I w ogóle to kurnaa~~
Dobra, jak zwykle u mnie, głównie wyobraźnia, a nie realia i dużo pierdzielenia. Paringi? Oczywiście ObiKaka, może hinty do innych. Proszę dodawać komentarze i... Miłego czytania!
***
Biegł po zielonej trawie, widział
prawie czarne niebo. Zbierało się na burzę, więc schował się
pod drzewem, nie zwracając uwagi na to, że w sumie całkiem
niedaleko ma już do jego miejsca zabaw, drewnianego domku,
pomalowanego na kolor czerwony, z bordowym dachem. Drzewo pod którym
się chował miało ciemnozielone liście i brązową korę. Chowanie
się tutaj było głupie, ale wtedy jeszcze był tym głupim
dzieckiem. Miał na sobie granatowy strój i pomarańczowe gogle. Po
tym, jak minęła burza, a było to o naprawdę późnej godzinie,
popędził prosto do domu i nic innego się nie stało.
Obito wiele razy odtwarzał tę drogę
dokładnie w ten sposób. Tę historię opowiedzianą tak przez
opiekunów, bo próbował sobie przypomnieć. I teraz znał każdy
jej szczegół, szczególny nacisk stawiając na kolory. Zapamiętywał
tak dokładnie, że czasami wydarzenia, ta historia, nawiedzała go w
snach.
Zielony, czarny, ciemnozielony,
brązowy, granatowy, pomarańczowy, czerwony, bordowy.
Każdy kolor miał wyjaśnienie, nic
innego nie miało miejsca.
Ale mimo upływu lat dalej próbował
dokładnie sobie przypomnieć i czasem nawet wracał w to miejsce, bo
została mu jedna, ostateczna zagadka. Jeden nierozwiązany kolor.
Z okna jego domku, przez korony drzew,
nie było widać ani piorunów, ani błyskawic.
A mimo to, do jego snów i pamięci
cały czas powracał ten jasny, bardzo jasny, srebrny kolor.
Obito kompletnie stracił pamięć, gdy
miał dwanaście lat, wypadek podczas spalenia posiadłości Uchiha.
Silne uderzenie w głowę spowodowało amnezję i sprawiło, że
jedyną rzeczą jaką później pamiętał było jego imię i
nazwisko.
Tylko co mu po tym?
Nie pamiętał kim był i kim miał
być. Nie pamiętał przyjaciół, rodziny. Wszyscy teraz mogli go
oszukać, wykorzystać. Uformować.
Więc zamiast zatrzymania wszystkiego
co teraźniejsze i próbowania znaleźć poprzedniego siebie, Obito
zaczął żyć na nowo, jakby nic nigdy nie zdarzyło się przed
spaleniem posiadłości. Nie wiedział, czy zmienił się na lepsze
czy na gorsze... Po prostu był taki, jakim powinien być jako nowy
przywódca „klanu” Uchiha.
Nazwał się Tobi i kazał takim
imieniem do siebie mówić, nigdy nie używać nazwiska czy
poprzedniego imienia, nie wspominać o jego pochodzeniu. Dać wrogom
jego rodziny wierzyć, że wszyscy już dawno nie żyją. Ustalił
nowe zasady i ich nowy świat. Co prawda, według innych, nie różnił
się on zbytnio od poprzedniego, ale nie to było zamiarem Obito.
Chodziło tylko o symbol, oddzielenie poprzedniego stanu rzeczy,
poprzedniego siebie, od teraźniejszego.
Mimo to, nigdy nie ustała w nim żądza
wiedzy, kim był wcześniej. Szybko odkrył, że pomagają mu w tym
kolory.
Jednak nie było wcale łatwo odzyskać
dwunastu lat życia.
Obito sądził, że radził sobie
całkiem dobrze, lecz niektóre wspomnienia dalej tkwiły w próżni.
Nie wiedział kim są poszczególne osoby, miejsca, czy też nie znał
prawdziwości wydarzeń.
A szczególnie męczyło go wspomnienie
srebra i domku w środku lasu. Wiedział gdzie jest ten domek, jak
powiedzieli mu podwładni, i czasem nawet się tam wybierał w
poszukiwaniu informacji, ale zagadka jasnego koloru dalej pozostawała
nierozwiązalna. Sugerowano mu, że chodziło o burzę, ale on
wiedział, że to nie to. Że to wspomnienie było dużo mniej...
Zwykłe.
Coś było definitywnie nie tak z
kolorem srebrnym. Obito wiedział, że to nigdy nie był jego
ulubiony kolor, a mimo to czuł coś dziwnego, gdy na niego patrzał
i automatycznie uwalniały się w nim emocje; smutek i radość, mimo
że całkowicie absurdalnym było odczuwanie ich naraz.
Nieważne jak próbował, jego pamięć
nie mogła zostać zrekonstruowana w swojej naturalnej, nieskażonej
formie. Cały czas były to propagandy, mówili mu, że to nie
istniało, więc jego umysł zbudował w ten sposób wspomnienie,
jednocześnie wyraźnie dając mu do zrozumienia, że czegoś tam
brakuje. Jakby jego własny mózg się z nim zabawiał.. Tylko, że
dla niego to wcale nie było śmieszne. I dlaczego właściwie miał
sobie przypomnieć? Jeśli byłaby to jakaś ważna sprawa, to po
kilkunastu latach z całą pewnością upadła na wartości, jeśli
całkowicie jej nie utraciła. Być może po prostu jego umysł w
pewnym sensie zatrzymał się na etapie dziecka i nie da mu spokoju
dopóki sobie nie przypomni?
Obito nie wiedział i jakoś nie
spieszyło mu się do „specjalistów”. Wtedy zaczęliby podważać
jego zdanie, jako jakiegoś psychola, a w jego branży niezachwiana
wola była bardzo istotną rzeczą.
- Słuchałeś mnie, Tobi? - Obito
wyostrzył wzrok znad unoszącego się dymu i nagle powrócił do
krainy rzeczywistej... A przynajmniej czymś, co śmiało się tak
teraz nazywać. Rudy mężczyzna siedzący naprzeciwko pochylał się
lekko w jego stronę, przybierając groźną postawę, chociaż Obito
dobrze wiedział, że robi tylko „dobrą minę do złej gry”, bo
i tak on tu rządził i taki pokaz autorytetu był dla niego
zwyczajnie śmieszny. Nie żeby Yahiko, bo tak nazywał się
mężczyzna, go nie miał, po prostu na nim nie robił on żadnego
wrażenia. Yahiko był dobrym przywódcą, być może dobrym
człowiekiem (Nie Obito oceniać), z całą pewnością żyjącym w
złych czasach. Ten człowiek mógł i opatrywać rannych, i
posypywać ich solą, zależnie od celu jaki mu przyświecał. Jak to
się mówi „człowiek z jajami”, bardzo niebezpieczny typ, jednak
zdecydowanie nie straszny dla Obito. Przynajmniej dopóki Obito był
lepszy.
Obok, przy jego fotelu, stało jeszcze
dwóch ludzi. Czerwonowłosy, prawie anorektycznie chudy mężczyzna
o imieniu Nagato przewiercał go swoimi nienaturalnie fioletowymi
oczami. Obito czasami zastanawiał się, czy nosi soczewki, czy też
natura wyjątkowo zabawnie sobie z nim pograła. Całościowo
wyglądał jak chodząca kostucha, ale jego Obito obawiał się
jeszcze mniej, chociaż bardzo groźna była jego niestabilność
psychiczna, bo bardziej od swoich towarzyszy podatny był na
„szturchnięcia” i Obito mógł się domyślić, że gdyby nie
wsparcie pozostałej dwójki, mógłby stać się nieopanowaną
maszyną do zabijania. Ten typ był desperatem gotowym oddać
wszystko za to co mu zostało, a zostało mu niewiele – tylko ta
dwójka ludzi stojąca obok. I dlatego był taki niebezpieczny i
zupełnie nie groźny jednocześnie.
Jednak znacznie łatwiejszy do
manipulacji.
Ostatnia była kobieta o niebieskich
włosach i bursztynowych oczach, jak i również wyjątkowo silnej
woli. Mimo tego, że nie zabierała głosu i prawie zawsze
przybierała kamienny wyraz, Obito wiedział, że to ona jest mocną
i stabilną podporą dla pozostałych kolegów, i mimo tego, że
wyraźnie pałała uczuciem do Yahiko, nie miała zamiaru wykluczać
Nagato. Stawiała ich na równi, jako swoich przyjaciół. Kobieta o
imieniu Konan, którą jednak reszta zwykła nazywać „Aniołem”,
a Obito jakoś niespecjalnie obchodził powód.
- Konoha chciałaby się z nami
spotkać. - Mruczy, chociaż w istocie, wcale nie słuchał.
Zwyczajnie strzelał, bo przecież to tylko o tym szepczą w całym
Akatsuki. Twarze trójcy („Nasza święta trójca”, jak czasem w
myślach drwił Obito) pozostały niezmienne, a i Obito nie miał
zamiaru pokazywać za dużo, ale wiedział, że trafił. Gdyby
odpowiedział błędnie, zapewne już by go poprawiali, albo
ewentualnie pouczali, a nie mógł sobie pozwolić na taką słabość.
Teraz patrzeli na niego w milczeniu, więc zapewne oczekiwali
odpowiedzi. Obito wreszcie oderwał wzrok od dymu, odwzajemniając to
nieme ostrzeżenie. To wszystko było zwykłą grą pozorów i Obito
to wiedział, jednak jako przywódca nie mógł przegrać, a po tylu
latach i daru empatii, nauczył się paru sztuczek. - Niech im
będzie. - Odpowiedział, niebezpiecznie mrużąc oczy. Mimo, że od
kilu dni skutecznie unikał tej decyzji, to kiedyś musiał ją
podjąć, a wiedział że odmowa mogłaby być... Niebezpieczna. Poza
tym, ciekawiło go co też ta sławna „Konoha” ma do
zaproponowania.
***
Yey, opisy! Yey głupota! #BorzeSzalejęZTytułąmi
Tak w ogóle, muszę chyba jakoś inaczej te opowiadania ułożyć, bo już jest trochę dużo tych dłuższych opek... No nic...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz