Strony

sobota, 31 października 2015

Świat snów jest światem szczęścia.

 Yey, remake Jeffa The Killera! XD
Czuję, że to mogło być bardziej rozpisane, ale... Obecnie mam wenę na taki styl. ;-; 
Swoją drogą, Halloweenowy special! 
***
Jak szybko zwykłe, niewyróżniające się niczym życie normalnego nastolatka może się zmienić?
Jeffrey Woods z pewnością był przykładem idealnej normy - miał swoje minusy i swoje plusy, uczył się przeciętnie, miał zwyczajnych znajomych.
Po prostu tkwił w swoich jeszcze dziecinnych marzeniach i nierealistycznych wyobrażeniach o świecie.
Czasem wydawał się być aż zbytnio niewinny.
Z pewnością przyczyniła się do tego rodzina - kochający rodzice, perfekcyjny wręcz młodszy brat, duży dom na prosu ulicy. Czegóż chcieć więcej?
Jeffrey, przez większość nazywany raczej "Jeff", uważał właśnie, że szczęścia miał już w życiu wystarczająco i sam postanowił powolnymi kroczkami zmierzać w dorosłość.
Interesował się medycyną, jako prawdziwy wrażliwy altruista, chciał pomagać ludziom.
Był tym dzieciakiem, który nigdy nie odmawia pomocy, przeprowadza babcie przez ulicę, ale mimo wszystko jest zbyt nieśmiały, by znaleźć sobie dziewczynę.
Zabawne, jak taki altruizm może przerodzić się w coś zupełnie innego.
W zwykły mętlik, czysty chaos.
A wszystko to spowodowane jednym wydarzeniem.
Jednym głosem.
Nie pamiętał nawet kto go zawołał, czyja na prawdę była to wina.
Nie istotne.
Istotne było to, że osoba ta, była zbyt nieuważna.
Narażona na krzywdę.
Na samochód pędzący wprost na nią.
To stało się tak szybko.
Światła.
Klakson.
Ból krew.
Ale co było dalej?
Ilekroć później próbował sięgnąć pamięcią, po prostu zaczynała boleć go głowa.
Witała go czarna pustka.
Nic.
Pamiętał tylko, że po tym wylądował w nowym, innym świecie.
Świecie marzeń.
Medycznie nazwaliby to zwykłą śpiączką, ale on wiedział, że nie było to takie proste.
Nie mogło to być przecież zwykłym określeniem, to było coś zbyt pięknego na zwykłą "śpiączkę".
To był świat idealny.
Bez bólu.
Bez starości.
Po prostu idealny.
Nie wiedział, nie pamiętał i nigdy nie pytał ile spał.
Wiedział tylko, że nieco się zmienił po przebudzeniu.
Jednak jego umysł dalej pozostał na tym samym stadium. A może nawet nieco się cofnął?
Jego skóra... Była biała jak śnieg.
Schudł.
Uważali, że mimo wszystko, przebudzenie nie było cudem.
Oczywiście, że nim nie było!
Było koszmarem.
A gdy błagał o powrót do tego miejsca, nie chcą nawet widzieć swojej rodziny, czy przyjaciół, uznali, że podupadł również na zdrowiu psychicznym.
On wiedział, że nie jest szalony.
Bo widział ten cudowny świat na własne oczy, a świat w którym znajdował się teraz... Był koszmarem.
Przypomniał sobie o tym wkrótce po tym, jak odwiedziła go rodzina.
Byli jednocześnie szczęśliwi i nieszczęśliwi, co za zabawna mieszanka uczuć.
Szczęśliwi, że się obudził.
Nieszczęśliwi, że tak się zmienił.
Ale nie chodziło tylko o to, o nie!
Jeff mógł wyczuć większy smutek... Smutek pochodzący z środka, trawiący ich i duszący.
Smutek, że są akurat w TYM świecie!
I Jeff już wtedy wiedział, że musi ich zabrać ze sobą.
Do świata snów.
Sam zawisł pomiędzy światami, jakby tylko ciało trzymało go na ziemi.
Ale był szczęśliwy, znowu mógł ratować ludzi.
Rodzina wzięła go do domu, "zadbała" o niego.
Teraz jego kolej.
Gdy wszyscy zapadli w swój powierzchowny sen, on musiał zrobić jeszcze jedną rzecz.
Wyrazić, jaki był szczęśliwy!
Był tak szczęśliwy, że wyciął sobie ogromny uśmiech na policzkach.
Największy jaki się dało.
Im większy, tym lepszy... Przecież taki był szczęśliwy!
A jednak, coś poszło nie tak...
Jego mama się obudziła i zobaczyła jego szczęście.
To wszystko przez te przeklęte reakcje słabego, normalnego organizmu...
Ona miała spać! Spać i być szczęśliwa!
A tymczasem, była przerażona!
Przez to Jeff prawie przestał być szczęśliwy, a stał się nieco zły.
Zanim jego mama mogła zrobić cokolwiek innego, złapał ją za włosy, gwałtownie odchylając jej głowę do tyłu i podrzynając jej gardło.
Ostanie co usłyszała, to "Idź spać, mamusiu".
Zabił ją jej własny syn... Tak bardzo zmieniony.
Tak bardzo szczęśliwy.
Tata na szczęście się nie obudził, mógł na zawsze być szczęśliwy i nie poczuć tych okropnych emocji!
Potem skradł się do pokoju kogoś kogo najbardziej kochał.
Liu, jego młodszy braciszek.
Jego snu chciał najbardziej. Chciał jego szczęścia.
Dlaczego musiał się obudzić?!
Dlaczego musiał zobaczyć Jeffa... Szarpać się?!
To nie powinno mieć miejsca!
Jeff jednak zdołał go ugłaskać, szepcząc "Idź spać Liu... Idź spać".
Teraz Liu również mógł być szczęśliwy!
Ale Jeff czuł, że to nie koniec...
Przecież nie tylko jego rodzina miała zaszczyt  być w tamtym cudownym świecie.
Więc zamiast uśpić samego siebie, Jeff ruszył po swych przyjaciół.
Po drodze odwiedzając sąsiadów.
Powoli obchodząc cały świat.
Och, Jeff miał jeszcze tyle roboty.
Przecież cały świat zasłużył na szczęście!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz