Gdy się obudził powoli zapadał
już zmrok. Przetarł oczy i dopiero po chwili spostrzegł swojego
współlokatora leżącego na sąsiednim łóżku. Nic nie
powiedział, a zamiast tego wpatrywał się w niego intensywnie.
Blondyn poruszył się i zasłonił ręką twarz.
-Dlaczego mu tego nie powiesz?-Nagłe
odezwanie się Nathana sprawiło, że zielonooki podskoczył
przestraszony i nawet w panującym półmroku dało się dostrzec
jego rumieniec. Mimo tego albinos nie stracił fasonu i z
niewzruszonym wyrazem twarzy czekał na odpowiedź.
-N-Nie wiem o czym mówisz!-Clive nie
zwrócił uwagi i kontynuował:
-Albo chociaż idź z tym do jakiegoś
psychologa. Jak tak dalej pójdzie, to się zabijesz.
-Nie... Nie wiem o czym mówisz...-
Arthur mimo wszystko dalej wypierał się wersji kolegi, więc tamten
wstał, podszedł do niego i szybkim ruchem podwinął rękaw jego
koszulki.
-Mówię dokładnie o tym. Możesz już
przestać mnie denerwować?-Nathan uśmiechnął się ozięble -Może
i mało mówię, ale nie jestem ani ślepy, ani głupi.- Długie,
powoli gojące się już cięcia odznaczały się na nadgarstku
blondyna.- Ja bym ci polecał specjalistów. Serio. No, albo danie
sobie spokój z tym wszystkim. No, ale zrobisz jak chcesz.
-Jak? Jak „dać sobie spokój” do
cholery?!
-Hmmm... W sumie nie wiem. Mnie jakoś
samo naszło. W każdym razie jak ciągle pozostaniesz w tym
beznadziejnym stanie, to będzie źle.
-Jak ty się tego wszystkiego
dowiadujesz? Przecież doskonale ukrywam tajemnice.- Albinos wybuchł krótkim sarkastycznym śmiechem na co zielonooki poczuł, że lekko
się czerwieni.
-Wybacz. Masz rację. Dobrze ukrywasz
swoje sprawy, ale obserwuje ludzi, i ciebie również,
praktycznie od kiedy się urodziłem.
Po jakimś czasie niektóre zachowania rzucają się w oczy.
-I to ja uchodzę za dziwaka?- Clive
wzruszył ramionami.
-Ja tam w wolnych chwilach nie czaruję,
nie rzucam klątw na swoich wrogów i nie przygotowuję na nich
trutek. Może to dlatego.- Arthur prychnął z oburzenia, a jego
współlokator ponownie usiadł na swoim łóżku i zaczął pisać
coś na kartce. Prawdopodobnie jakieś rozmyślania.
Zadziwiające było jak Nathan i Arthur
jednocześnie byli do siebie tak podobni i tak cholernie różni.
-Nath?- Kirkland siedział ze
spuszczoną głową.
-Hm?
-J-ja. Wiesz.... D-dzięki za troskę...
-Nie ma sprawy. Poza tym jesteś moim
jedynym kumplem, więc... Czasem trzeba.- Uśmiechał się rozbawiony
znad kartki. Powiedział prawdę. Niewiele osób oprócz Arthura w
ogóle pamiętało o jego istnieniu. No chyba, że ktoś coś chciał.
Wtedy zazwyczaj był pierwszą pytaną osobą.
Albinos westchnął lekko do swoich
myśli i jeszcze zerknął na kolegę. Tamten czytał książkę.
Przez resztę wieczora panowała
kompletna cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz