Strony

niedziela, 30 października 2016

Dwa Światy cz.3- Między miłością a nienawiścią, jest cienka linia po, ktorej ja teraz stąpam

Cześć Wszystkim!
Szkoła to największe zło tego świata, które blokuje moją kreatywność. Nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, co mnie boli, bo zawsze gdy mam czasum nie mam weny, leczy gdy mi go brak to moja głowa aż kipi od pomysłów...masakra...
Coś z milszych rzeczy to...
Czytam ostatnio taką złą książkę, która jest podróbą Greya i się zastanawiam co gorsze...rly mój mózg już chyba nie pracuje przez to






Dzień za dniem mijały monotonnie. Nic dziwnego, skoro od tygodnia na moje twarzy nie był w stanie zawitać chodź by cień uśmiechu. Czemu? W mojej głowie tłumiły się myśli, których sama po czasie nie byłam w stanie ogarnąć. Verdas, Francis. I tak na zmianę. Przyłapałam się na tym, że w przeciągu ostatniego tygodnia ani razu nie wspomniałam o szkole. O moje przyszłości, na której właśnie teraz powinnam się skupić. I tak o to zdecydowałam, że opuszczę mieszkanie mojego przyjaciela i przeniosę się do akademiku. Moje relacje z Francisem, po naszym pocałunku, jakby się zmieniły. Niekontrolowanie trzymałam go na dystans, ale nie potrafiłam inaczej. Chłopak wyraźnie dał mi do zrozumienia, że z jego strony to coś więcej niż przyjaźń, a ja nie byłam na razie w stanie dać mu tego, czego ode mnie oczekiwał. Musiałam się ewakuować. Dać sobie spokój z facetami i zając się sobą. Wyprowadzka niosła za sobą same plus. Byłabym z dala od Verdasa i Francisa. Wszystko wyglądało na idealne, ale czy takie było?

środa, 26 października 2016

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 4 "Moje Niezaspokojone Serce"

Jak zwykle jestem leniwą pindą i dodaję po terminie. I w dodatku, jako iż ja zajmuję się warstwą językową, to muszę się pochwalić, że zraczyłam i zgubiłam to opko i byłam zmuszona przepisywać z pamięci... Po czym znalazłam, gdy skończyłam rozdział... Eh... XD
No i oczywiście, znowu wciągnęła mnie szkoła... Chce wreszcie wolne. ;-;
***

Dzisiejszy dzień był... Inny. W ten nieprzyjemny sposób. Obito nie do końca mógł stwierdzić co takiego się zmieniło, coś majaczyło mu na skraju zdania sobie sprawy, ale dalej tkwiło nieodkryte. Miał wrażenie, jakby Kakashi go ignorował, przesuwał po nim lodowatym spojrzeniem, nie mówiąc nic, zdecydowanie odbierając mu wszelką ochotę na robienie głupot.
A może tylko się Obito wydawało? To i tak sprawiało, że jego samopoczucie drastycznie spadło. Siedział wyjątkowo spokojnie, ze zmarszczonymi brwiami i zastanawiał się co zrobić. Korciło go strasznie, żeby znowu zacząć zachowywać się jak zwykle, może tylko troszkę będąc skończonym kretynem. Troszkę.
I to wszystko tylko po to, by wywołać w Kakashim jakąś reakcję, choćby i negatywną. Żeby tylko spojrzał w jego stronę, odezwał się. Żeby był jego zwyczajnym, surowym Kakashim. Jednak sumienie nie pozwalało mu ruszyć się z miejsca, bo ciągle czuł się źle z tym, że zbyt dosłownie się do niego doczepił i zwyczajnie się pośpieszył. I to w tym złym sensie.
Warknął pod nosem, zły sam na siebie, agresywnie kopiąc siedzącego obok Yahiko. Prawie zupełnym przypadkiem. Rudemu mina zrzedła i podskoczył jak oparzony, uderzając w ławkę, zwracając na siebie uwagę całej klasy. Kakashi tylko uniósł brew po czym wzruszył ramionami i wrócił do lekcji, aż w końcu jedna osoba po drugim straciła zainteresowanie niedawnym hałasem. Yahiko natomiast nie zapomniał i patrzał na niego z wyrzutem i rumieńcem złości na policzkach.
Ale cóż, przynajmniej mu ulżyło.
I tym razem dzwonek go zaskoczył, po pierwsze dlatego, że w ogóle nie zwracał uwagi na mijający czas, a po drugie, bo i tak miał wrażenie, że leciał mu dużo wolniej niż zazwyczaj, co w rozrachunku dawało... Coś naprawdę powolnego.
Cóż, nie pierwszy raz się mylił.
Wstał i udał, że kieruje się w stronę drzwi, okazjonalnie przepuszczając wszystkich innych (w końcu siedział na końcu klasy) i radośnie wystawił Yahiko środkowy palec. Rudy wzdrygnął się nerwowo, ale wyszedł, nie odmawiając sobie odwzajemnienia przyjaznego gestu. Pewnie zdążył już pomyśleć, że jest jego dzisiejszym workiem do bicia, ale trudno. W skrajnym przypadku wytłumaczy mu to później. Czyli najprawdopodobniej wcale.
Zamknął drzwi, nie dbając specjalnie o ciekawskie spojrzenia przechodzących uczniaków i rówieśników. Za to wyjątkowo zaczął mu przeszkadzać dzisiejszy Kakashi – ten, który zdawał się nie zauważyć nawet tego, że nie jest w klasie sam.
- Kaka... To znaczy, proszę pana. - Mruknął cicho, poprawiając się. Zwracanie się do niego w ten sposób wydawało mu się takie nienaturalne, że niemal natychmiastowo odrzucał tę wersję i zatrzymywał się na jego imieniu, ale tym razem nie jawiło się to zbyt mądrą opcją. Z resztą, w sumie nigdy nie powinno, teraz jednak wydawało się to wyjątkowo nie na miejscu. Chyba pierwszy raz stracił pewność siebie, czując się jak głupi zawstydzony dzieciak. Nigdy nie był zbyt dobry w przepraszaniu.
- Masz jakieś pytania? - Kakashi nawet nie podniósł na niego wzroku, tylko dalej przewracał białe kartki w swoich równie bladych palcach.
Czyli jednak go zauważył.
- Nie. Ch...
- W takim razie pośpiesz się na następną lekcję. Jesteś już wystarczająco spóźniony w tym roku.
- Chciałbym porozmawiać, proszę pana. - Dokończył poprzednio zaczęte zdanie, nie zważając na delikatnie formującą się na twarzy nauczyciela irytacji. A teraz jakby czekał na przyzwolenie, przybierając pewną siebie postawę z wzrokiem twardo wbitym w Hatake. Kakashi powoli podniósł swoje ciemne oczy i równie nieśpiesznie założył nogę na nogę, odkładając papier na biurko. Każdy jego ruch był robotyczny i zdawał się być wypełniony cynicznością, jakby przekazywał całą swoją złość w tak drobnych ruchach ciała. Mimo zniecierpliwienia jakie wydawał się wewnętrznie przeżywać, czekał aż Obito kontynuuje. Był cierpliwy.
Uchiha z kolei poczuł kolejne ukłucie niepokoju. Impuls podpowiadał mu, żeby się odwrócić i najzwyczajniej w świecie, znowu zwiać. Że w ogóle nie ma tu czego szukać i niepotrzebnie strzępi sobie język. Że stracił swoją choćby i mikroskopijną szansę tylko tym jednym ruchem, jednym błędem.
Jednak Obito nie był na tyle głupi, żeby nie wiedzieć, że często takie małe koszmarki są jedynie koszmarkami i zawsze była szansa, aby coś naprawić. Wystarczyło tylko być szczerym, głównie ze sobą, i szczerze ocenić swoje postępowanie i szansę. Dalej niskie, ale nie zerowe.
Niemiłosiernie piekły go uszy, ale jakby wrósł w podłogę, robiąc dobrą minę do złej gry. - Wczoraj... - Chrząknął, zakrywając nawyk głupkowatego uśmieszku. Chociaż szczerze nie miał pojęcia jak ubrać to wszystko w słowa, zwłaszcza, że nagle, przy pomocy wpatrujących się w niego dwojga ciemnych oczu, zapomniał jak się myśli. Tak po prostu. - Ja... - Zerknął prosto na Kakashiego. I to był błąd. Jeszcze bardziej pogubił się w myślach, bo teraz jedyne na co miał ochotę to zerwać ten głupi kawałek materiału z jego twarzy i go pocałować, przytulić. Po prostu mieć przy sobie. I dlatego... I dlatego czuł się jeszcze gorzej z tym, że kiedykolwiek mógłby go zranić.
- Tak bardzo bardzo przepraszam. - Wyszeptał półgłosem, zupełnie poważnie. Tym razem wcale nie czuł pewności siebie, jedynie przygnębienie.
A mina Kakashiego trochę zmiękła., gdy pokręcił głową, wzdychając ciężko.
- Rozumiem, że był to tylko jednorazowy wybryk, więc ci to daruję. Wiem, że nastolatki w twoim wieku...
- To nie jednorazowy wybryk! - Sam zdziwił się swoim nagłym wybuchem, co dopiero Hatake, który został natychmiastowo wyrwany z transu monologowego, którego najwyraźniej nawet nieźle wystraszył.
Jednak sama myśl, że Kakashi może mieć go za takiego rodzaju gościa sprawiała, że oblewały go nagłe fale wściekłości. - Znaczy... Brzmię jak zboczeniec prawda? - Zdecydowanie się pogrążał. Dawno aż tak nie plątał się w słowach, to było dziwne. Dziwne i bardzo stresujące, biorąc pod uwagę fakt, że osobą przed którą wychodził na niezrównoważonego psychicznie nie była wcale losowa. - Mówię, że pragnę... A kuźwa! - Gwałtownie złapał się za głowę, nie zupełnie wiedząc co robić dalej. Teraz to dopiero rwało mu się do ucieczki.
Kakashi wstał z miejsca, widocznie poruszony jego nagłym atakiem desperacji, wyciągając przed siebie ręce w uspokajającym geście.
- Hej... Z-Zwolnij trochę... - Oparł wyciągnięte dłonie na obu ramionach Uchihy w dalej, jak mu się wydawało, pocieszająco. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że za pomocą jednego takiego dotyku serce Obito ruszyło jak koń wyścigowy. - Już zupełnie nie wiem o czym mówisz... - Obito odważył się wychylić wzrok i zerknąć na dziwnie zmartwionego i zaciekawionego nauczyciela. Nigdy w życiu nie widział go z tak bliska, nie czuł tej dziwnej aury dorosłości, bycia mentorem dla pozostałych uczniów, mimo że wcale nie był wiele starszy.
Obito miał wrażenie, że nigdy się do niej nie przyzwyczai, ale z drugiej strony zupełnie mu nie przeszkadzała. Dokładnie tak jak codzienny słaby zapach męskich perfum, które po prostu były częścią Kakashiego.
Drobne fragmenty, sam nie pamiętał kiedy zaczął je zauważać. I kiedy zaczął tak bardzo je uwielbiać.
Mimo wszystko, Kakashi był spokojny, tak bardzo kontrastując do jego obecnego stanu. Ale to pomagało zebrać mu się w sobie.
Poza tym, miał obawy, że jeśli nie zbierze się w końcu na odwagę mówienia z takiej bliskości przy Kakashim, to nigdy nie nauczy się przy nim klarownie myśleć i już na zawsze na sam tylko jego widok hormony zaczną uderzać mu do głowy. A tu przecież nie tylko o to chodziło. Na prawdę chciał go poznać. Zależało mu.
- Chciałem powiedzieć, że tak naprawdę...
Dzwonek.
W połowie zdania przerwał mu dzwonek wszem i wobec ogłaszający kolejną lekcję.
Obito wątpił, czy kiedykolwiek w swoim życiu nienawidził szkoły bardziej niż w tym momencie.
Kakashi puścił go natychmiast i odsunął się powoli, zaraz potem już sprawnie pakując swoje rzeczy do biurka. Jego twarz znowu była kompletnie wyprana z emocji. Nie to co ta Obito, na której rozczarowanie było wypisane.
- Wybacz, ale naprawdę mi się śpieszy. Dokończymy innym razem. - Zarzucił torbę na ramię i oparł swoją dłoń o plecy Obito, pośpieszając go do wyjścia, odkrywając, że tamten najwyraźniej zapuścił korzenie i ani myśli mu było się ruszyć. Choćby i z szoku pourazowego. - Obiecuję.
Uchiha machnął lekceważąco ręką, chociaż sprawa dla niego wcale do zlekceważenia nie była i już przy wyjściu z klasy, gdy Kakashi zamykał drzwi kluczem, znowu się zatrzymał, wreszcie wracając do swoich własnych zmysłów, objawiając to tym samym złowróżbnym uśmieszkiem.
- Na prawdę chciałbym, żeby był pan kiedyś mój, panie Ka-ka-shi. - Puścił mu oczko, po czym wysprintował na piętro zanim sytuacja mogła stać się albo bardzo nieprzyjemna albo bardzo niezręczna.
Poza tym, nie mógł tak po prostu pójść sobie bez słowa, prawda?
I tak miał zamiar później przepraszać Kakashiego bez końca, za cały uprzykrzony czas.
Nie zdążył zobaczyć ani delikatnego rumieńca ani ledwo widocznego uśmieszku, który nagle, chociaż i niechciany, pojawił się na twarzy Hatake.

Anonim Rysuje - He Tian x Mo Guan Shan

Nie za bardzo wiem co napisać... To dla ciebie, Alexandro? Jak się mówi w skrócie? XD
Nie wiem, starałam się... #PójdęDoPiekła
Dodaję wszystkie cztery wersje. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ostatnio stałyśmy się tak jakby pseudo fankami Adama Lamberta... Może to przez to.( ͡° ͜ʖ ͡°)




niedziela, 23 października 2016

Opis postaci "Nadzieja Umiera Ostatnia"

Powinnam to zrobić dawien dawna, bądź nie popełniać tak idiotycznych błędów.
Postacie z 1 rozdziału a 12 różnią się, ponieważ nie była w stanie zapanować nad ich aktualizacją a więc teraz macie wszystko czarno na białym, co nie zmienia faktu, ze stare rozdziały muszą iść do poprawki :')
~*~*~

Akcja całej historii dzieje się w miasteczku Norwich w Wielkiej Brytanii.

Alicja Luton
Prawie osiemnastoletnia dziewczyna z Polsko-brytyjskim pochodzeniem.
Wychowana w większości przez swoją matkę. W wieku ośmiu lat została odebrana swojej rodzicielce. Przez następne dziesięć lat wychowywała się w domu dziecka.
Wygląd: Ala nie ma w sobie czegoś nadzwyczajnego. Jest zwykłą rudowłosą nastolatką, która nie przepada za robieniem sobie makijażu i chodzeniem na szpilkach. Preferuje luźny styl. Ma bardzo charakterystyczne oczy. Są one miedziane przez co rzadko spotykane. Jej wzrost nie wychodzi poza normę. Dziewczyna mierzy 165cm.
Charakter: Luton to dziewczyna wrażliwa, ale nie lubiąca okazywać swojej słabości. Życie nauczyło ją, aby radzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach, pomimo zadawanego jej bólu. Łzy dopuszcza do siebie w sytuacjach krytycznych i tylko we własnym azylu, gdzie nikt tego nie zobaczy. Mimo wszystko jest kobietą i emocje czasami przejmują nad nią kontrole. Nie cierpi ludzi z przerośniętym ego. Zazwyczaj nie otacza się takimi ludźmi. Czasami zdarza jej się być lekkomyślną, ale od tego ma Aleksa, który za wszelka cenę stara ją się przywrócić na ziemię.


Aleks Calmin
Osiemnastoletni chłopak, który stracił swoich rodziców w wieku dziesięciu lat. Jest bardzo bliski naszej głównej bohaterce. Jest jej najlepszym przyjacielem.
Wygląd: Blondyn o szarych oczach. Ubiera się dość swobodnie, ale zawsze na ramiona ma założoną jedną ze swoich kolekcjonerskich koszul flanelowych. Ma 180cm wzrostu, przez co Alicja czuje się przy nim niska.
Charakter: W przeciwieństwie do rudowłosej jest osobą, która stara się wszystko dokładnie przemyśleć. Nie lubi podejmować pochopnych decyzji. Rozpatruje wszelkie za i przeciw. Jest spokojny i rzadko daje się ponieść emocją. Wszelkie konflikty woli rozwiązywać rozmową. Jest przeciwnikiem przemocy. Jest jednak dobrym żartownisiem i miewa wredne odzywki w stosunku do osób, które go denerwują, bądź po prostu są głupie.



Dawid Blake
Dwudziestotrzyletni chłopak, który w swoim życiu przeżył wiele. Śmierć matki i brak dobrych kontaktów z ojcem przyczyniły się do jego zamieszkania w internacie, gdzie poznał Nikole. Odkąd stracił swoją matkę zaczął sięgać po używki. Teraz jest nałogowym palaczem, a alkohol pozwala mu się często zrelaksować
Wygląd: Dawid to brunet o zielonych oczach. Preferuje czarne ciuchy. Jest wysoki, ponieważ mierzy 185cm wzrostu

Nikola Edwards
Nikola jest dwudziestodwulatką. Wychowała się w pełnym miłości i opieki domu. Z rodzinnego Londynu w celu zwolnienia trochę tępa w czasach liceum wyjechała do Norwich do szkoły z internatem. Tam poznała Dawida i odegrała dość znaczną role w jego życiu.
Wygląd: Szatynka o włosach sięgających lekko nad ramiona z pokręconymi końcówkami. Tak jak Alicja ma miedziane oczy. Na jej twarzy wiecznie wita uśmiech. Ubiera się dziewczęco. Lubuje się w sukienkach i kolorach. Każdy jej strój jest odpowiedzią jej obecnego nastroju.
Charakter: Nikola jest bardzo charyzmatyczna i towarzyska osoba. Wszędzie jej pełno. Potrafi dogadać się z największymi gburami. Śle dobrą energię. Pragnie jak najlepiej dla osób, które są dla niej ważne. Lubi pomagać ludziom i zmieniać ich postrzeganie na świat, na lepsze oczywiście.

wtorek, 18 października 2016

Tydzień, który zmienił moje życie cz.3-Profesjonalny


 Hello my friends!
Dawno nie miałam takiej przerwy...czy ja wiem czy długo? W każdym razie jebać XD
Powiem tyle...dużo pomysłów, mało czasu i chcenia do pisania, ale się naprawi :)
Btw. Co do rozdziału to jak na mnie krótki ;-; ale wspólnie z Anon (czyt. Dała mi przyzwolenie na dodanie takiej długości :D) Stwierdziłyśmy, ze dodawanie jakiegokolwiek dialogu, bądź kontynuacja będzie dość niepoprawna...ale za to postaram się, aby kolejny pojawił się z mniejszą rozbieżnością czasu
A teraz Miłego czytania!

*~*~*

Dziwnie jest mieszkać z obcym facetem pod jednym dachem. Tak, obcym, bo pomimo czterech lat wspólnej pracy, Kakashi wiedział o nim tyle co o każdym praktykancie. Imię, nazwisko ewentualnie stanowisko. Hatake nigdy nie uważał, że jakakolwiek obszerniejsza wiedza na temat Uchihy będzie potrzebna mu do poprawnej egzystencji, jednak brunet był innego przekonania. Gdzieś w swoim życiu znajdywał czas, aby dokładniej przyjrzeć się życiorysowi Hatake. Wiedział co najbardziej lubił na lunch, gdzie i w jakich porach go zjadał, ale nigdy nie mógł dotrzeć do tej cennej informacji, która tak wysoko mieściła szarowłosego w rankingach sprzedaży. Prawda była taka, że Obito mógłby przewrócić cała korporacje do góry nogami, a odpowiedź na jego pytanie nie byłaby zadowalająca. Dlaczego? Ponieważ informacja, która spędzała mu sen z powiek nad zwyczajniej na świecie nie istniała. Kakashi był zwykłym trzydziestolatkiem, który prowadził nudne życie składające się z pracy i czytania książek. Rzadko wybywał gdzieś ze znajomymi (Prócz Rin, i za każdym razem nie umiał wyjść z podziwu, co takiego miała, że nie umiał jej odmówić) Dlatego, każda próba wychwycenia, chodź małego szczególiku przez Uchihe, lekko go śmieszyła. Wszystko sprowadzało się do jednego punktu. Skupienia. Nigdy nie wątpił w zdolności młodszego od siebie (jeśli chodzi o doświadczenie) Uchihy, ale po latach obserwacji mógł poprawnie skwitować, że mężczyźnie brakuje skupienia na swoich zadaniach. Szarowłosy widział w nim uwięzione dziecko w dorosłym ciele, a jego zachowanie utwierdzało go w jego przekonaniach. Nie miał problemów z nawiązaniem kontaktów w pracy, a jego nazwisko było znane samo w sobie. Sławy nie otrzymał poprzez swe osiągnięcia, lecz przez gadane, za co Kakashi go podziwiał. Nie dlatego, że jemu tego brakowało. Hatake bardzo dobrze radził sobie z kontaktami międzyludzkimi, tylko nie odczuwał potrzeby zacieśnienia więzi ze współpracownikami. Zawsze starał się być miły i uprzejmy, ale również był charyzmatyczny, co dobrze wpływało na jego życie zawodowe. Nie raz udało mu się wynegocjować nie lada kontrakt dla firmy, przez co miał wielkie uznanie od prezesa.
Lecz nie tylko to wywoływało u niego zadumę. Determinacja, której nie brakowało mu od jakichś dwóch lat. Nie raz się zastanawiał, jakie ma motywacje, bo Hatake na sama myśl, aby poświęcać swój wolny (lub też nie) czas, by przeszukiwać czyjąś teczkę wzdychał ciężko i naprawdę, musiałoby być to coś bardzo ważnego, by ruszył tyłek w tej sprawie. Czasami siedząc w pracy, kiedy to mógł przyjrzeć Obito dokładniej, było mu go trochę szkoda. Kakashi znał odpowiedź na trudzące bruneta pytanie od bardzo dawna, a mimo to jego duma nie pozwoliła mu na przyjacielski gest z jego strony. Czekał na moment, w którym to mężczyzna się podda, i sam przyjdzie go zapytać. Nie raz wyobrażał sobie jego minę. Bo przecież zagadka wcale nie jest taka trudna. Wystarczy odrobina skupienia na swoich sprawach, nic więcej.
Mówiąc o zagadce, to życie pod jednym dachem z Obito było jednym z utrudnień. Hatake po powrocie do domu, nie mógł zrezygnować z profesjonalnej postawy wobec swojego wroga. Budował sobie tym taka warstwę ochronną, która miała zabezpieczyć go przed atakiem drapieżnika. Nic jednak nie szło tak jak miało iść. Zamysł tego całego zamieszania miał nie wpływać, na jego dotychczasowe życie, ale tak nie było. W pracy przyłapywał się na myślach, o kolejnym wspólnym posiłku z Obito. Kiedy kładł się spać przez głowę przemknął mu śpiący Uchiha, który gdzieś zmiękczył jego serce, a w przerwach w pracy zastanawiał się i odliczał ile to dni zostało do jego powrotu, i jak bardzo pusto i cicho będzie, kiedy brunet się wyprowadzi. Nie był pewien, czy mógłby tęsknić za wiecznie brudnymi garami i syfem w salonie, ale mógłby tęsknić za jego osobą. Szczeniackim uśmiechem, który z rana go irytował, ale jednocześnie intrygował. Sprawiał wrażenie, że Hatake jednocześnie chciał go wykopać ze swojej kawalerki, ale z drugiej strony nie chciał go już z niej wypuścić. Karcił się za takie myśli. Pozwalał tym , aby Obito coraz bardziej mógł przedostać się przez jego warstwę, co sprawiało, ze nie czuł się bezpiecznie w swoim mieszkaniu. Był narażony na dość nie subtelne zagrania ze strony współpracownika, a jeden jego błąd, a cała „profesjonalna” otoczka pękłaby jak bańka mydlana.



środa, 12 października 2016

Wartość Wspomnień. - Rozdział Szósty. "Dowiedziałem się czym jest samotność"

Muszę kiedyś zacząć dodawać regularnie... Meh. ;-;
Jak zwykle, nic się nie dzieje, ale to ja i mój styl pisania... Nie wiem co powiedzieć. XD
Więc powiem, że dalej rozwiewamy sekrety... Miłego czytania i zapraszam do komentowania!
Obrazek dodaję, bo mogę. Mogę prawda?
I fajnie wygląda na mobilnej miniaturce. ;-;

*"Brzask Liścia" Jak ktoś ma lepszy pomysł na nazwę, to zapraszam do napisania w komentarzach, bo ja, mimo że Japonię lubię bardzo, na Japońskim się mało znam. ;-;
***

Co za zaskakująco amatorska propozycja, była to pierwsza myśl, która zaświtała Kakashiemu w głowie po tym niespodziewanym zdaniu. Nigdy w życiu nie spodziewałby się, że lider czegoś tak potężnego jak Akatsuki w biznesowej konwersacji da się ponieść osobistym pobudką. Z drugiej strony, im dłużej nad tym myślał, wydawało mu się, że to nie tylko to. Na takich spotkaniach, tylko w cztery oczy, mogli bardziej się poznać, omówić swoje własne sprawunki. W skrócie, sprawić, że ich Ha no Yoake* (bo tak nazwali się po zjednaniu), faktycznie działało jak jedna organizacja. Przynajmniej w teorii. W praktyce jednak wypadało to różnie, bo sporej części ludzi nie spodobał się taki obrót spraw – dalej mieli do siebie pretensje za niezagojone jeszcze rany. Jednakże większość była nieco mądrzejsza i rozumiała cel jaki im obu przyświecał. Na razie wystarczyło trochę tamować sprzeczki jednostek i wszystko było na jak najlepszej drodze. O dziwo, mimo że wcześniejsze Akatsuki czasami miało pretensję o zero prób zniszczenia „wrogów”, to stara Konoha sprawiała większe problemy. Przez co Kakashi wpadał w coraz większe podejrzenia, że zbyt pobłażliwie wcześniej traktował swoje bycie szefem. Nie chciał wyglądać na słabego przy czarnowłosym mężczyźnie o złowrogiej aurze, ale wyglądało na to, że prędzej czy później Konoha mogłaby wpaść w poważne, nawet wewnętrzne kłopoty.
Mimo to, propozycja Tobiego z perspektywy czasu wydawała mu się dalej bardzo dziwaczna, bo wcześniej miał wrażenie, że te jego drobne zmienianie tonu i wtranżalanie się w jego przestrzeń osobistą ma jakiś cel, a teraz...
Kakashi był, cóż, w bardzo dziwny sposób zawiedziony. Po prostu nie spodziewał się, że „kawa” w ustach Tobiego znaczyła po prostu wspólne siedzenie przy stoliku. Nie wspominając już o fakcie, że nawet jej nie pili, bo tajemniczy człowiek odmówił pokazania swojej twarzy, zasłoniętej to białą to pomarańczową maską. Sam zresztą nie był lepszy, bo szczerze nie znosił pokazywania swojej twarzy w miejscach publicznych, dlatego tylko czasem w sekrecie łykał coś ze swojego kubka pełnego gorzkiej, mocnej kawy. Nigdy nie trawił słodyczy.
- Jesteś dzisiaj okropnie zamyślony. - Ciszę przerwał Tobi, tym razem emanując tym lodowatym spokojem. Nie powinien go używać. A przynajmniej Kakashiemu wydawało się, że nie powinien. Bo wcześniej próbował za wszelką cenę utrzymać go w tajemnicy. Nie żeby w osobistym pokoiku Obito cała chmara gości czaiła się w każdym, co ciemniejszym rogu, ale jednak, dalej nie mieli pewności czy przez to jego tak zwane alter ego nie zostanie zdemaskowane. Musiał mieć nadzieję, że mężczyzna wie co robi.
- Powiedziałem już wszystko co chciałem. - Kakashi odpowiedział mu równie chłodnym tonem. W teorii nie miał żadnego powodu by być miłym. Taktownym, może i tak. Ale nie miłym. Nie byli przyjaciółmi, na dobrą sprawę znajomymi też nie.
- Skoro tak mówisz. - Mężczyzna wstał i bez żadnej krępacji ściągnął marynarkę, bez ładu zrzucił na fotel, po czym wyciągnął paczkę papierosów i, odsuwając maskę tak by odsłaniała mu sam skrawek dołu twarzy, włożył jednego do ust po czym dopiero wtedy paczkę wyciągnął do niego.
- Ah, właśnie próbuje rzucić.
- Dobrze dla ciebie. - Tobi zawahał się przez chwilę po czym i tak odpalił, Kakashi pierwszy raz mógł zobaczyć żywy dowód na jego rozbawienie w postaci lekkiego uniesienia kącików ust. - Z drugiej strony, nie martwiłbym się, że to będzie tą rzeczą, która mnie wykończy. - Zapadło milczenie, obaj wpatrywali się w obłoki siwego dymu, który nagle sprawił, że Tobiemu, albo raczej Obito, zakręciło się w głowie.
Pieprzone wspomnienia.
Usiadł z powrotem w fotelu naprzeciwko Kakashiego, łokciami opierając się o kolana. O dziwo, tym razem nie czuli się wcale niezręcznie. Nie było też między nimi żadnego napięcia wynikającego z ich sytuacji. Tobi machnął ręką w stronę Kakashiego, strzepując popiół do popielniczki leżącej między nimi.
- Co z tą maską? - Zapytał mało subtelnie, jednak wcale nie chciał być subtelny. Teraz chciał być szczery. Otwarty.
Nieważne jak bardzo niepodobne by to do niego było. Do nowego jego.
Kakashi wcale nie wydawał się być wzruszony. Wręcz przeciwnie, jego ton wskazywał, że po raz setny tłumaczy tą samą rzecz.
- Nic specjalnego. Wydaje mi się, że to ja powinienem zadać to pytanie.
- Wybacz, byłem ciekawy.- Kakashi uśmiechnął się delikatnie. Może i nie musiał być miły, ale nabierał coraz większej potrzeby aby takim być. W dziwny sposób towarzystwo 'Tobiego' mu odpowiadało. Było uspokajające, nawet jeśli nie powinno.
- Ja też jestem.
- Więc... - Tobi zgasił resztki niedopałka i dwoma palcami pogładził krawędź pomarańczowej, dzisiaj, maski, nie ukrywając również swojej przyjemności z rozmowy. - Okryjmy parę tajemnic. - Kakashi również zacisnął palce ją na swojej masce, nieruchomiejąc na gest Tobiego, który wyciągnął dłoń w geście „stop”. - Ale nie masz pod spodem żadnej zapasowej, co? - Kakashi uniósł brew. Brzmiało jak jeden z żartów jakie wywinąłby swojej, tak zwanej, drużynie siódmej, jednak jakoś nie widział powodu, aby powtarzać tę sztuczkę przy kimś poważnym lub dorosłym. Po prostu kimś jego pokroju. - W takim razie po prostu to zróbmy.
Oboje w tym samym czasie unieśli dłonie i w tym samym czasie zdjęli maski z twarzy.
Oboje w tym samym czasie odłożyli je na stolik ich dzielący, drewniana maska Tobiego stuknęła cicho.
Podnieśli na siebie wzrok – twarz Kakashiego była zupełnie normalna, zadziwiając tym Obito, natomiast tą Obito pokrywały blizny z pamiętnego wypadku. Znowu zapadła cisza w której oglądali siebie nawzajem, czując się dziwnie odkrytymi. Pozbyli się swojej ochrony, mimo to, dalej czuli się ze sobą niepoprawnie komfortowo, mimo tego, że wcale nie powinni, nie mieli sprawa. Kiedy ich zmysły powinny być najbardziej wyostrzone, oni po prostu cieszyli się swoim towarzystwem.
- Nie było źle. - Mruknął Kakashi, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że się uśmiecha. Zupełnie zapominając, że przecież nie ma już na sobie tego dziwacznego dodatku, który nota bene zawsze pomagał mu jakoś utrzymać jego uczucia w ryzach. Odruchowo odwrócił wzrok, zaraz znowu klnąc na siebie w duchu. Czuł się nieco zagubiony bez tej malutkiej ochrony, był zbyt podległy.
Usłyszał śmiech.
I z czystą dezorientacją pomieszaną z ciekawością, odwrócił się w stronę Tobiego.
I nigdy nie spodziewał się, że ktoś tak niebezpieczny może wyglądać tak łagodnie, zwyczajnie śmiać się wesoło z czegoś zupełnie błahego.
Tobi był ludzki. Zadziwiająco wręcz ludzki.
- Pan wybaczy, panie Hatake. - Obito powstrzymał się lekkim chrząknięciem. Mimo wszystko, dalej próbował utrzymać emocje w skrajnym minimum. Nawet jeśli w tym momencie wychodziło mu to nadzwyczaj marnie. - Ale muszę dodać to to repertuarów naszych spotkań.

sobota, 1 października 2016

Nadzieja Umiera Ostatnia #14-Zostaję abstynentką

Dziś jest chyba jakiś dzień dobroci XD
Anon, w końcu się nad nami zlitowała i dodała rozdział HURAA!
Nie mogłam być gorsza haha
Macie tutaj kolejne rozterki Alicji i Pana jestem boski Dawid.
Mam nadzieję, ze się podoba!
Btw...napiszcie na dole, jeśli tak jak ja jesteście za sparowaniem Alicji z kiblem...XDDD Sądzę, że to by było całkiem ciekawe doznanie XDDDD
Tak wiem, powinnam uleczyć w końcu tego raka...no ale...no XDDD


*~*~*~*




-Wiesz co?- Zaczęła dziewczyna wstając z łóżka. Dorównała pozycji brunetowi. Nie można było powiedzieć, ze wzrostem. Ciągle dzieliło ich trzydzieści centymetrów różnicy. Nie wiadomo było, czy to ona jest taka niska, czy on wyrośnięty, ale Dawid, często przypominał jej o fakcie, że w tej konkurencji już zawsze będzie wygrany, chodź by dziewczyna chodziła w szpilkach.
Dawid spojrzał na nią marszcząc brwi.- Przy tobie czuję się jak lessba- Zaśmiała się.- Zmieniasz te swoje humorki, jak baba- Prychnęła i odwróciła się do niego tyłem, podchodząc do łóżka. Sięgnęła po paczkę papierosów i odpaliła jednego, zaciągając się dość intensywnie. Dawid obserwując poczynania dziewczyny, oraz analizując jej słowa, podszedł do niej i przyciągnął ją do siebie. Otulił jej szyję ciepłym oddechem, powodując dreszcze. Dłońmi zjechał wzdłuż jej ramion i zatrzymał się splatając ich palce.
-Mogłabyś się dziś poczuć, jak prawdziwa kobieta, ale- Przerwał swój monolog, wykonany niską pociągającą chrypką i lekko przygryzł jej ramię tuż obok szyi- Jesteś pijana, a ja zdecydowanie wolę, jak świadomie reagujesz na mój dotyk- Ostatnie słowa wyszeptał jej do ucha i wolną ręką wysuną peta z jej dłoni i sam się zaciągnął. Alicja tylko pokręciła głową, rezygnując już z jakiejkolwiek interakcji z chłopakiem i położyła się na jego łóżku okrywając się kołdrą, jedynie zakrywając swój stanik.
-Ej, co ty robisz?- Zapytał zdziwiony brunet, ale dziewczyna mu już nie odpowiedziała. Zasnęła. Westchnął ciężko, i postanowił się przejść. Zabrał ze sobą telefon, papierosy i wyszedł z pokoju. Na dole panowała jak zwykle cisza. Przywykł do tego, to w takim domu się wychował. W domu, w którym nikt nie zwracał na siebie uwagi. Kiedy jego matka jeszcze żyła wszystko było całkiem inaczej. Kobieta wprowadzała odrobinę szczęścia do ich rodziny, kiedy jednak odeszła każdy zaczął żyć własnym życiem.
Wyszedł trzaskając drzwiami. Dziwnie było mu przechadzać się po ulicach, na których się wychował. Doskonale je znał, ale były mu one odległe. Zmierzył w kierunku, dość dziwnego miejsca, jak na dwudziestotrzy latka. Udał się na opuszczony już plac zabaw. Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy był tam po raz ostatni, jakieś pięć lat temu. Jego życie od zawsze był pogmatwane, ale tu w tym miejscu zwolniło i przeszło na odpowiednie tory. Pomogła mu w tym Nikola, dziewczyna, która pierwszego dnia ich znajomości wywołała u bruneta sporą ciekawość. Jako jedyna z nie licznych widziała w nim kogoś więcej, niż masę pięknego ciała i idealnego kandydata na szybki numerek w kiblu. Nigdy wcześniej by nie pomyślał, że jego życie nabierze kolorów, dzięki drobnej szatynce o wyjątkowych oczach. Przycupnął na jednej z huśtawek i lekko odepchnął się od ziemi, a przedmiot wydał piskliwy skrzyp. Z grymasem na ustach zatrzymał huśtawkę i spojrzał w kierunku drugiej. Przypomniał sobie jej śmiech. Widział jak siedzi na huśtawce i podśpiewuje piosenkę, która zawsze poprawiała mu humor. W sumie, to ona poprawiała mu humor swoją obecnością. Podczas ich związku przeszedł ogromną zmianę. Otworzył się na ludzi. Już nie był tym cichym, tajemniczym chłopakiem, o którym każdy słyszał z powodu jego różnych akcji. Była dla niego najważniejsza i nadal jest. Robi wszystko by wrócić do tych relacji, robi wszystko by ją odzyskać.
Ocknął się. Wyciągnął telefon z kieszeni i zadzwonił do Ericka.
-Halo?- Rozbrzmiał dość firmowy i profesjonalny głos mężczyzny. Głos, który był w stanie wyprowadzić go z równowagi.
-Zrobiłem co chciałeś, teraz powiedz mi, gdzie znajdę Nikole- Warknął do komórki, a mężczyzna tylko zakpił.
-Ah, tak Nikola. Ta dziewczyna, która spowodowała, że nie jesteś już posłuszny? Wszystko z nią w porządku, niebawem ją zobaczysz-Rozłączył się. Brunet przeklął. Niebo pociemniało. Ponownie tego dnia zbierało się na deszcz, więc Dawid chcąc uniknąć zmoknięcia wrócił do domu. Przemknął przez salon i wszedł do swojego pokoju. Nie było już w nim dziewczyny. Lekko zdziwiony, poszedł sprawdzić czy wszystko z nią w prządku. To zachowanie nie był zbyt do niego podobne, ale odczuł potrzebę upewnienia się, że jest bezpieczna. Tłumaczył to nadmiarem wspomnień i tym jak dużo Alicja ma wspólnego z Nikolom. No właśnie, ma dużo wspólnego z Nikolom a on potraktował ją jak szmatę. Pewnie dlatego nękały go poczucie winy. Zapukał do pokoju, ale nikt nie otworzył, ani nie nakazał by wszedł. Uznał, że Alicja po prostu śpi. Nieźle się upiła, więc to było zrozumiałe. Coś, jednak spowodowała, że sprawdził w łazience. Niepewnie otworzył drzwi, ponieważ nie wiedział dokładnie w jakiej sytuacji mógł tam kogoś zastać. Jednak widok nie bardzo go zdziwił. Dziewczyna wręcz przytulała się z muszlą klozetową wypluwając wszystko co wypełniło jej żołądek przez ostatni czas. Dawid lekko się skrzywił na widok rzygającej dziewczyny. Podszedł bliżej. Zobaczył, ze w kącikach jej oczu zbierały się pojedyncze łzy. Nieźle się załatwiła. Rzygała jak kot. Nie za przyjemny widok. Brunet westchnął ociężale i ukucnął przy dziewczynie zbierając jej włosy do tyłu. Twarz miała całą czerwoną, a ciało ledwo trzymało się w pozycji siedzącej. Kiedy w końcu przestała, oderwała się od szklanej konstrukcji i nacisnęła spłuczkę. Chłopak tylko się zaśmiał.
-Pierwszy raz piłaś- Skwitował. Alicja zignorowała docinkę i ledwo podniosła się z ziemi by opłukać usta. Przemyła całą twarz lodowatą wodą, aby chodź trochę się rozbudzić. Ciało jej drżało a gardło niemiłosiernie piekło, dodatkowo ból głowy, który nie chciał jej opuścić, potwierdził tylko fakt jak w bardzo gównianym jest stanie.
-Na przyszłość jedna butelka wystarczy, na takie kruche ciałko- Poklepał ją po plecach, niczym ziomka z podwórka- Mówię to jako doświadczony w tych sprawach, ale nie sądzę, abyś szybko sięgnęła po alkohol- Zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie zamykając w szczelnym przyjacielskim uścisku.- No już, teraz będzie lepiej- Pogłaskał ją po plecach. Sam był zaszokowany jak do niej podchodził. Tylko dla niej był w stanie przełamać barierę. Od kiedy nie było przy nim Nikoli, znów zaczął zamykać się w sobie, ale nie zamykał się na ludzi. Nie unikał ich, ale musiał mieć stuprocentową pewność, ze panuje nad wszystkim i nad wszystkimi
-Nigdy więcej nie pije. Zostaję abstynentką-Wychrypiała, ponieważ jej głos ucierpiał podczas oczyszczania organizmu. Odkleiła się od chłopaka, ale ich twarze tkwił w dość niebezpiecznej odległości. Oboje chcieli połączyć usta w namiętnym pocałunku, ale Alicja w porę się opamiętała.- Jeśli mnie teraz pocałujesz, poczujesz mieszankę rzygów i wódki, na pewno tego chcesz?- Spojrzała mu w oczy. Dawid uśmiechnął się złośliwie.
-Nie brzmi kuszącą- Pokręcił głową zrezygnowany i wyszedł z pomieszczenia zamykając się w swoim pokoju. Alicja po raz ostatni spojrzała w lustro i udała się do siebie. Wyciągnęła z torby telefon i zadzwoniła do Aleksa. Chłopak odebrał po trzech sygnałach.
-Alicja, Bogu dzięki. Co się z tobą dzieje?- Krzyczał do słuchawki. Dziewczyna lekko posmutniała. Chłopak nieźle się o nią martwił, a ona tak z dnia na dzień uciekła nie dając znaku życia.
-Aleks wszystko w porządku- Wychrypiała i położyła się na łóżku- Dużo się zmieniło, ale jest dobrze.
-Gdzie ty w ogóle jesteś?- Zapytał z troską.
-Em...Nie wiem?- Zapytała. Prawda byłą taka, że tak w sumie nie wiedziała gdzie jest.
-Co? Jak to nie wiesz gdzie jesteś, nie żartuj ze mnie- Warknął.
-Aleks, nie żartuje, ale jestem bezpieczna. Mów jak sytuacja w ośrodku
-Panika, panika i jeszcze raz panika. Gliny węszą, co dzień tu przyłażą i pytają, czy nie mam z tobą kontaktu- Dziewczyna usłyszała wyraźny smutek w głosie przyjaciela.
-Nie powiesz im, prawda?
-Nie,ale muszę mieć pewność, ze jesteś bezpieczna- Przejął się. Nieświadomie na jej usta wkradł się uśmiech. Zdała sobie sprawę, ze to Aleks zawsze był wtedy gdy go potrzebowała.
-Jestem tu z mamą-Pochwaliła się- Więc jestem bezpieczna. Jest tu jeszcze Dawid, naprawdę jest okej- Zapewniła
-Dawid?- Zdziwił się. No, tak przecież dziewczyna nie wspomniała mu o nim.
-To...kolega- Wymruczała niepewnie połykając gulę w gardle. Alkohol zaczął uchodzić z jej ciała, a wspomnienie ostatnich sytuacji z brunetem zabolało.
-To ktoś więcej niż kolega, prawda?- Zapytał nieco smutniej.
-To skomplikowane
-Zakochałaś się?- Uniosła brwi w zdziwieniu. Miał racje, zakochała się, ale bez wzajemności.
-Tsa -Wyszeptała ledwo słyszalnie- Bez wzajemności- Przełknęła ślinę a w głowie powtarzała jedną i tą samą formułkę
„Nie płacz, nie płacz, nie możesz się rozkleić”
-Opowiadaj- Westchnął ciężko. Po namowie, Alicja zaczęła się otwierać przed przyjacielem. Opowiedziała mu wszystko. Nie pomijała niczego. Od ich pierwszego spotkania, po upojną noc i późniejsze zachowanie chłopaka wobec niej. Potrzebowała tego. Wygadać się, powyzywać bruneta od kutasów i bóg wie czego jeszcze. A wiadomo, lepiej to robić gdy ktoś cię słucha. Gadali może z godzinę, a Aleks co chwila rzucał teksty „Ale dupek, jak wyjdę z tego ośrodka za kilka dni to przyjadę mu wpierdolić” na co dziewczyna zaczynała się śmiać. Blondyn musiał już kończyć, ale obiecał, ze zadzwoni jutro, więc Alicja grzecznie się z nim pożegnała i opadła na łóżko. Rozmyślanie nad sensem jej egzystencji przerwało ciche pukanie. Otworzyła drzwi, a w nich stał brunet. Dokładnie tak samo oparty jak dnia, kiedy wprosił się na nocne oglądanie filmów. Dokładnie w tej samej pozycji, z tym samym wyrazem twarzy. Tak samo pociągający.
-Erick, karze nam zejść na dół, mamy jakiegoś gościa- Wychrypiał i udał się w stronę schodów. Alicja nieco opóźniła się z dotarciem na dół, ale kiedy była już w salonie ojciec Dawida, przyprowadziła zapowiedzianego gościa. Była to młoda dziewczyna, drobna. Włosy sięgały jej do ramion i były nieco zakręcone przy końcach. Widząc Dawida, rzuciła się biegiem w jego stronę i mocno się do niego wtuliła. Zaczęła płakać. Brunet objął ją szczelnie i schował twarz w jej szyi. Przełknął gule w gardle. Alicja przyglądała się całej scenie, czując ukłucie w sercu. Zdawała sobie sprawę, kim była ta dziewczyna. Nie byłą w stanie ukryć, ze ją to nie bolało. Widać, że chłopak darzył ją ogromnym uczuciem, nie takim złudnym, jak ją. Ona była tylko taką zabawką i w tym momencie dotarło do niej, że ona jest tą gorszą. Spuściła głowę, kiedy to brunet pocałował ją delikatnie ale z uczuciem. Podniosła wzrok w ich stronę, kiedy Erick zaczął mówić.
-Może, byś tak łaskawie przedstawił, swoją ukochaną naszej Ali?- Zapytał i posłał mu złośliwy uśmiech. Dawid zmieszany spojrzał w oczy dziewczyny, które nie błyszczały jak dawniej tylko wyrażały ból i zawiść. Skrzywił się.
-Tak- Wyszeptał- Alicja, to jest Nikola, moja dziewczyna- Szatynka otarła łzy i podała rękę Alicji, która wyraźnie ją zignorowała.
-Zdążyłam już zauważyć- Warknęła i pospiesznym krokiem udałą się do pokoju. Dawid westchnął, ale zignorował zachowanie dziewczyny.
-Niki, nie przejmuj się nią, przejdzie jej- Złapał ją za policzki i ucałował jej czoło. Po raz kolejny zamknął ją w szczelnym uścisku, a dziewczyna się wtuliła. Napotkał wrogie spojrzenie Jassmine, która parsknęła i udała się na górę, do swojej córki. Cicho zapukała, ale nikt się nie odezwał. Weszła bez pozwolenia i podeszła do łóżka córki.
-Alu...-Wyszeptała, a dziewczyna mocno ją przytuliła i zaczęła płakać. - Shhh...-Uspokajała ją, ale dziewczyna nadal wylewała swoje łzy.
-Nie powinnam płakać- Zaczęła ocierając je dłonią- Ona byłą pierwsza, ale dlaczego dał mi nadzieje, mamo?- Zapytała połykając gulę w gardle, która zaczęła dawać uczucie lekkiego podduszania. Nie mogła złapać tchu. Nagle zemdliło ja i wiedziała, że znów musi po przytulać się z klozetem. Gwałtownie wybiegła z pokoju i wbiegła do łazienki. Kiedy skończyła już wyrzygiwać ostatnie resztki wódki ze swojego organizmu umyła twarz i wyszła na korytarz Napotkała tam Dawida i Nikole, która posłała jej przyjazny uśmiech. Alicja lekko go odwzajemniła.
-Na początku, nie poszło nam za dobrze- Zaczęła ciągle się uśmiechając. Miała miły delikatny głos, który był w stanie uśpić. Naprawdę wydawała się miłą, pełną pozytywnej energii osóbką. Gdyby tylko wiedziała, z kim tak naprawdę jest w związku.- Ale, może zaczniemy od nowa? Nikola jestem- Podała rękę Alicji, a ona tym razem ją uścisnęła.
-Alicja- Wychrypiała, ponieważ ból gardła powrócił. Chwilę podyskutowały o jakich bzdetach. Alicja mogłaby ją nawet polubić. W progu staną Dawid, który momentalnie zepsuł humor Alicji. Mina jej zrzedła, a twarz pobladła.
-Wszystko dobrze, źle się czujesz?- Zapytała z troską szatynka, pocierając jedno ramie dziewczyny. Alicja rzuciła przepełnione żalem spojrzenie Dawidowi i pokręciła przecząco głową.
-Nie, wszystko okej, pójdę się położyć. Dziękuje, za troskę- Skierowała się do pokoju, który zamknęła i bezsilnie zsunęła się po drzwiach na ziemię. Przyciągnęła kolana do siebie i zamykając się w swoim własnym azylu bezpieczeństwa, zaczęła zastanawiać się jak to teraz będzie. Jak Dawid zmieni się w stosunku do niej, jak teraz będzie wyglądało jej życie. Do urodzin, musi się ukrywać, inaczej grozi jej sprawa, za ucieczkę. Wszystko komplikowało się bardziej z dnia na dzień. Czekała tylko kiedy Aleks opuści ośrodek, i być może weźmie ją pod swoje skrzydła. Nie chciała tracić kontaktu z mamą, ale byłą pewna, że nie wytrzyma pod tym dachem dłużej z dwójką zakochanych w sobie gołąbeczków, wiedząc co łączyło ją nie tak dawno jeszcze z Blake'm.

Ciekawy Pacjent cz. 23 - Pewnego dnia przewidzimy przeszkody, poprzez zamieć...

Hej, tu mówi rak, co tam u was? :{
Kill me... Po prostu kill me. Nie wiem co innego mogę powiedzieć na temat rozdziału. XD
Właśnie sobie przypominam świetne fandomy w stylu Life is Strange i Until Dawn, więc angstuje. XD
Miłego czytania i zapraszam do komentowania. <3
Aha, no i dalej żyję. ;-;
***

Jak poznać czy kocha się jakąś osobę?
Toby zadawał sobie to pytanie znowu i znowu, świetnie zdając sobie sprawę, że zawiesza wzrok na Damienie swobodnie leżącym na jego kolanach. Damienie, który od kilku lub raczej kilkunastu minut leżał z laptopem na brzuchu i poruszał myszką po całym ekranie. Toby nie miał zielonego pojęcia co chciał tym osiągnąć, ale to był jeden sposób na zabicie czasu przed przyjazdem jego rygorystycznych rodziców.
Cóż, to wszystko brzmiało jak jeden wielki, niesmaczny żart.
Westchnął głęboko, odkładając tablet na bok i wyciągając się, roztrzepując swoje włosy. Damien spojrzał na niego, odchylając do tyłu głowę. Wydawał się jednocześnie znudzony i rozbawiony, jeśli było to w ogóle możliwe.
- Tak właściwie, to co ty robisz? - Zapytał Toby, hamując chęć założenia nogi na nogę. Zwyczajnie dlatego, bo, cóż, nie miał takiej opcji.
- Ah, mówiłem ci kiedyś, że nie za bardzo orientuję się w elektronice?
- Żartujesz? - Zapytał Reus po małej przerwie. Brzmiało niedorzecznie. Cała myśl, że młody facet mógł całe życie obejść się bez chociażby wchodzenia w przeglądarkę była wprost nie do pomyślenia. Znaczy, zakładając, że to miał na myśli, ale biorąc pod uwagę fakt, że przez cały ten czas nie przejrzał absolutnie nic w pewien sposób mówił sam za siebie.
- Jakoś nigdy mnie to specjalnie nie chwyciło...
- Nigdy... Nie wiem, nie potrzebowałeś chociażby adresu email do... Pracy..? - Toby zmarszczył brwi, zdezorientowany. Całość opowieści Damiena nie trzymała się kupy, nie żeby był specjalnie zaskoczony, spodziewał się, że Damien z częścią (albo większością) swojego życia i doświadczenia skłamie, bo raczej oczywistym wydawała mu się próba zamiecenia swoich brudów pod dywan, ale stopniowo przestało mu się to podobać. Zwłaszcza, że był na tyle... Wyrozumiały, żeby nie sprawdzić faktyczności każdego słowa swojego pacjenta u zaufanych źródeł. Zbyt dziwnie by się z tym czuł.
- Miałem od tego swojego człowieka.
- Oh. - Och. To głupie och, które nagle wyprowadziło Damiena z humoru zabawiaki i nieźle zirytowało, bo nie było to tylko zwyczajne och, ale też och w wykonaniu Tobyego. Tak denerwująco niewymowne i w jego umyśle znaczące to samo co „gówno mnie to obchodzi”. Albo „twoje zachowanie jest obrzydliwe”, nie żeby nie zgadzał się z tym określeniem, bo jego przeszłość przez większość „zwyczajnych ludzi” jego przeszłość wydawała się wprost odpychająca, ale mimo to... To było wkurzające. Może dlatego, bo Toby raczej do tej „większości” w jego zdaniu nie należał.
Zsunął laptopa na podłogę i zamarł bez ruchu z pozornie obojętną miną, obserwując powoli formujące się na twarzy Tobyego rozdrażnienie, któremu najwyraźniej nie spodobał się fakt, że jego własność, w dodatku jego jedyny komputer jest w ten sposób traktowany przez kogoś kto nie był nawet tego współwłaścicielem i, co gorsza, nie miał pojęcia jak go używać. W dodatku, zrobił to najwidoczniej bez wyraźnego powodu, poza może specjalnym wzbudzeniem w niego irytacji.
- Ja wiem, że cię mało co w życiu obchodzi, ale wiesz przynajmniej ile to kosztowało? - Odezwał się z nutką pretensji, a Damien wzruszył ramionami, na tyle na ile pozwalała mu obecna pozycja.
- Cóż, wierz lub nie, ale były czasy, gdy mógłbym kupić ci takich co najmniej dziesięć. I mógłbym bardzo szybko do nich wrócić.
- Mam pewne powody, aby nie wierzyć pacjentom psychiatryka z tendencjami do patologicznego kłamania. Bez urazy. - Damien natychmiastowo odwrócił się, wyciągając się niczym kot na jego kolanach, wydając się równie obrażonym co to właśnie to zwierze po ucieczce przysmaku wprost przez pyszczka. Wyglądało to równie pretensjonalnie.
- Tendencjami do patologicznego kłamania? Kiedy ja ci niby skłamałem?
- Pytanie brzmi, kiedy powiedziałeś prawdę?
- W porządku, dobra uwaga. - Zachichotał Damien po chwili zawieszenia, tylko udowadniając Tobyemu, że mina obrażonego zwierzaka, to tylko kolejna z jego gierek, chociaż sporo mijałby się z prawdą mówiąc, że mu się je nie podobały. Były... Zabawne, jakkolwiek skrzywione by to nie było.
- Więc, zagrajmy w małą gierkę... Bez kłamstw, bez wykrętów, sama prawda. Nieważne jak bardzo niefajna.
- Skąd niby miałbym wiedzieć, że nie kłamiesz? Albo że nie kłamiesz i w tej chwili z mówieniem, że będziesz mówił prawdę?
- Przysięgam na grób matki! - Zaśmiał się znowu, jakby samo przebywanie w towarzystwie Tobyego dawało mu niesamowite pokłady szczęścia. Albo jakby opowiedział właśnie najlepszy żart na świecie na co toby mógł tylko przewrócić oczami, bo jeśli w swoich opowieściach nie mijał się z prawdą, to było to zwyczajnie chore.- Ta, wiem, okropny żart. Odpowiadając, stąd, że sam chciałbym wiedzieć o tobie więcej. Znaczy, do wczoraj nie wiedziałem nawet że masz siostrę.
- To dalej nie daje mi żadnej pewności, wiesz o tym, prawda?
- Dobra, w takim razie... - Zastanowił się przez chwilę, rozkopując swoje smoliście czarne włosy, które do tej pory i tak były w sporym nieładzie. Jak zwykle zresztą. - Jeśli nie będziemy chcieli na coś odpowiedzieć, to po prostu nie odpowiemy. Pasuje? I tak już znudził mi się ten cały komputer. - Toby uśmiechnął się pod nosem, ale zdążył ugryźć się w język zanim wypaplał coś w stylu „jakbyś chociaż umiał go używać”. Cóż, kolejna rzecz warta do zapamiętania, przynajmniej możliwe, że będzie miał czym dokuczyć Damienowi, gdy będzie wyjątkowo nieznośny.
- Pasuje. Możesz zaczynać.
- Ulubiony kolor? - Wypowiedział bez zastanawiania się, jakby od dawien dawna miał już to pytanie w pamięci, tylko bez okazji, aby je zadać. Toby nie zdziwił się gdyby taka była prawda. Mimo to, nie mógł się powstrzymać od zauważenia jak bardzo typowe było to pytanie.
- Serio?
- Serio serio. Spodziewałeś się, że jakie pytanie zadam? „Ile razy w życiu uprawiałeś seks”? - Toby wzdrygnął się automatycznie, a na jego policzki wpłynął delikatny rumieniec, sprawiając, że Damien uśmiechnął się złośliwie. Tak jakby był w stanie wyrażać tylko złośliwość i radość, ewentualnie złość. - Ta, poza tym, znam odpowiedź.
- … Nienawidzę cię.
- Na prawdę? - Damien wyprostował się, tym razem kładąc na nim swoje nogi. Zbliżył się na bardzo niebezpieczną odległość i Toby był pewien, że gdyby ruszył się chociażby o milimetr, to poczułby na sobie jego, dziwnie niepodobny do całej postaci, delikatny dotyk. Widocznie zaczynał coraz lepiej radzić sobie z negatywnym nastawieniem Reusa.
- Jestem zupełnie poważny.
- Oh, cóż za dziwny nawyk, całowanie osób, których nienawidzi się tak bardzo~.
- Słyszę to całe życie. - I wbrew instynktom, które krzyczały na niego, że dzisiaj nie warto zbliżać się do Damiena, odwrócił się i go pocałował, wywołując u niego małe zaskoczenie. Jednak odsunął go od siebie zanim ten zdążył się za bardzo, rozochocić. - Zielony. - Teraz sam nie mógł powstrzymać się od sarkastycznego uśmieszku, widząc, że Damien zupełnie stracił wątek. Chyba musiał zacząć robić to częściej. - Ulubiony kolor, zielony. Chyba.
- A tak, gra, rodzice, cokolwiek. - Wymamrotał do siebie zanim z powrotem opadł, tym razem na plecy i znowu wpatrywał się w sufit, który chyba z jakiegoś powodu wydawał mu się być bardziej interesujący niż komputer czy świat internetu. Cóż, Toby zawsze wiedział, że Damien jest dziwakiem. - Mój to fioletowy, oszczędzając ci pytanie.
- Fiolet?
- Coś nie tak z fioletowym?
- Nie, po prostu spodziewałem się odpowiedzi „czerwony”, „czarny”, nie wiem... Kolorów mroku czy coś. - Damien zaśmiał się, zwracając na niego swoje ciemne oczy.
- Za kogo mnie masz? Księcia piekieł?
- Coś w tym stylu... Ale fiolet to też poniekąd twój kolor. Pytanie, poprzednie związki?
- Poważne czy nie? -Toby mrugnął parokrotnie, zastanawiając się co to miało znaczyć. Kiedy związek można zakwalifikować jako „poważny”, a kiedy nie? Nie żeby nie słyszał wcześniej tego terminu, ale nigdy go nie rozumiał. Czy jeżeli osoby zdecydowały się być w związku, to nie znaczy to od razu, że są w jakiś sposób poważne? Rozumiał, że istniały osoby, które chciały, tak zwanie, skakać z kwiatka na kwiatek, co więcej jego siostra była taką osobą, ale nie rozumiał po co w takim razie od razu ładować się w związek. W takim wypadku mogło być z tego tylko więcej kłopotów niż pożytku.
- Obydwa?
- Nie chce odpowiadać... Albo raczej, nie znam odpowiedzi. - Dopowiedział szybko, nie wyrażając żadnych emocji. Jakby był to zwyczajny temat o pogodzie. Z drugiej jednak strony, Toby nie należał do sympatyków przeszłości, więc mógł zrozumieć brak sentymentu. Miał tylko malutką nadzieję, że Damien nie bawi się w ten sposób i z nim.
- W takim razie, poważne?
- To już następne pytanie, ale daruje ci to, będę miał jedno dodatkowe. - Uśmiechnął się do siebie zanim kontynuował. - Nie licząc tej, jeden. - Pomijając fakt, że nie do końca byli razem (oprócz oczywistego zachowywania się jak tacy), to Toby poczuł dziwny rodzaj nieuzasadnionej według niego ulgi. Bo Damien ciągle mógł kłamać co do swoich słów, jednak ciągle... Dostał szybką odpowiedź na pytanie, które od jakiegoś czasu krążyło w jego myślach. Było to całkiem... Miłe. Jeśli to dobre określenie.
- Jaki...
- Hej, moja kolej. - Przerwał mu Damien, jednak rozbawienie dalej nie schodziło mu z twarzy. Czy serio musieli trzymać się kolejki? Przecież nie brali tej gry „aż tak” na poważnie...
Chyba...
Mimo to, Toby nie odezwał się, tylko pozwolił mu mówić. Nie było i tak sensu wszczynać dyskusji o coś tak trywialnego jak to. Mimo to, że na początku nie ustalili żadnych zasad...
- Więc... Byłeś w jakimś związku?
- Dwóch. Jak ty to pięknie nazwałeś, niepoważnych. - Mógł zauważyć cień zdziwienia przebiegający po twarzy Damiena i poczuł jak łechta go duma. Może i było to w jakiś sposób bardzo dziecinne, ale pochlebiał mu fakt, że może go jeszcze czymś zaskoczyć. - Jakiej płci był ten związek?
- Jakiej płci? - Zaśmiał się. - Byłem z dziewczyną. A ty?
- Dziewczyny.
- Nuda. - Przeciągnął samogłoski, wyszczerzając się w drapieżnym uśmiechu. - Dlatego jesteś ze mną taki niedostępny...
- Sam powiedziałeś przed pięcioma sekundami, że byłeś z dziewczyną, matole, więc nie żebyś był inny.
- Jestem, nie powiedziałem, że nie byłem z facetami, tylko że nie byłem z nimi na poważnie. Wiesz, oni i tak są bardziej skorzy do przelotnych związków z gościem mojego pokroju. - Toby nie mógł się powstrzymać i schował w twarz w dłoniach i, nie podnosząc wzroku, wybuczał:
- Co to w ogóle znaczy?
- Nie złość się, dobra? To wyglądało... Inaczej. - Potarł pięścią skronie i odgarnął włosy z czoła, nagle wyglądając... Sentymentalnie. Tak dziwnie emocjonalnie, zupełnie szczerze. Jego twarz wyrażała całe spektrum uczuć, których przeważnie zwyczajnie nie czuł. To było dobre uczucie, nowe i nie do końca przyjemne, ale nie mogło mu się nie spodobać. - Nie pamiętam ostatniego razu, kiedy tak po prostu leżałem i rozmawiałem z kimś z czystej przyjemności. Nawet jeśli kiedyś miałem... Jakąś parodię przyjaciela, to moje relacje z ludźmi nie wyglądają w ten sposób, Toby. Nigdy nie wyglądały. - Zapadła chwila ciszy, żaden z nich nie wiedział co powiedzieć albo zwyczajnie nie wiedzieli jak ją przerwać. Każde zdanie wydawało się być nieodpowiednie, ale doskonale zdawali sobie sprawę, że milczenie nie było rozwiązaniem. Nie tym razem.
Toby spuścił wzrok, przełykając ślinę, przybierając niepokojąco podobny, przygnębiony wyraz twarzy.

- Moje też nie.