Hello my friends!
Dawno nie miałam takiej przerwy...czy ja wiem czy długo? W każdym
razie jebać XD
Powiem tyle...dużo pomysłów, mało czasu i chcenia do pisania, ale
się naprawi :)
Btw. Co do rozdziału to jak na mnie krótki ;-; ale wspólnie z Anon
(czyt. Dała mi przyzwolenie na dodanie takiej długości :D)
Stwierdziłyśmy, ze dodawanie jakiegokolwiek dialogu, bądź
kontynuacja będzie dość niepoprawna...ale za to postaram się, aby
kolejny pojawił się z mniejszą rozbieżnością czasu
A teraz Miłego czytania!
*~*~*
Dziwnie jest mieszkać z obcym facetem
pod jednym dachem. Tak, obcym, bo pomimo czterech lat wspólnej
pracy, Kakashi wiedział o nim tyle co o każdym praktykancie. Imię,
nazwisko ewentualnie stanowisko. Hatake nigdy nie uważał, że
jakakolwiek obszerniejsza wiedza na temat Uchihy będzie potrzebna mu
do poprawnej egzystencji, jednak brunet był innego przekonania.
Gdzieś w swoim życiu znajdywał czas, aby dokładniej przyjrzeć
się życiorysowi Hatake. Wiedział co najbardziej lubił na lunch,
gdzie i w jakich porach go zjadał, ale nigdy nie mógł dotrzeć do
tej cennej informacji, która tak wysoko mieściła szarowłosego w
rankingach sprzedaży. Prawda była taka, że Obito mógłby
przewrócić cała korporacje do góry nogami, a odpowiedź na jego
pytanie nie byłaby zadowalająca. Dlaczego? Ponieważ informacja,
która spędzała mu sen z powiek nad zwyczajniej na świecie nie
istniała. Kakashi był zwykłym trzydziestolatkiem,
który prowadził nudne życie składające się z pracy i czytania
książek. Rzadko wybywał gdzieś ze znajomymi (Prócz Rin, i za
każdym razem nie umiał wyjść z podziwu, co takiego miała, że
nie umiał jej odmówić) Dlatego, każda próba wychwycenia, chodź
małego szczególiku przez Uchihe, lekko go śmieszyła. Wszystko
sprowadzało się do jednego punktu. Skupienia. Nigdy nie wątpił w
zdolności młodszego od siebie (jeśli chodzi o doświadczenie)
Uchihy, ale po latach obserwacji mógł poprawnie skwitować, że
mężczyźnie brakuje skupienia na swoich zadaniach. Szarowłosy
widział w nim uwięzione dziecko w dorosłym ciele, a jego
zachowanie utwierdzało go w jego przekonaniach. Nie miał problemów
z nawiązaniem kontaktów w pracy, a jego nazwisko było znane samo w
sobie. Sławy nie otrzymał poprzez swe osiągnięcia, lecz przez
gadane, za co Kakashi go podziwiał. Nie dlatego, że jemu tego
brakowało. Hatake bardzo dobrze radził sobie z kontaktami
międzyludzkimi, tylko nie odczuwał potrzeby zacieśnienia więzi ze
współpracownikami. Zawsze starał się być miły i uprzejmy, ale
również był charyzmatyczny, co dobrze wpływało na jego życie
zawodowe. Nie raz udało mu się wynegocjować nie lada kontrakt dla
firmy, przez co miał wielkie uznanie od prezesa.
Lecz nie tylko to wywoływało u niego zadumę. Determinacja, której
nie brakowało mu od jakichś dwóch lat. Nie raz się zastanawiał,
jakie ma motywacje, bo Hatake na sama myśl, aby poświęcać swój
wolny (lub też nie) czas, by przeszukiwać czyjąś teczkę wzdychał
ciężko i naprawdę, musiałoby być to coś bardzo ważnego, by
ruszył tyłek w tej sprawie. Czasami siedząc w pracy, kiedy to mógł
przyjrzeć Obito dokładniej, było mu go trochę szkoda. Kakashi
znał odpowiedź na trudzące bruneta pytanie od bardzo dawna, a mimo
to jego duma nie pozwoliła mu na przyjacielski gest z jego strony.
Czekał na moment, w którym to mężczyzna się podda, i sam
przyjdzie go zapytać. Nie raz wyobrażał sobie jego minę. Bo
przecież zagadka wcale nie jest taka trudna. Wystarczy odrobina
skupienia na swoich sprawach, nic więcej.
Mówiąc o zagadce, to życie pod jednym dachem z Obito było jednym
z utrudnień. Hatake po powrocie do domu, nie mógł zrezygnować z
profesjonalnej postawy wobec swojego wroga. Budował sobie tym taka
warstwę ochronną, która miała zabezpieczyć go przed atakiem
drapieżnika. Nic jednak nie szło tak jak miało iść. Zamysł tego
całego zamieszania miał nie wpływać, na jego dotychczasowe życie,
ale tak nie było. W pracy przyłapywał się na myślach, o kolejnym
wspólnym posiłku z Obito. Kiedy kładł się spać przez głowę
przemknął mu śpiący Uchiha, który gdzieś zmiękczył jego
serce, a w przerwach w pracy zastanawiał się i odliczał ile to dni
zostało do jego powrotu, i jak bardzo pusto i cicho będzie, kiedy
brunet się wyprowadzi. Nie był pewien, czy mógłby tęsknić za
wiecznie brudnymi garami i syfem w salonie, ale mógłby tęsknić za
jego osobą. Szczeniackim uśmiechem, który z rana go irytował, ale
jednocześnie intrygował. Sprawiał wrażenie, że Hatake
jednocześnie chciał go wykopać ze swojej kawalerki, ale z drugiej
strony nie chciał go już z niej wypuścić. Karcił się za takie
myśli. Pozwalał tym , aby Obito coraz bardziej mógł przedostać
się przez jego warstwę, co sprawiało, ze nie czuł się
bezpiecznie w swoim mieszkaniu. Był narażony na dość nie subtelne
zagrania ze strony współpracownika, a jeden jego błąd, a cała
„profesjonalna” otoczka pękłaby jak bańka mydlana.

Rozdział krótki, ale dobry (i to się liczy)
OdpowiedzUsuńWeny życzę xx
(Wybacz, ale nie wiem co mam jeszcze dodać. Moja zdolność pisania komentarzy jest... A właściwie to jej nie ma)
Następny będzie dłuższy obiecuję!
OdpowiedzUsuńNe, ne
OdpowiedzUsuńA gdzie rozdział :<
Nie poganiam Cię, ale to już 2 miesiące :'<
W każdym razie, weny życzę ♡
Przepraszam, ze nie odpisałam,a le nie przywykłam jeszcze do sprawdzania komów w starszych postach.
Usuń(Wie ktoś czy da się włączyć powiadomienia na to? Bo beri z czasem idzie nie ogarnąć XDDD)
Rozdział 4 już jest </3
A kolejny będzie niebawem
Miłego dnia/nocy :D