Strony

piątek, 10 października 2014

Ciekawy Pacjent cz. 5 - Zabawne

Toby wręcz usypiał przed książką. Co chwilę pocierał oczy, ale mimo wszystko powoli zasypiał. Oczywiście był już po trzech kawach, ale nic nie pomagało. Oparł się czołem o chłodną powierzchnie biurka.
Ostatnio coraz częściej chciało mu się spać. Mimo wszystko nie był i nie nie miał zamiaru pójść na badania.
Jego zmęczone oczy zamknęły się. Czuł, że odpływa...

***

- Panie Reus, dobrze się pan czuje? - Szatyn usłyszał głos dochodzący jakby z głębi studni. Półprzytomnie podniósł głowę i odpowiedział niemal wyćwiczonymi słowami:

- Tak przepraszam, nic mi nie jest. - Rozejrzał się wokół. Mężczyzna, który zadał mu pytanie to ochroniarz, co pewnie oznacza, że... Tak, przy drzwiach stali Damien i drugi pensjonariusz.
Szatyn dodał jeszcze wytłumaczenie o jakiejś chorobie (co w sumie za bardzo się z prawdą nie mijało) i grzecznie poprosił Cola o zajęcie miejsca. Tamten, o dziwo, bez mruknięcia zastosował się do polecenia i niczym dziecko zaczął wymachiwać nogami w powietrzu. Znowu miał na sobie kajdanki co według Tobyego było lekką przesadą. Bo chyba dwóch ochroniarzy z bronią było wystarczającym zabezpieczeniem.
Nie zaprzątając dłużej swych myśli usiadł naprzeciwko bruneta, który wpatrywał się w swoje stopy.

- Moglibyście państwo...

- Nie trzeba - Przerwał mu Cole. Na zaskoczone spojrzenie uśmiechnął się ironicznie i odpowiedział - Raz mi starczy.

- Cóż, dziękuję, ale czy mógłbyś na mnie patrzeć?

- Muszę? - Szatyn znowu został zbity z tropu, tym razem dziecinnością pytania.

- Nie, ale byłoby miło. - Damien uniósł głowę i przestając machać nogami wykonał prośbę. - Dziękuję.

- Dzisiaj jesteś za miły. Nie podoba mi się taka oficjalna rozmowa.

- Przykro mi. Czy moglibyśmy dziś porozmawiać o twoim pobycie w Domu Dziecka?

- Czemu nie? - Zamilkł na chwilę po czym kontynuował - Nie podobało mi się tam.

- Coś złego się tam działo?

- Czy ja wiem, zależy co rozumiesz przez słowo „złego”. Oczywiście zdarzały się bójki, kradzieże i tak dalej, ale wydaje mi się, że to zupełnie normalne u dzieci. Nie, w sumie u każdej grupy wiekowej. Chodzi raczej o wystrój. Tak, było pusto, ale no cóż... Za bogato nie było. Nie podobały mi się ściany. Niebieskie. Ale nie niebieskie jak... No nie wiem szafir, tylko niebieskie jak lód. Czyli właściwie błękitne. Chyba ktoś próbował sprawić, by tamto miejsce wyglądało na ciepłe i gościnne. Taa, nie wyszło. Swoją drogą, widziałeś kiedyś albinosa?

- Albinosa? Mieliście tam albinosów?

- Nie no, nie albinosów, ale jeden był. Dziwny dzieciak. Ale wracając do ośrodka, nie było nawet dobrze strzeżone. Na przykład ja bez specjalnych problemów wymykałem się w nocy i nikt nigdy nie zauważył. Nawet od obowiązków dało się wymigać.

- A czy miałeś tak jakiś przyjaciół? Kogoś kto był dla ciebie ważny? - Na to pytanie brunet roześmiał się głośno. Śmiech był na tyle szczery, że Toby poczuł się zakłopotany. Jakby opowiedział największą głupotę jaką może wymyślić człowiek. Zrobiło mu się gorąca, a Cole widząc jego uczucia umilkł, lecz dalej miał na twarzy drobny uśmieszek.

