Kill me... Kill me! Tak, to yaoi z Creepypasty! XD
***
Jeff siedział na schodach. Pomimo
tłumu dookoła był zupełnie sam. Nie żeby było tak zawsze, co to
to nie. Zazwyczaj spędzał swój czas z całą grupą znajomych,
tylko, że teraz... Teraz jakoś nie byli oni "dostępni"...
Brat
pojechał na dodatkową wycieczkę szkolną. Ben, jego
dotychczasowy najlepszy kumpel, zakochał się w Sally i najwyraźniej
starał się spędzić z nią każdą sekundą swojego życia. Tim i
Brian mieli go gdzieś, jak zwykle z resztą. Jane i Niny wolał unikać... No a, od jakiegoś czasu, jedyna osoba, która zwracała na niego uwagę, Jack,była akurat nieobecna.
Woods westchnął ciężko i ułożył
głowę na swoich kolanach. Szybko jednak zaczął się wiercić i zmieniać pozycję. Był
zbyt energiczny na zwykłe siedzenie w miejscu. Gwałtownie zerwał się na nogi, czym zwrócił uwagę paru uczniów przechodzących dookoła. Spojrzeli na niego z niejaką ciekawością, ale mimo wszystko wzruszyli ramionami, dochodząc do wniosku, że Jeff i tak zawsze był dziwny.
Ten jednak nie zwracał uwagi na otoczenie, tylko szybko kierował się w stronę wyjścia.
Nie
miał zamiaru dłużej kisić się w szkole. W dodatku samotnie.
Poniekąd uważając na nauczycielki, wyszedł głównym wyjściem i, jako, iż nie było jeszcze
jego rodziców, udał się do domu.
Od wejścia zrzucił buty, po czym podkradł paczkę chipsów z kuchni.
- I tak nikt nie będzie za tobą tęsknił. - Wymruczał, otwierając ją. . Dotarł do swojego pokoju i otworzył drzwi kopniakiem. Zdziwił się nieco, widząc zasłonięte zasłony i panujący tam półmrok. No cóż, jego matka miała czasem dziwne pomysły...
Nie zapalając światła, rzucił plecak w stronę łóżka.
- Chcesz mnie zabić? - usłyszał, ze strachu gwałtownie odskoczył i uderzył głową w ścianę za sobą. Szybko wymacał przełącznik i nacisnął go. W
pokoju rozbłysło światło, które na sekundę go oślepiło, ale już po chwili widział wyraźnie... I zobaczył Jack'a, który z rozbawionym uśmiechem leżał na jego posłaniu. Plecak leżał na jego brzuchu, ale Jeff nie mógł stwierdzić, czy akurat go nim trafił, czy on sam tak się ustawił. Jack podniósł się do siadu i wpatrywał się w swojego kumpla, którego najwyraźniej zatkało. Tak, kochał go prowokować...- Co ty tu robisz?! Czemu cię nie było?! Wiesz jak się nudziłem?! Poza tym, czemu znowu mnie straszy... - I poleciał cały potok słów. Szatyn pokręcił głową i bez żadnych skrupułów zatkał mu usta.
- Jestem chory...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz