Strony

niedziela, 18 października 2015

Totalna psychoza - Część 2.

Yeah, druga część... Kurna, miałam więcej pisać! Muszę wreszcie rąbnąć się w łeb i zacząć pracować. XD
Staram się ogólnie robić dłuższe notki, ale wychodzi jak wychodzi, czyli wcale. Miała być dłuższa część, ale postanowiłam, że dzielenie tego w ten sposób jest bardziej sensowne. 
Cóż, łapcie wpis, a ja lecę harować dalej. Bye! 
***
Nie mogłem zapomnieć.
Nieważne jak bardzo chciałem uszanować wolę Olivera, nic to nie dawało. W pół świadomie oglądałem każde oglądałem każde wiadomości, szukając informacji o nim... Jakiejkolwiek informacji. Jego złapania, następnego morderstwa, zupełnie czegokolwiek.
Jednak media milczały.
Po czasie zacząłem przeglądać stare zdjęcia klasowe, podchodziłem pod sam dom Carterów (który stał się jako taką atrakcją) i czytałem ten cholerny list.
Codziennie i codziennie, to była moja rutyna, czułem się jakbym powoli świrował.
Tego dnia, przed szkołą (wyższą już niż gimnazjum) znowu oglądałem wiadomości, nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego.
Cóż, nigdy nie byłem dobry w przewidywaniu przeszłości.
Nieco mrużąc oczy, zacząłem czytać nagłą wiadomość z paska.
"Kolejne morderstwo ma obszarze..."
Cholera, czyżby?
Mimo wszystko nie miałem czasu na włączenie komputera, więc szybko złapałem telefon i torbę, i wyszedłem z domu. Idąc do szkoły przeglądałem internet w poszukiwaniu... Czegoś. Jakiegoś dowodu udowadniającego lub zaprzeczeniu idei, że to Oliver. Jakiś na pewno musiał być, taki już był "styl" tych "seryjnych".
Oczywiście o ile media raczyły zapisać jakieś szczegóły, bo na razie się nie zapowiadało.
Spokojnie szedłem przez ulicę, w sumie nie zwracając uwagi na otoczenie. Jak mnie przejedzie, to przynajmniej będę miał spokój z tą obsesją.
Jednakże przeznaczenie niewyjątkowo mnie ominęło i dotarłem do szkoły, lekko się denerwując.
Kuźwa, czy w tym kraju naprawdę trzeba używać jakiś nieziemskich haków, żeby uzyskać jakiekolwiek informacje?
Lekcja lekcją, ale szczerze miałem głęboko w poważaniu jej trwanie.
Zabawne, kiedyś pouczałem Olivera na ten temat...
Ups, i znowu i nim myślę.
Tak czy inaczej, uważam, że ważniejszą rzeczą jest znalezienie tego małego zabijaki, niżby nauczenie się na test z matmy.
Kiedy już traciłem nadzieję na łatwe zweryfikowanie sprawy, znalazłem się na jakiejś ciemnej stronce neta. Wiecie, jakieś zupełnie nielegalne gówno. Coś jak sprzedawanie dragów, tylko z większą ilością krwi i śmierci.
Na "ciemnej stronce" były jakieś amatorskie zdjęcia totalnej masakry. Serio, już samo patrzenie na to sprawiało, że zacząłem się zastanawiać co takiego jest w głowie sprawcy.
I z czym zostawili go ludzie.
Gwałtownie potrząsnąłem głową, wyganiając natrętne myśli. W sumie, zdziwiłem się, że "post" dodali je tak szybko po fakcie.
Niecierpliwie przejrzałem materiały i już zdążyłem mieć dosyć tych fantazji.
Krew, ciała, jeszcze trochę więcej krwi. No wspaniale, jakby śniadanie było mi niemiłe.
Ostatnie zdjęcie było jakimś krwawym napisem, krzywo nabazgranym na ścianie. Rozpisałem go na kartce i zamknąłem przeglądarkę, szybko chowając telefon do kieszeni.
W samą porę, bo już się babka zaczęła dziwnie patrzeć, uśmiechnąłem się do niej czarująco (albo przynajmniej próbowałem). Wróciła do tablicy, a ja skupiłem się na szyfrze, który okazał się być stosunkowo prosty. Wnioskuję po tym, że umiałem go rozwiązać (bo nie ma to być szczerym ze sobą!).
29 21 31 23 18 26 7 6 20 26 9 7 26 16 - wystarczyło odwrócić alfabet, by "z" było pierwszą literą i, chociaż miałem malutkie problemy ze zlokalizowaniem odstępów, reszta poszła łatwo (znowu, tylko dopasować najczęściej używane szyfry), a hasłem okazało się być...
"Ciągle tu jestem"
Serce zabiło mi szybciej, a usta same uformowały się w szeroki uśmiech.
I to dopiero jest znalezisko.
***
Musiałem łazić po szkole z jakimś wielkim zacieszem, bo co chwile byłem zaczepiany i wypytywany przez innych, co takiego się stało.
I pomimo tego, że miałem ochotę chichotać jak świr i skakać z radości, to w miarę spokojnie odpowiadałem, że po prostu mam dobry humor. Jedyna rzecz, jaka mnie martwiła, to...
Jak znaleźć (prawdopodobnie) samotnego siedemnastolatka w całym, średnio-dużym mieście? Oczywiście zakładając, że jeszcze się nie przemieścił.
No właśnie, musiałby chyba przeszukiwać owe miasto centymetr po centymetrze, uwzględniając kanały, opuszczone rudery i drobne mieszkanka... Albo podglądać kamery i liczyć, że Oliver jakimś cudem się w nią złapie i rzuci mu się w oczy.
No właśnie, szanse miał praktycznie żadne... W sumie, prawie żadne, bo większe niż wcześniej, ale to tak naprawdę było niczym. Jego dobry humor wyparował w jednej chwili, na co właściwie liczył?
Jaki miał wybór? 
Rozwieszenie plakatów? Zgłoszenie zaginięcia?
Obie opcje odpadały z prostych powodów;
1. Tylko by go to spłoszyło.
2. Zaginięcie już zostało zgłoszone. A nawet możliwe popełnienie morderstwa.
No i dalej nic. Mój kochany karzełek zapadł się pod ziemię.
Uśmiechnąłem się krzywo i zupełnie do siebie. Walić reputację, i tak mam za wysoką. O cyniczny świecie, czemu teraz?
Wróciłem do domu, w sumie dalej nie wiedząc co zrobić. Jak ten ostatni debil, wyszukiwałem w google "jak znaleźć kogoś w mieście".
Serio.
Tak, wiem, jestem kretynem.
Więc zamiast tego dalej szukałem jakiś dowodów na miejscu zbrodni. Nie ma szans, że teraz odpuszczę.
Nie, nie był szans, żebym w ogóle odpuścił.
Kuźwa, pomyśleć, że w gimnazjum byłem na tyle "posłuszny", żeby zostawić to tak w spokoju.
Ale wyrosłem.
Na prawdę wyrosłem.
I tym razem nie mam zamiaru się porządkować, tylko go dorwać, choćby nie wiem co.
Niestety, nic już więcej nie zostawił.
Pewnie zrobił to właśnie na wypadek gdybym go szukał i totalnie już bzikował.
Cóż, nie żeby się mylił.
A co jeśli zrobił to, żeby uspokoić samego siebie? Co jeśli nie może przyjąć do wiadomości, że mogę ułożyć sobie życie bez niego?
Niby mógłbym go nazwać egoistą, ale się nie pomylił. Totalnie zbzikowałem na jego punkcie.
Co nie zmienia faktu, że dalej nie miałem pojęcia co zrobić.
No więc, zamiast zrobić coś sensownego, posłuchałem serca.
Ponownie, jak wielki kretyn, ale przynajmniej coś zrobiłem. A jak to mówią, "głupi ma zawsze szczęście", więc kto wie, może się uda?
Pozdrawia was obecny właściciel biletu do wielkiego miasta pełnego ludzi i poszukiwacz jednego małego ludzika w tym samym mieście.
Cóż, mała cholero, twój stalker po ciebie jedzie i wcale nie uważa twojego uroczego najścia za ostateczne pożegnanie.
I nie ma zamiaru dawać ci więcej uciekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz