Strony

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Oczy Pełne Zła - Rozdział Pierwszy "Niemożliwe, a jednak..."

Wow... Trochę nas nie było... Wow... XD
W każdym razie, jako iż jestem zbyt leniwa, żeby przepisywać na kompa inne rzeczy... Łapcie to!
Uwaga, uwaga, leci Tatsumi x Toshio!
Trochę poprzynudzam z tym, ale cóż... Stare jest. Może kiedyś napiszę coś lepszego... Kiedyś... XD
To najluźniejsze opo ever, więc nie oczekujcie zbytniego związku z kanonem... Na prawdę nie chce mi się poprawiać go całego od góry do dołu (bo i tak poprawiam... Duźo), więc będzie takie prawie do końca...
Dziękuję jednak jak ktoś się z tym shitem wymęczy. Miłego czytania.
Dat tytuły...
Edit: Opowiadanie na razie umieszczam w zakładce "One shoty", bo nie wiem gdzie bym mogła... Może to później jakoś ułożę... No ale, od czego są etykiety. ;)
***

Wydarzenia z Sotoby były niezaprzeczalnie okropne. Zginęło lub zaginęło z połowę mieszkańców, pozostali nabawili się traumy na całe życie, a sama wioska ostatecznie spłonęła.
Niechęć do tego miejsca pozostała na tyle duża, że nigdy jej nie odbudowano, a byli mieszkańcy zmuszeni byli rozejść się po Japoni, rzadko zresztą na ten sam obszar co ich byli „sąsiedzi”.
Musieli zacząć życie od nowa.
Toshio Ozaki nie był wyjątkiem. Pomimo tego, że sporą część siebie i całą swoją przeszłość, dotychczasowe życie, zostawił w wiosce, to nie miał żadnych szans na powrót.
Bo nie miał do czego wracać.
A skoro był lekarzem, skromnie mówiąc, dobrym, to szybko znalazł nową pracę. Pech chciał, że w mieście znajdującym się tuż za główną drogą prowadzącą od Sotoby. Mógł właściwie poczuć stamtąd spaleniznę unoszącą się z Sotoby, choć doskonale wiedział, że to tylko jego wyobraźnia... Było to po prostu miejsce zbyt bliskie.
Zdarzało mu się, z tego lub nie z tego powodu, sny o masakrze... Czy też zwyczajne napady tęsknoty za wioską.
I mimo „lekkiego” dyskomfortu, nigdy nie był u żadnego terapeuty. Czuł, że tylko czas może zalepić tę ranę.
Więc zamienił mary przeszłości na całkowite oddanie się pracy. W końcu ludzie na niego liczyli i tego się trzymał.
Mimo tego zdarzały mu się chwile słabości...
Na przykład kiedy śniła mu się Kyoko. Mimo że nie był do niej zbytnio przywiązany...
Do cholery, przecież nie był socjopatą!
Widział śmierć, dużo śmierci, ale sam ich nie zadawał. Nie do tamtej pory! Miał więc prawo być troszkę... Wstrząśnięty.
O ile to wystarczające słowo.
Bał się tak wielu rzeczy.
Odkrycia ciał, zostania posądzonym, wyśledzenia przez Shiki, popadnięcia w depresję lub alkoholizm...
Odważny Toshio bał się tak wielu rzeczy.
A mimo to funkcjonował w miarę normalnie...
Zgodził się nawet na tę idiotyczną „imprezę” organizowaną przez jego szefa z okazji... Jakiejś...
Czego się spodziewał? Awansu? Podwyżki?
Więc mimo tego, że klął na siebie i na wszystko co się rusza, to przydział nie tylko ten głupi szary garniak, ale też i sztuczny uśmiech, i wybrał się na miejsce „spotkania”.
Usiadł na miejscu, w miarę możliwości grzecznie odprawiając jakąś napaloną na niego pielęgniarkę i czekał.
Czekał aż jakiś bożek rozwali całe miejsce i nie będzie musiał już tu siedzieć.
A będąc szczerym i realnym ze sobą, to wiedział, że to się nie stanie, więc miał zwykłą nadzieję, że szef spręży się z tym w miarę sprawnie, zrobią z siebie pajaców i będzie mógł szybko wrócić do domu.
I mimo tego, że zazwyczaj nie zdarzało mu się być takim nieprzyjemnym, to teraz naprawdę ostatnim czego chciał był długi wieczór, lub noc, w towarzystwie tego tłumu. - Chciałbym podziękować wam wszystkim za przybycie. - Usłyszał wreszcie i wstał, chyba za gwałtownie, bo niemal przewrócił swoje krzesło. - Dziękuję, że tak wspaniale i w pocie czoła pracujecie... I właśnie z powodu tej pracy spotykamy się tutaj... - Toshio był wyjątkowo zniecierpliwiony, przygryzał wewnętrzną stronę swych policzków. Mimo tego, że zazwyczaj „granie” dorosłego wychodziło mu całkiem dobrze, to tym razem był zwyczajnie zmęczony. - … Ktoś chciałby was poznać... - Ciekawskie oczy wszystkich uważnie śledziły teraz każdy ruch mówcy, jednak Toshio zdecydowanie bardziej zainteresowany był daniami leżącymi na stole. - Oto nasz główny sponsor... - Silna męska dłoń osiadła na ramieniu mówcy, a on sam umilkł, lecz wyraz jego twarzy praktycznie nie zmienił się z leniwego uśmiechu. Dopiero ta przerwa w mowie zainteresowała Toshio na tyle, by podniósł wzrok...
- D-Dziękuję, ale nie sądzę, aby moje zasługi były takie znowu wielkie... - Przesłodzony, zbyt miły głos, nerwowe zachowanie...
Toshio poczuł, jak mimo ciepła, oblał go zimny pot.
Usta otworzyły się bezwiędnie w nagłym pomieszaniu przerażenia i zaskoczenia.
„Niemożliwe” – Jedynie to przedostało się z wielkiego szumu myśli w jego głowie.
„To jest totalnie niemożliwe...”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz