Strony

niedziela, 17 stycznia 2016

50 twarzy Verdasa #2- Ona nie jest ciebie warta




                                                                        *~*~*

Rozmowa, którą prowadził szatyn obudziła mnie. Chłopak brzmiał bardzo groźnie, a momentami wydawało mi się jak by komuś groził. Zaniepokojona cała sytuacją zarzuciłam szlafrok i pospiesznie udałam się w stronę gabinetu Vardasa. Zatrzymałam się niepewnie przed szklanymi drzwiami. Widziałam jak Leon kłóci się z jakąś kobietą.
-Wynoś się, jestem teraz szczęśliwy. Dla mnie jesteś nikim!- krzyczał kiedy ja podsłuchiwałam rozmowę.
-Ona nie jest ciebie warta, pamiętasz jak było nam przyjemnie?- to był cios poniżej pasa. Miałam ochotę tam wejść, ale się powstrzymałam. Zabolało mnie to. Żadna szmata nie będzie mnie obrażać. Łzy zbierały mi się w oczach, ale musiałam się zebrać.
-Nie wiesz jaka jest, nie mów tak o niej i wyjdź!- szuranie krzesłem dało mi znak o tym, że kobieta wychodzi. Pobiegłam do kuchni i nalałam soku do szklanki. Rudowłosa wychodząc zmierzyła mnie swoim dziwkarskim spojrzeniem, a ja uniosłam brwi w rozbawieniu. Kiedy znikła mi z pola widzenia weszłam do gabinetu. Na fotelu siedział Leon. Wyraźnie zdenerwowany, a jego twarz spięła się na mój widok. Jak gdyby nigdy nic stanęłam przy biurku.
-Kto to był?-starałam się nie wyrażać żadnych emocji.
-To...Nie ważne, sprawy zawodowe- objaśnił pełen goryczy w głosie
-Jakieś poważne problemy?
Dlaczego mnie okłamał? Kim była ta ruda jędza?
-Violetta, nie przejmuj się tym, jesteś za młoda na takie sprawy- to mnie dotknęło. Miałam ochotę się rozpłakać, ale to serio było by dziecinne.
-Tak...Jestem za młoda- postawiłam szklankę z napojem na szklanym biurku- Lepiej będzie jak pójdę obejrzeć jakieś kreskówki- warknęłam i szybkim krokiem wyszłam z pomieszczenia. Urażona wbiegłam do sypialni zamykając za sobą drzwi na klucz. Ubrałam się luźno i założyłam słuchawki na uszy. Miałam w dupie Pana Dorosłego i jego tajemnice. Chciałam odpocząć. Zatrzymać się. I dobrze mi szło, póki Verdas nie zaczął się dobijać. Jego walenie w drzwi zagłuszało muzykę. Zdenerwowana podeszłam do drzwi i gwałtownie je otworzyłam, a chłopak prawie się przewrócił. Nie odzywałam się do niego. Na widok moich zaczerwienionych policzków od łkania zmarszczył brwi, a po chwili objął je dłońmi.
-Nie to miałem na myśli...
Jasne, to co? Zasugerowałeś że nie jestem w stanie znieść prawdy?
-A co niby?
-Nie chcę cię obarczać moimi problemami- zaczął cicho
-Leon, do cholery! Jesteśmy razem. Nie możesz tak postępować, Nie ukrywaj nic przede mną.
-Ale to naprawdę nic wielkiego- pocałował mnie delikatnie w usta- Jak cię czujesz?
-A jak mam się czuć? Mój chłopak coś przede mną ukrywa, a ja czuje się bezradna- spojrzałam w dół.
-Wiesz, że nie to mam na myśli- całował mnie po szyi. Odchyliłam głowę, aby dać mu lepszy dostęp, a po chwili odepchnęłam go.
-Idę zrobić śniadanie- wyminęłam go w drzwiach i zeszłam do kuchni. Z racji, że nie jestem jakąś wybitną kucharką usmażyłam naleśniki. Podałam je z nutellą i zaczęłam zajadać. Leon usiadł obok.
-Co się dzieje?
-Nic, kompletnie nic- uśmiechnęłam się sztucznie
-A jednak- odłożył sztućce i obrócił się w moją stronę- Violetta co jest?
-Mówię, że nic- wstałam od stołu i zabierając telefon zmierzyłam ku salonowi. Chłopak złapał mnie za rękę i zatrzymał. Dzieliły nas centymetry. Objął mnie w tali. Jego zapach wypełnił moje nozdrza.
Przejechał ręką po policzku,
-Powiesz mi?-jego głos był przemiły
-Zgubiłam się- spojrzałam w jego oczy, a on wydawał się, że to co do niego powiedziałam było niezrozumiałe.- Pogubiłam się w tobie. Z reszta mówiłam ci to wczoraj, nie chce się powtarzać. Jeśli nie chce się dzielić swoimi problemami, to jaki sens ma nasz związek? Nie ufasz mi?
-Violetta...ja tylko chcę cie chronić- na jego twarzy pojawił się wyraźny ból, jakby to przed czym rzekomo chce mnie ochronić zagrażało mojemu życiu.
-Przed kim? Przed samym sobą? Tak mi się wydaje, bo jedyne w czym widzę zagrożenie to to, że nieważne co się dzieje zawsze ma to związek z tobą. - byłam nad wyraz poważna, chyba po raz pierwszy w swoim życiu.
-Kiedyś ci wytłumaczą, ale nie zadawaj więcej pytań- złączył nasze usta w pocałunku, a ja mu się oddałam.
Dlaczego mu tak ulegam? Pan Tajemniczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz