środa, 6 lipca 2016

Wartość Wspomnień. - Rozdział Piąty. "Ale jeśli chodzi o miłość, zostawmy ją za sobą"

*Wegetuje w spokoju*
Dlaczego mnie zawsze musi się zbierać na pisanie o tak chorych godzinach..? Spaaać...
Alex właśnie obudziła się obok mnie, wypaplała coś w stylu "Do której bielizny" i znowu straciła przytomność... Help...
Miłego czytania tego boru ducha winnego opowiadania, które zostało przeze mnie idiotycznie porzucone... Ale zanim zbierze mi się na słowotok, z którego i tak nikt nic nie wyniesie, bo szczerze nie wiem co piszę... Idę hibernować. Dobranoc~~ <3
Znaczy, miłego czytania.~ <3

***
Obito prawie nie spodziewał się, że kiedykolwiek ktokolwiek odkryje ich malutką, słodką tajemnicę. 
No cóż, prawie.
Bo skłamałby mówiąc, że od kiedy pierwszy raz nie zobaczył tajemniczego błysku w oczach szarowłosego mężczyzny, to nie przewidział, że tamten będzie na tyle inteligentny, aby tak szybko go rozszyfrować. Dlatego że w Kakashim było coś takiego co kazało Obito myśleć, że dałby radę rozszyfrować wszystko i wszystkich w zaledwie paręnaście sekund. Coś takiego w jego spokojnym spojrzeniu, co wywoływało dreszcze u każdego, na kogo tylko je skierował. Młodemu Uchiha się to podobało, zwłaszcza, że nie był człowiekiem łatwym do wzruszenia.
Zdecydowanie podobał mu się Kakashi.
W każdym razie, nie był zaskoczony, gdy dyskretnie zawołano go do jego własnego biura, na żądanie nie kogo innego jak Kakashiego Hatake. Na co chętnie się zresztą zgodził, bo nie miał powodu do odmowy. Poza tym... Podobał mu się taki obrót zdarzeń. Chciał z nim porozmawiać, a w ten sposób...
- Dzień dobry. - Wszedł przez swoje świetne drzwi płytowe, których zakupu nigdy nie żałował, kłaniając się kuriozalnie. - I do widzenia. - Wskazał na drzwi otwartą dłonią, dalej się kłaniając.
…W ten sposób mógł zrobić to sam na sam.
Wzrok wszystkich od razu spoczął na nim, a Kakashi delikatnie, pewnie nieświadomie, przekrzywił głowę, niespodziewanie przypominając Obito zupełnie niewinnego psiaka. Dziwne skojarzenie. I bardzo nietrafne.
Sam miał zresztą ochotę przewrócić oczami, bo dla niego sprawa była oczywista. Dla kogo zresztą nie była? Może i Obito wyraził się nieco ekscentrycznie, ale był jasny w swoich słowach, nie było na co robić wielkich oczu.
- Pan Kakashi wyraził się jasno, że chce się widzieć ze, cytuję, prawdziwym liderem, więc... - Wymownie poruszył wskazującą dłonią. Nie miał ochoty rozmawiać w towarzystwie sławnych „Sierot z Amegakure”, czy jak tam oni lubili się nazywać. W każdym razie, mógł z góry przewidzieć, że narwany Yahiko nie wytrzymałby bez odzywania się ani jednym słowem przy kierownictwie Obito, a to przecież on był głównym mózgiem Akatsuki. Zaraz potem pewnie dołączyłby się Nagato, który był stworzony tylko i wyłącznie do wykonywania rozkazów. Obito aż drżał z obrzydzeniem na myśl, co stałoby się, gdyby pewnego dnia przyszłoby mu samemu dzierżyć władzę.
Cóż, prawdopodobnie byłby bardzo łatwy do zmanipulowania i wciśnięcia do szeregu, co nie było mu tak znowuż bardzo nie na rękę.
Szczeniaki z Konohy, tak zwani Energiczny, Poważny i Wściekła (Od kiedy nie miał pojęcia jak mają na imię, może z wyjątkiem tego całego 'Naruto', a przecież musiał ich jakoś nazywać. Swoją drogą, brzmiało to jak z jakiejś durnej kreskówki) chwile spierały się po cichu z Hatake, co było dosyć zabawne, bo Obito założył by się o swoją nerkę, że ten znacznie przewyższał ich na każdym polu i potrzebował ich tyle, co ślimak potrzebuje butów, ale ten najwyraźniej ustawił ich do pionu i, każdy w swoim własnym, dziwacznym lub nie, stylu, opuścił pomieszczenie, a za nim jego własna niby ochrona, wpatrująca się w niego nieukrywanie wrogim spojrzeniem, ale miał to gdzieś, bo jemu również byli zbędni. Z resztą, panu Hatake „coś” się należało za bycie pierwszym człowiekiem, który odkrył jego tajemnicę. Cokolwiek, może Obito tylko znajdywał sobie kolejne wytłumaczenia, żeby zwyczajnie z nim porozmawiać, ale go to nie obchodziło. Zazwyczaj poza tym nie potrzebował wymówek, żeby robić to, co mu się żywnie podoba. Pod warunkiem, że nie wychodzili na tym źle, oczywiście. A wątpił, że z szczerej rozmowy w cztery oczy mogło wyjść coś złego, a to, że nie mógł się w pewien sposób oderwać od tajemniczego Kakashiego to inna sprawa. Nie miał zamiaru dawać mu taryfy ulgowej tylko dlatego, że przypominał mu, cóż, coś z dzieciństwa. Czymkolwiek to było.
Obito odwrócił się w stronę szarowłosego, jednak zamiast usiąść naprzeciwko niego, oparł się o biurko stojące niedaleko i skrzyżował ramiona na piersi. Nie chciał wywołać zbędnej i zbyt dużej presji.
Mężczyzna, Kakashi, rozsiadł się na fotelu, zakładając jedną nogę na drugą, jednak ręce trzymał wygodnie ułożone na podramiennikach fotela, co tworzyło raczej przyjemną mieszankę starej dobrej kultury i stylu z nowoczesnym wyluzowaniem i w pewnym sensie, pokazem dominacji. Obito zdecydowanie nie był nowy w te klocki i doskonale wiedział jak takimi drobnymi gestami mógł przekazać naprawdę wiele rzeczy. Na przykład „nie boję się” lub „to miejsce jest praktycznie moje”. Uchiha nie mógł powstrzymać drobnego uśmieszku, gdy tak na niego patrzał. Lubił go, bez żadnej wątpliwości.
O dziwo, jak tak teraz pomyślał, nawet nie musząc być przekonywanym przez zainteresowaną Konohę, nie wydawała się być wcale złym rozwiązaniem. Niegłupim na pewno, bo nikt raczej nie chciałby mieć takich wrogów.
- Doskonale zdaję sobie sprawę, że macie ochotę przejąć nasze tereny i że odrzuciliście wcześniejsze propozycje rozejmu. Proponuję jednak przynajmniej status quo, bo przy obawiam się, że nasza wojna nie przyniosłaby nic dobrego, a z pewnością prędzej czy później do niej dojdzie. Jednak myślę, że jest pan na tyle inteligentny, by samemu o tym pomyśleć. - A i owszem, myślał i domyślał się, że mogło by skończyć się naprawdę krwawo i nieprzyjemnie. Po za tym, wcale nie powiedziane było, że i z tej walki wyszliby zwycięsko. Konoha była silna, wręcz niesamowicie potężna.
- Oczywiście, że tak. - Złapał piłeczkę, niemal widząc jak wzrok Kakashiego nagle się ostrzy. Napawał się tym. - Jestem skłonny się zgodzić. - Umilkł, czekając na podjęcie tematu przez Hatakę i nie zawiódł się. Szarowłosy bardzo szybko orientował się w sytuacji i aż miło było patrzeć na tą cichą burzę mózgów jaka między nimi zaległa. Fakt, może i Obito zachowywał się trochę pobłażliwie, ale to nie dlatego, że go nie doceniał. W żadnym wypadku. Zwyczajnie sam musiał w tej chwili to porządnie przemyśleć, doskonale zdając sobie jednak sprawę, że jego silniejsza strona jego natury dawno podjęła już decyzję.
Jako wieloletni właściciele terenu, mamy wiele bardzo przydatnych kontaktów, których nie będziecie w stanie założyć w ciągu najbliższych kilku lat.
Bo Kakashi z całą pewnością miał rację i Obito to wiedział. Zaprzeczanie tej racji byłoby zwykłym idiotyzmem z jego strony. Z przyzwyczajenia i roztargnienia dotknął prawej strony maski, tam gdzie rozciągały się blizny. Zmarszczył brwi, nie będąc pewnym że dobrze rozumiał słowa Hatake.
- Mam rozumieć, że proponujesz nam stanie się jednością? - Celowo zadał pytanie personalnie, bo w gruncie rzeczy wątpił, że cała Konoha miała w planach takie dosadne połączenie się z Akatsuki. Z resztą, części pewnie nie było to nawet na rękę po niedawnych sporach.
Pewność Kakashiego pierwszy raz prawie się zachwiała, jednak szybko powrócił na właściwy tor. Kosmyki włosów spadały mu na oczy, a on nawet nie drgnął żeby ich poprawić, nie spuszczając oka z Uchihy.
To było... Intrygujące.
- Tak... Myślę, że tak będzie dla nas najkorzystniej. - Zrzucił wreszcie bombę, tym razem mocno ściskając dłonie na swoich kolanach, jednak łokcie dalej miał szeroko rozstawione. Jego postawa krzyczała „mam cię w garści”, nie żeby Obito to przeszkadzało, ale osobiście zazwyczaj wolał samemu prowadzić grę. Dlatego złapał kontakt wzrokowy, oburącz opierając się o biurko, wystukując w nie tylko sobie znany, powolny rytm.
Chociaż Obito wolałby użyć biurka do czegoś innego. Tak, był kreatywnym facetem, na pewno by coś wymyślił. Przez myśl przemknął mu obraz Kakshiego w wymiętej, ledwie zarzuconej na ramiona koszuli i rozpiętych spodniach, zupełnie zdominowanego, klęczącego przed nim z zarumienionymi policzkami i oczami błyszczącymi z rosnącego podniecenia. Taa, on by zrobił z tego starego biurka użytek, myślał, zwilżając nieco zaschnięte wargi. Uśmieszek sam wstąpił mu na usta, a on nieświadomie pochylił się do przodu.
- To bardzo odważna propozycja panie Kakashi. - Odezwał się wreszcie, po dłuższej chwili ciszy, celowo używając bardziej gardłowej barwy głosu. Tak, zaczynał z nim flirtować, o czym Kakashi pewnie nie miał jeszcze bladego pojęcia, ale po prostu nie mógł się powstrzymać. Za bardzo cieszył się kontrolą.
A może jednak Kakashi doskonale zdawał sobie sprawę z jego flirtu? A może tylko wydawało mu się, że jego policzki delikatnie zmieniły kolor, a twarz na chwilę drgnęły w szoku?
- Na którą oczywiście jestem w stanie się zgodzić. - Specjalnie dalej mówił tym samym tonem i faktycznie, okazało się, że o dziwo, jego działania były skuteczne i skutecznie wyprowadzały Hatake z kontroli. Jak uroczo.
A może to tylko Obito był dziwakiem, że zaczynał ze swoimi gierkami w środku takiego spotkania? Kto wie.
- A więc?
- Ważne jest, jak dużo Konoha jest w stanie poświęcić w zamian. - Tym razem oderwał się od swojego biurka i zbliżył się na nieco dziwną, prawie zakazaną odległość, opierając się o fotel mężczyzny. W tym momencie, był w stanie zgodzić się na wszystko co proponuje Konoha, byleby mieć tego konkretnego mężczyznę na własność.
Było to zupełnie impulsywne, wiedział o tym, a mimo to... Miał dziwne wrażenie, że wcale a wcale nie żałowałby tej decyzji.
Kakashi już praktycznie siedział bokiem, twarzą kierując się wprost naprzeciw jego
Zdecydował się zagrać, dobrze.
- Co byś proponował? - Obito zaśmiał się cicho, wycofując się z jego prywatnej przestrzeni, wracając do biurka i prawie żałując, że dalej ma na sobie tą głupią, pomarańczową maskę, która w totalnie głupi sposób ich dzieliła.
- Kawę. Co najmniej raz po południu.
***
Hihi, flirty.
Mam jakiś fetysz na gry i władcze postacie.
Pls.

2 komentarze:

  1. Dlaczego wyjawiasz moje skryte tajemnice?!?!?!?!!??!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo paplasz jakieś głupoty przez sen i jakoś muszę ich nie zapominać. XD

      Usuń