Nie zauważył klientów, którzy
niecierpliwie wyczekiwali jego obsługi. Nie słyszał krzyków,
które ciągły się za nim, aż do opuszczenia budynku. Jedyne co co
czuł, to własną furię, która rosła z każdą chwilą w jego
ciele.
Wiedział, że kiedyś to nastąpi, że
ta dziewczyna doprowadzi go do takiego stanu, gdzie wiecznie
poukładany chłopak wracając z pracy, albo raczej uciekając z niej
rozwali po drodze śmietnik, wydrze się na bogu ducha winną
kobietę, która na niego wpadnie, a sam z nieuwagi wbiegnie na
czerwonym świetle wprost pod koła samochodu zatrzymując się na
ich masce.
Powrót do domu nigdy nie zajął mu
tak mało czasu, wspinaczka na szóste piętro jeszcze nigdy nie była
tak relaksująca, a zadyszka wywołana ciągłym bieganiem taką ulgą
dla jego ciała. Czuł to bardziej. Wyrywające się wręcz serce z
piersi i płytki oddech, było tym, co przyniosło mu ulgę.
Grzebał w kieszeniach szukając
kluczy.
Oczywiście, że ich zapomniał,
przecież ten dzień nie mógł być bardziej gówniany.
Zaczął walić w drzwi, aby zagłuszyć
dudniące basy z mieszkania, które towarzyszyły Leo w jego samotnej
egzystencji.
-Leo otwórz do chuja!- Darł wie
głośno uderzając mocno pięścią w drzwi czując po chwili ból w
kostkach, które przybrały czerwony odcień.- Wpuszczaj mnie do
środka, kutafonie!
-Co to za wulgarne słownictwo-
Zrzędliwy głos obił mu się o uszy. Błagał w myślach, aby się
już więcej nie odezwała, w innym przypadku zdecydowanie mógłby
się nie pohamować- Ciszej młody człowieku, moje dzieci próbują
spać- Aleks parsknął.
Ta urocza i jakże miła sąsiadka
miała na utrzymaniu czworo małych, łysych i syczących kotów,
które śmiałą nazywać dziećmi. Nie było słów, które byłyby
w stanie opisać, to jak Aleks bardzo ich nienawidził, kiedy
wchodziły mu na balkon miaucząc, lub wylegiwały się na jego
wycieraczce, kiedy o mało co nie nadepnął na nie. Kilka razy
próbował to zrobić, jednak te małe, złośliwe gady odbiegały z
prędkością światłą sycząc tak głośno, aby wybudzić swoją
matkę z jaskini, by ta zaczęła prawić swoje monologi, na temat
tego, jak jej dzieciaczki są ważne i lepiej wychowane od nich.
-Akurat teraz musiała pani włączyć
swój aparat słuchowy?- Mruknął kąśliwie- Niech się pani idzie
zając tymi łysymi stworami.
Zignorował kobiecinę, która miała
już w zwyczaju mruczeć coś pod nosem, kiedy po raz kolejny dobijał
się do drzwi, jedna tym razem usłyszał zgrzyt zamka, a kiedy drzwi
się otworzyły po prostu przepchnął swojego współlokatora i
znając na pamięć układ mieszkania wlazł do swojego pokoju
trzaskając drzwiami.
Nie wysilając się na pozbycie kurtki
po prostu uwalił się na łóżku spuszczając nogi w dół i wziął
głęboki, długotrwały oddech, po czym po prostu schował twarz w
dłoniach.
Zupełnie wyparł swoje uczucia, które
toczyły ze sobą sprzeczną sprzeczną walkę, a w zamian za to
zaczął się martwić. Co mógł powiedzieć o tym całym Dawidzie?
Nic, zupełnie nic. Kilka dni temu nie miał pojęcia o jego
istnieniu, a niecałą godzinę wcześniej dowiedział się, że jego
najlepsza przyjaciółka będzie miała z nim dziecko. To było tak
niedorzeczne, że aż wywołało o niego śmiech, który przepełniony
był jedynie obawą. Już dawno stracił jakąkolwiek nadzieję na
to, że Alicja choć raz w życiu podejmie decyzję, która będzie
chodź trochę rozsądna, która nie będzie gówniarskim wyskokiem,
bo jak na razie tylko takie jej wychodziły.
Po raz kolejny wziął głęboki
oddech, bo kiedy przez głowę przechodziły mu myśli,że może i ma
już tego dość? Tego ciągłego martwienia się o nią, troszczenia
prowadzenia za rączkę, aż sam się ich wystraszył. Z resztą,
wszystko co w tamtym momencie siedziało mu w głowie w jakiś sposób
go przerażało. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek chciał
wstać i zdemolować swój pokój. Nigdy nie chciał komuś
przywalić, tylko po to, aby samemu sobie przynieść ulgę.
Kiedy miał czternaście lat i
dowiedział się, że Alicja raz na zawsze ma zniknąć z jego życia,
nawet wtedy nie był aż tak wściekły, mimo tego, że był w takim
okresie, gdzie każdy problem nie miał rozwiązania. Wszytko było
czarne i każdy na świecie był przeciwko niemu. Nie pomyślało o
telefonach i weekendowych spotkaniach, bo jedyna rzecz, którą w
tamtym momencie widział to brak jej obecności przy ich wspólnym
stoliku co rano, brak ich jakiejkolwiek tajemniczości, którą
tworzyli jak dwójka nikogo nie dopuszczających do siebie ludzi. On
po prostu się bał. Nie tyle co swojej samotności, co tego, że
Alicja kiedyś o nim zapomni, ponieważ sam (już wtedy) wiedział,
że on nigdy nie wyrzuci jej z serca.
Tak jak wtedy, Aleks teraz też się
bał, tak naprawdę, po raz drugi w swoim życiu był przerażony.
Bał się tego, że już nigdy nie będzie jej potrzebny, bał się
tego, że jakimś cudem Dawid zajmie jego miejsce. Nawet jeśli to
już było bardziej uzależnienie, niż przyjaźń, czy było to
naprawdę złe? Czy wyrządzał tym komuś krzywdę? Czuł się w
takiej relacji po prostu bezpiecznie, mimo tego, że to on zawsze
dbał o jej los.
Najbardziej na świecie cenił sobie
właśnie tę przyjaźń, która łączyła ich od wielu lat. Nie
wiązał ich seks, nie własność, nie dzieci. Łączyło ich coś
co pozwalało na bycie świadkiem dręczących nieszczęść
przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów, ale dało
im też pozwolenie, aby być przy tej drugiej osobie w najcięższych
chwilach i świadomość, że samemu, można się przy niej czuć się
podle.
I kiedy tak dogłębnie rozmyślał,
uświadomił sobie, ze złamał jedną z najbardziej liczących się
zasad w ich relacji. Zawiódł po całości, kiedy dziewczyna zapewne
najbardziej go potrzebowała, kiedy prawdopodobnie sama nie wiedziała
co dalej zrobić ze swoim życiem, on po prostu się rozłączył, bo
sam przeraził się tego co miało dziać się dalej w jej życiu.
Stchórzył, jakby to on dowiedział się, że zostanie ojcem. Po
prostu się poddał.
Gwałtownie zerwał się w poszukiwaniu
swojego telefonu. Grzebał w kieszeniach kurtki, w spodniach, a kiedy
nigdzie go nie było wypadł jak oparzony z pokoju rozglądając się
nerwowo po mieszkaniu.
-Tego szukasz?- Odparł znudzony Leo
siedząc na kanapie, jak zwykle w towarzystwie swojej sziszy. Tak
wyglądały dni w tej londyńskiej kamienicy, gdzie na co dzień ich
życiu towarzyszyła głośna muzyka i ciągły dym unoszący się z
fajki, bądź skrętów. Aleks miewał chwilę, że sam siebie
podziwiał za to, że był w stanie złapać z nim kiedykolwiek
wspólny język. Byli zupełnie inni, a mimo to, Aleks czuł, że ma
w nim jakieś oparcie, mimo że rzadko z niego korzystał. Leo może
i był typem wyluzowanego człowieka, który uwielbiał chodzić
upalony, a słowo „koszulka” było mu obce, to jednak nie był
oderwany od rzeczywistości. Ponad wszystko stawiał sobie studia
prawnicze , ponieważ jak to kiedyś powiedział „Porzuciłem swoje
idealne życie, komicznie w swojej idealności, by być tutaj, w
pełni legalnie i studiować to prawo. Wywaliłem na to sporo kasy,
nie chce tego zawalić” I za to Aleks go cenił najbardziej. Nie
zniechęcił się złośliwymi komentarzami wykładowców na temat
jego dredów, czy też nisko osadzonych spodni. Wręcz przeciwnie, to
bardziej pchało go w kierunku udowodnienia tym wszystkim szują w
krawacikach, że jest w tym zajebiście dobry.
Aleks odwrócił się w jego stronę i
wyciągnął znacząco dłoń. Posłusznie oddał mu urządzenie, a
ten od razu wybrał numer i zadzwonił.
Kilka dźwięków później opadł na
kanapę obok przyjaciela i przyglądał się jamajskiej fladze, która
byłą przywieszona tuż nad stolikiem zbitym z kilku palet.
-Mam zimne piwo w lodówce- Odezwał
się po chwili, kiedy tak oboje siedzieli w tej samej pozycji nie
odzywając się do siebie.
-Chętnie- Mruknął i przytrzymał
fajkę wodną, która wiecznie wędrowała po mieszkaniu w dłoniach
jego kumpla. Obracał ją w palcach przyglądając się dość
uważnie, kiedy w kuchni słyszał charakterystyczne dźwięki
upadających kapsli na blat, następnie kanapa obok ugięła się, a
na udzie odczuł zimną butelkę przepełnioną chmielnym napojem.
-Miałem dzisiaj rozmowę z promotorem-
Aleks spojrzał na przyjaciela pytająco, kiedy ten upijał pianę z
butelki.- Wiesz co mi powiedział?- Zaśmiał się.- Że, aby
zaliczyć ostatni rok, będę się musiał tego pozbyć- Szarpnął
za wystające dredy z kucyka.
-Co zrobiłeś?- Bardziej skwitował,
niż zapytał.
-Pokazałem mu fucka, mówiąc, że ze
wszami we włosach mam większe szanse, aby przeciwnik się poddał-
Zaśmiał się gardłowo, nieco się krztusząc.
-Nie przyjął tego dobrze, prawda?-
Leo pokręcił głową.
-Powiedział, że osobiście dopilnuje
tego, abym oblał w tych, jak on to określił „kudłach”-
Westchnął i pociągnął nieco tytoniu z fajki.- Jestem tutaj tylko
ze względu na studia. Został mi ostatni rok, aby przebywać tu
legalnie. Jeśli nie zakończę ich zgodnie z systemem, nie będę
miał szansy zacząć w nowym roku, bo będą mnie deportować, a
patrząc na tego skurwysyna, to dołoży wszelakich starań, aby mnie
olać.
W przypadku Leo nie było mowy o
pozbyciu się jego „znaku”. Dla niego to było coś więcej, niż
zwyczajna fryzura, która byłą jego widzi misie. Jego wygląd był
czymś, co trzymało go w Londynie, ale nadal pozwalało pamiętać o
swoim domu. O tym jak ważne to jest dla niego miejsce, jak wielka
część jego została tam- na wyspie oblewanej przez Morze
Karaibskie. Wiele razy powtarzał, że gdyby tego się pozbył, zabił
by w sobie tę część jamajskiego pochodzenia. Stałby się
normalnym Londyńczykiem w oczach wielu ludzi, a on nim nie był.
Jego życie to Jamajka, a Londyn to tylko konieczność do spełnienia
marzeń.
-Oboje mamy gówniany dzień- Mruknął
Aleks.
-Zdecydowanie- Siedzieli oboje w ciszy,
która byłą dla nich obojga relaksującym doznaniem. Sami z
własnymi myślami w głowie, ale żaden z nich nie był samotny,
ponieważ mimo, że oboje toczyli zupełnie inne walki w swoim
umyśle, robili to razem.
Takie oparcie wystarczyło Aleksowi w
zupełności. Cisza, spokój i ktoś, kto doskonale rozumiał jego
dzisiejsze samopoczucie.
-Potrzymaj- Wcisnął w dłonie Aleksa
swoją butelkę, a sam podniósł się z kanapy i podszedł do
brązowej skrzyneczki, która stała na komodzie. Aleks doskonale
wiedział, co robi i przywykł do tego, że jego kolega relaksował
się w ten sposób i nie miał z tym żadnego problemu. Chwilę to
trwało nim Leo powrócił na swoje miejsce i przechwycił swoją
własność w dłonie.
-Trzymaj- Podał mu w palce skręta i
uśmiechnął się lekko.
-Przecież wiesz, że nie...- Chciał
już go oddać, kiedy Leo zatrzymał jego dłoń.
-Przestań pieprzyć. Ten dzień jest
zjebany, zrelaksuj się- Mruknął po czym sam rozłożył się
wygodniej na kanapie i odpalił papierowy rulonik w swoich ustach.
Zaciągnął się, a jego twarz momentalnie przybrała łagodniejszy
i spokojniejszy wyraz.
Aleks nigdy nie był do tego
przekonany, jak i do zwykłych papierosów. Nie miał w zwyczaju
sięgać po coś takiego, ale chwilą zastanowienia uświadomił
sobie, że i tak nie ma nic do stracenia. Nigdy nie miał, a widok
tak uspokojonego kumpla jedynie go zachęcił. Może to właśnie
było jedyne wyjście z tej sytuacji. Nie mógł zrobić nic więcej.
Alicja byłą na niego wkurzona i rozumiał to, a on sam był zbyt
rozbity, aby nie sięgnąć po coś co mogłoby mu chodź na trochę
poprawić humor.
Chwycił za zapalniczkę, którą
trzymał już od kilku chwil przed jego twarzą.
Godzinę później oboje byli upaleni,
nieco wstawieni i szczęśliwi. Oboje spełnieni. Oboje zapomnieli o
szarej rzeczywistości, która miała dopaść ich następnego ranka.
Nie liczyło się nic, bo to co złe w tym stanie, było nawet
zabawne.
-Wiesz co jest najgorsze?- parsknął
Aleks leżąc w pół na sofie, wpół na swoim kumplu. Leo
przyglądał się mu z poważną miną, jakby to co miał powiedzieć
zaraz Aleks miało zaważyć na życiu politycznym na Kubie.
-Ona jest kurwa ruda- Mruknął z
grobową powagę, a Leo teatralnie złapał się za serce i spojrzał
na niego z przejęciem. Minutę później oboje wybuchli gromkim
śmiechem dławiąc się powietrzem.
-Że rudy gówniak, powiadasz?- Jęknął
przez śmiech, kiedy próbował regulować oddech Leo.- No to
faktycznie problem stary, od małego będziesz go farbował. Nie wiem
jak ty, ale ja bym się wstydził.
-Może powinienem się od niej odciąć,
skoro ma mieć rude dziecko, to lepiej się w to nie będę mieszał.
Jeszcze pójdzie plota na uczelnie i co będzie?- Zmartwił się.
-A ojciec?- Zapytał szukając po
opacku kolejnej butelki piwa.
-Co ojciec?- Zmarszczył brwi.
-Jakie ma umaszczenie jego ojciec-
Napił się piwa, i wręczył butelkę Aleksowi.
-A bo ja wiem, nie znam go- Wzruszył
ramionami.
-Przysięgam ci na moje jamajskie
obywatelstwo, że jeśli faktycznie jej pierworodny syn będzie rudy,
to wyślę jej kondolencje- Oboje zaczęli się śmiać.
Kiedy Aleks otwarł łzy, które
napłynęły mu wskutek śmiechu, a Leo oddychał już normalnie, nie
dławiąc się, Aleks poczuł twardą powierzchnię pod sobą i
zgrzyt odsuwanego stolika, który prawdopodobnie poruszyło się na
skutek jego upadającego ciała.
-Pojebał się?- Przeklął, pocierając
się po dole pleców. Leo wzruszył ramionami.
-Sory, muszę się iść odlać-
Wytłumaczył i zniknął za drzwiami ich skromnej łazienki, która
z łazienką nie miała nic wspólnego, ale jak to określił Leo
„Jeśli coś jest użyteczne, to jest dobre”
Aleks powrócił do swojego wygrzanego
miejsca na kanapie i zarzucił nogi na kawowy stolik, który również
zbity był z desek.
Pierwszy raz tego dnia po prostu się
wyłączył. Przestał myśleć i ciągle się zastanawiać, jak
wyjść z sytuacji, która nie ma wyjścia. Poczuł chwilową ulgę,
która zdystansowała go do całej sprawy.
Jego spokojne wylegiwanie się na
kanapie z przymkniętymi powiekami przerwał dźwięk telefonu, który
wibrował na stoliku. Leniwie sięgnął po komórkę i spojrzał na
ekran.
Błagam, zabierz mnie stąd,
proszę...
W jednej chwili cały spokój, gdzieś
uciekł, a stan upalenia znikł.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie był
zdezorientowany...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz