Dawno,
dawno temu, w pewnej krainie żył sobie książę.
Miał
on wszystko, co kobieta mogła sobie wymarzyć. Był niesamowicie
bogaty, posiadał wielki pałac, a jego uroda, promienny uśmiech,
maniery i talent do gotowania sprawiały, że na jego widok niejedna
niewiasta rumieniła się cała i chichotała nerwowo.
Jednak
książę ten miał pewien problem, nie mógł znaleźć odpowiedniej
kandydatki na żonę. Nieważne jak próbował, jego dotychczasowe
„wybory”okazywały się być okropne...
Lata mijały, a książę dalej był samotny, przytłaczało go to.
Lata mijały, a książę dalej był samotny, przytłaczało go to.
Dlatego
z radością zgodził się rozważyć propozycję złożoną przez
króla wyjścia za księżniczkę z zamku położonego tylko dzień
drogi od jego własnego.
Udał
się tam z wizytą niedługo potem.
Pałac
był równie piękny co jego własny, pełen ciepłych kolorów i
miłej służby. Księżniczka natomiast pasowała do niego idealnie.
Jej uroda była tak zniewalająca, że książę aż przystanął na
jej widok. Przedstawili się dobie grzecznie i udali się na stronę
pragnąc się lepiej poznać. Rozmawiali godzinami i o dziwo nie była
ona wcale zniszczona przez bogactwo, bardzo miła i troskliwa. Byli
nawet do siebie podobni. Książę już pomyślał, że spotkał swój
ideał, kobietę idealną, gdy nagle stało się coś strasznego.
Do
zamku wdarł się ktoś nieproszony.
„Wiedźma”
krzyczeli ludzie, a strażnicy bezskutecznie starali się złapać
dziwną postać biegnącą korytarzem. Stanęła ona naprzeciwko
księcia i księżniczki po czym zrzuciła swój kaptur, powodując
szok u zebranych w sali ludzi. W przeciwieństwie do księżniczki,
książę również był zaskoczony. Wiedźma, drwiąc z bajkowych
postaci jej rasy wcale nie była pokraczna, czy brzydka, może nie
dorównywała urodzie księżniczki, ale z pewnością była piękną
kobietą. Jedyne co nie pasowało do wzorca zadbanej damy, to jej
okropnie rozkopane blond włosy. Nadawały jej one jednak dzikości,
co z kolei idealnie komponowało się z jadowicie zielonymi oczami.
-Czas
na zapłatę. - odezwała się do księżniczki, książę widząc
to zasłonił ją własnym ciałem i bez cienia wahania spojrzał w
oczy wiedźmie.
-Żadnej
zapłaty nie będzie, demonie. - Kobieta na chwilę znieruchomiała,
po czym wyprostowała się kompletnie, oparła ręce na biodrach i
odpowiedziała z kpiącym tonem:
-Tak?
A to ciekawe, cóż taki delikatny księciunio mi zrobi?
-Zabije!
- Wiedźma zaśmiała się.
-A
to ciekawe, Francisie. A ty moja droga, pamiętaj, że nic w tym
świecie nie jest darmowe. - odpowiedziała, po czym zniknęła w
chmurze dymu. Książę odwrócił się do księżniczki, ale ta
wcale nie wyglądała na przestraszoną, raczej na smutną. Jej
ojciec
podbiegł do niej zadając naprawdę wiele pytać, lecz ta milczała.
Jedynie pokręciła głową i odeszła do swojego pokoju. Książę
podążył za nią. Znalazł ją na balkonie, patrzała w ciemny las
po drugiej stronie zamku.
-Jeśli
tylko ją znajdziemy, to zabijemy. - powiedział pewnie książę,
na co księżniczka odwróciła się gwałtownie.
-Nie!
- na zdziwione spojrzenie odpowiedziała już ciszej – Nie, nigdy
nie chciałam, by stała jej się krzywda. Poza tym, ma rację,
powinnam zapłacić, jak nakazuje honor...
***
Książę rozejrzał się po
ciemnym lesie. Stał pod dziwną chatą, do której jednak wcale nie
chciał wchodzić. Jednak musiał, księżniczka sama chciała się
tu udać na co z oczywistej przyczyny nie mógł się zgodzić.
Przemagając swój strach zastukał do drewnianych drzwi. Po krótkiej
chwili otworzyła je rzeczona wiedźma.
-Czego chcesz? - zapytała
warkliwie, chociaż już domyślała się o co chodzi.
-Przyniosłem czego chciałaś.
- uniósł woreczek z niewiadomą dla siebie zawartością pokazując
go wiedźmie. Ta odebrała go z uśmiechem gestem nakazując mu wejść
do środka, a on zrobił to bez słowa.
Prawie otworzył usta ze
zdziwienia widząc wnętrze domu. Było ono przytulne, nie straszne,
czy też obrzydliwe, tylko ciepłe i przytulne. Tak inne od jego
własnego zamku. Wiedźma zamknęła drzwi i nie zwracając na niego
większej uwagi przysiadła się do stołu i patrząc w sufit
poruszała ustami bezdźwięcznie.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał
książę, na co ona przelotnie na niego spojrzała i warknęła:
- Zamknij się, przeszkadzasz
mi. - urażony natychmiast odwrócił się do ściany. Jednak
ciekawość była silniejsza i już po chwili znowu przyglądał się
działaniom wiedźmy. Pióro samo unosiło się i pisało na
pergaminie. Książę nie pytał o nic w obawie, że przeszkodzi w
czarach. Wiedźma zacisnęła oczy i widocznie skończyła, bo
zwinęła pergamin i wiążąc go niebieską wstążką oddała
księciu, który dopiero teraz otrząsnął się z emocji.
-To było niesamowite. -
powiedział nieświadomie, na co wiedźma oblała się rumieńcem.
-O... O czym ty mówisz,
idioto. Tacy jak ty nie mówią takich rzeczy.
-A co mówią tacy jak ja? -
spytał, ponownie wiedziony ciekawością. Kobieta wzruszyła
ramionami.
-”Zabić demona” - Wiedźma
zaczęła delikatnie go poganiać do opuszczenia jej miejsca.
-Poczekaj. - powiedział tuż
przed wyjściem – Jak masz na imię? - Wiedźma przewróciła
oczami.
-Alice.
-Miło mi cię poznać, Alice. -
dodał całując dłoń kobiety. Tamta cała czerwona czym prędzej
wygoniła go z chaty zatrzaskując za sobą drzwi.
***
Ilekroć później zastanawiał
się nad swoim zachowaniem, nie miał pojęcia dlaczego to robił.
Przecież była to okropna wiedźma wykorzystująca księżniczkę.
Mimo to jakoś nie mógł się oprzeć i coraz częściej udawał się
do chaty w lesie, nawet jeśli najczęściej z powodu braku odwagi
tylko zaglądał przez okno. Tylko podczas najgorszej pogody pukał
do drewnianych drzwi pod pretekstem bycia w okolicy.
Był pewien, że ona wiedziała.
Że doskonale zdawała sobie sprawę o jego obecności, ale nic z nią
nie robiła.
Aż pewnego dnia zupełnie bez
słowa otworzyła drzwi, nawet nie wyglądając na zewnątrz.
-Zawarłam kolejną umowę.
Niedługo stanie się coś zaskakującego. - powiedziała, kiedy już
skorzystał z okazji. Nie odpowiedział nic. Nie wiedział co.
***
Im bliżej książę był ślubu
tym bardziej zdawało mu się, że zgodził się zbyt pochopnie. Co
prawda księżniczka nie była wcale złą kandydatką na żonę,
była idealna. Tylko, że blondwłosa wiedźma intrygowała go
okropnie i czuł, że ma za mało czasu.
Aż pewnego dnia stało się,
książę pocałował wiedźmę. Nic nie było z tym w porządku.
Kłócili się, a od razu po tym książę wybiegł, nie rozumiejąc
swojego zachowania. I nie rozumiejąc dlaczego mu się to podoba. Gdy
spotkali się następnym razem i następnym nie wspominali o tym. Ale
zdarzyło im się to znowu i znowu. Aż wreszcie książę popełnił
największą zdradę małżeńską, i cielesną i umysłową.
Stało się to dzień przed
ślubem, jakby w żalu, że muszą się rozstawać.
Tyle, że ślub nigdy nie
nadszedł.
Znaleziono kartkę od
księżniczki, pisała, że uciekła z dawnym ukochanym. Wtedy książę
zrozumiał.
Kolejny kontrakt między
wiedźmą, a księżniczką, danie jej szczęścia.
Ale ludzie nie uwierzyli, nie
uwierzyli...
Obwiniali wiedźmę, obwiniali,
że w zazdrości rzuciła klątwę na księżniczkę, że ją
zamordowała.
Wściekły lud ruszył do boju.
„Egzekucja demona. Zabiła księżniczkę” krzyczeli wszyscy
zachęcając jeszcze więcej ludzi do przyłączenia się lub
przyglądania krwawym obrzędom.
Przerażony książę rzucił
się biegiem w las modląc się do wszystkich znanych mu bogów, aby
ocalili jego ukochaną. Zdyszany, dobiegł prawie na równi z ludem.
Krzyczał, aby uciekała, a sam również rzucił się do biegu.
Zasłaniał tę niezwykle ważną dla niego kobietę własnym ciałem.
Zapłacił za to życiem.
Strzała wystrzelona przez
jednego z wieśniaków przebiła mu gardło na wylot, a on, krztusząc
się własną krwią, upadł na ziemie. Nie mógł powiedzieć nic,
ale usilnie starał się powiadomić wiedźmę, żeby uciekała.
I pomimo starań kobiety, zginął
z tą myślą.
Za życia bogaty książę,
zginął brudny i przerażony w ciemnym lesie.
Wiedźma spojrzała na swoje
zakrwawione dłonie. Z szoku wyrwała ją jedna emocja.
Złość.
Czysta, niczym niezmącona
wściekłość opanowała jej umysł. Z krzykiem pełnym bólu i żalu
do świata ruszyła na lud.
Jej emocje uwolniły całą
zgromadzoną magię i zmieniły się w ogień. Nie ostał się żaden
człowiek, żadne drzewo, żadne zwierze. Sama wiedźma również
spłonęła, nawet nie czuła bólu. Chciała tylko znowu spotkać
się ze swoim księciem.
***
Księżniczka dowiedziawszy się
o nieszczęściu zamku natychmiast zjawiła się na miejscu,
oczywiście nie dało się jej rozpoznać. Cicho zapłakała nad
losem zmarłych istot, a potem zaczęła sadzić ku ich pamięci.
I na dawnym miejscu tej
strasznej tragedii wyrósł nowy las.
A legenda głosi, że dwie z
tych roślin niezwykle dziwnie stykają się gałęziami symbolizując
tych dwóch niespotykanych kochanków.
Przypominając o tej tragicznie
zakończonej, zakazanej miłości.
***
Trzeci i prawdopodobnie
przedostatni One Shot na walentynki, tym razem z FrUk'iem i Femką Anglii (czy cuś). Niby dramat, ale nie wiem jak mi
wyszło. W każdym razie, zapraszam do komentowania!