- Wybacz. Po prostu to cholernie poplątane, a ja mam... Specyficzne poczucie humoru. Powiedzmy, że i tak i nie. Miałem kolegów, przyjaciół, a nawet dziewczynę, ale żaden z nich nie był dla mnie specjalnie ważny. Nasz stosunek do siebie był dziwny. Potrafiłem nagle odciąć się od reszty, a oni po nieudanych próbach odzwyczajenia mnie od tego odpuścili.

- A co z twoją dziewczyną? Od niej też się „odcinałeś”? - pacjent ściągnął policzki jakby znowu miał się zaśmiać, ale tym razem tego nie zrobił. Zamiast tego pokiwał głową ze zrezygnowaniem.

- Zadajesz bardzo trudne pytanie, wiesz? Moje relacje z tą... Kobietą też były zwyczajnie popieprzone. - Toby zmarszczył brwi, ale nie przerwał odpowiedzi. - Taa, na początku byłem zakochany. Beznadziejnie zakochany. I właściwie dlatego powiedziałem wcześniej, że raczej nie jestem socjopatą, ale rzeczy się zmieniają. Kiedy zacząłem z nią chodzić zupełnie odkryłem jej charakter. No i wiesz, była dobrą aktorką. UDAWAŁA miłą. Okazała się zdradziecka, tępa i zupełnie zależało jej tylko na swojej „sławie”. Kiedy zacząłem zauważać jej minusy, to się odciąłem. Przez jakiś czas bawiłem się w ten cały związek, ale po jakimś czasie i ilościach zdrad zakończyłem to. Nie wiem ile mi zajęło całkowite wyzbycie się uczuć względem jej. Tak, całkowite. Najpierw zakochanie, albo może raczej zauroczenie, potem sympatia, nienawiść i kompletna obojętność. Chodziliśmy mniej więcej rok, ale chyba gdzieś po połowie tego czasu już wiedziałem, i ona raczej też, że nic z tego nie będzie. Mimo to płakała na rozstaniu. Wyobrażasz to sobie? Ryczała jak cholera i nawet wyznawała mi miłość. Głupota, zwłaszcza, że znowu kłamała. Pamiętam, że miała na sobie mnóstwo tapety. Bez niej nie wyglądała nawet tak ładnie. - Damien zamyślił się, więc zielonooki ponownie zadał pytanie:

- A przyjaciele?

- Jak już mówiłem nie byłem zbytnio przywiązany do... Nikogo. Zwykłe znajomości. A tak odbiegając od tematu, chyba nie sypiasz za dużo, co? - Dziwny uśmieszek na twarzy mężczyzny sprawił, że Toby miał dużą ochotę powiedzieć „Za bardzo mnie zaintrygowałeś”, ale mimo wszystko, powstrzymał się.

- Wprost przeciwnie. Staram się trzymać poprawne godziny snu.

- W takim razie albo jesteś chory, albo mimo wszystko nienawidzisz wstawać rano. No albo i to i to. - Nachylił się do przodu na tyle blisko, że szatyn mógł poczuć gorący oddech na swojej twarzy. Starszy znowu się odezwał, tym razem cichym szeptem. - Bo podejrzewam, że naszemu „pieskowi” troszkę nakłamałeś, co? - Toby nie odpowiedział. Za to zupełnie zamyślony wpatrywał się mu w oczy.
Wczoraj się pomylił.
Nie były one czarne czy też brązowe, tylko ciemnoszare. Bardzo ciemno, ale jednak z tej odległości tęczówki wyraźnie odznaczały się od źrenicy.
Po dłuższej chwili brunet odsunął się i założył nogę na nogę. Był rozbawiony. Tak, bawienie się z ludźmi zdecydowanie było jego domeną.
Reus wiedział jedno, stracił poczucie czasu. Ich półtorej godziny właśnie się kończyło, a on nawet tego nie zauważył.
W końcu zegar wybił „godzinę pożegnania”, a Cole w towarzystwie strażników opuścił pokój. Toby natomiast jeszcze kilka minut siedział w osłupieniu.

Najgorzej czuł się z tym, że kompletnie nie wiedział dlaczego.

***

Taaa... Jeśli ktokolwiek czyta moje schizy (proszę o cud, prawda? ), to bardzo proszę o JAKIEKOLWIEK komentarze :3. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz