poniedziałek, 18 stycznia 2016

Wartość Wspomnień. - Rozdział Pierwszy. "Jedną decyzją możesz zmienić całe swoje życie."

Nic nie kończę, a nowe zaczynam~~
I w ogóle to kurnaa~~
Dobra, jak zwykle u mnie, głównie wyobraźnia, a nie realia i dużo pierdzielenia. Paringi? Oczywiście ObiKaka, może hinty do innych. Proszę dodawać komentarze i... Miłego czytania!
***

Biegł po zielonej trawie, widział prawie czarne niebo. Zbierało się na burzę, więc schował się pod drzewem, nie zwracając uwagi na to, że w sumie całkiem niedaleko ma już do jego miejsca zabaw, drewnianego domku, pomalowanego na kolor czerwony, z bordowym dachem. Drzewo pod którym się chował miało ciemnozielone liście i brązową korę. Chowanie się tutaj było głupie, ale wtedy jeszcze był tym głupim dzieckiem. Miał na sobie granatowy strój i pomarańczowe gogle. Po tym, jak minęła burza, a było to o naprawdę późnej godzinie, popędził prosto do domu i nic innego się nie stało.

Obito wiele razy odtwarzał tę drogę dokładnie w ten sposób. Tę historię opowiedzianą tak przez opiekunów, bo próbował sobie przypomnieć. I teraz znał każdy jej szczegół, szczególny nacisk stawiając na kolory. Zapamiętywał tak dokładnie, że czasami wydarzenia, ta historia, nawiedzała go w snach.
Zielony, czarny, ciemnozielony, brązowy, granatowy, pomarańczowy, czerwony, bordowy.
Każdy kolor miał wyjaśnienie, nic innego nie miało miejsca.
Ale mimo upływu lat dalej próbował dokładnie sobie przypomnieć i czasem nawet wracał w to miejsce, bo została mu jedna, ostateczna zagadka. Jeden nierozwiązany kolor.
Z okna jego domku, przez korony drzew, nie było widać ani piorunów, ani błyskawic.
A mimo to, do jego snów i pamięci cały czas powracał ten jasny, bardzo jasny, srebrny kolor.

Obito kompletnie stracił pamięć, gdy miał dwanaście lat, wypadek podczas spalenia posiadłości Uchiha. Silne uderzenie w głowę spowodowało amnezję i sprawiło, że jedyną rzeczą jaką później pamiętał było jego imię i nazwisko.
Tylko co mu po tym?
Nie pamiętał kim był i kim miał być. Nie pamiętał przyjaciół, rodziny. Wszyscy teraz mogli go oszukać, wykorzystać. Uformować.
Więc zamiast zatrzymania wszystkiego co teraźniejsze i próbowania znaleźć poprzedniego siebie, Obito zaczął żyć na nowo, jakby nic nigdy nie zdarzyło się przed spaleniem posiadłości. Nie wiedział, czy zmienił się na lepsze czy na gorsze... Po prostu był taki, jakim powinien być jako nowy przywódca „klanu” Uchiha.
Nazwał się Tobi i kazał takim imieniem do siebie mówić, nigdy nie używać nazwiska czy poprzedniego imienia, nie wspominać o jego pochodzeniu. Dać wrogom jego rodziny wierzyć, że wszyscy już dawno nie żyją. Ustalił nowe zasady i ich nowy świat. Co prawda, według innych, nie różnił się on zbytnio od poprzedniego, ale nie to było zamiarem Obito. Chodziło tylko o symbol, oddzielenie poprzedniego stanu rzeczy, poprzedniego siebie, od teraźniejszego.
Mimo to, nigdy nie ustała w nim żądza wiedzy, kim był wcześniej. Szybko odkrył, że pomagają mu w tym kolory.
Jednak nie było wcale łatwo odzyskać dwunastu lat życia.
Obito sądził, że radził sobie całkiem dobrze, lecz niektóre wspomnienia dalej tkwiły w próżni. Nie wiedział kim są poszczególne osoby, miejsca, czy też nie znał prawdziwości wydarzeń.
A szczególnie męczyło go wspomnienie srebra i domku w środku lasu. Wiedział gdzie jest ten domek, jak powiedzieli mu podwładni, i czasem nawet się tam wybierał w poszukiwaniu informacji, ale zagadka jasnego koloru dalej pozostawała nierozwiązalna. Sugerowano mu, że chodziło o burzę, ale on wiedział, że to nie to. Że to wspomnienie było dużo mniej... Zwykłe.
Coś było definitywnie nie tak z kolorem srebrnym. Obito wiedział, że to nigdy nie był jego ulubiony kolor, a mimo to czuł coś dziwnego, gdy na niego patrzał i automatycznie uwalniały się w nim emocje; smutek i radość, mimo że całkowicie absurdalnym było odczuwanie ich naraz.
Nieważne jak próbował, jego pamięć nie mogła zostać zrekonstruowana w swojej naturalnej, nieskażonej formie. Cały czas były to propagandy, mówili mu, że to nie istniało, więc jego umysł zbudował w ten sposób wspomnienie, jednocześnie wyraźnie dając mu do zrozumienia, że czegoś tam brakuje. Jakby jego własny mózg się z nim zabawiał.. Tylko, że dla niego to wcale nie było śmieszne. I dlaczego właściwie miał sobie przypomnieć? Jeśli byłaby to jakaś ważna sprawa, to po kilkunastu latach z całą pewnością upadła na wartości, jeśli całkowicie jej nie utraciła. Być może po prostu jego umysł w pewnym sensie zatrzymał się na etapie dziecka i nie da mu spokoju dopóki sobie nie przypomni?
Obito nie wiedział i jakoś nie spieszyło mu się do „specjalistów”. Wtedy zaczęliby podważać jego zdanie, jako jakiegoś psychola, a w jego branży niezachwiana wola była bardzo istotną rzeczą.
- Słuchałeś mnie, Tobi? - Obito wyostrzył wzrok znad unoszącego się dymu i nagle powrócił do krainy rzeczywistej... A przynajmniej czymś, co śmiało się tak teraz nazywać. Rudy mężczyzna siedzący naprzeciwko pochylał się lekko w jego stronę, przybierając groźną postawę, chociaż Obito dobrze wiedział, że robi tylko „dobrą minę do złej gry”, bo i tak on tu rządził i taki pokaz autorytetu był dla niego zwyczajnie śmieszny. Nie żeby Yahiko, bo tak nazywał się mężczyzna, go nie miał, po prostu na nim nie robił on żadnego wrażenia. Yahiko był dobrym przywódcą, być może dobrym człowiekiem (Nie Obito oceniać), z całą pewnością żyjącym w złych czasach. Ten człowiek mógł i opatrywać rannych, i posypywać ich solą, zależnie od celu jaki mu przyświecał. Jak to się mówi „człowiek z jajami”, bardzo niebezpieczny typ, jednak zdecydowanie nie straszny dla Obito. Przynajmniej dopóki Obito był lepszy.
Obok, przy jego fotelu, stało jeszcze dwóch ludzi. Czerwonowłosy, prawie anorektycznie chudy mężczyzna o imieniu Nagato przewiercał go swoimi nienaturalnie fioletowymi oczami. Obito czasami zastanawiał się, czy nosi soczewki, czy też natura wyjątkowo zabawnie sobie z nim pograła. Całościowo wyglądał jak chodząca kostucha, ale jego Obito obawiał się jeszcze mniej, chociaż bardzo groźna była jego niestabilność psychiczna, bo bardziej od swoich towarzyszy podatny był na „szturchnięcia” i Obito mógł się domyślić, że gdyby nie wsparcie pozostałej dwójki, mógłby stać się nieopanowaną maszyną do zabijania. Ten typ był desperatem gotowym oddać wszystko za to co mu zostało, a zostało mu niewiele – tylko ta dwójka ludzi stojąca obok. I dlatego był taki niebezpieczny i zupełnie nie groźny jednocześnie.
Jednak znacznie łatwiejszy do manipulacji.
Ostatnia była kobieta o niebieskich włosach i bursztynowych oczach, jak i również wyjątkowo silnej woli. Mimo tego, że nie zabierała głosu i prawie zawsze przybierała kamienny wyraz, Obito wiedział, że to ona jest mocną i stabilną podporą dla pozostałych kolegów, i mimo tego, że wyraźnie pałała uczuciem do Yahiko, nie miała zamiaru wykluczać Nagato. Stawiała ich na równi, jako swoich przyjaciół. Kobieta o imieniu Konan, którą jednak reszta zwykła nazywać „Aniołem”, a Obito jakoś niespecjalnie obchodził powód.
- Konoha chciałaby się z nami spotkać. - Mruczy, chociaż w istocie, wcale nie słuchał. Zwyczajnie strzelał, bo przecież to tylko o tym szepczą w całym Akatsuki. Twarze trójcy („Nasza święta trójca”, jak czasem w myślach drwił Obito) pozostały niezmienne, a i Obito nie miał zamiaru pokazywać za dużo, ale wiedział, że trafił. Gdyby odpowiedział błędnie, zapewne już by go poprawiali, albo ewentualnie pouczali, a nie mógł sobie pozwolić na taką słabość. Teraz patrzeli na niego w milczeniu, więc zapewne oczekiwali odpowiedzi. Obito wreszcie oderwał wzrok od dymu, odwzajemniając to nieme ostrzeżenie. To wszystko było zwykłą grą pozorów i Obito to wiedział, jednak jako przywódca nie mógł przegrać, a po tylu latach i daru empatii, nauczył się paru sztuczek. - Niech im będzie. - Odpowiedział, niebezpiecznie mrużąc oczy. Mimo, że od kilu dni skutecznie unikał tej decyzji, to kiedyś musiał ją podjąć, a wiedział że odmowa mogłaby być... Niebezpieczna. Poza tym, ciekawiło go co też ta sławna „Konoha” ma do zaproponowania.
***
Yey, opisy! Yey głupota! #BorzeSzalejęZTytułąmi
Tak w ogóle, muszę chyba jakoś inaczej te opowiadania ułożyć, bo już jest trochę dużo tych dłuższych opek... No nic...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz