Strony

sobota, 14 lutego 2015

FrUk - Bajka (Walentynkowy, One Shotowy maraton, część 3)

Dawno, dawno temu, w pewnej krainie żył sobie książę.
Miał on wszystko, co kobieta mogła sobie wymarzyć. Był niesamowicie bogaty, posiadał wielki pałac, a jego uroda, promienny uśmiech, maniery i talent do gotowania sprawiały, że na jego widok niejedna niewiasta rumieniła się cała i chichotała nerwowo.
Jednak książę ten miał pewien problem, nie mógł znaleźć odpowiedniej kandydatki na żonę. Nieważne jak próbował, jego dotychczasowe „wybory”okazywały się być okropne...
Lata mijały, a książę dalej był samotny, przytłaczało go to.
Dlatego z radością zgodził się rozważyć propozycję złożoną przez króla wyjścia za księżniczkę z zamku położonego tylko dzień drogi od jego własnego.
Udał się tam z wizytą niedługo potem.
Pałac był równie piękny co jego własny, pełen ciepłych kolorów i miłej służby. Księżniczka natomiast pasowała do niego idealnie. Jej uroda była tak zniewalająca, że książę aż przystanął na jej widok. Przedstawili się dobie grzecznie i udali się na stronę pragnąc się lepiej poznać. Rozmawiali godzinami i o dziwo nie była ona wcale zniszczona przez bogactwo, bardzo miła i troskliwa. Byli nawet do siebie podobni. Książę już pomyślał, że spotkał swój ideał, kobietę idealną, gdy nagle stało się coś strasznego.
Do zamku wdarł się ktoś nieproszony.
„Wiedźma” krzyczeli ludzie, a strażnicy bezskutecznie starali się złapać dziwną postać biegnącą korytarzem. Stanęła ona naprzeciwko księcia i księżniczki po czym zrzuciła swój kaptur, powodując szok u zebranych w sali ludzi. W przeciwieństwie do księżniczki, książę również był zaskoczony. Wiedźma, drwiąc z bajkowych postaci jej rasy wcale nie była pokraczna, czy brzydka, może nie dorównywała urodzie księżniczki, ale z pewnością była piękną kobietą. Jedyne co nie pasowało do wzorca zadbanej damy, to jej okropnie rozkopane blond włosy. Nadawały jej one jednak dzikości, co z kolei idealnie komponowało się z jadowicie zielonymi oczami.
-Czas na zapłatę. - odezwała się do księżniczki, książę widząc to zasłonił ją własnym ciałem i bez cienia wahania spojrzał w oczy wiedźmie.
-Żadnej zapłaty nie będzie, demonie. - Kobieta na chwilę znieruchomiała, po czym wyprostowała się kompletnie, oparła ręce na biodrach i odpowiedziała z kpiącym tonem:
-Tak? A to ciekawe, cóż taki delikatny księciunio mi zrobi?
-Zabije! - Wiedźma zaśmiała się.
-A to ciekawe, Francisie. A ty moja droga, pamiętaj, że nic w tym świecie nie jest darmowe. - odpowiedziała, po czym zniknęła w chmurze dymu. Książę odwrócił się do księżniczki, ale ta wcale nie wyglądała na przestraszoną, raczej na smutną. Jej ojciec podbiegł do niej zadając naprawdę wiele pytać, lecz ta milczała. Jedynie pokręciła głową i odeszła do swojego pokoju. Książę podążył za nią. Znalazł ją na balkonie, patrzała w ciemny las po drugiej stronie zamku.
-Jeśli tylko ją znajdziemy, to zabijemy. - powiedział pewnie książę, na co księżniczka odwróciła się gwałtownie.
-Nie! - na zdziwione spojrzenie odpowiedziała już ciszej – Nie, nigdy nie chciałam, by stała jej się krzywda. Poza tym, ma rację, powinnam zapłacić, jak nakazuje honor...

***

Książę rozejrzał się po ciemnym lesie. Stał pod dziwną chatą, do której jednak wcale nie chciał wchodzić. Jednak musiał, księżniczka sama chciała się tu udać na co z oczywistej przyczyny nie mógł się zgodzić. Przemagając swój strach zastukał do drewnianych drzwi. Po krótkiej chwili otworzyła je rzeczona wiedźma.
-Czego chcesz? - zapytała warkliwie, chociaż już domyślała się o co chodzi.
-Przyniosłem czego chciałaś. - uniósł woreczek z niewiadomą dla siebie zawartością pokazując go wiedźmie. Ta odebrała go z uśmiechem gestem nakazując mu wejść do środka, a on zrobił to bez słowa.
Prawie otworzył usta ze zdziwienia widząc wnętrze domu. Było ono przytulne, nie straszne, czy też obrzydliwe, tylko ciepłe i przytulne. Tak inne od jego własnego zamku. Wiedźma zamknęła drzwi i nie zwracając na niego większej uwagi przysiadła się do stołu i patrząc w sufit poruszała ustami bezdźwięcznie.
- Co ty wyprawiasz? - zapytał książę, na co ona przelotnie na niego spojrzała i warknęła:
- Zamknij się, przeszkadzasz mi. - urażony natychmiast odwrócił się do ściany. Jednak ciekawość była silniejsza i już po chwili znowu przyglądał się działaniom wiedźmy. Pióro samo unosiło się i pisało na pergaminie. Książę nie pytał o nic w obawie, że przeszkodzi w czarach. Wiedźma zacisnęła oczy i widocznie skończyła, bo zwinęła pergamin i wiążąc go niebieską wstążką oddała księciu, który dopiero teraz otrząsnął się z emocji.
-To było niesamowite. - powiedział nieświadomie, na co wiedźma oblała się rumieńcem.
-O... O czym ty mówisz, idioto. Tacy jak ty nie mówią takich rzeczy.
-A co mówią tacy jak ja? - spytał, ponownie wiedziony ciekawością. Kobieta wzruszyła ramionami.
-”Zabić demona” - Wiedźma zaczęła delikatnie go poganiać do opuszczenia jej miejsca.
-Poczekaj. - powiedział tuż przed wyjściem – Jak masz na imię? - Wiedźma przewróciła oczami.
-Alice.
-Miło mi cię poznać, Alice. - dodał całując dłoń kobiety. Tamta cała czerwona czym prędzej wygoniła go z chaty zatrzaskując za sobą drzwi.
***
Ilekroć później zastanawiał się nad swoim zachowaniem, nie miał pojęcia dlaczego to robił. Przecież była to okropna wiedźma wykorzystująca księżniczkę. Mimo to jakoś nie mógł się oprzeć i coraz częściej udawał się do chaty w lesie, nawet jeśli najczęściej z powodu braku odwagi tylko zaglądał przez okno. Tylko podczas najgorszej pogody pukał do drewnianych drzwi pod pretekstem bycia w okolicy.
Był pewien, że ona wiedziała. Że doskonale zdawała sobie sprawę o jego obecności, ale nic z nią nie robiła.
Aż pewnego dnia zupełnie bez słowa otworzyła drzwi, nawet nie wyglądając na zewnątrz.
-Zawarłam kolejną umowę. Niedługo stanie się coś zaskakującego. - powiedziała, kiedy już skorzystał z okazji. Nie odpowiedział nic. Nie wiedział co.
***
Im bliżej książę był ślubu tym bardziej zdawało mu się, że zgodził się zbyt pochopnie. Co prawda księżniczka nie była wcale złą kandydatką na żonę, była idealna. Tylko, że blondwłosa wiedźma intrygowała go okropnie i czuł, że ma za mało czasu.
Aż pewnego dnia stało się, książę pocałował wiedźmę. Nic nie było z tym w porządku. Kłócili się, a od razu po tym książę wybiegł, nie rozumiejąc swojego zachowania. I nie rozumiejąc dlaczego mu się to podoba. Gdy spotkali się następnym razem i następnym nie wspominali o tym. Ale zdarzyło im się to znowu i znowu. Aż wreszcie książę popełnił największą zdradę małżeńską, i cielesną i umysłową.
Stało się to dzień przed ślubem, jakby w żalu, że muszą się rozstawać.
Tyle, że ślub nigdy nie nadszedł.
Znaleziono kartkę od księżniczki, pisała, że uciekła z dawnym ukochanym. Wtedy książę zrozumiał.
Kolejny kontrakt między wiedźmą, a księżniczką, danie jej szczęścia.
Ale ludzie nie uwierzyli, nie uwierzyli...
Obwiniali wiedźmę, obwiniali, że w zazdrości rzuciła klątwę na księżniczkę, że ją zamordowała.
Wściekły lud ruszył do boju. „Egzekucja demona. Zabiła księżniczkę” krzyczeli wszyscy zachęcając jeszcze więcej ludzi do przyłączenia się lub przyglądania krwawym obrzędom.
Przerażony książę rzucił się biegiem w las modląc się do wszystkich znanych mu bogów, aby ocalili jego ukochaną. Zdyszany, dobiegł prawie na równi z ludem. Krzyczał, aby uciekała, a sam również rzucił się do biegu. Zasłaniał tę niezwykle ważną dla niego kobietę własnym ciałem.

Zapłacił za to życiem.

Strzała wystrzelona przez jednego z wieśniaków przebiła mu gardło na wylot, a on, krztusząc się własną krwią, upadł na ziemie. Nie mógł powiedzieć nic, ale usilnie starał się powiadomić wiedźmę, żeby uciekała.
I pomimo starań kobiety, zginął z tą myślą.

Za życia bogaty książę, zginął brudny i przerażony w ciemnym lesie.

Wiedźma spojrzała na swoje zakrwawione dłonie. Z szoku wyrwała ją jedna emocja.

Złość.

Czysta, niczym niezmącona wściekłość opanowała jej umysł. Z krzykiem pełnym bólu i żalu do świata ruszyła na lud.
Jej emocje uwolniły całą zgromadzoną magię i zmieniły się w ogień. Nie ostał się żaden człowiek, żadne drzewo, żadne zwierze. Sama wiedźma również spłonęła, nawet nie czuła bólu. Chciała tylko znowu spotkać się ze swoim księciem.
***
Księżniczka dowiedziawszy się o nieszczęściu zamku natychmiast zjawiła się na miejscu, oczywiście nie dało się jej rozpoznać. Cicho zapłakała nad losem zmarłych istot, a potem zaczęła sadzić ku ich pamięci.

I na dawnym miejscu tej strasznej tragedii wyrósł nowy las.

A legenda głosi, że dwie z tych roślin niezwykle dziwnie stykają się gałęziami symbolizując tych dwóch niespotykanych kochanków.

Przypominając o tej tragicznie zakończonej, zakazanej miłości.

***



Trzeci i prawdopodobnie przedostatni One Shot na walentynki, tym razem z FrUk'iem i Femką Anglii (czy cuś). Niby dramat, ale nie wiem jak mi wyszło. W każdym razie, zapraszam do komentowania!

HashiMada - Nie bój się dotyku (Walentynkowy, One Shotowy maraton, część 2)

Hashirama siedział dokładnie naprzeciwko swojego czarnowłosego przyjaciela i przyglądał mu się z niejakim niedosytem. Co prawda od ich stosunki już dawno wyszły poza przyjaźń, a mimo sam Senju prawie nie mógłby narzekać na obecny stan rzeczy, gdyby nie jeden, mały szczególik. Madara praktycznie w ogóle go do siebie nie dopuszczał. Tak, oczywiście, że nawet i Madarze zdarzały się chwile 'słabości', ale poza nimi najchętniej siedziałby tak jak teraz. Daleko, owinięty kocem i wpatrujący się w okno.
- Mada-chan- jęknął Senju wręcz komicznie, lecz podziałało, zwrócił uwagę tego wyjątkowego Uchihy:
- Co?
- Czemu zawsze jesteś taki oschły? Nigdy się nie przytulisz, nie powiesz nic miłego, nawet mnie nie dotkniesz... - Hashirama natychmiast dostał z kopniaka, a Madara jeszcze szczelniej owinął się kocem. - Za co?
- Za mówienie jak idiota i denerwowanie mnie. - odmruknął Uchiha, na co Senju wydął policzki.
- Nie prawda, ja tu się normalnie pytam, a ty zachowujesz się jak ostatni padalec...
- Sam jesteś padalec! Czy ty w ogóle masz coś takiego jak wyczucie?! - Senju skulił się lekko.
- Przepraszam – odpowiedział ponuro. Madara westchnął ciężko
- A ty dalej swoje... Ale to nie zmienia faktu, że naprawdę nie masz wyczucia. - Nastała chwila ciszy, podczas której Uchiha zdążyć już pomyśleć, że temat jest skończony.
Mylił się.
Hashirama podskoczył z krzykiem już kolejny raz w tym miesiącu przyprawiając ludzi w promieniu trzech metrów o zawał.
- Wiem! Ty po prostu boisz się dotyku! - Zanim zbombardowany dziwną logiką kolegi Madara zdążył wydać z siebie choćby jeden dźwięk, Senju zerwał się z miejsca i przy okazji go „porywając” wybiegł z mieszkania. - Nie martw się, ja ci pomogę!
***
- Poczekaj, że co mamy zrobić? - Tobirama, jako, że był realistą, to postanowił się upewnić, że się nie przesłyszał, a jego brat naprawdę to powiedział.
- No po prostu, trzeba przyzwyczaić Madarę do ludzi i proszę cię być go jakoś dotknął. - równoczesny facepalm* dwóch mężczyzn rozniósł się po pomieszczeniu.
- Nie sądziłem, że jesteś aż takim idiotą. - westchnął młodszy Senju, na co starszy przekrzywił głowę.
- Nie rozumiem, o co wam chodzi?
- Nic nic. Może dam ci małe wskazówki. - z lekkim wahaniem chwycił dłoń Madary i uniósł ją machając przed oczami swojemu starszemu bratu. Uchiha znieruchomiał, ale nie zrobił kompletnie nic. Po chwili jednak odezwał się:
- Czy już skończyliśmy?
***
- No po prostu go przytul. - jęknął Hashirama wymachując rękami jak wariat. I Izuna, mimo że starał to kontrolować, patrzał na niego jak na wariata.
- Nie uważam tego za dobry pomysł.
- Czemu? Pomożesz mu, wszyscy mu pomożemy! - Bracia Uchiha spojrzeli na siebie i teraz Senju mógł zauważyć jak bardzo bywają do siebie podobni. Mógł, ale nie zobaczył, ponieważ był zbyt zajęty mocnym gestykulowaniem. Naprawdę nie wiedział o co tu chodzi.
- Braci... Znaczy Madara po prostu tego nie lubi. - Natychmiast się poprawił, znając swojego starszego brata doskonale i wiedząc, że nie lubi tego określenia. A przynajmniej przy ludziach. - Mogę to zrobić... Ale czemu miałoby mu to pomóc?
- Mówisz tak samo jak Tobirama, o co wam chodzi z tym całym „nie do końca o to tu chodzi”? Nie rozumiem – Izuna, jako iż był dosyć inteligentnym człowiekiem natychmiast zrozumiał o co chodzi w tym wszystkim. Uśmiechnął się promiennie i odpowiedział:
- Ah tak, faktycznie, chyba do końca nie rozumiesz, panie Hashirama. Popatrz. - Izuna bez oporów przytulił się do swojego starszego brata, na co tamten po chwili niezręcznie pogłaskał go po głowie.
A Hashirama dalej nie rozumiał.
***
- Przysięgam, że jeśli zaprosisz tutaj jeszcze choć jedną osobę, to wywalę cię z domu. - warknął Madara już nieźle zdenerwowany obecną sytuacją.
- Ale ja tylko próbuję ci pomóc, Mada-chan! - krzyknął Senju dalej krążąc po kuchni i próbując wymyślić coś, co wreszcie zadziałałoby na dosłownie odpychającą naturę Madary.
- Czy ty naprawdę jesteś takim idiotą?
- O co wam chodzi! Tylko „idiota” i „idiota”, nie rozumiem, Mada-chan, nie rozumiem! - tym razem to Hashirama zaczął się denerwować. Uchiha z cichym westchnieniem podszedł do niego i z mocnym szarpnięciem pociągnął go za sobą i, w miarę możliwości, rzucając na kanapę, siadając obok. Zaległą ciszę co chwile przerywały niecierpliwe wiercenie Hashiramy. Gdy chciał on już słownie pogonić Madarę, tamten, nie patrząc na niego, mruknął coś pod nosem. - Słucham? - Senju pochylił się nie słysząc odpowiedzi. Po tym usłyszał ją aż nazbyt wyraźnie:
- Wstydzę się, dobra! - Szatyn przekrzywił głowę wydając z siebie dźwięk podobny do zwykłego „E?”.
Zdecydowanie się tego nie spodziewał. - Mówię, że się wstydzę. Gratuję, Hashiramo Senju, ty, jako jedyny na całym świecie, sprawiłeś, że ja, Madara Uchiha się wstydzi, zadowolony? - warknął już zupełnie odwracając się tyłem. Jego twarz, z koloru, przypominała teraz dorodnego pomidora. Hashirama zaśmiał się wesoło i mocno przytulił do, właściwie, pleców znieruchomiałego Madary.
- Tylko o to chodzi? A już myślałem, że mnie nie kochasz, czy coś. - momentalnie dostał w żebra, ale wcale nie puścił.- Przecież i tak widziałem cię już nago, nie masz się co wstydzić. - tym razem Madara cały zupełnie zesztywniał. Wręcz dało się wyczuł jego mroczną aurę.
- Puszczaj, zaraz zaknebluję ci tę niewyparzoną gębę. - powiedział na pozór spokojnie, lecz zaczął się trząść z nerwów. O dziwo Hashirama wyczuł niebezpieczną sytuację i zachichotał nerwowo odrywając się od Uchihy. Wyprzedzając swoją krzywdę uniósł ręce w geście poddania, a gdy Madara się obrócił szybko złapał go za dłonie.
- Nie martw się, ja cię przyzwyczaję. Musimy przecież zacząć spędzać czas inaczej niż siedząc naprzeciwko siebie, hm? - Uchiha, dalej z lekkimi rumieńcami ledwo zauważalnie pokiwał głową i już spokojnie odpowiedział:
- Tak, chyba tak...
- Doskonale. - Hashirama klasnął w dłonie i korzystając z chwili spokoju przerzucił Madarę przez ramię. - Więc może zaczniemy od teraz, co? - tym razem to on powiedział lekko złowieszczo i nie zwracając uwagi na jego dziwne protesty udał się do sypialni.
***
Oto drugi i specjal z, oczywiście cukierkowym i nieco komediowym klimatem HashiMady. Pisane na totalnym luzie, co myślę, że widać, ale mam nadzieję, że się podobało. I muszę stwierdzić, że to ostatni specjal z Naruto :P.
*Sorry, nie mam pojęcia jak inaczej to ująć ^^”.

Tsundere Madara z mhhroczną aurą i Hashirama nie łapiący, no cóż, nic, i jednocześnie nieświadomie prowokujący na wszelkie sposoby naszego drogiego Uchihę to takie moje headcanony, sorry ^^”.

ObiKaka - Sake dzięki (Walentynkowy, One Shotowy maraton, część 1)

Kakashi obudził się dużo później niż zwykle, co nie było specjalnym zaskoczeniem biorąc pod uwagę wczorajsze wydarzenia. 
Przeciągnął się z cichym jękiem, nieco bolały go mięśnie. Usiadł na brzegu łóżka i jeszcze przez chwile zwlekał z wstaniem. Udał się do łazienki, gdzie szybko wziął prysznic, a potem z racji nieznośnego uczucia głodu wszedł do kuchni. Zamurowało go już przy drzwiach. 

wtorek, 10 lutego 2015

Ciekawy Pacjent cz. 11 - Zmęczenie

W tej pracy naprawdę nie da się nudzić, pomyślał Toby czytając „raport” z ostatniej „wycieczki” swoich pacjentów po ośrodku.
Jak oni w ogóle cały czas wyłażą? Odpowiedzi nie było, co w sumie dobrze świadczyło o jego psychice. Nieświadomie stukając w biurko starał się znaleźć rozwiązanie tego problemu, jednak poddał się chwilę później. W jego głowie ziała nieprzyjemna pustka. Z cichym westchnięciem wstał i spoglądając w deszcz zza oknem napił się gorzkiej kawy. Nie lubił cukru. Zmarszczył brwi i odkładając kubek na parapet szybko opuścił pomieszczenie nie dbając nawet o zdecydowanie za dużą siłę włożoną w zamknięcie drzwi.