Strony

poniedziałek, 30 października 2017

Nadzieja Umiera Ostatnia #23- Zawsze

Oł yeah wyrobiłam się przed 00:00



Deszcz z hukiem odbijał się od szyby w aucie, zmuszając tym samym wycieraczki do intensywnego ruchu. Nocne światła lamp odbijały się od kropli wody, nice rażąc go po oczach. Siedział w ciszy nasłuchując jedynie opadających kropel na szybę, paląc któregoś już z kolei papierosa.
Czekając na Issacka liczył tylko i wyłącznie na to, że lada dzień będzie mógł to wszystko odkręcić. Na tym mu zależało, aby Alicja i jego dziecko byli bezpieczni, aby zabić w sobie jakiekolwiek poczucie winy. Nie mógł od tak zaangażować się w jej życie. Powodów było wiele, ale pozostanie z dziewczyną wiązało się z ciągłym życiem w niepewności. Bo tak właśnie było. Kiedy chodź na trochę się uspokajało, cały czas z tyłu głowy myślał o tym, że Erick coś znów wywinie. Nigdy się do tego nie mylił, tak zawsze się działo. Cisza przed burzą. Burzą, która zawsze siała spustoszenie w jego życiu.
Dźwięk otwierających się drzwi od strony pasażera zmusił Dawida, aby spojrzeć w tamtą stronę. Kilka kropel deszczu wylądowało na jego spodniach, kiedy Isaack otrzepywał swoje włosy z nadmiaru wody. Jęknął zirytowany. Sparks spojrzał na niego z ukosa mierząc przy tym morderczym spojrzeniem.
-Nie patrz na mnie jak idiota, tylko mów po co chciałeś się spotkać- Przeszedł do rzeczy kierując w stronę kumpla paczkę papierosów i zapalniczkę. Ten z ochotą to przyjął i odpalił tytoniowy wyrób. Trzymając tlącego się szluga w ustach, spod jeansowej kurtki wyciągnął małą paczkę i podarował ją Dawidowi. Chłopak przyjął ją i spojrzał na niego, zbytnio nie rozumiejąc dlaczego tak właściwie trzymał to w dłoniach.
-Słuchaj, Emilia Orzechowska to młoda dziewczyna z Polski, która przypałętała się do Anglii do pracy. Jej rodzice zginęli w wypadku, a z dalszą rodziną nie ma kontaktu, rozumiesz?- Spytał jednocześnie opuszczając szybę samochodu, aby pozbyć się nadmiaru popiołu z papierosa.
-Nie do końca- Mruknął zdezorientowany przeglądając liczne kartki z dokumentami. Akt urodzenia, świadectwa ze szkoły, legitymacje, którym jedynie brakowało dokleić zdjęcia. Wszystkie dokumenty, które posiadał normalny obywatel, wraz z wnioskiem o dowód osobisty.
-To jest wszystko, co udało mi się skombinować, aby zapewnić jej nową tożsamość. Na ten moment nie jestem w stanie wymyślić nic innego, ale jeśli tylko jakichś dokumentów będzie brakować, zajmę się tym. Kwestia tego, czy jesteś jej w stanie załatwić lokum w Londynie
-Dlaczego akurat tam?- Zapytał lekko oburzony i schował dokumenty do schowka. Isaack westchnął i odgarnął mokre włosy z czoła.
-Wiem, że ci się to nie spodoba, ale powinieneś zwrócić się o pomoc do Xaviera
-Czy ciebie pojebało?- Zapytał nie dowierzając. -Mam prosić tę dziwkę o pomoc? Poradzę sobie sam- Mruknął odwracając wzrok.
-Tu nie chodzi o ciebie. Nie zapewnisz dziewczynie bezpieczeństwa będąc sto kilometrów dalej, a on tam będzie mógł mieć na nią oko. Zwłaszcza, że ktoś nieodpowiedzialny zrobił jej dziecko- Spojrzał na niego porozumiewawczo.
-Jeśli masz mnie oceniać, to lepiej zakończmy tę rozmowę- Ostrzegł.
-Schowaj dumę do kieszeni i idź się przed nim płaszcz, bo po ostatniej akcji omal nie skończył przez ciebie w pudle. Przykro mi, ale Xavier jest jedyną opcją-Warknął.
-On jest kurwa w zmowie z moim ojcem, myślisz, że jest odpowiednią osobą? Pierwszy ją wyda, jak tylko poczuje zapach hajsu. Łatwa suka.
-Był w zmowie. Teraz się lansuje w Londyńskim apartamencie i z tego co wiem nie miał kontaktów z twoim ojcem od siedmiu miesięcy. Nie masz innego wyjścia.-Zapewnił go.
Dawid nie do końca był przekonany, aby to robić. Nie uśmiechało mu się błagać o pomoc brata, z którym od pewnego czasu nie układało mu się najlepiej. Cóż, wszystkiemu jednak winien był Erick, ale Dawid nie mógł pogodzić się z myślą, jak bardzo zapatrzony w papierki z nominałami był jego młodszy brat.
-Ta, zadzwonię do niego- Mruknął niezadowolony.
-I umówisz się na spotkanie- Dokończył, na co Dawid gwałtownie odwrócił się w jego stronę.
-Chyba żartujesz?- Krzyknął.
-Spuść z tonu jak ze mną gadasz- Karcił- Mam cię uczyć, że takich spraw nie załatwia się przez telefon? Myślałem, że to już wiesz, ale jak widać myliłem się. Tak samo jak w kwestii używania prezerwatyw- Wzruszył ramionami.
-Pierdol się Sparks, pierdol się-Warknął i odpalając szybko samochód włączył się do ruchu.

-Co jest?- Zapytał Isaack, kiedy zaparkowali pod domem, a Dawid wydawał być jeszcze bardziej wkurzony niż wcześniej, a przecież się do niego nie odzywał.
-To samochód Roberta Zane'a- Chwycił szybko za klamkę chcą jak najszybciej wysiąść z auta.
-Nie możesz tak po prostu tam wparować- Powstrzymał go.
-Nie rozumiesz? Jeśli wie, że dziewczyny są w domu, nawet nie chce myśleć co tam się dzieje. On musi mieć jakieś porachunki z nimi związane, inaczej Erick nie trzymałby ich w domu po nic. Musimy tam iść- Wybiegł z samochodu, a tuż za nim Isaack. Oboje zatrzymali się przy wejściu, a zza szpary z niedociągniętej firanki chcieli coś zobaczyć.
-Nic nie widać- Mruknął Isaack
-Dobra, wchodzę tam- Oznajmił i po chwili oboje byli już w środku. Śmietanka towarzyska w składzie jego ojca i Jasminne ze spokojem popijała szampana, kiedy Robert wraz z bronią w dłoni szarpał się z Alicją.
-Puść ją, Robert- Zażądał na tyle głośno, aby mężczyzna odwrócił się w jego stronę. Popchnął Alicję, która nieco się zachwiała, ale zaraz po tym okryła swoim ciałem płaczącą już Nikole.
-Dawid, dawno się nie widzieliśmy. Można by powiedzieć, że nawet się za tobą stęskniłem- Zakpił i sięgnął ręką po whisky, która stała na szklanym stole w towarzystwie butelki od szampana i truskawek.
-Widzę, że urządziliście sobie miłe spotkanie towarzyskie. Dlaczego w takim razie ściągnąłeś tu dziewczyny?- Zapytał spokojnie, dając w międzyczasie znak Alicji, aby wraz z Nikolom poszły na górę. Dziewczyna niemal od razu zrozumiałą przekaz i chwilę później obie zniknęły mu z pola widzenia.
-Cóż, nie ukrywam świetnie nam się gawędziło, a dziewczynki jakoś tak same się napatoczyły. - Wyjaśnił sięgając tym razem bo truskawkę. - Poza tym, nie dziw mi się, że chciałem poznać moje przyszłe kobiety- Uśmiechnął się szyderczo.
-Co ty pieprzysz?- Zapytał zdenerwowany. Niemal od razu tuż obok pojawił się Isaack.
-Właśnie omawiałem z twoim tatusiem- Wskazał na Ercika, który jedynie pomachał mu ręką uśmiechając się przy tym w ten obrzydliwy dla Dawida sposób.- Oboje uzgodniliśmy, że jako spłatę długów, za ich ojców mogę sobie je wziąć. Nie ukrywam, bardzo podoba mi się ta opcja. Marzę o tym, aby odebrać tej rudej ślicznotce wianuszek- Rozmarzył się. Dawid zaśmiał się i podszedł do mężczyzny bliżej. Zaciągnął się tą mieszanką piżma i papierosów, przez co nie mal od razu zrobiło u się nie dobrze. Dokładnie tak pachniał każdy sukinsyn, którego spotkał na swojej drodze. Nie mówiąc już o jego ojcu, którego deski w gabinecie były przesiąknięte tym smrodem.
-Przykro mi, ale- Zniżył się nieco, aby być na idealnej wysokości. Oko w oko.- Byłem pierwszy- Mruknąwszy ugryzł owoc w dłoni Roberta i poklepał go pocieszająco w plecy- Nie martw się,było tylko lepiej niż zajebiście- Niemal usłyszał to złośliwe parsknięcie Isaacka. Robert mocniej zacisnął palce na szklance i powstrzymywał się od wybuchu złości. Jedynie odstawił naczynie na stolik i desperacko poprawił marynarkę.
-Na mnie już czas. Zadzwoń do mnie, kiedy dokończysz umowę- Zwrócił się do Ericka, który tylko skinął głową, a następnie spojrzał na Dawida, który uśmiechał się zwycięsko- A ty, naucz się trzymać na swoim placu zabaw- Dawid na odchodne posłał mu buziaczka, a potem w mieszkaniu rozległ się tylko huk trzaskających drzwi.
-A więc dlatego je tu ściągnąłeś?- Podszedł do Ericka. - Lubisz spłacać swoje długi ludzkim życiem?- Zapytał, kiedy to Erick pofatygował się, aby wstać.
-Ostrzegałem, że twoje decyzje będą miały konsekwencje w przyszłości. Nie chciałeś słuchać, bo nadal myślisz, że nic nie mogę ci zrobić, i może masz rację. Bo na ciebie nie mam nic, ale na twoich bliskich już tak- Zagroził- Wybacz, że nie przemawiają prze zemnie ojcowskie instynkty
-Mówisz, tak jakbyś kiedykolwiek je miał- Mrukną złośliwie. Zaraz potem poczuł jak jego ciało zderza się mocno ze ścianą uderzając przy tym głową. Jęknął z bólu. Isaack chciał interweniować, ale Jasminne powstrzymała go zaciskając dłoń na jego barku.
-Nie pierdol takich rzeczy. Myślisz, że gdybym nie miał krzty ojcowskich zapędów to byś tu był? To byś w ogóle wiedział kim jestem? Wywaliłbym twoją matkę na zbity pysk, a ta skończyła by pod mostem, bo nie miała nic prócz moich pieniędzy. Ty i twój brat jesteście na mnie skazani, bo nic nie znaczycie- Dawid splunął mu prosto w twarz i odepchnął z całej siły, przez co starszy mężczyzna zatoczył się upadając na na ziemię tłukąc przy okazji wazon.
-Uwierz, że wolałbym wychować się pod mostem, niż żyć z takim szują jak ty- Podszedł do niego chwytając go za krawat lekko podduszając go przy tym- To ty jesteś nikim. Prędzej czy później zgnijesz w pierdlu, gdzie twoje pieniądze nie mają znaczenia. Patrząc na twoje przekręty nie wykaraskasz się z tego szybko, o ile nie wcale. Nie znam się na prawie, ale za morderstwo, handel narkotykami i oszustwa podatkowe trochę posiedzisz- Pchnął go mocniej kopiąc jego nogi.
-Będę się zwijał, gdyby coś dzwoń- Pożegnał się Isaack. Dawid skinął głową, a chwilę potem został już sam z kalającym na ziemi ojcem i próbującą go uspokoić Jasmine. Nie chciał na to patrzeć, na tę żałosną scenę i po prostu udał się na górę, do pokoju Alicji.
Zapukał do drzwi, ale kiedy nie usłyszał odzewu po prostu wszedł do środka.
-Jeśli jesteś nago, zakryj się czymś- Ostrzegł chowając się jeszcze chwilę za drzwiami, po czym bez żadnej krępacji wszedł do środka. Dziewczyna nawet nie uraczyła go spojrzeniem, kiedy zajęta była szybkim upychaniem swoich rzeczy do plecaka.
-Co ty robisz?- Zapytał zdziwiony. Alicja puściła torbę na ziemię i powoli skierowała się w jego kierunku.
-Pakuję się, nie widać?- Zapytała z ironią.
-Nie możesz- Zabronił, na co Alicja jedynie prychnęła.
-Nie będę tu ani sekundy dłużej. Przed chwilą jakiś gnój celował do mnie bronią, omal nie umarłam, a ty każesz mi tu zostać?- Zaczęła krzyczeć, a kiedy Dawid próbował ją uciszyć odepchnęła jego dłonie- Pomyśl nie o mnie, tylko o swoim jeszcze nie narodzonym dziecku. Ten dom to jakieś pierdolone gówno, do którego z premedytacją mnie wprowadziłeś. Wiedziałam, że nie mogę ci ufać- Wróciła do pakowania ostatnich ciuchów.
-To nie tak...-Próbował wytłumaczyć.
-A jak?- Tym razem Alicja nie dość, że była zła to po prostu płakała. Wciąż przerażona tym co działo się kilka minut wcześniej. Miała wrażenie, że dokładnie przed chwilą brała udział w jakimś filmie. To nie było możliwe, aby jej życie było aż tak popieprzone.- Pojawiasz się nie wiadomo skąd z ofertą, że zaprowadzisz mnie do matki, która okazała się szmatą zdradzającą mojego tatę, z twoim ojcem. Do tego jakiś przychlast twierdzi, że muszę spłacić dług Dave'a, który sobie zaciągnął, abym mogła mieć w miarę dogodne życie, a gdyby tego było mało napomknął coś, że to moja matka byłą winna śmierci mojego taty. Co ja mam o tym wszystkim myśleć, jak nie to, że byłeś z nim w zmowie?- Darła się przez łzy. -Gdyby Dave żył nie byłoby mnie tutaj. Prawdopodobnie szykowałabym się na studia, nie byłabym w ciąży,wiodłabym normalne życie nastoletniej dziewczyny, ale to ona jest wszystkiemu winna- Zlana łzami bezsilności usiadła na łóżku żałośnie zanosząc się szlochem. Dawid przykucnął naprzeciwko niej łapiąc ją za dłonie. Czuł się odpowiedzialny za to co w ostatnim czasie ją spotkało. To prawda. Jego życie było popieprzone, ale nie musiał jej w to wciągać.
-Słuchaj, wyciągnę cie stąd, obiecuje, ale to nie jest takie proste- Zaczął spokojnie zmuszając Alicję tym samym, aby obdarzyła go zapłakanym spojrzeniem.- Nie możesz tak po prostu uciec, bo jeśli Erickowi naprawdę na tobie zależy to cie znajdzie, nawet na innym kontynencie. Isaack załatwił papiery Emilii Orzechowskiej, którą staniesz się po ucieczce. Musisz wyjechać, najlepiej do Londynu, bo tylko tam jestem w stanie zapewnić wam bezpieczeństwo. Zaczniesz tam z nową kartą, znajdziesz pracę, a ja co jakiś czas będę wysyłał wam kasę. Będziecie z dala od tego całego gówna, przysięgam- Odgarnął opadające kosmyki włosów z jej czoła i delikatnie musnął jej policzek.
-”Z dala od tego gówna” to znaczy z dala również od ciebie?- Zapytała niepewnie, kiedy Dawid milczał ponownie na niego spojrzała i wsunęła rękę w jego włosy lekko za nie ciągnąc- Podjąłeś już decyzję, prawda?
-Tak będzie lepiej- Zapewnił.- Będę wam wysyłał pieniądze. Poradzisz sobie- Alicja prychnęła i gwałtownie wstała.
-Nie chce twoich pieniędzy, rozumiesz? Nie chce cię do niczego zmuszać, przecież ci to już mówiłam, ale ja się cholernie boje Dawid- Załkała.
-Dasz sobie rade, a ja muszę zniknąć z waszego życia. Zbyt wiele byś ryzykowała. Musicie być bezpieczni- Zamknął ją w mocnym uścisku. Alicja wtuliła twarz w jego szyję, a palce zacisnęła na kurtce. Powoli gładził jej włosy w uspokajającym geście. Nie wiedział dlaczego, ale podświadomie czuł, że tak trzeba, że tego jej trzeba.
-Znajdziemy ci lokum w Londynie i...
-Aleks- Przerwała mu nagle odrywając się od niego. Spojrzał na nią z uniesioną brwią oczekując czego bardziej konkretnego.- Aleks mieszka w Londynie
-W takim razie zadzwoń do niego- Zaproponował. To byłoby idealne wyjście. Alicja miałaby kogoś na kim mogłaby polegać, to była wygodna opcja.
-Nie mogę- Westchnęła.
-Nie rozumiem- Alicja obeszła całe łóżko i stanęła przy oknie wyglądając przez nie. Śmiało mogła stwierdzić, że pogoda nieco się polepszyła, ponieważ wiatr ustał, a deszcz stracił na mocy.
-Pokłóciłam się z nim rano. Wątpię, aby odebrał- Mruknęła smutno. Dawid podszedł do niej i objął ją ramieniem.
-W takim razie napisz sms'a, który poruszy jego obrażone serduszko- Zakpił, na co Alicja gwałtownie go odepchnęła.
-Musisz być tak bardzo irytujący? Nawet w takich chwilach? Było tak romantycznie...- Jęknęła

-Zawsze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz