Strony

piątek, 17 lipca 2015

Wcale nie straszne opowiadanie z uniwersum straszności. - Rozdział 1.

Kill me... Kill me! Tak, to yaoi z Creepypasty! XD

***

Jeff siedział na schodach. Pomimo tłumu dookoła był zupełnie sam. Nie żeby było tak zawsze, co to to nie. Zazwyczaj spędzał swój czas z całą grupą znajomych, tylko, że teraz... Teraz jakoś nie byli oni "dostępni"... 
Brat pojechał na dodatkową wycieczkę szkolną. Ben, jego dotychczasowy najlepszy kumpel, zakochał się w Sally i najwyraźniej starał się spędzić z nią każdą sekundą swojego życia. Tim i Brian mieli go gdzieś, jak zwykle z resztą. Jane i Niny wolał unikać... No a, od jakiegoś czasu, jedyna osoba, która zwracała na niego uwagę, Jack,była akurat nieobecna. 
Woods westchnął ciężko i ułożył głowę na swoich kolanach. Szybko jednak zaczął się wiercić i zmieniać pozycję. Był zbyt energiczny na zwykłe siedzenie w miejscu. Gwałtownie zerwał się na nogi, czym zwrócił uwagę paru uczniów przechodzących dookoła. Spojrzeli na niego z niejaką ciekawością, ale mimo wszystko wzruszyli ramionami, dochodząc do wniosku, że Jeff i tak zawsze był dziwny. 
Ten jednak nie zwracał uwagi na otoczenie, tylko szybko kierował się w stronę wyjścia. 
Nie miał zamiaru dłużej kisić się w szkole. W dodatku samotnie. 
Poniekąd uważając na nauczycielki, wyszedł głównym wyjściem i, jako, iż nie było jeszcze jego rodziców, udał się do domu. 
Od wejścia zrzucił buty, po czym podkradł paczkę chipsów z kuchni.
- I tak nikt nie będzie za tobą tęsknił. - Wymruczał, otwierając ją. . Dotarł do swojego pokoju i otworzył drzwi kopniakiem. Zdziwił się nieco, widząc zasłonięte zasłony i panujący tam półmrok. No cóż, jego matka miała czasem dziwne pomysły... 
Nie zapalając światła, rzucił plecak w stronę łóżka. 
- Chcesz mnie zabić? - usłyszał, ze strachu gwałtownie odskoczył i uderzył głową w ścianę za sobą. Szybko wymacał przełącznik i nacisnął go. W pokoju rozbłysło światło, które na sekundę go oślepiło, ale już po chwili widział wyraźnie... I zobaczył Jack'a, który z rozbawionym uśmiechem leżał na jego posłaniu. Plecak leżał na jego brzuchu, ale Jeff nie mógł stwierdzić, czy akurat go nim trafił, czy on sam tak się ustawił. Jack podniósł się do siadu i wpatrywał się w swojego kumpla, którego najwyraźniej zatkało. Tak, kochał go prowokować...
- Co ty tu robisz?! Czemu cię nie było?! Wiesz jak się nudziłem?! Poza tym, czemu znowu mnie straszy... - I poleciał cały potok słów. Szatyn pokręcił głową i bez żadnych skrupułów zatkał mu usta.
- Jestem chory...

Ogłoszenie co do nowego opowiadania... Ekhem...

UWAAAAGA! Mam zamiar napisać romanse z creepypasty!
Tak, powaliło mnie!
Otóż będzie występować tam... Większość bohaterów z past. Na serio mi się ich nie chce wymieniać... Jak mi się będzie bardzo nudziło to ich tu opiszę. :v
Opowiadanie będzie nazywać się "Wcale nie straszne opowiadanie z uniwersum straszności. "

Aha, opiszę tutaj też paringi, ale może to trochę zająć, zanim wykminię wszystkie, więęęc... Na razie pustka. :v
Możliwe jest, że pojawi się tu parę moich OC'eków. (Przeczytać o nich można w zakładce "Creepypasty")

Postacie:
Z uniwersum Marble Hornets,
Eyeless Jack.
The Killerzy.
Ticci Toby.
Clockwork.
Ben Drowned.
Sally.
Rodzinka Slendy.
Laughing Jack.

Paringi:

Eyeless Jack x Jeff the Killer
Homicidal Liu x Jane the Killer
Ben Drowned x Sally
Masky x Hoodie (Bo jakby inaczej)
Ticci Toby x ... Parę osób 


środa, 1 lipca 2015

Ciekawy pacjent cz. 16 - Ogień i... Przede wszystkim ogień.

Toby otworzył oczy i przeciągnął się ospale. Nie pamiętał co stało się po tym, jak Damien wyszedł pod prysznic.
Musiałem usnąć. - pomyślał.
Ktoś zdecydowanie się do niego przytulał.
Ostrożnie przewrócił się na plecy, ledwo powstrzymując śmiech.
Damien jest uroczy. - Przemknęło mu przez głowę i był pewny, że się zarumienił. To po prostu było głupie.
Wiedział, że powinien, ale z jakiś powodów nie chciał się ruszać.
Było mu całkiem... Miło.
W końcu jednak wstał z miejsca i poszedł pod prysznic, później zrobił śniadanie.
Dzisiaj trzeba go odwieźć... - Nie napawało go to specjalnym szczęściem.
Ale jak trzeba to trzeba, prawda?
- Zostaniesz moją żoną? - Niemal podskoczył, zaskoczony, gdyby nie to, że znajomy ktoś opierał się o jego ramię i wyszeptał mu to wprost do ucha.
- Jak to zrobiłeś? - Odwrócił się do Damiena przodem. Był szczerze ciekawy. No i jeszcze trochę roztrzęsiony.
- Lata praktyki, kotku. A tak wracając do tematu...
- Chcesz mnie wykorzystać dla żarcia? Oj nie ładnie... - W oczach Toby'ego iskrzyło rozbawienie. Damien już zdążył polubić te oczy.
- Och, nie tylko... Jesteś całkiem ładny, ciało też niczego sobie... A ten twój okropny charakter jakoś przeżyję. - Wystawił język. Zdecydowanie znowu się droczył.
- To nie dostaniesz śniadania.
- Ej no, żonko...
- Już ewoluowałem? - Zapytał, unosząc brew, na co Damien parsknął śmiechem.
Cóż, Toby był w pewien sposób szczęśliwy. Poza tym, widocznie brunet zdążył już zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu.
Może to i dobrze? - Myślał, szczerze się nad tym zastanawiając.
- Czcze pogróżki. - Mruknął Damien znad talerza. - I tak jeść dostałem i tak...
- Najpierw połknij, potem mów.
- Jeszcze zobaczymy kto kogo będzie o tym pouczał, mój drogi. - Szelmowski uśmiech upewnił Toby'ego o myślach swojego towarzysza.  Przewrócił oczami, odkładając talerze do zlewu i zaczynając zmywać.
- I który to już dzisiaj raz czynisz mi te niestraszne aluzje?
- Niestraszne?
- Zacznę się bać, jak ty zaczniesz je spełniać.
- I mówisz to, odwracając się do mnie tyłem? - Szatyn na chwilę zaniechał wszystkiego. Na jego twarzy malowało się prawdziwe zamyślenie.
- Ta, faktycznie głupio wyszło. - Damien znowu parsknął śmiechem,

***

Po tym, całkiem przyjemnym śniadaniu, zajmowali się wszystkim, czym tylko dwójka samotnych mężczyzn zajmować się może; rozmawiali, oglądali telewizję i wyszukiwali najróżniejsze i najdziwniejsze hasła w internecie. Wszytko to jednak prowadziło do jednego.
- Muszę cię odwieźć. - Cóż, Toby'emu zdecydowanie się to nie uśmiechało, ale co mógł zrobić? Zamknąć Damiena w swoim domu i czekać aż zainteresuje się policja? Tak, zdecydowanie nic.
Brunet tylko westchnął i pokiwał głową ze zrozumieniem. On też tego nie chciał, wygonie mu było w tym domu.
Wyszykowali się i zmierzali do wyjścia. Damien już zaczął tęsknić za swoim pobytem tutaj, gdy nagle Toby zatrzymał się gwałtownie, stojąc w samych drzwiach frontowych. Nie ulegało wątpliwością, że znowu się czymś zamęczał. Obrócił się, patrząc w oczy Damienowi. Malowała się w nich determinacja, podobna do tej co wczoraj, jednak nieco słabsza. Zdecydowanie była tam też doza niepewności.
- Musisz pamiętać, - zaczął śmiało - że poza granicami tego domu jestem ja jestem twoim lekarzem, a ty moim pacjentem. I to wszystko, nic więcej... Dlatego... - Zaczął się mieszać, co jeszcze bardziej zainteresowało bruneta. - Dlatego jeśli chcesz coś zrobić, to zrób to teraz. - Skończył cicho. Jego oczy jednak dalej uważnie wpatrywały się w Damiena, zdradzając oczekiwanie. A tamten już wiedział dlaczego.
Nachylił się nad szatynem, po czym złożył na jego ustach delikatny, acz czuły pocałunek. 
Wyszli z domu bez słowa, lecz nie musieli już nic mówić.
Było to swego rodzaju pożegnanie.
Ale i obietnica dalszych przygód.

***

Mogę stwierdzić tylko dwie rzeczy...
  1. Oto obiecany rozdział.
  2. [*]

Nie sądziłam, że opisywanie całowania może być takie... Trudne ;-;.