Cześć Wszystkim!
Z góry chciałam was bardzo
przeprosić, za ten równy miesiąc przerwy, ale mam dla was całą
listę powodów XD
Byłam chora, nie chciało mi się,
wiecie koniec roku, szkoła i te sprawy, nie chciało mi się x1000
Ale wybaczycie mi to prawda? :')
Miłego czytania
Wyszedł domu, tak po prostu. Nie
widział większego sensu, aby tam zostać, aby rozmawiać, aby
jakkolwiek jej teraz pomóc. Wiedział, że jego ten problem nie
dotknął wcale, jeśliby porównywać, to w jakiej sytuacji została
Alicja. Tak na dobra sprawę, mógłby zostawić ją z tym samą.
Etykietkę dupka i tak już do niego przykleiła, więc co stało na
przeszkodzie? No właśnie, że nic, prócz tego okropnego poczucia
ochrony. Jego priorytety w jednym momencie zostały przeprowadzone na
zupełnie inne tory. Musiał jak najszybciej, znaleźć takie
rozwiązanie, które utrzyma ją z dala od tego całego gówna-
przynajmniej do końca ciąży.
Udał się tam, gdzie zwykle
przychodził w takich sytuacjach. Te kilka lat temu, kiedy sam musiał
zbierać swoje życie, to właśnie tam otrzymał pomoc. Nie liczył
na nią i tym razem, bo przecież minęło trochę czasu, jednak coś
podpowiadało mu, że ten bar dawno go nie witał. To był odpowiedni
czas, aby zaszczycić go swoją obecnością.
Nic się nie zmieniło. Był to nadal
ten sam, utrzymany w klimacie pub, który zapamiętał jako
nastolatek. Nigdy nie było tu dużo ludzi, możliwe, że to właśnie
dlatego tak bardzo go tu ciągnęło. Od wejścia zauważył kilka
znajomych twarzy, między innymi tego samego barmana, z którym
wypijał kolejkę shotów, gdy tamten był w pracy. Co do reszty- nie
przyglądał się im zbytnio, tylko szedł przed siebie ze wzrokiem
natarczywie wbitym w ziemię.
-To co zwykle, Derrick- Usiadł brzy
barze i zaciągnął się zapachem tam panującym. Stare drewno
przesiąknięte wódką- to było to co jeszcze do niedawna dawało
mu odskocznie i poniekąd go relaksowało.
Widział zawahanie w oczach chłopaka,
który przyglądał mu się marszcząc brwi. Cóż mógł zmienić
się od tamtego czasu, ale z pewnością nie tak jak on. Na ciele
przybyło mu tatuaży, i pojawił się ten upragniony kolczyk w brwi,
o którym wiele razy mu opowiadał przy piwie. Trzy lata temu, kiedy
Dawid zawitał tu po raz ostatni, chłopak miał siedemnaście lat i
pomagał ojcu w prowadzeniu interesu. Teraz powinien być na drugim
roku studiów, ale jak widać, nie tylko z niego życie postanowiło
sobie zażartować
-Nie wierze- Szepnął polerując
szklankę ściereczką, po czym jakby odruchowo zarzucił ja na bark
i sięgnął po alkohol, aby przygotować napój
-To uwierz- mrukną zgryźliwie.
-Patrząc na twoją minę, zapytam. To
co zwykle, czy może coś mocniejszego na sam początek?- Dawid przez
chwile zaczął się zastanawiać, a potem już tylko skinął głową
i palcami pokazał dwójkę. Derrick szybko wykonał mieszankę, wlał
ją do szklanki i podstawił pod nos brunetowi.
-Rocket Fuel, najlepszy na dola- Dawid
uśmiechnął się lubieżnie, do szklanki i upił łyka. Gorzka
ciecz przepłynęła mu przez gardło pozostawiając palące uczucie-
tak to było to, czego teraz tak naprawdę pragnął.
-Nie sadziłem, że jeszcze kiedyś cie
tu zobaczę.- Dawid mógł wyczuć, jak wypala go wzrokiem, aby
przeszyć go na wylot. Derrick opuścił swoje stanowisko i podszedł
do niego,luźno opierając się o blat tyłem. Skrzyżował ręce na
piersi i patrzył się przed siebie, co Dawid zaobserwował kątem
oka.
-To samo mogę powiedzieć o tobie. Nie
powinieneś być teraz studentem drugiego roku?- Zapytał
uszczypliwie, a chłopak jedynie westchnął.
-Zmieniły mi się priorytety
-Każdemu zmieniają się priorytety-
Spojrzał na niego i stuknął szklankę, która stała tuż obok
dłoni Derricka. Chłopak pokręcił głową i ponownie wrócił za
bar.
-Musze wracać do pracy- Dawid zaśmiał
się do siebie. Wystarczyły trzy lata, aby chłopak się poddał. To
było takie idiotyczne.
Znał Nikholasa i wiedział o planach,
jakie miał wobec swojego syna. Znał (a przynajmniej tak mu się
dotychczas wydawało) też Derricka i nigdy nie sądziłby, że tak
jak bardzo zapierał się, że nie przejmie interesu po ojcu, pójdzie
w niepamięć.
Dało mu to tylko do myślenia. On
dorósł, może i na niego też przyszła pora?
-Dawid Blake, kurwa nie wierze-
Usłyszał donośny głos tuż za sobą, który bez problemu
przebiłby się przez ciężkie basy, a po chwili poczuł mocne
uderzenie w plecy. Odwrócił się do mężczyzny i podniósł się,
aby zamknąć go w przyjacielskim uścisku.
-Wiedziałem, że powrót tutaj będzie
dobrym pomysłem- Isaack zajął miejsce obok i ciągle przyglądał
mu się z niedowierzaniem.
-Musimy się napić. Derrick dwie
czyste- Machnął ręką.
-Się robi, szefie.
Obaj siedzieli przy barze w
towarzystwie pustych kieliszków. Dochodziła dwunasta w nocy, a bar
powoli robił się opustoszały. Cicha muzyka wypełniała pustą
przestrzeń, a oni po takiej ilość alkoholu nadal trzymali się na
nogach.
-Dawno cię tu nie było- W
przeciwieństwie do barmana, Isaack nic się nie zmienił. Nadal był
tym trzydziestoletnim (trzeba mu przyznać, że jego wiek to tylko
nic nie znaczące cyferki), nieustatkowanym mężczyzną, któremu
alkohol i dziwki w głowie. Gdzieś pomiędzy były brudne interesy-
o to cała prawda w jakim towarzystwie obracał się Dawid, ale to w
nim znalazł prawdziwego kumpla.
-Wiesz, byłem tu i tam- Odburknął
omijając. Nie do końca wiedział, czy chce spowiadać mu się ze
swoich problemów. Niby robił to zawsze, ale po takiej przerwie, po
prostu nauczył radzić sobie z tym sam, chodź wiedział, ze Isaack
będzie mu jeszcze potrzebny.
-Twój ojciec wrócił do gry. Znów
stanowi mi konkurencje- Nie dało się nie zauważyć. Zawsze, ale to
zawsze chodziło o jego ojca.- Pewnie dlatego wróciłeś, prawda?-
Dawid skinął głową.
-Jakaś poważniejsza akcja?- Wtrącił
się Derrick. Od lat był wtajemniczony w to wszystko. Jak się
okazało, posiadał zdolności informatyczne na tym szczeblu, że
często przydawał się Isaac'kowi.
-Można tak powiedzieć. To coś
poważniejszego,niż import narkotyków- Sapnął od niechcenia
mieszając napój w szklance.
-Chodzi o nią?-Zapytał nagle Isaack,
a Dawid jedynie uniósł brwi- O tą Alicje?- Zakrztusił się
słysząc jej imię. Spojrzał na niego pytająco. Twarz Isaacka nie
wyrażała żadnych emocji.
-Skąd wiesz?-Nieco wkurzony skręcił
się bardziej w jego stronę i odpalił papierosa.
-Miałem okazję ją poznać, niezła z
niej laska
-Chyba czegoś nie rozumiem.
-Zapytała mnie o drogę do pobliskiej
apteki, podwiozłem ją- Wzruszył ramionami i w między czasie
zamówił jeszcze po kieliszku.- Jak już się bawisz w dom, to
chociaż załatwił byś jej podwózkę, a nie puszczał na pastwę
losu.
-I to dosłownie- Mruknął do siebie,
bo wyłapał tylko początek wypowiedzi. Isaack wydał się to
słyszeć, bo uniósł jedna brew.
-O czym ty mówisz?
-Będę ojcem- Mężczyzna odstawił
szklankę z hukiem i obserwował dokładnie Dawida.
-No chyba sobie kurwa kpisz. Co jak co,
ale myślałem, ze ruchać to ty się umiesz- Powiedział z
niedowierzaniem-Mogłeś powiedzieć, to napomknąłbym ci coś o
zabezpieczeniach.
-Wiesz, że nie o to chodzi. Będę
mieć dziecko z laską, na której z jakiegoś powodu zależy temu
skurwielowi. Zapewne jest to jakaś grubsza akcja. W dodatku
przyprowadził mi Nikole do domu. Mówię ci, że on coś kombinuje.
W tym momencie muszę coś zrobić, zapewnić jej jakoś
bezpieczeństwo, cokolwiek- Przerwał swój monolog, widząc
zamyśloną twarz przyjaciela.
-Wymyśl dla niej jakieś lokum,
najlepiej z dala od Norwitch. Co do reszty będziemy się
kontaktować. Pomogę ci, wiesz o tym dobrze- Poklepał go po
ramieniu, a Dawid nie wiedział, czy kiedykolwiek zdoła mu się
wypłacić. Idąc tu nie liczył na to. Zbyt długo izolował się od
nich, aby liczyć na pomoc, jednak ja uzyskał. Zdecydowanie na nią
nie zasługiwał. On nie, ale Alicja już tak.
Isaack pożegnał się i wyszedł
tłumacząc, że w tej sytuacji czas nie jest ich sprzymierzeńcem.
Dawid poszedł w jego ślady. Pożegnał się z Derrick'em i wyszedł
z pubu. Nie miał daleko, dlatego żwawym krokiem po niecałych
piętnastu minutach znalazł się pod drzwiami domu. Wszedł do
środka, gdzie panowała cisza i ciemność. Wszyscy domownicy
najprawdopodobniej spali, więc bez żadnych przeszkód wspiął się
na gorę i wszedł do swojego pokoju.
Jak się okazało nie był pusty. Na
fotel, tuż przy łóżku wicąż siedziała Alicja i na dźwięk
zamykających się drzwi spojrzała w jego kierunku. Uśmiechnęła
się do niego krzepko i intensywnie obserwowała to w jakim jest
stanie.
-Co tutaj robisz?- Zapytał spokojnie.
-Czekałam na ciebie- Podeszła do
niego. W pokoju było ciemno, a jedynym światłem, które wpadało
do środka, był blask latarni z zewnątrz, który idealnie oświetlał
twarz Dawida w tamtym momencie.
-Jeśli chcesz rozmawiać, to
przepraszam, ale nie mam na to sił dziś- Ściągnął koszulkę,
aby przyszykować się do spania i rzucił ją na ziemię.
-Tylko mnie posłuchaj- Chwyciła go za
rękę, aby spojrzał na nią- Byłam na ciebie cholernie wściekła,
ale wtedy kiedy ty się upijałeś, ja siedziałam tutaj i wszystko
przemyślałam. To jest też moja wina. Chce ci powiedzieć, że nie
oczekuje od ciebie niczego. Nie chce na siłę tworzyć z tobą
rodzin, albo czegoś w tym stylu. Nie chce kasy. Po prostu masz
dziewięć miesięcy na to, aby zdeklarować się, czy w dokumentach
naszego dziecka będzie widniało twoje imię.- Dawid stał nieco jak
wryty. Dziewczyna w tym momencie dała mu wolną rękę. Nie
obarczyła go żadnymi obowiązkami. I chodź wiedział, że o braku
pomocy pieniężnej, czy tez nie objęciu jej bezpieczeństwem nie
było mowy, to poczuł mała ulgę, która wynikała z faktu, że
nikt od niego nic nie oczekiwał. Nie miał nałożonej presji.
Przyciągnął ją do siebie i
przytulił- tak automatycznie. Uznał, że tak wypada. Potarł jej
plecy dłonią i wyszeptał cicho przy jej uchu.
-Zapewnię wam bezpieczeństwo- Czuł
na ramieniu, że na ustach dziewczyny pojawił się mały uśmiech.
Alicja odsunęła się od niego i skinęła głową. Jedyne co mógł
zrobić jeszcze tego dnia, to po prostu przyciągnąć ją nieco i
złożyć opiekuńczy pocałunek na czole.
-Spij dobrze- mruknął- Śpijcie
dobrze- poprawił się natychmiast. Dziewczyna kiwnęła głowż i
wyszła z pokoju.
Został sam. Uwalony na łóżku ze
swoimi dręczącymi go myślami.
Jedyne co musiał zrobić to zapewnić
im bezpieczeństwo i miał tego nie spieprzyć.
Czy to faktycznie było takie łatwe?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz