Polski tytuł - Drogi Ty - Część Trzecia "Drogi Steve'ie"
Pls, ja już nie wiem co pisze, dostałam nagłej inspiracji o drugiej w nocy i tak jakoś wyszło... Mam nadzieję, że się podoba przynajmniej w części... Później postaram się to poprawiać jak wyłapie jakieś błędy.
Aha, no i została ostatnia część tego i kończę~~
Zapraszam do wspólnego płakania, enjoy! ;D
Muzyjszyn inspirejszyn: Irony.
***
Tony nie może spać już od ponad
czterdziestu godzin, zamiast tego zapracowuje się w warsztacie do
utraty tchu. Nie może zapomnieć. Za każdym razem jak chociażby
próbuje przystanąć, złapać oddech, przypominają mu się
wydarzenia z przeszłości, teraz nie tylko tej ich małej wojny.
Pepper, jako jego sekretarka i
przyjaciółka, próbuje przemówić mu do rozsądku raz po raz, ale
on nawet nie ma ochoty tego słuchać. Ma wrażenie, że za każdym
razem gdy wychodzi z warsztatu wszystkie oczy wpatrują się w niego
z wyrzutem. Ma wrażenie, że cały jebany świat ma do niego jakieś
pretensje, a on ma tego serdecznie dosyć. Dlatego pracuje i pracuje,
mimo tego że w tym momencie nawet nie do końca wie co robi i że
poranił sobie całe ręce zapominając o rękawicach
zabezpieczających. Wydawało się oczywiste, ale jednak zapomniał.
Obandażował je byle jak, założył na to rękawice i kontynuował
prace.
Bo Starkowie zrobieni są ze stali.
Mimo to, nie może zatrzymać swoich
naturalnych ludzkich odruchów i wie że kiedyś będzie musiał to
przerwać, umyć się, zjeść coś porządnego, przespać się i
wrócić do spotkań z ludźmi.
Tylko jeszcze nie teraz.
Dzwoni telefon, a on odbiera go
mechanicznie, nawet o tym nie myśląc.
„Tony, przestań zachowywać się jak
dziecko, kiedyś będziesz musiał to przerwać”.
Dobrotliwa mamusia panna Potts. Jest
jej wdzięczny za wszystko, ale w tej chwili zupełnie nie
potrzebuje. Ma dosyć, jest złamany. Dlatego milczy, nie wie nawet
co miałby powiedzieć, w głowie świta mu zupełna pustka.
„Tony, od kilku dni bez przerwy
otrzymuje telefony, wiesz jak musiałam się namęczyć, żeby to
wszystko odwlekać?”
Tony wie, bardzo dobrze wie i chce jej
podziękować, przeprosić, jednak nie może wydobyć z siebie głosu.
Zdejmuje rękawice i gogle ochronne, pusto patrzy się w ekran
telefonu. Za Pepper również tęskni, ale jej tego nie powie. Nie
chce jej niczego utrudniać, wie ile przez niego nacierpiała. Pepper
zasługiwała na szczęście.
Może on nie?
„Tony wszystko w porządku?”
Nie jest w porządku i Pepper pewnie
również zdaje sobie z tego sprawę, ale pewnie nie o to teraz pyta.
Ma ochotę dalej zachowywać się jak rozwydrzony bachor i po prostu
się rozłączyć, tak samo jak i rozłączył się dotychczas od
świata zewnętrznego, ale nie chce jej martwić. Poza tym, ma jakieś
dziwne wrażenie, że jeżeli się nie odezwie to niedługo drzwi do
laboratorium wyważy mu cała ekipa ratunkowa z SWAT i ekipą
saperów. Z resztą, sam by się Pepper nie dziwił, gdyby znał
siebie z perspektywy trzeciej pewnie już oglądałby wiadomości w
poszukiwaniu informacji na temat „dziwnego wybuchu w Nowym Jorku,
prawdopodobnie w rodzimym Stark Tower”. Mimo to, jeszcze nie
zamierza budować atomówki.
Jeszcze.
„Tony?!”
Słyszy w słuchawce zanim w ogóle
zdąży się odezwać, chociaż pewnie minęła już dłuższa
chwila, po prostu jego reakcje są poważnie spowolnione. Nie na
długo jednak, bo zaraz po usłyszeniu głosu podskakuje w szoku,
cała senność na chwile zupełnie opuszcza jego organizm.
Usłyszał Steve'a.
„Obecny i prawie gotowy do akcji.”
Odpowiada wpół żartobliwie, ale jego nieużywany głos brzmi
skrzekliwie i martwo. Będzie musiał nad tym popracować. „Nie
martw się, tylko na chwilę odpłynąłem.”
„Przepraszam, obudziłam cię?” W
jej głosie naprawdę brzmi zmartwienie i skrucha. Pewnie czułby się
z tym źle, gdyby już nie czuł się najgorzej na świecie.
„Byłoby miło. Przepraszam za kłopot
Pepper. Ale biorę sobie wolne do końca tygodnia.” Kończy zanim
zdążyłaby zapytać o to kiedy ostatnio spał, za dobrze ją zna. I
pewnie nie kontynuuje tematu tylko dlatego, bo on wyraźnie nie ma
ochoty o tym rozmawiać.
„To zdecydowanie za długo.”
„Jestem tylko człowiekiem,
potrzebuje urlopu.”
„Nie tak długiego.”
Tony przewraca oczami korzystając z
faktu, że Pepper go nie widzi. Nie dało się ukryć, że od razu
poprawił mu się humor, przynajmniej nie myślał już o świecie
poza laboratorium. Teraz myślał o tym jaką cudowną kobietę
stracił.
„Dwa dni, brzmi sensownie?”
Po drugiej stronie zalega chwila ciszy.
Normalnie w życiu by się nie zgodziła, ale...
„Dwa dni Tony. Pamiętaj chociaż o
funkcjach życiowych.”
Ostatnimi czasy nic nie było
normalne...
Pepper znowu chwile milczy, po czym
mówi cicho, jakby bała się jego reakcji;
„Namierzyłeś go?”
Tony natychmiast domyśla się o kim
mówi i nie może zatrzymać gorzkiego tonu wymieszanego z odrobiną
palącego jadu.
„Chyba obydwoje wiemy, że nasz
harcerzyk nie jest teraz moim problemem.” Pepper wzdycha, ani nie
zaprzeczając ani nie przyznając mu racji. Po prostu kończy temat,
bo nie chce gadać o takich sprawach przez telefon. W ten sposób mu
nie pomoże.
Potem pyta o zdrowie Rhodey'a, a Tony
krótko jej go opisuje, ona wyraża wyrazy współczucia... Nie
brzmią naturalnie, ale nie wiedzą jak ze sobą rozmawiać. Dawno
tego nie robili.
W końcu Pepper dostaje drugi telefon i
musi się rozłączyć, ale przed tym nie rzuca żadnego pożegnania,
pozdrowienia... Ale samo „Prześpij się” i wyłącza się zanim
Tony mógłby cokolwiek odpowiedzieć. Z resztą, o uważa, że
zachowuje się jak jego opiekunka a nie asystentka, ale i tak ma
zamiar spełnić jej wytyczne. Teraz czuje dziwną ulgę.
Otwiera laboratorium, paranoicznie
rozglądając się przed wyjściem, mimo że wieża jest zupełnie
pusta. Dopiero wtedy wychodzi i jedzie windą na swoje piętro, po
drodze podrzuca nowym telefonem, nie dbając właściwie o jego stan.
Na miejscu bierze krótki prysznic i siada na łóżku.
Jego wzrok ucieka na pudło leżące
obok i wszystko do niego wraca. Czuje jakby na jego ramiona zwalił
się stukilogramowy ciężar, serce ściska mu się w piersi. Przez
chwile zastanawia się czy jest jeszcze zdolny do płaczu, ale myśl
szybko wypada mu z głowy, gdy otwiera pudło i wyciąga z niego
stary telefon.
Rzuca się na plecy i ogląda go ze
wszystkich stron ze szczerą ochotą by powrócić do laboratorium i
przerobić go na części pierwsze, z czystej zachcianki.
Ale nie robi tego.
Zamiast tego kładzie go na klatce
piersiowej obraca go w palcach, nie nerwowo, delikatnie, i myśli nad
ciężarem starocia.
To tak bardzo w stylu Steve'a.
Śmieje się, mimo że wcale nie jest
mu do śmiechu, serce znowu boleśnie zaciska się w piersi.
Zastanawia się nad miną Steve'a, gdy
pisał list, gdy wybierał model telefonu... Widzi ją w swojej
wyobraźni i nie zatrzymać potoku bolesnych myśli. Mógł zmienić
tyle rzeczy... Mógł słuchać, mógłby przeprosić.
Trzymał się swojej idiotycznej dumy.
Ostrożnie przyciska klawisze
wyłączonego telefonu i podoba mu się jego chłodna tekstura.
Przypomina mu o ich ostatnim spotkaniu, ostatniej bitwie. O
spojrzeniu Steve'a, zimnym jak lód.
Łapie go zmęczenie, czuje się jakby
miał zemdleć, sam nie wie już co czuje...
Wie że czegoś mu brakuje...
I że tak bardzo by chciał wszystko
naprawić.
Przymyka oczy przed którymi i tak
robiło już się ciemno, jego ciało nie może się ruszyć. Ma
wrażenie, że Tonie...
„... Gdybyś czegoś potrzebował...”
Nagle otwiera szeroko oczy i zrywa się
z łóżka, chwytając laptopa, otwiera notatnik i wypisuje tam
słowa, które od tygodni plączą mu się w podświadomości.
"Dear Steve"
I pisze.
List, którego nigdy nie wyśle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz