sobota, 23 stycznia 2016

Wartość Wspomnień. - Rozdział Drugi. "Nowa podróż zaczyna się już teraz."

Mam już napisane opo z Creepypasty i Pacjenta i Shiki... Ale mi się nie chce przepisywać. XD
Także długo nie poczekacie, ale chwila jednak zejdzie. ^^"
W każdym razie... Komentować kurna!

***

Kakashi Hatake siedział w swoim biurze, luźno odchylając się na czarnym, skórzanym krześle obrotowym, czytając ulubioną serię jego książek „Icha Icha”, tak jak miał w zwyczaju, jednak tym razem nie mógł się skupić na żadnym zdaniu, czy też słowie, a jego myśli cały czas uciekały w nieco nieporządanym kierunku, przez co, mimo że zazwyczaj wręcz nadnaturalny sposób potrafił zachować swój spokój i dystans, zaczynał się irytować. Niemoc czytania akurat tej książki była dla niego wyjątkowo dotkliwym ciosem.
I wszystko przez Akatsuki, albo idąc jeszcze dalej, przez głupią władzę. Kakashi nigdy nie pisał się na bycie czymś więcej niż”ręką wymierzającą sprawiedliwość”, ale jego kwalifikacje i, nawiasem mówiąc, wysoka inteligencja tym razem nieźle go przyskrzyniła. Wiele osób również uważało go za „naturalnego władcę” i przez to wszystko, dostał to czego nigdy nie chciał, toteż inni słuchali go nawet bez specjalnego wysiłku. Tyle, że dalej twierdził, że to absolutnie nie dla niego.
Za jednym odchyleniem fotela odleciał wzrokiem wszystko po prawej stronie; od śniadych półek na książki, czarnej kanapy, dziwnych obrazów na bordowej ścianie aż po dywan w kolorze ciemnoszarym, a przy powrocie do poprzedniej pozycji zdążył przyjrzeć się wszystkiemu po lewej; równie śniade komody, pliki z dokumentami, ozdoby w postaci zwierzęcych, głównie psowatych figurek i kilkudziesięcio calowy telewizor, którego Kakashi nigdy nie użył. Właściwie, będąc ze sobą w stu procentach szczerym, to rzadko używał czegokolwiek znajdującego się w pokoju, bo i po co? Jedynym czego potrzebował do szczęścia były jego książki, laptop i zdjęcia, wszystko prywatne i wszystko szczelnie zamknięte w jego biurku. Nie żeby miał coś specjalnie do ukrycia, po prostu nie lubił się dzielić swoim życiem osobistym z przypadkowymi ludźmi, jeśli w ogóle z kimkolwiek.
Jednak, wracając nieco na ziemię, był, a właściwie byli, bo cała Konoha była, w niejakim niebezpieczeństwie. Ponieważ doszły ich słuchy, że pewna organizacja, Akatsuki niebezpiecznie dla niech się rozrosła. Byli silni, nawet bardzo, dlatego Kakashi w ogóle się nimi przejmował. Do tej pory w głowie nieprzyjemnie odbijało się przypomnienie rozmowy sprzed kilku dni;
 KURWA! - Usłyszał nagle, a drzwi pokoju z całą swoją mocą uderzyły o ścianę. Kakashi wzdrygnął się, bo przekleństwo połączone z tą hiperakrywnością i hukiem drzwi mogło znaczyć tylko jedno – właśnie zawitał u niego jego podopieczny, Naruto, w dodatku z niezbyt miłymi wieściami. - Tak nie może być, zrozumiano?! - Patrzał jak jego rozkopane blond włosy podskakują energicznie, a on sam gestykuluje agresywnie. Tak, Naruto zdecydowanie zbytnio dawał się ponieść. Kakashi nawet nie próbował go uspokajać, czy też wyciągnąć z niego informacji, tylko czekał. Bo zaraz za chłopakiem wbiegła Sakura, jego druga podopieczna i właściwie chyba automatycznie trzepnęła go w to blond gniazdo.
Szacunku trochę, idioto! - Jeszcze nie krzyczała, ale była tego bliska, a jej różowe kosmyki unosiły się niebezpiecznie, niczym za sprawą jakiejś dziwnej magii. Ona też wyraźnie była zdenerwowana, ale dwójka zajęła się swoimi małymi przegadankami i Kakashi tylko z pożałowaniem przejechał dłonią po twarzy.
Nigdy się nie nauczą, pomyślał i dopiero wtedy przez biedne, wyważone drzwi szybkim krokiem wszedł brunet, Sasuke, zachowując pokerową twarz i mimo że był w wieku tamtej dwójki, to od niego emanowała aura dojrzałości i to ona nie raz zmrażała ludzi do szpiku kości.
Akatsuki znowu się panoszy. - Powiedział, zanim Kakashi jeszcze zdążył zapytać i to dało mu pewną chwilę, zanim Naruto znowu zaklął, oczywiście nie szczędząc głosu, a Sakura tym razem nie zdołała opanować emocji. Naruto pierwszy zapytał co mają zrobić i pierwszy wyraził chęć „wbicia trochę rozumu do tych pustych, Akatsukowych głów”, Sakura poinformowała go, że jest to nazwa nieodmienna, a Sasuke dalej wpatrywał się w Kakashiego zimnymi oczami i twarzą zupełnie wypraną z emocji, chociaż jego postawa ewidentnie mówiła „Ja też mam ochotę im dokopać”. Kakashi westchnął ostentacyjnie, najbardziej w stronę Naruto, bo mimo tego, że chciał on kiedyś zastąpić Kakashiego i niewątpliwie miał umiejętności w boju, to brakowało mu rozumu i opanowania. Sasuke natomiast zbyt łatwo dawał wygrać nienawiści, więc najrozważniejsza wydawała się tu Sakura, jednak jej również brakowało dystansu. Przez głowę Kakashi'emu tylko przez chwilę przeleciała myśl „Shikamaru”, po czym stwierdził, ku zaskoczeniu całej trójki, że Konoha musi spotkać się z Akatsuki, tym razem oficjalnie. Zaskoczenie było dla Kakashiego zupełnie niezrozumiałe, bo przecież wybór był aż nadto oczywisty, ale nie skomentował tego, bo wiedział do czego zmierzają.
 Ale po co?! - Pierwszy znowu wybuchł Naruto i Kakashi pomyślał, że może i dobrze, że jest taki ekspresyjny, bo to zawsze pomaga myśleć i miło było mu czasem zobaczyć twarz bez żadnych masek stworzonych z pozornego opanowania, ale z pewnością nie była to dobra cecha dla przywódcy. - Próbowaliśmy już pokoju, jednak nie wydają się być zainteresowani. - Dodał i przybrał obrażoną minę, dotykając ciągle bolącego ramienia, w które został postrzelony. Rana na szczęście nie była groźna, ale faktycznie dawała do myślenia, co do zamiarów Akatsuki. Kakashi wziął to pod uwagę, tyle że posiadanie w nich wroga mogło być śmiertelną, powolną trucizną, a lepiej już było przyjąć spodziewany cios mieczem i przynajmniej przygotować defensywę, niż potajemne niszczenie od środka. Chciał już się odezwać, jednak Sakura zrobiła to za niego.
 Akatsuki nie było zainteresowane współpracą z żadną organizacją.
Nie wiemy co im proponowali. - Zauważył Sasuke, wreszcie na nią patrząc, a ona zarumieniła się lekko, nagle poprawiając włosy i wymruczała coś w stylu „Oczywiście...”. Kakashi wiedział, że od kiedy poznał ich trójkę, to tworzyli ten dziwaczny miłosny trójkąt podsycany przyjaźnią, ale nigdy nie uważał tego za coś złego, czy wartego negatywnej uwagi. Nie dopóki stali po tej samej stronie.
Nigdy nie zaszkodzi spróbować. - Wreszcie zabrał głos i w ten sposób zgodził się ze zdaniem Sasuke. - To nas nie zabije, a może i nas wzmocnić.
 Lepiej mieć węża w domu niż w ogrodzie? - Naruto zjeżył się i krzywił, wyrażając dezaprobatę. Wyraźnie widać było, że zupełnie nie jest zainteresowany współpracą, ale Kakashi wiedział, że to raczej ze względu na honor i fakt, że paru jego ludzi już straciło życie przez Akatsuki. Kakashi, jako lider, musiał brać to pod uwagę, ale również nie mógł kierować się emocjami. Przecież jak dotąd lider tamtejszej grupy nie wydał mu oficjalnej wojny, to były tylko małe przepychanki.
Dokładnie. Wtedy wąż jest pod naszą obserwacją i będziemy w stanie zauważyć, czy chce nas zjeść czy też po prostu się u nas osiąść. - Powiedział i uśmiechnął się, chociaż jego twarz zasłaniała maska. Usłyszał docinek ze strony Sasuke „Czybyś w polu znalazł trochę mózgu?” i ponowną irytację Naruto, bo była ona skierowana do niego, ale tym razem jego głowę zaprzątało tylko Akatsuki i to, jak zmusić, czy też raczej przekonać ich do sojuszu.
I teraz, właśnie po kilku naprawdę długich dniach, dalej nie przychodziła odpowiedź. Akatsuki była stosunkowo świeżą „organizacją” i nikt tak naprawdę zbyt dużo o niej nie wiedział. Pewne były tylko informacje, że rozprowadzają oni narkotyki nazywane „Nieskończone Tsukuiomi” i że, jak już wcześniej wspomniała Sakura, jak dotąd po spotkaniach odrzucali wszelkie sojusze ze stwierdzeniem, że jednak nie są zainteresowani. Dalej były tylko domysły. Domysły, że chcą wyeliminować wszystkich innych i doszczętnie zniszczyć cały opór, jak i domysły, że tak zwaną „Szlachtą” (dziwna nazwa, ale tak ich właśnie nazywano) byli tam naprawdę niebezpieczni ludzie, kolejno wymieniając;
Deidara – niszczyciel, potrafiący właściwie z wszystkiego uczynić bombę. Lubował się właśnie w wysadzaniu i nazywał to „sztuką”. Był dość agresywny i zdolny do samodestrukcji, ale uważał, że sztuką jest przemijanie i dlatego nigdy nie uciekał się do zbytniego okrucieństwa.
 Lalkarz.- Główny partner Deidary, nazywany „lalkarzem” z powodu tego, co robił z ludźmi. Był on zdecydowanie bardziej cierpliwy od swojego towarzysza, uciekając się do powolnego wdzierania się w ludzki umysł i niszczenia ich własnego „ja”. Po jego praniu mózgu, ludzie stawali się zupełnie bez woli. Zupełnie jak lalki. Z resztą, słuchali się tylko jego rozkazów, więc miał pewnego rodzaju zabezpieczenie przed własnymi towarzyszami.
 Tobi. - Wydający się być niezwykle dziecinny i niezdarny, co za tym idzie, bezużyteczny, jednak w rzeczywistości, człowiek również z nikłym sumieniem i nie dający się dotknąć, nikomu nigdy nie udało się go zranić, mimo tego, że zazwyczaj używany jest jako przynęta.
Hidan. - Religijnie pokręcony szaleniec, lubujący się zarówno i w skrajnym sadyźmie jak i masochiźmie. Uważał się za nieśmiertelnego, a jego ciało faktycznie potrafiło wytrzymać prawie nieludzko wiele.
Kakuzu – Człowiek zupełnie bez sumienia, obdarzony wysoką inteligencją i silnym ciałem, które również wydawało się być nieśmiertelne. Jedyne na czym mu zależało, to pieniądze, a jego celem mógł stać się każdy, kogo głowa byłaby choć trochę warta.
  Kisame. - Typowy wychowany socjopata, ponoć przypominający rekina, z zupełnie martwym oczami i uśmiechem pełnym ostrych zębów. Strasznie lojalny swemu „panu”, prawdopodobnie sam nie miał zbytniego celu w przebywaniu w organizacji.
Anioł. - Kobieta załatwiająca głównie pokojowe sprawunki, w dodatku oddająca się pomocy innym, stąd (jak domyślał się Kakashi) jej przezwisko. Tak jak poprzednik, niezwykle oddana rozkazom i wydająca się żyć tylko dla organizacji.
 Pain. - I tutaj Kakashi nie znał szczegółów, bo informatorzy podawali opis tego samego charakteru, zachowania, czy osądów, lecz różnego wyglądu. Zawsze był to chłodny mężczyzna ze średnim optymizmem, czy czasami nawet prawie obrzydzeniem wykonujący swoją pracę i ochraniający swoich towarzyszy, jednak pierwszy opis brzmiał „rudowłosy mężczyzna o brązowych oczach i silnej postawie”, a drugi „czerwonosłosy mężczyzna o fioletowych włosach i chudym ciele”. Mogły być to oczywiście dwie osoby, jednak, z tego co było Kakashiemu wiadomo, nigdy nie pojawiali się naraz w tym samym miejscu i obydwoje przedstawiali się imieniem „Pain”.
I największa zagadka – który z nich jest przywódcą? Bo któryś był na pewno. Co prawda używali oni często imienia „Madara Uchiha”, wzbudzając niewyobrażalny lęk, jednak wątpliwym było, że w rzeczywistości tak było, bo tamten powinien już dawno nie żyć. A nawet jeśli żył, to zapewne nie był on w stanie prowadzić (lub też zakładać) nowej i tak silnej organizacji. Wykluczając Madarę, wybór padał na Paina, jako najsilniejszego z nich, jednak z tamtym znowu wiązały się kolejne tajemnice.
Więc Kakashi mógł tylko siedzieć przy swoim biurku i myśleć na temat tych nijakich informacji, nie mogąc znaleźć rozwiązania jak tu by ich zachęcić do siebie. Nie winił się, w końcu było to właściwie niemożliwe, nie znając nawet ich celu. W dodatku, odpowiedź nie przychodziła, ale przynajmniej nie było już ataków. Ogromy zastój sprawił, że zawisła nad nimi czarna chmura napięcia, bo teraz kiedy każdy spodziewał się, że to tylko cisza przed burzą, potęgowało to zdenerwowanie, błędne decyzje i zupełną niemożliwość czytania dla Kakashiego. Dlaczego jeszcze nie przychodziła odpowiedź? Czyżby ich ignorowali? Albo po prostu poszanowali ich zdanie i zostawili w spokoju? Czy też zwyczajnie myślą nad rozwiązaniem...
Tylko dla Kakashiego nie było w tym nic trudnego, bo jeszcze o nic trudnego nie pytał. Poprosił tylko o spotkanie, bo mimo wszystko wolał od razu porozmawiać w cztery oczy niż bawić się, możliwe że nawet kilka miesięcy, z debatami w listach. Odpowiedzi były proste jak drut – tak albo nie, nic innego. A może po prostu to planowali? Osłabić ich nerwy poprzez oczekiwanie i dopiero wtedy zobaczyć do czego są zdolni?
Kakashi nie wiedział i mimo zwyczajowej cierpliwości, jego uczucia powoli zaczęły umykać spod jego wodzy i odczuwał słabe zniecierpliwienie, a nawet to sprawiało, że nie mógł czytać. Zamknął książkę akurat w idealnym momencie, by usłyszeć zbliżające się głośne kroki. Bardzo szybkie, będąc dokładnym. Kakashi zdążył domyśleć się kto do niego biegnie, zanim jeszcze otworzyły się drzwi, jak i również co to za pilne wieści.
- Kakashi sensei! - Głośne nawoływania Naruto uderzyły go tylko chwileczkę wcześniej niż te biedne drzwi znowu ryjące w ścianę. Będę musiał je wymienić, pomyślał tylko Kakashi, zanim zobaczył zwiniętą kartkę papieru tak energicznie wymachiwaną nad głową Naruto. - Kakashi sensei, mamy odpowiedź!

2 komentarze:

  1. Kyaaaah!
    Jeju, kocham to opowiadanie :3
    Aktualne i z moim ulubionym pairingiem~
    No nie mam do czego się przyczepić, po prostu życzę weny, weny i weny, czasu oraz chęci :D
    Z utęsknieniem czekam na następny rozdział *-*
    (Przepraszam za tak chaotyczny komentarz- emocje :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O... Moja niby groźba zadziałała... XD
      Dziękuję za miłe słowa, bo zdaje sobię sprawę, że piszę trochę... Nudno. (;>_<;)
      Czuję twe emocję... Fangirly tak majo. XD
      Szczerze to... Czego byś oczekiwała od dalszych rozdziałów, jeśli mogę zaciągnąć języka? :p
      Mam niby wenę, ale obawiam się, że wyjdzie jak zwykle... No nic, obawiam się, że następny rozdział za dwa tygodnie, bo na ten zaklepane jest już "Wcale nie straszne opowiadanie z uniwersum straszności"... No chyba, że dodam dwa w jednym tygodniu. :p
      Dziękujé i dziękuję za komentarz! ٩(๑❛❛๑)۶

      Usuń