Strony

wtorek, 29 września 2015

Nadzieja umiera ostatnia #2- Wydaje ci się...

Pomimo to, że dziewczyna była nastawiona dość pesymistycznie do tego spotkania udała się na nie. Nie ubrała się w nic wyjątkowego. Zwykłe rurki i bluza- jej codzienność. Całe swoje dzieciństwo spędziła tu, i co? Miała by się rozdzielić z Aleksem? Jej przyjacielem, który wspierał ją w najcięższych chwilach? Alicja nie dopuszczała do siebie takiej możliwości. Gdy czesała włosy usłyszała pukanie do drzwi. Chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. Była pewna, ze to Aleks więc nawet nie patrzała kto za nimi stoi tylko odeszła i wróciła przed lustro. Chłopak stanął tuż za nie, przez co widziała jego twarz w odbiciu.
-Co się tak patrzysz?
-Nic, tylko nie wydajesz być się szczęśliwa- przechylił głowę.
-Wydaje ci się.
Chłopak usiadł na łóżku tuż obok. Nadal wpatrywał się w nastolatkę.
-Alicja...-wyszeptał dość słyszalnie.
-Co?
-Widzę, że kłamiesz-westchnął
-A z czego mam się cieszyć? Z tego, że nas rozdzielą? -powiedziała upuszczając szczotkę na ziemię. Schowała twarz w dłonie i zaczęła szlochać. Brunet wstał i chwycił mnie za ramiona.
-Ala, nie rozdziela nas, a jeśli...
-Właśnie, a jeśli? Nie chce rozumiesz nie chce
-Wszystko będzie dobrze- ścisnął jej ramiona mocniej.
-Te słowa, stracił dla mnie znaczenie od ósmego roku życia, nie wierzę że będzie dobrze.-Dziewczyn skierowała swój wzrok na zdjęcie mamy.
-Dla mnie nie ma już słowa dobrze, wybacz mi
Brązowooka wyrwała się przyjacielowi z uścisku i skierowała się do drzwi.
-Idziesz?
-Tak.
Oboje ruszyli w stronę gabinetu dyrektorki. Trwała między nimi cisza. Żadne nie miało odwagi sie odezwać. Aleks niepewnie chwycił klamkę do gabinetu, po czym otworzył drzwi i przepuścił Alicje.
Dziewczyna usiadła na krześle i wpatrywała się w dyrektorkę. Po chwili kobieta uniosła wzrok z nad papierów i uraczyła nastolatków swym wzrokiem.
-A wiec tak- zaczęła niepewnie- Dwie rodziny są wami zainteresowane,ale to już wiecie. Wszystko jest już ustalone. Alu ty zamieszkasz ze swoimi nowymi rodzicami w Gdyni, a ty Aleks w Krakowie. Alicja po wysłuchaniu przemowy dyrektorki gwałtownie zerwała się z miejsc i wybiegła z gabinetu. Po drodze wpadła na młodszą od pani dyrektor kobietę, ale nie zwróciła uwagi kto to. Biegła dalej z nadzieja ze ucieknie od rzeczywistości
 

czwartek, 17 września 2015

Nowe tło.

Narysowałam nowe tło... Yey. ;-;
Od lewej Leon, Violetta, Damien i Toby.

Ps. Tak, dlatego tak długo była cisza.

Ps 2. Kłamałam w PS.

Ps 3. Spróbuję coś napisać.

Ps 4. Anime mnie wzywa, lol.

Ps 5. Już kończę te PS'y... XD

Ps 6. Znowu kłamałam!

Ps 7. Muszę napisać stare rozdziały Ciekawego Pacjenta od nowa, bo ssą. 

środa, 9 września 2015

Ciekawy pacjent cz. 17 - Dziwne myśli.

Dłuuuugo mnie nie było... Leń i regeneracja. [*]
***
Dni były całkiem... Nudne.
Jakby na złość Toby'emu, czas ślimaczył się okropnie, a myśli były tego totalnym, nieznośnym, przeciwieństwem. Gnały jak szalone.
Tak na prawdę to dopiero teraz był zdenerwowany. Wszystko po czasie do niego dotarło.
Damien go pocałował.
Cholera, a jemu się to podobało.
Cóż, jedną z wielu myśli, która niestety pozostawała mu w głowie było "Rodzice raczej nie byliby zadowoleni. Nici z wnuków! A przynajmniej z jego strony..."
W sumie, może jakoś się może jeszcze uda!
Jak zamieni Damiena w babkę...
Tylko, że... Z nich dwóch to Toby bardziej pasował na mamę...
Poszarpał swoje już i tak rozczochrane włosy, próbując zapomnieć o tym idiotycznym pomyśle.
Chwila, czy on właśnie myślał o założeniu rodziny z tym psycholem? W dodatku, jako matka?
Widocznie propaganda zaczęła działać.
Energicznie potarł skronie, sam siebie denerwował.
- Znowu świrujesz? - Zapytał znajomy głos. Jayden, poznał Toby. Usłyszał, że zamyka drzwi. - Jakoś częściej ci się to zdarza od kiedy poznałeś Damiena. Czyżby szaleństwo było zaraźliwe? - Reus nie podniósł się z miejsca. Właściwie, nawet nie drgnął. Zamiast tego odmruknął:
- Obawiam się.
- Mówisz serio czy to znowu sarkazm?
- Czy ty w ogóle mieszkasz w Anglii? - Toby wyciągnął się na krześle, uśmiechając się ironicznie.
- Tja... To ja może zostawię ciebie i twój sarkazm samych? Widzę, że dzisiaj coś za bardzo się do siebie kleicie.
- Wybacz. - Jayden zamarł na chwilę.
- Toby Reus właśnie mnie przeprosił... Stary, wszystko okej?
- Bardzo śmieszne.
- Nie żartuję. Ostatnio zachowujesz się dziwnie. Chodzisz zamyślony, jesteś bardziej nerwowy i bez przerwy robisz coś dziwnego, na przykład ciągniesz się za włosy i po prostu... Wyglądasz jakby coś cie dręczyło. Coś się stało? - Toby spuścił wzrok, lekko się rumieniąc. Zdecydowanie musiał wrócić na ziemię i wreszcie się ogarnąć. Był dorosły, powinien sobie radzić z takimi, zwłaszcza takimi, sprawami, które były zwyczajnie błahe. Poza tym, jak tak dalej pójdzie to pół dzielnicy zacznie plotkować, że ma niby ma romans z pacjentem.
Pacjentem psychopatą.
- Nie ma się o co martwić. -Stwierdził stanowczo, poniekąd przekonując samego siebie. - Zwyczajnie za intensywnie myślę nad przypadkiem Damiena. - Jayden zachichotał. - O co ci znowu chodzi, hm?
- Nic, nic. -Machnął ręką, kierując się w stronę wyjścia. - Wybacz, ale muszę spadać. Wiesz, siła wyższa. - Uśmiechnął się i wesoło pogwizdując, ruszył w stronę wyjścia. - Och, głupi jestem. - Odwrócił się przez ramię i uniósł kciuk w górę. - Pamiętaj, że jak coś się stanie, to zawsze możesz pogadać ze mną. - Otworzył drzwi, machając na pożegnanie.
- Dziękuję. - Szepnął za nim Toby, uśmiechając się delikatnie.