Strony

niedziela, 30 kwietnia 2017

Zakazany Owoc Smakuje Najlepiej - Rozdział 5 "Nie zostawiaj mnie za sobą"

Ej, patrzcie, to opko żyje! O:
... Niespodzianka..? ;_;
Bardzo przepraszamy za tą śmierć... Ale dalej trwa. ;-;
Opracowałyśmy skuteczny sposób pisania tego opowiadania, którego wcześniej nie znałyśmy, akurat prawie gdy miałyśmy je porzucić... Dalej mamy plany na daaaleeeką przyszłość, a nic z teraźniejszości... Ale walczymy dalej!
Z mojego konta, bo gdzieś zgubiłam konto Alex, a jest już prawie północ, także. ;-;
Postaramy się bardziej! 
Zapraszam do odnowienia swojej wiedzy o tym relikcie, oczywiście wszystko można znaleźć w zakładkach. ;-; 
Standardowo, dokończę jutro, bo już śpię i nic dobrego z tego wyjść nie może... Poza tym, wstawanie przed południem nie jest dla mnie. ;-;
Okej, rozdział jest skończony i ma pięć stron, ale pod koniec coś mi nie pasuje... No nic, niech sobie egzystuje. ;-;
Zapraszam do komentowania! 
***

Obito po małym występie przed Kakashim cały dzień był skoczny i nadzwyczaj energiczny. Na wf'ie jeszcze zdążył z cztery razy przywalić Yahiko piłką zanim wypuścili ich do domu. Oczywiście, że mógł poradzić sobie z sytuacją lepiej, dojrzalej, ale przynajmniej dał sobie radę bez kłótni i zbędnego unikania.
A, no i jego skromnym zdaniem twarzy Yahiko i tak już nic by nie pomogło.
Dlatego wracał do domu z niemałym bananem na twarzy i wybujałymi planami na przyszłość w głowie. Może i były z deczka nierealne, a ślub w Vegas z ułożonym Kakashim po 'dokładnym' przemyśleniu nie wydawał się nawet dobrym pomysłem, ale co tam, wyobraźnia służyła do takich rzeczy. Poza tym, co innego mógł robić idąc na przystanek?
- Debilu!
O wilku mowa, pomyślał Obito, mentalnie przewracając oczami i wspaniałomyślnie udając, że wcale nie słyszał i nie widział energicznie machającego w jego stronę rudego przyjaciela. Może i Obito traktował go często jak podnóżek, ale lubił być hipokrytą. Coś mu się od życia należało, a wiecznie głupkowato uśmiechnięta twarz Yahiko, zaraz po tej Naruto, idealnie nadawała się do delikatnego wyśmiania. Tak po przyjacielsku.
- Obito! - Tym razem nie mógł powstrzymać delikatnego, zdradzieckiego skrzywienia na usłyszenie swojego imienia wykrzyczanego z gracją atakującego pterodaktyla. Na prawdę, mimo mutacji Yahiko miał w sobie to coś.
- Wiem, że mnie widzisz. Nie udawaj że się spieszysz, bucu. - Tym razem rudy przybrał głębszy, bardziej poważny ton głosu i Obito wiedział, że nie opłaca się go już dłużej drażnić. To znaczy, opłacało się, ale zazwyczaj Yahiko bez powodu nie zdzierał sobie gardła na dworcu, co oznaczało, że tym razem pewnie czegoś od niego chciał. Co za żywot.
- Nie udaję. Niektórzy mają obowiązki. - Samemu udawał zupełną powagę, podchodząc do przystanku na którym aktualnie stał Ame i Obito zdążył się zastanowić co on też w ogóle robi przy metrze, zanim tamten nie parsknął mu śmiechem prosto w twarz.
- A na przykład ty do nich nie należysz.
Cóż, i dlatego Yahiko był jego przyjacielem.
W odpowiedzi tylko się wyszczerzył, bo to nie do końca była prawda, ale w zasadzie nie było się o co kłócić. W porównaniu do gościa, który był sierotą do jedenastego roku życia, jego dotychczasowe dokonania faktycznie mogły wydawać się znikome.
- To co ja tu robię? - Zapytał w zamian, oburącz wskazując na ziemię na której stał. I podejrzany uśmieszek który otrzymał w odpowiedzi nie podobał mu się na tyle, że na wszelki wypadek odsunął się o krok do tyłu.
- Zgadnij na kogo czekam.
- Nie wiem, wsparcie mentalne?
- Pudło! - Dobra, musiał przyznać że entuzjazm Yahiko był troszeczkę zaraźliwy. Nie był pewien jednak czy miał się z czego cieszyć, bo doskonale wiedział z czyjego przyjazdu jego przyjaciel cieszyłby się najbardziej.
Konan.
Sympatyczna dziewczyna...
… Która nienawidziła go z całego serca.
I miała swoje powody, bo Obito nie zawsze i nie dla wszystkich był tak przyjacielski. A jeśli miał być ze sobą szczery, rok, może niecały, temu był niezłym skurwielem. Po prostu. Nie dało się nazwać tego inaczej. A Konan była inteligentna i pamiętliwa i po pamiętliwej wiosennej burzy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. I nic dziwnego, Obito sam nie chciał do tego wracać.
Więc Obito zdecydował się milczeć, krzyżując ramiona na piersi, dobrze wiedząc że podekscytowany Yahiko i tak łatwo da mu odpowiedź. A jeśli faktycznie miała się nią okazać Konan to, cóż... Obito był mistrzem wymówek, nawet jeśli Kakashi za każdym razem mówił mu, że prawda jest zupełnie przeciwna.
- Rin!
- Rin. - Powtórzył praktycznie bezdźwięcznie, prawie nie dowierzając. Bo mimo dosyć burzliwego zakończenia ich związku nieco ponad rok temu, pozostali przyjaciółmi, a Rin była, cóż... Po prostu cudowną przyjaciółką. Cudowną osobą.
Mimo to mieszkała kawał drogi od nich obojga i w większości czasu, po własnej szkole, zajmowała się pomaganiem rodzicom w utrzymywaniu przychodni, nawet jeśli na razie nie mogła wykonywać żadnej pracy. Rin marzyła żeby być lekarzem i Obito nie miał zamiaru stawać jej na drodze, nawet jeśli oznaczało to naprawdę rzadkie spotkania. To przecież nie tak, że przestaną się ze sobą przyjaźnić, mimo tego że znają się od piaskownicy, tylko dlatego, bo wchodzą w dorosłość i mają swoje pragnienia.
- Czemu nie zadzwoniła? - Zapytał sceptycznie, czując że jego wyśmienity humor nieco spada. Czyżby Rin preferowała teraz Yahiko, po tym jak Obito ostatnio niespecjalnie próbował się z nią kontaktować?
- Nie chciała zawracać ci głowy, tylko przejeżdża. Poprosiła mnie o pokazanie jej paru miejsc o których ty nie masz zielonego pojęcia, i mamy na to mniej niż dwie godziny, więc pewnie chciała się pospieszyć.
Pytanie „Niby jakie miejsca znasz lepiej ode mnie?” bo w zasadzie nie spodziewał się, że będzie ich więcej niż jedno – dom dziecka w którym Yahiko się wychował – odrzucił po chwili zastanowienia, bo coś w jego umyśle kliknęło w odpowiedni sposób i mniej więcej mógł się domyślić całego biegu wydarzeń... Zamiast tego więc postanowił potwierdzić swoją teorię;
- To znaczy poprosiła Konan i Nagato, a ty się napatoczyłeś? - Głęboki rumieniec jaki oblał twarz, uszy i szyję Yahiko musiał być wystarczającą odpowiedzią, bo ten od razu się naburmuszył i odmówił współpracy. No cóż, był dość przewidywalny. I to by tłumaczyło dlaczego Rin nie chciała Obito na miejscu.
- I tak nie mogli jej odebrać...
- Jasne. - Uciął Obito, udając że Yahiko w tym wypadku nie wypadł jako piąte koło u wozu. Za dużo wysiłku zadałoby im obu przekonanie się nawzajem że wcale tak nie było. - To kiedy tu będzie? - Zapytał Obito, nerwowo przystając z nogi na nogę. Co prawda chciał przywitać się z wesołą sarniooką istotką, ale Konan dotarcie na miejsce zajęłoby mniej niż godzinę, a on nie miał ochoty na metaforyczny kubeł zimnej wody.
- Właściwie to już. - I jakby na zawołanie na stacji zatrzymało się metro, a którego o dziwo nie wysiadło zbyt dużo ludzi, ale jedną z nich niewątpliwie była sama Rin, z różowo-białą torbą z kokardą przewieszoną przez ramię. Niemal natychmiast ich zauważyła i z ekscytacją ni to podbiegła, ni to podeszła w ich stronę.
Mimo upływu lat, częścią jej uroku było to, że ciągle potrafiła zachowywać się jak dziecko, jednocześnie zachowując odpowiedzialność i myślenie starszej siostry. Na prawdę trudno było jej nie uwielbiać.
Obito, w przeciwieństwie do zawzięcie machającego Yahiko, nie wykonał żadnego ruchu, z wyjątkiem wyciągnięcia rąk z kieszeni spodni. Doskonale wiedział, że następnym co zrobi jego przyjaciółka w zbyt dużej ekscytacji, będzie dosłowne rzucenie mu się na szyję.
I dokładnie to zrobiła, a Obito będąc gotowym na impakt, nawet delikatnie uniósł ją do góry. Z jego budową, podniesienie raptem pięćdziesięciu kilo nie było zbytnim wyzwaniem.
Kiedy jej stopy bezpiecznie wylądowały na ziemi, tylko grzecznościowo kiwnęła głową w stronę Yahiko, który wydawał się być tym faktem jednocześnie dziwnie pogodzony jak i najbardziej urażoną osobą na ziemi.
- Długo się nie widzieliśmy. - Rin uśmiechnęła się promiennie, a Obito został o tym nieco zbyt brutalnie przypomniany gdy spojrzał na jej włosy. Kiedy ostatnio się widzieli rozpuszczała je swobodnie na swoje plecy i sięgały prawie do łopatek, teraz jednak sama luźno związana kitka bez problemu je zakrywała. W dodatku teraz Obito mógł zauważyć delikatnie podkreślone oczy i błyszczyk na ustach dziewczyny, mimo że Rin nigdy się nie malowała, powtarzając i sobie i jemu że musi być bardziej dojrzała, żeby tak dojrzale wyglądać... Widocznie teraz, pod jego nieobecność, osiągnęła jeden z jej wielu ambitnych celów.
Tymczasem Obito, który w tej chwili nawet romantycznie mierzył zdecydowanie wyżej niż powinien nastolatek w jego wieku, czuł że nie zmieni się wcale. To było jak swędzenie tuż pod skórą, którego zwyczajnie nie mógł podrapać. Uczucie, że nawet jeśli krok po kroku udaje się w stronę dorosłości, to robi to zdecydowanie za wolno, że Kakashi dalej traktuje go jak dziecko.
- Co się stało, Obito? - Zapytała Rin, głosem pełnym typowego dla niej zmartwienia, nieco wchodząc w jego przestrzeń osobistą bo spoglądając mu w oczy co prawda z dołu, ale odległości nie większej niż dziesięć centymetrów.
Wyraźna oznaka, że nie powinien tyle myśleć.
- Co, zakochałeś się? - Yahiko wyraźnie zakpił, ale wzrok Obito automatycznie, zdecydowanie zbyt szybko skierował się w jego stronę.
- Tak. - Przyznał z miną zbitego psa, podchodząc do Yahiko, tym razem zakłócając jego przestrzeń osobistą, jednak zamiast odsunąć się przy tym jak ciało rudego wyraźnie przechyliło się do tyłu, próbując podziałać między nimi nieco więcej przestrzeni, mocno złapał go za szczękę, unieruchamiając ją na miejscu. - W tobie. - Mruknął tonem, który dotychczas słyszał jedynie w anime shojo, gdy akurat leciało w telewizji... Szczerze nie podejrzewał siebie nawet o wydobycie z siebie czegoś takiego. A jednak.
