pocałunek.
-Chodź-Powiedziałam zwracając na siebie uwagę. Niepewnie oddalił się od łózka i wyszedł z sali. Nim jednak zamknął drzwi po raz ostatni przyjrzał jej się.
-Odwiozę cie- Zaproponował, a ja przytaknęłam. Nie miałam siły tłuc się taksówka. Udaliśmy się w stronę auta i już po chwili siedziałam w czarnym maserati. Nie rozmawialiśmy. Żadne z nas nie miało siły, aby wydobywać z siebie jakiekolwiek słowa. Oboje byliśmy wykończeni, a niektórzy pijani.
-Dziękuje-Wszeptał, kiedy byliśmy już pod akademikiem.-Dziękuje, że przyjechałaś za nią, że prawdopodobnie uratowałaś jej życie- Wydusił z siebie. Pokręciłam głowa i złapałam go za dłoń pocierając uspokajająco kciukiem jej wierzchnią część.
-Zrobiłbyś na moim miejscu to samo- Wzruszyłam ramionami.
-Masz rację, ale dziękuje- Uniósł moją rękę i ucałował ją.-Do zobaczenia- Posłał mi blady uśmiech.
-Do zobaczenia, Leon- Odwzajemniłam gest i wysiadłam z auta.
Było już zimno, a na zegarku wybijała trzecia w nocy. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że muszę wstać jutro na zajęcia. Wdrapałam się po schodach do pokoju, a kiedy byłam już w łazience rzuciłam ciuchy i wzięłam szybki, zimny prysznic. Chciałam zmyć to wszystko. To poczucie winy i to zamartwianie się. Nie mogłam wyzbyć się z głowy widoku, tego załamanego Leona, którego miałam okazję poznać w szpitalu. Dotarło do mnie jak podle go potraktowałam. Byłam winna, winna temu smutkowi, który tak, czy siak widniał na jego twarzy, a przecież nie o to mi chodziło. Chciałam by był szczęśliwy, beze mnie, mimo, że mnie zranił, jednak jak zwykle coś musiało pójść nie tak.
Jak zwykle, jak zwykle spieprzyłaś Castillo.



6 komentarzy:

  1. Prawdziwa perełka. 😍
    Zoskoczyłaś mnie, ale bardzo pozytywnie. ❤
    Wsposób jaki Leon zareagował, gdy ją zobaczył...
    On napewno coś jeszcze czuje do V. 😁
    Tylko nie wyjaśniło się kim jest nowa tajemnicza dziewczyna Verdasa. 😑
    Biedna siostrzyczka Leona. 😐
    Dupek jeszcze obwinia o wszystko Viole. 😕
    Ale wszysto się wyjaśniło i V nawet go przytuliła.💑💏👫
    Asia Blanco 🤗😚

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem nawet co powiedzieć...
      To takie miłe uczucie, kiedy ktoś docenia moją prace, nie powiem naprawde się staram, aby każde moje opowiadanie, w dużej mierze oddało to co jest w mojej głowie, (a wydaje mi się, ze każdy kto pisze ma z tym problem)
      Serio, momo, ze tak mało osób się tu udziela (z czego mi troche smutno ;-;) doceniam każdy komentarz, jest to takie miłe, a szczególnie jesli rozdział sie podobał
      Pozdrawiam serdecznie
      Miłego Dnia/Wieczoru/Nocy <3!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń