Strony

wtorek, 8 marca 2016

Totalna psychoza - Część 3.

W sumie, to opowiadanie jest dalej zawieszone, bo nie mam pojęcia co dalej, ale napisałam rozdział - chyba dosyć długi... Yey? XD
Nieważne, nieważne... Miłego czytania~~
***

Emil siedział w pociągu, nerwowo potupując nogą. Co on w ogóle sobie myślał? Jakim był idiotą...
Bo wsiadł z rana do pierwszego pociągu, jechał do innego miasta i nikomu o tym nie powiedział, i pojechał tam tylko po to, by szukać dawnego przyjaciela-psychopaty-mordercy, którego nie widział przez ładnych parę lat.
Co najmniej idiota...
Westchnął przerywanie, próbując się choć trochę uspokoić.
Nawet jak go znajdzie, to co wtedy? „Chce wyjechać z tobą, bo teraz nie odnajduję się w życiu codziennym.”?
Największy idiota świata...
***

Ale skoro już tu jestem, to wypadało mu zwiedzić teren, pomyślał realnie. Przecież, teoretycznie, nie był tu bez powodu... Chociaż biorąc pod uwagę szansy go zrealizowania, to przyjazd tutaj można było nazwać przyjazdem „bez powodu”...
Miał ochotę szurnąć się w głowę za zbyt negatywne myśli, bo z takim nastawieniem na pewno nic nie zdziała.
Przeszedł się oczywiście do pierwszego miejsca, które wpadło mu do głowy – na miejsce morderstwa, chociaż zdawał sobie sprawę, że było to w sumie bezcelowe. Oliver nie miał żadnego powodu, aby tam wracać... Ani w ogóle być w mieście...
Na pewno nie poruszał się samochodem, bo żaden nie został skradziony, a żadnego ewidentnie nie kupił, bo nie miał jak tego zrobić, próbował myśleć trzeźwo i w miarę pozytywnie Emil. Prawdopodobnie również Oliver nie miał przy sobie zbyt dużej sumy pieniędzy... Tylko, że nie do końca były mu one potrzebne, bo po co seryjny morderca miałby przejmować się codziennymi zasadami?
Byleby nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi...
Sytuacja była... Beznadziejna.
Jak on niby miał zrobić coś, czego nie mogą całe zastępy policji?
Zdecydowanie nie miał wystarczająco dużo oleju w głowie...
- Kuźwa. - Syknął na siebie, czym zwrócił uwagę paru osób naokoło, udał więc, że chodziło o telefon, który trzymał w ręce. Ostatnim czego on również potrzebował była niepotrzebna uwaga ludzi i ewentualne uznanie za dziwaka.
Nie, chwila... Miał jeszcze jedno wyjście, mógł zwyczajnie odwrócić kota ogonem i zmusić Olivera by odnalazł jego... Gdyby jakoś zwrócił na siebie jego uwagę, miałby... Jakieś pięćdziesiąt procent szans, że Oliver w ogóle postanowił by „się odezwać”.
Tylko jak miał to zrobić? I skąd miał wiedzieć co akurat zwróciłoby jego uwagę?
Czy kręcenie się przy miejscu morderstwa, gdzie znajdowały się wskazówki przeznaczone, prawdopodobnie, tylko dla niego, nie było wystarczającym „zwracaniem uwagi”?
Kilka dziewczyn przeszło obok niego, chichocząc i wyraźnie na niego patrząc. Ach, te wagary...
Cóż, od kiedy trochę „wyrósł” od czasów pierwszej gimnazjum, to sporo takich się za nim oglądało... I pewnie chętnie nie tylko by patrzyło.
A on nigdy z tego nie skorzystał...
Bo myślał o Oliverze...
Emil poczuł się nagle, jakby coś bardzo ciężkiego spadło mu na głowę. Prawie pół kawału swojego siedemnastoletniego życia spędził myśląc o jakimś mordercy, większość czasu w dodatku próbując go wyśledzić.
Czy to były jakieś żarty?
Poleciał niczym pies za suką w rui na prawie, bardzo prawie, drugi koniec kraju za jakimś typem?
Gdy tak teraz myślał, nigdy nawet nie starał się o miłość, bo myślał o Oliverze!
Teraz gdy tak o tym myślał...
Brzmiało gejowsko...
Cholernie gejowsko...
Zostałem gejem dla tego pokurcza?! - pomyślał i aż oparł się o ścianę z wrażenie, wpatrując się w nagle jakby zachmurzone niebo, czując napierającą na niego deprechę.
Jestem aż takim idiotą, że nie mogłem wykminić, że się zabujałem po tych pięciu latach? - pomyślał znowu, czując się jakby zawisła nad nim czarna chmura wysysająca wszelkie życie.
- Nie ma co, podróż pełna przygód kurna... -Wymruczał nieświadomie, wyglądając jak zbity pies.
Ciekawiło go tylko jak dziwnie lub też przerażająco wyglądał robiąc to blisko sceny morderstwa... I czy mogą go uznać za mordercę-sprawcę.
Natychmiast wyprostował się, trzepiąc ubranie. Przecież miał szukać wskazówek, a nie użalać się nad sobą. Postanowił obejść budynek dookoła. Niby nic, ale zawsze może coś znaleźć. Dokładnie przyglądał się otoczeniu, każdemu kawałeczkowi, który tylko mógł być nieco podejrzany, chociaż wydawało mu się być to nieco bezsensu. Policja przecież nie znalazła nic co prowadziło do Olivera. Z drugiej strony, policja go nie znała. Nie wiedziała co mogło być małą wskazówką, ich wspólnym wspomnieniem, nawykiem. Z tym miał nad nimi przewagę.
Nagle dotarło do niego, że kiedy domyślą się już, że zrobił to Oliver i do kogo może być wiadomość, to popędzą prosto do najbliższych mu osób.
Lub raczej osoby.
Do niego...
Przeszył go nieprzyjemny chłód. Był pewien, że nie mógłby i nawet nie chciałby pomagać schwytać im jego jedynego przyjaciela.
Tak jak się jednak spodziewał, niczego nowego w tej sprawie. Widocznie jedyną wiadomością była ta w na ścianie, banalnie prosta i napisana największymi cyframi, jakie tylko zmieściły się na ścianach („myśli, że jestem aż tak głupi?”). Nic bezpośrednio czy nawet pośrednio prowadzącego do Olivera, tylko zwyczajne uspokojenie umysłu.
Więc miał tak po prostu się poddać i wrócić do domu?
Nie. Nie mógł tego zrobić, nie teraz, nie kiedy był tak blisko.
Gdzie mógł się ukryć morderca?
Wszędzie.
Nawet zakładając, że tylko niewielka garstka z policjantów zna wygląd Olivera, to i tak mieli większe szansę niż Emil, a mimo to nie udało im się. Jak on, on sam, miał odnaleźć jedną osobę, jedną maleńką igłę w całym polu siana?
W dodatku, zakładał w ten sposób, że Oliver nie zmienił się wcale od gimnazjum... Co zapewne było błędnym założeniem.
Szanse były niemal zerowe i nagle chciało mu się płakać. Zrezygnowanie z Olivera było dla niego niczym dla dziecka, które orientuje się nagle jak wielki i ciężki jest świat, jak nierealne są jego marzenia. Nie mógł się poddać, bo byłby niewarty życia, przyjaźni, bycia człowiekiem. Gdy tylko myślał o porzuceniu tej misji, czuł przerażającą pustkę.
Nicość.
Jakby był martwy.
Kiedy zobaczył wtedy w domu tą nagłą wiadomość, wybuchła w nim nadzieja, poczuł bicie własnego serca, jakby nagle odzyskał kolory.
To było takie przyjemne.
Tak samo było, gdy zaprzyjaźnił się z Oliverem.
Obwiniał się.
Miał pod nosem coś tak cudownego, a porzucił to dla codzienności i bycia zwykłym. Gdyby tylko mógł cofnąć się w czasie...
Ale nie mógł.
Dlatego teraz musiał szukać.
Po prostu nagle, po tylu latach szarości, trwania w beznadziei czuł się warty życia. Taki... Pełny kolorów. Nie mógł tego porzucić. Nie mógł porzucić jedynej palety kolorów na całym świecie, jaki sens inaczej miałoby kontynuowanie tak brzydkiej egzystencji?
Widział już jedno takie życie, człowieka, któremu ulała się już zwykłość.
A potem człowieka rozkwitającego pełnią kolorów, brudzącego nim rzeczywistość dookoła, która jednak go odrzuciła. Dlatego uciekł od rzeczywistości, zostawiając w niej wszystko z nią związanego.
Emil nie mógł tak dalej żyć.
Kolor, życie, jego egzystencja, musiały zostać kontynuowane, nie porzucone.
Po prostu musiał rzucić się na pomoc, nieważne co by mu groziło. Bo niebezpiecznym też było wciągnąć się w zbyt duży wir kolorów. Przynajmniej samemu. Więc teraz była jego kolei, by wyciągnąć rękę.
Nagle uśmiechnął się cwanie, a cały humor do niego wrócił.
To jeszcze nie był koniec. Choćby nie wiadomo co.
Nie wrócił do domu i przez cały pozostały dzień i przez noc, nie dbając o pieniądze nie przeszkadzało mu miejsce jego spania, czy jedzenie.
Póki co, jego rola została wykonana.
Tej nocy to on wykonał swój ruch na tej wielkiej czarno-białej szachownicy zwanej życiem.
A rankiem chichotał cicho nad nagłe zainteresowanie mediów i policji nad byłym miejscem masakry.
Bo tego ranka na tym samym budynku odnaleziono wielki, krwistoczerwony napis, na uspokojenie ludu namalowany tylko bardzo trwałym sprejem.

„Nigdy nie przestanę szukać, Oliver.”

3 komentarze:

  1. "Zostałem gejem dla tego pokurcza?!" XDD Rozwaliło mnie xD
    Emil... Wrrr. Nienawidzę tego imienia (taki idiota z klasy, który usiłuje doprowadzić mnie do szaleństwa :")) *jak powie jeszcze jedno słowo,to mu oczy wydrapię paznokciami i przebije nożyczkami tętnice szyjną* Cóż... Nie przepadamy za sobą ^^"
    Ale! Mimo tego małego szczególiku opko jest PRZECUDOWNE! <3 Kontunuj je też, błagam! *-*
    Tak sobie tu wchodzę, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie ma nowego rozdziału Ciekawego Pacjenta (którego nie było :C) i patrzę: ciekawie się zapowiada. Spojrzałam, przeczytałam, pokochałam <3 xD Kolejnie opowiadanie, o które będę Cię męczyć xD ^^
    Teraz liczę na nowego CP, a potem mogłabyś dodać coś z tego ;D Ma się te wymagania,co? ;) xD
    Lecę (...), weeeeeeny (do obu opowiadań) życzę i pozdrawiam
    ~Alexandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... Oto moje myśli, all day all night. XD
      Szczerze, to jakoś specjalnie też za nim nie przepadam, ale mi pasowało do rudego... No i już tak zostało. XD
      Och, przypomniałaś mi podstawówkę i pewnego typa... Liczę na ciebie po prostu. ;D
      Wybacz, że tak umarłam, ale mam swoje powody... Przede wszystkim, mam ogromne problemy z internetem, potem idzie szkoła, przez którą nie mam czasu i na koniec... Leń. Ogromny leń. CP się piszę, mam już jedną stronę w wordzie i mam nadzieję, że szybko mi to zleci. [*]
      Dziękuję i nawzajem~~ ^^

      Usuń
    2. Wspieram Cię mentalnie! XD

      Usuń