Strony

poniedziałek, 22 grudnia 2014

HashiMada - Zima

Mróz nieprzyjemnie szczypał go w twarz i dłonie, ale obserwowanie swojego przyjaciela w jakiś sposób sprawiało, że odczuwał to mniej.

Idiota – pomyślał, a pomimo tego, że z powodu długiej znajomości z wyżej wymienionym wcale nie powinien, to był zdziwiony.

- Mada-chan, pomóż mi! - krzyknął Senju lepiąc ogromną kulę ze śniegu. Tak, Hashirama Senju, właściwie już młody mężczyzna i główny przewodniczący szkoły właśnie lepił bałwana. A Madara Uchiha, drugi przewodniczący, przyglądał mu się z dziwną nostalgią.

- Sam sobie pomóż! I jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie „Mada-chan” to z ciebie zrobię bałwana! - mimo szorstkich słów brunet uśmiechał się pod nosem. Nawet przed sobą by się do tego nie przyznał, ale wydawało mu się to być zabawne. Hashirama odpowiedział mu śmiechem.

- Zaraz sam się w niego zamienisz, jeśli się nie ruszysz, znieczulico! - Uchiha prychnął cicho, ale mimo to podszedł bliżej.

- Co robisz?

- No lepię! Pomóż mi, nie bądź taki. - Madara westchnął z politowaniem i pokazał swoje nagie, już lekko czerwone dłonie. W ogóle nie zrażony tym Senju zdjął własne rękawiczki i wręczył mu je z ogromnym uśmiechem.

- Masz bardzo zimne ręce. -powiedział z lekkim zamyśleniem dalej trzymając Uchihę, na co tamten spuścił głowę, w miarę możliwości, chowając ją w kołnierzu. W odpowiedzi mruknął cicho:

- Daj spokój. I weź je. Po prostu postoję.

- Nie wygłupiaj się, będzie fajnie. - niższy mężczyzna z ulgą zauważył, że jego kumpel wrócił do poprzedniego humoru. Po chwili założył zielone rękawiczki nieznacznie się przy tym wahając.

- To co mam robić? - zapytał siląc się na powagę.

- Po prostu lep!

***


Zdyszany Madara oparł się o drzewo. Był wykończony.

Dlatego zupełnie nie rozumiał jak Senju dalej może biegać lepiąc ogromne kule śnieżne.
Nagle na karku poczuł przejmujące zimno. Podskoczył zaskoczony i starał się wytrzepać, jak się okazało, również śnieg. Pozbywszy się ostatków nieznośnego problemu spojrzał z wyrzutem na zdradzieckie drzewo.

Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Hashirama śmieje się jak opętany. 
I w dodatku śmiał się z niego. 
W odwecie Madara cisnął mu w twarz kulką śniegu. Trafił. Senju umilkł i bezwładnie padł na ziemie. Po chwili jednak emocje opadły, a Uchiha pchnięty wizją zabójstwa podszedł do nieruchomego ciała.

- Em... Hashirama... Ży.. - głośny krzyk szatyna przerwał mu w pół słowa. Niezrażony kolejnym zawałem Madary Senju rzucił się na niego przewracając go na śnieg, po czym ponownie wybuchł wesołym śmiechem widząc jego minę. Ale nawet Madara nie mógł długo się złościć widząc tak dziecinną i bezgraniczną radość. Zamiast tego sam „zaatakował” Hahiramę korzystając z jego nieuwagi. 
No i rozpoczęła się walka. 
Nie trwała ona jednak zbyt długo. Już po chwili obaj zaprzestali dysząc ciężko. Madara kątem oka zaobserwował szokującą, dla niego, rzecz. Robiło się ciemno.

- No i nici z bałwana... - Mruknął podnosząc się do siadu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że pod sobą wcale nie ma tego przeklętego zimnego puchu, tylko wcale nie zimnego Hashiramę, a widząc jego głupi uśmiech odskoczył jak poparzony prawie z powrotem upadając. Otrzepał się i ostatecznie pomógł wstać Hashiramie, bo nie zapowiadało się, żeby on zrobił to samemu. - Chyba trzeba się zbierać...

- Przecież już kończymy! - zręcznie ulepił ostatnią kulę, odstawił ją na samą górę, po czym dorobił bałwankowi twarz. Stanął obok i podpierając się pod boki zaczął – I co, jednak jesteśmy niesamowici, co? - Uchiha chwilę przyglądał się ich „dziełu” w zamyśleniu.

- Prawie ci wyszło, Senju. - Madara doczepił jeszcze nos ledwie powstrzymując się od śmiechu z głupoty sytuacji. Dawno się tak dobrze nie bawił. 
Doprawdy nostalgiczny moment. 
Nagle poczuł, że Hashirama delikatnie go obejmuje.

- Było fajnie, nie? - Madara westchnął, obrócił się lekko go odpychając i trzepiąc jego kurtkę.


- Chyba tak... - mruknął cicho. Jednak Hashirama usłyszał. Uśmiechnął się i ujął jego dłoń. 
I w towarzystwie wirujących płatków śniegu udali się do domu.

***
Cokolwiek... Mimo wszystko mam nadzieję, że się podobało ;D.

środa, 3 grudnia 2014

Ciekawy Pacjent cz. 10 - Niby dorośli, a ciągle jak dzieci.

Halo, czy ktoś tu jest? *Muzyczka z horrorów. Pusto.* Nie było nic od 16 listopada! Nie dziwie się, że pustko i kurz. No to... GO GO POWER RANGERS!


***

- Niedługo lato. Wybierasz się gdzieś? - Toby podniósł wzrok znad notesu. Damien półleżał na kanapie i patrzał na niezidentyfikowany punk około dwadzieścia centymetrów od twarzy szatyna.