Całe ciało Yahiko runęło do tyłu w momencie w którym usta Obito znajdywały się już dobre milimetry od jego, a on upadł prosto na tyłek z mało męskim dźwiękiem, który Obito pasował jedynie właśnie do gatunku shojo, co nagle wydawało mu się wyjątkowo zabawne. Wyszczerzył się szeroko, podczas gdy Yahiko zasłonił twarz ramieniem i najwyraźniej nie miał zamiaru wstać. Obok niego Rin usilnie próbowała powstrzymać chichot.
- Masz jeszcze jakieś inne głupie pyta... Nia? - Zająknął się chwilowo bo nie uwierzył własnym oczom...
Przed nim, jakieś siedem metrów przed nim, właśnie przeszedł sam Kakashi Hatake, wyglądając na jak zwykle pogrążonego w swoich myślach.
I Obito nie mógł powstrzymać rumieńca wkradającego mu się na twarz, bo gdyby, albo zgrozo, o ile, zauważyłby wybryk który odwalił właśnie Obito i wziąłby go na poważnie to... Cóż, Obito mógłby sobie tylko marzyć o dalszych, lepszych niż dobrych, relacjach z nauczycielem.
Nie zważając na zdziwione spojrzenia swoich przyjaciół, szybko ruszył za nim bo miał zamiar dowiedzieć się tego tu i teraz zamiast czekać na kolejną konfrontację.
Wyprzedził Kakashiego, stając wprost na jego drodze, powodując że niemal na niego wpadł. Szczerze, nie żeby Obito miał coś przeciwko.
- Dzień dobry. - Samemu przywiał się wesoło, wzrokiem szybko lustrując sylwetkę Kakashiego. Dwa górne guziki jego białej koszuli były rozpięte, ukazując mu mleczną skórę i dobrze zarysowany obojczyk. - Panie Hatake.
- Och, dzień dobry Obito. Wybacz, że... - Reszta zdania odpłynęła w przyjemnym szumie jego głosu i Obito nie jest pewien czy to wina hałasu, jego braku skupienia czy tej przeklętej koszuli.
Bo mimo że starał się być bardziej dyskretny niż typowy napaleniec, miał wrażenie, że wyglądał jakby oczami chciał wypalić w nim dziury. Palce aż swędziały go żeby rozpiąć mu następny guziczek... I następny... I następny... Aż do samego końca, kiedy mógłby wreszcie poczuć, skóra na skórze, twarde mięśnie, oznaczyć tą kremową skórę...
- … Powrócić do rozmowy.
Obito, po raz kolejny tego dnia poczuł, że się czerwieni. Miał przestać robić z siebie idiotę, nie jeszcze bardziej objawiać się jak nastolatek ze zbyt wysokim libido.
Wsadził ręce w kieszenie żeby przestały go tak świerzbić i zmusił swój wzrok do pozostania na oczach jego nauczyciela. Co prawda zazwyczaj nie było to specjalnie trudne ale tym razem... Cóż, Obito może i był nastolatkiem ze zbyt wysokim libido. Ale przynajmniej się starał.
- Mógłby pan powtórzyć tą ostatnią część?
Nieusłuchane oczy znowu na chwilę ześlizgnęły się niżej... Ale Obito zmusił je do pozostania na miejscu. Kakashi zresztą wyglądał na nieco wybudzonego z letargu, bo zmarszczył brwi, a jego wzrok natychmiast zaostrzył się, stając się coraz bardziej uważnym.
- Jeśli chcesz kontynuować naszą rozmowę, to jutro po waszych ostatnich lekcjach jestem wolny. - Powtórzył, wolniej, nieco ostrożniej, a Obito uśmiechnął się pokrzepiająco. Przy odrobinie szczęścia Kakashi zwali to na karb ostrzejszej lekcji wf'u niżby faktycznej nieumiejętności Obito do pozostania skupionym.
- Tak... Tak Pasuje mi. Bardzo dziękuję. - Stali przez chwilę przed sobą, patrząc się przed siebie, chociaż nie do końca na siebie, zanim Obito załapał, że dalej stoi na drodze Hatake i mówiąc szybkie „do jutra”, odsunął się na bok, w odpowiedzi słysząc bardziej formalne „do widzenia”. Nie ruszył się z miejsca jeszcze przez dobrą minutę, patrząc jak sylwetka Kakashiego powoli się oddala, z dozą rozczarowania zauważając, że i koszula i spodnie były nieco za luźne, nie pozwalając mu przyjrzeć się dokładnie.
Potem jakby nigdy nic wrócił do nieco zaskoczonej Rin i blado-zielono wyglądającego Yahiko.
- Yahiko trafił, prawda? - Zapytała dziewczyna, zaskakująco delikatnie, jej głos wypełniony był zrozumieniem. Oczywiście, że rozumiała. Zawsze wspierała i namawiała Obito do większej otwartości w swoim biseksualiźmie. Tyle, że jej zrozumienie miało swoje granice i pewnie gdyby tylko wiedziała, że...
- To nasz nauczyciel. - Wymamrotał Yahiko przez zaciśnięte gardło, a wzrok Rin natychmiast przeskoczył na niego, szukając jakiegoś znaku, że sobie żartuje. Jednak gdy i nagle bardziej ponury Obito i zszokowany Ame dalej zachowywali zupełną powagę, wykrztusiła słabe „co?”...
Obito nigdy nie był dzieckiem urodzonym w czepku. Wprost przeciwnie, jeśli coś mogło się spieprzyć to mógł mieć niemal stu procentową pewność, że tak się stanie...
I chyba za te wszystkie lata pecha, los się do niego uśmiechnął i w momencie gdy Rin zaczęła wszystko układać sobie w głowie, gdy już miała zadawać pytania...
Przyjechało jego metro.
Obito odwrócił się na pięcie puścił się sprintem w stronę otwieranych drzwi, nie zwracając uwagi na niepewne nawoływania Rin, gestykulując przed siebie, mając nadzieję, że zrozumieją, krzycząc przez ramię „Później!”.
W ostatnim momencie wskoczył do środka, wzbudzając wokół siebie małe zainteresowanie, jakaś staruszka zaczęła głośno komentować „kulturę dzisiejszej młodzieży”, ale on totalnie to zignorował, udając że wcale nie zerka się Rin i Yahiko dalej stojących na platformie, patrzących na niego z takim zainteresowaniem jakby był wymarłym gatunkiem.
Westchnął, sięgając do kieszeni, w której już zawzięcie wibrował jego telefon. Smsy od Rin dochodziły niemal z prędkością światła i przejechał wzrokiem tylko po paru z nich.
To prawda?!”
Obito!!”
Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?!!”
Cóż, będzie miał sporo do tłumaczenia. Zwłaszcza że jego pognanie jak poparzonym w drugą stronę na same wspomnienie o poruszeniu tego tematu było bardzo wymowne, a śpieszenie się do domu nie było żadną wymówką. Nie z tymi ludźmi.
Parę razy przymierzał się do odpisania, w końcu decydując się na „Później. Pogadamy jak będziesz miała czas.”, po czym włożył do uszu słuchawki, włączając muzykę, sporadycznie odpisując na kolejne smsy – plany Rin na terminy spotkania.
I mimo tego, że ich konwersacja urwała się po zaledwie kilku minutach, droga minęła mu szybko, bo kołysanie i lekkie dudnienie ślizgającej się szybko między przystankami maszyny zawsze sprawiało że robił się śpiący. Na swoje szczęście albo udało mu się nie zasypiać albo budzić się na swoim przystanku...
… No dobra, może i parę razy go przepał i spóźnił się na lekcję, ale co miał zrobić? Przemycać energetyki w pudełku na lunch?
Tym razem jednak obudził się perfekcyjnie dwie minuty przed swoim przystankiem, zdążył sprawdzić telefon, dowiadując się, że oprócz paru smsów od Yahiko na temat weekendu (być może rudy zamierzał od teraz żyć w zaprzeczeniu, tym lepiej dla Obito), zupełnie nic nie przegapił.
Nie odpisał mu z zamiarem zrobienia tego za parę godzin, kiedy przestanie boleć go głowa, i wymknął się pomiędzy ludźmi na stację.
I wtedy go zauważył.
Jakieś piętnaście metrów przed nim maszerował z wzrokiem wbitym ziemię (albo książkę, Obito stawiałby, że w książkę), Kakashi. Znowu.
Nie mógł narzekać, chociaż zdecydowanie wolałby porozmawiać niżby wpatrywać się w jego plecy. Chociaż z drugiej strony, powstrzymywał go jeden maleńki szczegół...
Mógł dowiedzieć się gdzie mieszka.
Dobra, dzięki tej myśli brzmiał nieco jak stalker, ale naprawdę nie miał złych intencji... Po prostu był
ciekawy. Zwłaszcza, że ostatnio spotkał go podejrzanie bliskiej mu okolicy...
Więc szedł paręnaście metrów za nim, udając że nawet go nie zauważył, na wszelki wypadek gdyby się odwrócił.
I był tylko coraz bardziej zszokowany, bo Kakashi nie zatrzymywał się ani przy blokach mieszkalnych zaraz obok stacji, ani nie skręcił w stronę parku, zamiast tego przeszedł przez ulicę obok marketu i dalej szedł przed siebie...
Dokładnie tą samą drogą którą Obito przemierzał codziennie do szkoły i z powrotem.
Przystanął na chwile przy markecie, bo szedł trochę szybciej niż Kakashi, może dlatego że miał dłuższe nogi, mając nadzieję, że nie wygląda zbyt psychotycznie, czekając aż jego postać zbliży się do bloków parę metrów dalej.
- Hej Obi..! - Z cichym plaśnięciem zatrzasnął dłoń na ustach Naruto, akurat w momencie w którym miał wypowiedzieć jego imię, które tego dnia słyszał już zdecydowanie za dużo razy. W dodatku, czy on naprawdę nie umiał mówić cicho? Czy Obito naprawdę musiał mieć takie „szczęście”, żeby wpaść na wychodzącego z marketu gimbusa?
Chociaż ostatnimi czasy nie widział Sasuke w szkole, co by tłumaczyło ich nagłe wycieczki w te okolicę...
Nie ważne.
Rzucił Naruto mordercze spojrzenie i przystawił sobie palec do ust, bo w zasadzie nie minęła mu migrena i wyminął go z ignorancją, ścigając sylwetkę znikającą mu z pola widzenia zaraz za budynkiem.
Ostatnią prostą przebiegł truchtem z obawą, że zgubi go w tak banalnym momencie, po czym przylgnął do ściany, wychylając się lekko, wyglądając czy czasem się za bardzo nie pospieszył z tym pościgiem, teraz zdecydowanie wyglądając jak stalker.
I zdążył w idealnym momencie, aby zobaczyć powoli zamykające się drzwi od klatki schodowej, za którymi zniknęła mu siwa czupryna.
Obito wyprostował się, teraz otwarcie przyglądając się budynkowi. Był w niemałym szoku...
Bo sam mieszkał zaledwie trzy bloki dalej.
Fala pytań zalała jego myślenie, mieszając się z potężnym uczuciem skonfundowania i niedowierzania.
Jakim cudem nigdy wcześniej się nie spotkali? Jakim cudem o tym nie wiedział?
I przede wszystkim;
Co do cholery?
Z drugiej strony, nie mógł uwierzyć we własne szczęście.

3 komentarze:

  1. "Ja tu zostaję~~" Ł.K
    Obito, stalkerze. Teraz będziesz mógł molestować Kakasza nie tylko w szkole xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
    2. No właśnie, Anon miała racje...Dawno nie było molestowania i zgadzam sie z nią...TĘSKNIEEEE </3

      Usuń