Strony

czwartek, 7 maja 2015

Ciekawy Pacjent cz. 12 - Wycieczka

Ale długo mnie nie było... No cóż, szkoła, brak weny, inne... Zainteresowania, taka sytuacja :v.
***
Toby wystukiwał nieznany nikomu rytm w kierownice swego matiza. Raz po raz zerkał na swojego pasażera i z powrotem na drogę.
- Czy wspominałem już o piękności twego auta?
- Cztery razy Damien. A ja cztery razy ci odpowiadałem, że na nic droższego mnie nie stać i nie jest mi potrzebne. - Wspomniany mężczyzna westchnął i nie robiąc sobie nic z wilczego spojrzenia swojego towarzysza, przechylił się do tylu wykładając nogi na desce rozdzielczej. 

Po chwili milczenia z zamachnięciem klepnął Toby'ego w ramie, na co tamten niemal podskoczył w siedzeniu:
- Wyluzuj trochę, chłopie. nigdy nie kierowałeś czy co?
- Kieruje, nie robi się takich rzeczy kierowcy, nigdy. - sucho warknął Toby, nawet nie zerkając już na Damien'a.

- Racja... Ale mógłbyś być trochę milszy. - Cole zachichotał złośliwie słysząc przeciągły, umęczony jęk.
***

- Matko moja, niekochana, wolność! - Krzyknął Damien, przeciągając się i strzykając kośćmi. - To gdzie jesteśmy?
- Zobaczysz.
- Hej, mały. - Złapał ramiona Toby'ego i położył podbródek na jego głowie. - Nie lubię takich tajemnic, wiesz? - mruknął ocierając się nosem o brązowe kosmyki.
- A ja nie lubię naruszania przestrzeni osobistej i traktowania ludzi przedmiotowo. - Lekko odepchnął od siebie bruneta i zamknął samochód. - Więc może przestałbyś wypróbowywać na mnie swoje sztuczki? - Odszedł w stronę jakiegoś domu majaczącego na horyzoncie, nawet się nie odwracając.
- Ale wiesz, że się rumieniłeś?
-Zamknij się. - Damien zaśmiał się wesoło. Dzień zapowiadał się na wyjątkowo słoneczny, toteż rzuciło mu się to trochę na samopoczucie. Nawet zwykle naburmuszony Toby uśmiechał się lekko. 
Przeszli kawałek drogi, w której Damien bezustannie ukazywał swoje dobre samopoczucie i przede wszystkim, ciekawość. Toby ledwo trzymał go w ryzach. 
Dotarli do domu. W sumie, był to raczej domek niż dom. Mały ale przytulny. Mimo wszystko, z daleka wyglądał na większy.
Damien chwile podrapał się po głowie w zamyśleniu, aż w końcu zapytał:
- W sumie, dlaczego nie podjechaliśmy aż tutaj?
- Bo miałem ochotę się przejść, a świeże powietrze i tobie dobrze zrobi. - Cole westchnął, kręcąc głową.
- A myślałem, że to ja zachowuję się jak dzieciak.
- Bo zachowujesz się jak dzieciak. - Toby uśmiechnął się chytrze, widząc niejakie zaskoczenie na twarzy mężczyzny. 
Doskonale wiedział czemu tak się stało.
Cóż, nie powinien w ten sposób rozmawiać z pacjentami, ale nastrój mu się udzielił.  
Damien otrząsnął się po dłuższej chwili i również się uśmiechnął. 
Obydwoje naprawdę lubili się przekomarzać.
- To... Co mamy zamiar tu robić? 
- A co można robić w takim miejscu? - Cole chrząknął znacząco, na co Toby tylko sceptycznie uniósł brew. 
- Ta, jasne... - Westchnął i skierował się w stronę domku. - Może znajdziemy coś zabawnego.