Cześć Wam!
No,ten rozdzialik dłuuugi mi wyszedł,
bo calutkie 4 strony w wodzie XDDD
Nie ważne...Dzieję się, powiem wam.
I to całkiem sporo i wydaje mi się, że ciekawię.
Mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Komentujcie!
Teraz jestem na etapie
Supernatural...kurde...to takie cudowne, jednocześnie bolące w
serce...a przede wszystkim...TO TO JEST WINNE KAŻDEMU OPUŹNIENU!!!
Nie polecam...wciąga niemiłosiernie...Destiel...argfhdjd
~ ~*~*~*~*~*
Nie wiem co myślałam chwytając do
reki telefon i wybierając ten nieszczęsny numer. Był to
samodzielnie wymierzony cios w policzek, po którym nie byłam pewna
czy dam radę się podnieść. Słysząc jego głos w słuchawce, nie
tyle co zatęskniłam, to zapragnęłam powrotu do tych sielankowych
dni, tych podróży samolotem, które zaczynały się namiętnym
pocałunkiem tęsknoty, a kończyły gorzkim smakiem łez na ustach,
które usilnie próbowałam przed nim ukryć. Wiedziałam, że jemu
też nie było łatwo. Przybijała nas ta cała sytuacja. Wydawało
mi się, że gdy tylko wracałam do mojego rodzinnego domu stawałam
się robotem. Robiłam wszystko machinalnie nie wkładając w to
żadnej energii. Wstawałam rano, szykowałam się do szkoły, a po
powrocie jedyne o czym myślałam, to o tym, aby dostać tego sms'a,
że wszystko jest w porządku i zadzwoni jak będzie już w łóżku.
I tak mijały mi dni, aż do kolejnego weekendu, kiedy zaczynałam
żyć od nowa. Budziłam się z tej hipnozy i byłam szczęśliwa,
szczęśliwa tylko przez dwa dni, bo potem wszystko wracało do
normy. Ja jechałam na lotnisko, a on szedł do pracy w niezbyt
dobrym humorze. Lecz mimo wszystko było to lepsze niż unikanie go i
życie ze świadomością, że pierwszy raz jesteśmy tak blisko
siebie, a jednocześnie tak daleko. Wiedziałam, że to moja wina.
Nie chciałam słuchać, a przecież jeśli nie mogłam bez niego
żyć, to powinnam przymknąć na to oko. Wybaczyć to, że przez
tak długi czas ukrywał przede mną swoją przeszłość, że
prawdopodobnie zakochałam się w zupełnie innym człowieku. Jednak
ciężko było mi spojrzeć w jego oczy po tym wszystkim.
Mówią, że miłość przetrwa
wszystko, jeśli jest tak naprawdę, to los znów nas połączy, ale
nie teraz.
Otrząsnęłam się z myśli. Wyzbyłam
się wszelkich sentymentów. Popełniłam błąd dzwoniąc do niego,
jednak rozmawiałam z nim.
-Oh, nie udawaj poruszonego.-Syknęłam.
Kątem oka spojrzałam na cicho pochrapującego blondyna, którego
włosy z lekka tkwiły w nieładzie.
-Violetta, porozmawiajmy, spotkajmy
się-Błagał.
-Przestań!-Warknęłam wkurzona jego
paplaniem. Może dla niego było to proste, jednak dla mnie
niekoniecznie.-Czy ty nie widzisz, że już nie ma czego
ratować?-Zapytałam wychodząc z sypialni. Jeszcze tego mi
brakowało, aby Francis był świadkiem tego mojego małego „błędu”
Wychodząc wzięłam ze sobą moje majtki i flanelową koszulę
chłopaka.
-Proszę, daj to wytłumaczyć- Byłam
zdziwiona jego tonem. Pierwszy raz w życiu słyszałam w jego głosie
smutek, rozpacz. Był to cios w moje serce, bo miałam świadomość,
że to poniekąd z mojej winy.
Narzuciłam na siebie miły materiał i
owinęłam się nim. Ciągle trzymając telefon między uchem a
ramieniem naciągnęłam bieliznę.
-Leon...-Wyszeptałam cicho.- Ty masz
swoje życie, ja swoje. Nie komplikuj tego jeszcze bardziej.-
Łyknęłam trochę wina, ale nie odczułam ulgi. Wręcz przeciwnie.
-Gdzie jesteś?
-Bliżej niż ci się wydaję-Podniosłam
się z podłogi i pewnym krokiem podeszłam do balkonu. Mimo iż było
chłodno to stanęłam na zimnych kafelkach. Odsunęłam dłoń i
pozwoliłam materiałowi koszuli opaść bezwładnie na dół. Tym
sposobem czerwono-czarna krata zasłaniała tylko moje sutki. Nie
chciałam tego robić, nie chciałam łamać mu serca w ten sposób,
ale nie widziałam innej opcji.
-Wyjrzyj przez okno-Wyszeptałam.
Słyszałam, jak szurnął krzesłem, a wzrok wlepiłam w okno
apartamentu, które po chwili rozbłysło światłem. Przeklinałam
siebie w duchu. Postać Verdasa patrzyła na mnie przez szybę, a w
słuchawce słyszałam jak przeklinał pod nosem.
-W moim życiu już nie ma dla ciebie
miejsca-Wydusiłam z siebie łamiącym się głosem. Słyszałam
tylko trzask, a przez szklana szybę jak Verdas uderzył pięścią w
ścianę tuż obok okna. Odwróciłam się prędko i schowałam w
mieszkaniu zalewając się dużą ilością łez. To było ponad moje
siły. Spieprzyłam wszystko w jednej minucie. Co z tego, że to było
coś czego pragnęłam.. Chciałam zakończyć to, ale nie w tak
podły sposób. Poczułam się jak szmata. Byłam szmatą.
Wiedziałam, że tej nocy już nie
zasnę. Była dopiero dwudziesta druga. Ubrałam się w swoje rzeczy
i zgarnęłam torebkę z przedpokoju. Zostawiłam chłopakowi jedynie
karteczkę i szybkiego całusa na policzku. Potem nie było w
mieszkaniu po mnie ani śladu.
Nie łapałam taksówki. Chciałam się
przejść, pomyśleć. Jednak po jakiś piętnastu minutach siebie i
swojej głowy.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam
do Loretty. Trochę zajęło, abym usłyszała jej zdyszany głos w
słuchawce.
-No co tam?-Zapytała, Słyszałam, że
musiała wyjść gdzieś na zewnątrz, bo głośna muzyka ucichła, a
ja byłam w stanie bez problemu ja zrozumieć.
-Gdzie macie tą domówkę?-
Przestępowałam z nogi na nogę, bo chłodny wiatr dał o sobie
znać.
-Sms'em podeślę ci adres. Do
zobaczenia- I zakończyła połączenie. Wzruszyłam tylko ramionami.
Skierowałam się w kierunku sklepu, aby zaopatrzyć się trochę w
alkohol i zerknęłam na ekran, gdzie wyświetliła mi się nazwa
ulicy. Nie było to daleko, więc spokojnie mogłam isć na nogach.
Rozgrzałam się nieco po drodze. Czułam wciąż na sobie zapach
blondyna, ale nie miałam czasu na kąpiel. Byłam w drodze do raju,
aby zapomnieć.
Miejscem docelowym okazał się
akademik, z czego było mi wiadomo to męski. Znajdował się on
niedaleko mojego, przez co kojarzyłam go. Głośnej muzyki nie dało
się nie usłyszeć i idąc za źródłem dźwięku dotarłam do
wielkiego salonu, gdzie basy wprawiały w drganie panele. Loretta,
która stała przy barku zlokalizowała mnie jako pierwsza i podeszła
do mnie. Powitała mnie uściskiem, a zaraz potem podejrzliwym
spojrzeniem. Jej dłoń wylądowała na moim rozgrzanym policzku.
Niepokojąco przymrużyła oczy.
-Mam nie zadawać pytań?-W odpowiedzi
pokiwałam energicznie głową i uśmiechnęłam się wręczając jej
siatkę z zakupami. Ta odebrała ja ode mnie i pociągnęła w stronę
grupki swoich znajomych.
-To jest Marcel-Przedstawiła mnie.
Marcel był wysokim szatynem. Miło się do mnie uśmiechał, przez
co jakoś lepiej poczułam się w jego towarzystwie.
-Violetta- Uścisnęłam jego dłoń.-
Mogę coś do picia?-spojrzałam na dziewczynę. Jednak Marcel ją
uprzedził i po chwili wręczył mi w dłonie plastikowy kubek z
drinkiem.-Dziękuję- Upiłam łyk alkoholu. Może i ostatnio
nadużywałam go nieco, ale czy tym martwiłam się w tamtej chwili?
Oczywiście, ze nie. Wręcz przeciwnie. Pragnęłam tej nocy wlewać
go sobie do ust wielkim dawkami tylko po to aby ogłuszyć poczucie
winy.
-Gdzie Monica?-Skierowałam się w
stronę blondynki, która westchnęła ciężko.
-Poszła gdzieś z James'em- Może się
przewidziałam, ale dziewczyna nerwowo zaczęła popukiwać palcami w
kubek i lustrowała salon. Zignorowałam to rzucając ciche „okej”
i skierowałam się w stronę Marcela, który wydawał się całkiem
miłym gościem. Rozmawialiśmy popijając drink za drinkiem. Chłopak
z tego co mi mówił wrócił niedawno i ma w planach zatrzymać się
u przyjaciela, jednak nie powiedział co dokładnie tu robi.
Opowiedział mi o tym, że gra na gitarze a wtedy byłam zbyt
wstawiona aby połączyć fakty. Z każdym procentem więcej bawiłam
się lepiej. Zapomniałam kompletnie o tym, że pozostawiłam
blondyna po raz kolejny i , ze odbyłam dość „niewygodną”
rozmowę z Verdasem.
Rzuciłam się w wir zabawy. Byłam
pijana. Tańczyłam w tłumie studentów zapominając o Bożym
świecie. Mimo iż wiedziałam, że to nie jest wyjście z sytuacji
to brnęłam w to dalej pozwalając sobie na coraz to bardziej
odważniejsze ruchy. Z dnia na dzień nie poznawałam siebie. Byłam
taką niepozorna nastolatką, a teraz? Teraz topiłam smutki w
alkoholu i sypiałam z chłopakiem nie wiążąc w to uczuć. A może
taka była moja prawdziwa natura, którą uśpiłam tylko przez
Verdasa? A co jeśli to właśnie jest to co jest mi pisane To
chlania i ocieranie się o spoconych ludzi tańcząc w rytm głośnej
muzyki. Na to właśnie zasługiwałam. Byłam nikim, odkąd
potraktowałam tak Leona.
Poczułam gwałtowne szarpanie za
ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam zapłakaną Lorettę.
-Co się stało?-Zapytałam przerażona.
Blondynka wyciągnęła mnie z tłumu i zaciągnęła do łazienki,
gdzie leżała nieprzytomna siostra Leona. Stanęłam jak wryta.
Byłam przestraszona i nie wiedziałam co robić. Przetarłam dłońmi
oczy i podbiegłam do niewładnego ciała. Przytknęłam rękę do
jej szyi i sprawdziłam puls.
Żyła
-Dzwońcie po karetkę!-Darłam się na
cały głos. Loretta ryczała gdzieś w kącie, a Marcel, który
przybiegł tu zaraz po tym jak usłyszał mój krzyk uciszył imprezę
i wykonał telefon.
Klęczałam nad dziewczyną z jej głowa
na kolanach. Gładziłam ja po włosach, bo nie wiedziałam co innego
mogłam zrobić. Miałam kompletną pustkę.
-Będą za dziesięć
minut-Poinformował mnie szatyn a ja skinęłam głową.
-Loretta, co tu się do cholery
stało?-Warknęłam przez płacz.
-Przedawkowała-Wypaplała po chwili.
Spojrzałam na czarnowłosą. Zacisnęłam powieki. Bałam się tego
jak poważna jest sytuacja.
-Kurwa!-Zaklęłam.
Siedziałam na kafelkach nadal
trzymając Monicę w ramionach kiedy przyjechało pogotowie i zabrało
ja do szpitala. Zaraz po tym, jak dziewczyna odjechał na sygnale, ja
wsiadłam w taksówkę i pojechałam tuż za nimi. Loretta nie była
w stanie. Powiedziała, że jak tylko się uspokoi to do mnie
dołączy, a ja byłam zbyt zdenerwowana, by odczuwać alkohol w
swojej krwi.
Kidy dojechałam na miejsce, wręczy
wybiegłam z auta i błądziłam po budynku. Nie mogłam wejść za
ratownikami, dlatego zmuszona byłam iść dłuższą drogą. Kiedy
otworzyłam drzwi od oddziału powitał mnie lekarz, który wychodził
właśnie z sali.
-Co z nią?-Zapytałam. Nawet nie
zdawałam sobie sprawy w jak ciężkim stanie mogła być.
-Jest pani z rodziny?-Zapytał
średniego wieku mężczyzna.
-Jestem jej przyjaciółka-Wydukałam.
-Niestety nie mogę powiedzieć więcej,
niż to, że zabieramy ją na płukanie żołądka.- Wyrecytował
zapisując coś w jej karcie- Mogłaby pani zawiadomić kogoś z
rodziny?-Zapytał a ja już chciałam zaprzeczyć, dopóki nie
pomyślałam o Verdasie. Przecież to jej brat.
-Tak-Wymamrotałam. Lekarz zamknął za
sobą drzwi od pokoju zabiegowego, gdzie zabrał dziewczynę, a ja
wyciągnęłam telefon i po raz kolejny wybrałam numer Verdasa.
-Czego znowu chcesz?-Warknął oschle,
a ja poczułam dziwny niepokój. Nie brzmiał jak Leon, z którym
rozmawiałam kilka godzin wcześniej. Znów powrócił ten gburowaty
ton głos, oraz chłód.
-Musisz przyjechać do szpitala. Monica
przedawkowała- Wypłakałam. Mężczyzna urwał połączenie.
Wiedziałam, że to nie wróży niczego dobrego, ale mogłam tylko
czekać. Czekać na Verdasa, czekać na informacje na temat stanu jej
zdrowia. Czekać.
Nie minęło dwadzieścia minut, kiedy
do szpitala wparował szatyn awanturując się z pielęgniarka.
Zerwałam się z krzesła, aby podejść w ich kierunku. Nie wyglądał
najlepiej. Miał rozczochrane włosy, dresy i zwykły t-shirt. Nie
wyglądał tak jak co dzień. Zniknął ten nienagannie ułożony
garnitur i profesjonalny wyraz twarzy. Teraz był wkurzony, jakby
ledwo co wyciągnięty z łóżka.
Spojrzał na mnie i zignorował
pielęgniarkę. Podszedł do mnie szybkim krokiem i chwycił mocno za
ramiona.
-Dlaczego do tego dopuściłaś!-Krzyczał,
a ja starałam się nie rozpłakać. Był zły na mnie, ale nie do
końca wiedziałam o co bardziej.
-Nie krzycz na mnie!-Wyszarpałam się-
Pojawiłam się tam całkiem przypadkiem. Nie widziałam jej od
początku imprezy-Broniłam się. Verdas nerwowo wplótł dłonie we
włosy i wziął głęboki oddech.
Był roztrzęsiony. Widziałam obawę w
jego oczach i to jak bardzo martwił się o swoją młodszą siostrę.
Gdzieś w środku pękłam na ten widok i przyciągnęłam go za kark
zamykając w uścisku. Miałam wrażenie jakby się rozluźnił, a
moje powolne ruchy, które błądziły po jego plecach uspokajały
go. Wciąż to na niego działało. Nadal tak małymi gestami byłam
w stanie poskromić tą bestię, którą budziła się w nim pod
wpływem silnych, dość sprzecznych uczuć.
-Spokojnie-Szeptałam mu do ucha-
Wyjdzie z tego- Leon objął mnie mocniej, a ja nie miałam serca
tego przerywać. Wiedziałam, że tego potrzebował, a ja byłam w
tym momencie jedyną osoba, która mogła mu to dać.
Siedziałam godzinę na szpitalnych
krzesłach. Nie mogłam już ukryć swojego zmęczenia, ale nie
chciałam zostawiać przyjaciółki samej, a przynajmniej tak to
sobie tłumaczyłam, bo w głębi siebie czułam, że jestem tu
bardziej dla Vaerdasa. Obracałam w palcach telefon. Chciałam
zadzwonić do Francisa i wszystko mu opowiedzieć, jednak byłam
pewna, że śpi.
Leon pojawił się przede mną z
kubkiem kawy, za co bardzo mu dziękowałam. Odrobina kofeiny mogła
mnie chodź na chwilę postawić na nogi. Verdas usiadł obok i oparł
łokcie na kolanach. Mimo,że dziewczyna była już po zabiegu, to
lekarz wciąż kazał nam czekać. Widziałam, jak bardzo
zniecierpliwiony był tą ciągła niewiedzą. Chciał już do niej
wejść.
-Zmieniłaś się-Zaczął rozmowę
przerywając niezręczną ciszę.
-Masz na myśli styl? Wiesz nie jestem
już dzieckiem-Odpowiedziałam przygryzając zębami brzeg kubeczka.
-Mam na myśli twoje zachowanie. Nigdy
nie piłaś i nie imprezowałaś. Nie mówiąc już o tej
szopce...-Posmutniał? Miałam taki cień nadziei, że nie jednak
wiedziałam, że to złudzenia.
-Pewne wydarzenia mnie do tego
zmusiły-Warknęła chyba dość zbyt nerwowo, patrząc na sytuację
w jakiej się znaleźliśmy. Kątem oka patrzałam na niego. Na to
przemęczoną i smutną twarz, od której widoku krajało mi się
serce.
-Violetta, jeśli chodzi o to, to ja ci
to wytłumaczę...-Odwrócił się w moją stronę. Patrzał na mnie
prośbą.
-Nie teraz- Przerwałam mu dość
ostro- Teraz najważniejsza jest twoja siostra- Położyłam dłoń
na jego ramieniu i delikatnie go pogładziłam.
-Tak...-Wyszeptał.
W korytarzu pojawił się lekarz, na
którego widok Leon gwałtownie wstał i zamienił kilka słów.
Potem spojrzał na mnie przelotnie i zniknął za drzwiami.
Podniosłam się lekko i niepewnie skierowałam się w tamtym
kierunku. Moim oczom ukazał się widok, który połamał mi serce na
jeszcze większa ilość kawałeczków. To jak siedział przy łóżku
swojej siostry ujmując jej dłoń i przykładając do policzka. To
był widok, którego nie chciałam widywać częściej. Niepewnie
weszłam do sali i podeszłam bliżej. Blada skóra i podkrążone
oczy. Była wrakiem człowieka. Przełknęłam gulę w gardle i
schyliłam się nad nią gładząc po włosach. Spojrzałam ukradkiem
na Verdasa, którego oczy przymykały się kiedy siedział.
-Wróć do domu. Jutro rano
przyjedziesz do niej- Zwróciłam się do niego, a on wręcz od razu
zaprzeczył.-Musisz odpocząć. Jesteś wykończony- Argumentowałam
dalej. Podeszłam do niego.- Leon, proszę- Nalegałam. Przyłożyłam
dłoń do jego policzka i byłam pewna, że wyczułam lekki zarost
kiedy wtulił się w moją dłoń- Proszę-Wyszeptałam ponownie.
Szatyn westchnął ciężko. Podniósł się z krzesła i po raz
ostatni podszedł do siostry i złożył na jej czole długi,
przepełniony troską pocałunek.
-Chodź-Powiedziałam zwracając na
siebie uwagę. Niepewnie oddalił się od łózka i wyszedł z sali.
Nim jednak zamknął drzwi po raz ostatni przyjrzał jej się.
-Odwiozę cie- Zaproponował, a ja
przytaknęłam. Nie miałam siły tłuc się taksówka. Udaliśmy się
w stronę auta i już po chwili siedziałam w czarnym maserati. Nie
rozmawialiśmy. Żadne z nas nie miało siły, aby wydobywać z
siebie jakiekolwiek słowa. Oboje byliśmy wykończeni, a niektórzy
pijani.
-Dziękuje-Wszeptał, kiedy byliśmy
już pod akademikiem.-Dziękuje, że przyjechałaś za nią, że
prawdopodobnie uratowałaś jej życie- Wydusił z siebie. Pokręciłam
głowa i złapałam go za dłoń pocierając uspokajająco kciukiem
jej wierzchnią część.
-Zrobiłbyś na moim miejscu to samo-
Wzruszyłam ramionami.
-Masz rację, ale dziękuje- Uniósł
moją rękę i ucałował ją.-Do zobaczenia- Posłał mi blady
uśmiech.
-Do zobaczenia, Leon- Odwzajemniłam
gest i wysiadłam z auta.
Było już zimno, a na zegarku wybijała
trzecia w nocy. Nie chciałam nawet myśleć o tym, że muszę wstać
jutro na zajęcia. Wdrapałam się po schodach do pokoju, a kiedy
byłam już w łazience rzuciłam ciuchy i wzięłam szybki, zimny
prysznic. Chciałam zmyć to wszystko. To poczucie winy i to
zamartwianie się. Nie mogłam wyzbyć się z głowy widoku, tego
załamanego Leona, którego miałam okazję poznać w szpitalu.
Dotarło do mnie jak podle go potraktowałam. Byłam winna, winna
temu smutkowi, który tak, czy siak widniał na jego twarzy, a
przecież nie o to mi chodziło. Chciałam by był szczęśliwy, beze
mnie, mimo, że mnie zranił, jednak jak zwykle coś musiało pójść
nie tak.
Jak zwykle, jak zwykle spieprzyłaś
Castillo.

Prawdziwa perełka. 😍
OdpowiedzUsuńZoskoczyłaś mnie, ale bardzo pozytywnie. ❤
Wsposób jaki Leon zareagował, gdy ją zobaczył...
On napewno coś jeszcze czuje do V. 😁
Tylko nie wyjaśniło się kim jest nowa tajemnicza dziewczyna Verdasa. 😑
Biedna siostrzyczka Leona. 😐
Dupek jeszcze obwinia o wszystko Viole. 😕
Ale wszysto się wyjaśniło i V nawet go przytuliła.💑💏👫
Asia Blanco 🤗😚
Sposób*
UsuńNie wiem nawet co powiedzieć...
UsuńTo takie miłe uczucie, kiedy ktoś docenia moją prace, nie powiem naprawde się staram, aby każde moje opowiadanie, w dużej mierze oddało to co jest w mojej głowie, (a wydaje mi się, ze każdy kto pisze ma z tym problem)
Serio, momo, ze tak mało osób się tu udziela (z czego mi troche smutno ;-;) doceniam każdy komentarz, jest to takie miłe, a szczególnie jesli rozdział sie podobał
Pozdrawiam serdecznie
Miłego Dnia/Wieczoru/Nocy <3!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCudowny
OdpowiedzUsuńT.
Dziekuje ❤
OdpowiedzUsuń