Strony

niedziela, 28 czerwca 2015

Ciekawy pacjent cz. 15 - Żądza.

Ten rozdział jest wyjątkowo krótki, ale kolejny, zamiast za tydzień, pójdzie w odstępie... Powiedzmy dwóch dni :v

***

Zimna woda skutecznie studziła jego emocje.
Jednak do tej pory mógł poczuć tą dziwną atmosferę, która między nimi zaległa.
Ja... Dlaczego miałbym...
Nie wiedział, dlaczego to zrobił.
Czuł tak niesamowitą potrzebę i po prostu jej uległ.
Objął wtedy Toby'ego, przytulając się do niego i głaszcząc go po włosach.
Tak bardzo tego chciał.
Czuł jego zapach, miał ochotę go skosztować.
Nawet teraz czuł resztki rozpalenia, które go wtedy dosięgło.
Tego "dobrego" rozpalenia.
Nareszcie jednak oderwali się od siebie, a Damien szybko postanowił wziąć ostudzający prysznic.
Ale nawet to nie pomagało w tej sprawie.
Zdecydowanie chciał więcej.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Ciekawy pacjent cz. 14 - Trybiki w maszynie.

Jechali do domu w ciszy. Toby cały czas o czymś myślał.
Najwyraźniej zastanawiał się, czy powinien coś powiedzieć, bo co jakiś czas otwierał usta, ale po chwili zamykał je, kręcąc głową.
Damien natomiast obserwował każdy jego ruch, usilnie próbując zgadnąć o co mu chodzi.
Na prawdę zaczynało go to irytować.
Chciał zwrócić na siebie jakąś uwagę Reusa, jednak tamten nie wydawał się być zainteresowany. Damien warknął z irytacją, ale nawet to nic mu nie dało. Ostatecznie poddał się, odwracając głowę w stronę okna.
To nie było fajne...
***

Głośny trzask drzwi wybudził Damiena z letargu. Szybko opuścił auto, zdając sobie sprawę z jednego małego fakciku...
- Jeszcze nigdy nie byłem w twoim mieszkaniu.
- Myślisz? - Cole przewrócił oczami. Cóż, niewątpliwie to nie była odpowiedź jakiej się spodziewał. Ruszył za Toby'm, już bez zbędnego zaczepiania go. Wspinaczka na czwarte piętro, otwarcie mieszkania, zdejmowanie ubrania na dwór; wszystko w ciszy. W Damienie niemal wrzało z wściekłości i frustracji.
- Mógłbyś wreszcie powiedzieć o co ci chodzi, do cholery jasnej? - Wycedził przez zęby, przygwożdżając Toby'ego do ściany.
- O co mi chodzi?
- Nie udawaj, bo ci przywalę... Na serio ci przywalę. - Mruknął gniewnie, desperacko ściskając jego koszulkę.
Nagle poczuł coś, według niego, niezwykłego.
Dotyk zimnych dłoni na swoich pięściach.
- Choć do pokoju. - Toby ruszył przed siebie, nawet na niego nie czekając. Tamten po chwili szoku, ruszył za nim. Zatrzymali się na środku pokoju.
- Masz poważny problem z zaufaniem. Na prawdę... - Zaczął Reus. Stał tyłem do Cola. Chyba tylko to pozwalało mu zebrać myśli. - Zawsze miałem podobny problem... I w sumie, dalej mam, ale... Ale tobie zaufałem, więc... - Szybko się odwrócił, chwytając go za rękę. - Zaufaj mi, proszę... Proszę, daj sobie pomóc! - Normalnie Damien szybko wyśmiałby taką osobę, ale tym razem było inaczej.
Determinacja wręcz płonęła w oczach Toby'ego.
Było to wyjątkowo... Dziwne. Damien nie wiedział nawet jak zareagować.
Przejął się.
Chyba pierwszy raz w swoim życiu.
Postawa Reusa była taka niesamowita, że przez chwile pomyślał...
Pomyślał, że komuś na prawdę zależy.

***

Ha! Zbliżamy się do bardziej romantycznych relacji! Długo to zajęło :x 

wtorek, 16 czerwca 2015

Ciekawy Pacjent cz. 13 - Prowokator złośliwiec.

Toby robił dosłownie wszystko, żaby Damien się nie nudził.
Wszystko, byleby chociaż trochę rozbić tę cholerną otoczkę na jego umyśle.
Tak, czuł ją i niezmiernie go ona denerwowała.
Na końcu języka miał jakieś zdanie, dotyczące tego, ale cały czas nie wiedział, co dokładnie powiedzieć.

niedziela, 7 czerwca 2015

KiKuro - Światło bez cienia.

Nie mam pojęcia czy zrobić  tego dłuższe opowiadanie... Pomyśli się. 
Zawsze widziałam Kise jako trochę niedocenionego i niezauważonego przez Pokolenie Cudów.
Cóż, oto mój Kise.

***

- Kurokocci! - wykrzyknąłem, widząc tę niską, błękitnowłosą osobę.
Mojego nauczyciela z czasów Pokolenia Cudów.
Osobę, którą kocham.
Odwrócił się zanim zdążyłem do niego dobiec. Zmierzł mnie chłodnym spojrzeniem.
Nie zraziłem się jednak i stanąłem obok z szerokim uśmiechem. Kurokocci już po prostu taki był.
- Dzień dobry, Kise. - Przywitał się spokojnie.
Miałem ochotę go przytulić.
Tak mocno przytrzymać przy sobie i nie puszczać przez następne stulecie.
Powstrzymałem się jednak i zamiast tego patrzałem na niego cielęcym wzrokiem.
- Gdzie idziesz? Mogę pójść z tobą? Nie będzie przeszkadzał! - Starałem się, naprawdę próbowałem nie brzmieć za bardzo... Jak ja...
Ale to był Kurokocci! Nie ważne jak mocno chciałem zachowywać się normalnie, zawsze wychodziłem przy nim na idiotę.
- Do sklepu. W porządku. Nie wątpię. - Emanował takim nienaturalnym spokojem...
Kochałem to.
Ruszyliśmy przed siebie.
Cóż... Znowu zacząłem mówić... Ale byłem spokojniejszy, przysięgam!
Kurokocci odpowiadał mi grzecznie i w miarę miło, jak to on.
Nie ważne kim byłeś, on zawsze traktował cię tak samo jak resztę...
Nie ważne jak bardzo ci zależało...
- Coś się stało, Kise? - Podskoczyłem zaskoczony. No tak, Kurokocci i jego niezawodne zdolności obserwacji. Znowu się uśmiechnąłem, nico sztucznie.
- Tak, tak, to tylko... Moje oceny się ostatnio pogorszyły. - Skłamałem. Kurokocci chyba mnie przejrzał, ale więcej o tym nie wspomniał.
To trochę zabolało, ale...
Przecież gdybym chciał, to bym mu powiedział, prawda?
Prawda?..
Przygryzłem wargę i wróciłem do dawnego tonu. Może trochę bardziej drżącego.
A Kurokocci mnie słuchał.
Cieszyło mnie to, naprawdę.
Wpatrywałem się w jego sylwetkę.
Kochałem jego głos, charakter, wygląd.
Całego Kurokocci'ego.
Tak bardzo chciałem być bliżej, poznać jego myśli, zburzyć ten jego mur obronny i stanąć na przeciwko niego, zupełnie odkrytego.
Tak bardzo chciałem znaczyć więcej niż tylko "Kise".
Gdyby tylko mnie zauważył...
Gdyby tylko się zgodził na moje pragnienia...
Ale pomimo doskonałych umiejętności obserwacji, on nie widzi, jest na mnie zupełnie ślepy.
Cień, który nie dostrzega światła.
Mimo wszystko, to Kurokocci.
A ja będę go kochał, nieważne jaki jest.
Nieważne jak to boli.